niedziela, 3 lutego 2019

No i stuknęła nam dycha...

Ostatnio bywam tu rzadko. Bo tak. Bo takie okoliczności przyrody, że tak to ujmę i proszę mi wybaczyć.
Mam nadzieję, że przyjdą lepsze dni i znajdę w sobie na nowo siłę i chęci. Do pisania, do działania, do wszystkiego. A teraz zajmuję się głównie porządkami. W sensie, że w sobie, bo strasznie mi się nabałaganiło. No.
Jednak możecie szturchać mnie czasami słowem jakim. Czemu nie. Działa motywująco takie szturchanie. I jest miłe.
Również ładne, czyste, śnieżne widoczki, które powodują, że jest jaśniej na dworze, podnoszą mnie na duchu.
O, proszsz. Takie coś z okna sypialni poprawia humor:



Ale w sumie ja nie o tym, tylko o tej dyszce, co nam stuknęła.
Nie chodzi tu o okrągłą rocznicę pożycia, ani nawet o dyszkę dużych baniek wygranych w totka.
No z tym ostatnim, to trochę szkoda.
Myślę, że w ciągu godziny udałoby mi się przepuścić większość wygranej, choćby na siepomaga.pl.
Do przepuszczania aktywów nie trzeba dużej wygranej. Zwykła dycha polskich złotych też wystarczy, żeby pomóc Michałowi, o tu:
https://www.siepomaga.pl/walkamichala
(od razu, zanim przeczytacie resztę, otwórzcie sobie link w nowej karcie, żebyście potem nie zapomnieli)
Nie znam chłopaka. AgaMaga mi podesłała link. Pewnie sama też skądś dostała. Ale Michał jest dokładnie w wieku mojego Tofika. Guzik wiem, co czuje teraz ten chłopak, ale doskonale potrafię wejść w skórę jego Mamy. No i za cholerę nie chcę w tę skórę wchodzić. Taka prawda.

Toficzek - słoneczko mamusine, co to mamuni daje po oczkach nie raz blaskiem swoich pomysłów na życie i decyzji, jak i zarówno swoją wielowątkowością  - za 4 dni kończy dwie dychy i życzę mu wszystkiego najlepszego!
Każdy wie, co znaczy mamine najlepszego - to znaczy naprawdę NAJLEPSZEGO!
Takiego NAJLEPSZEGO, że lepszego już nie ma!

No i Mama Michała też swojemu dziecku życzy NAJLEPSZEGO! Dlatego należy pomóc, żeby te życzenia miały choć cień szansy się urzeczywistnić.

To teraz wracamy do dychy właściwej.
Czyli dychy kotów.
Tak! Równiuteńką dziesiątkę kotów mam w domu.

niedziela, 23 grudnia 2018

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Nie myśl! Jeśli myślisz, to nie mów.

Jeśli mówisz, to nie pisz.
Jeśli piszesz, to nie podpisuj.
A jak myślisz, mówisz, piszesz i podpisujesz - to się nie dziw!

Znacie to, prawda? Bo to stare jak świat.
Otóż nigdy nie doszłam w swych działaniach do samiutkiego końca.
Wystarczyło mi pomyśleć - fakt, głośno tym razem pomyślałam - żeby od razu dostać od życia z liścia w potylicę na otrzeźwienie.
Otóż ci z PT Blogoczytaczy, którzy mnie trochę znają w realu, wiedzą, że choć oto nie zabiegam, choć unikam jak mogę i nie wyrażam zgody, choć nie jest to zgodne z moją naturą to mój żywot marny wygląda niczym jazda z figurami po torze bobslejowym.
Szanowni Państwo sobie zrobią herbaty i kanapek, zasiędą wygodnie i oddadzą się przydługiej lekturze. A na koniec może ten i ów łzę uroni nad ciężkim mym losem (a nie, że będzie mi tu jeden z drugim wył ze śmiechu!).

sobota, 8 września 2018

Kleks czyli Klops czyli Mamba - reaktywacja

Taaa, gdzie to ja skończyłam...?

A, już wiem.

Ale zanim, to co to ja chciałam...?

No tak. Zastój jest psze Państwa. Okrutny zastój.
To znaczy w kotach ruch jak na dworcu, ale w psiej sprawie zastój.
Uprasza się o wzmożenie wysiłków w sprawie Tobiego! Ogłoszenie na olx przyciąga tylko jednostki niepożądane, czyli pseudohodowle i kandydatów na pseudohodowle.
- Czy piesek za darmo?
- Bo ja mam suczkę do niego.
- Nie, nie sterylizowana.
- A piesek kastrowany?
- A JAKI TO ADRES?
Rozumiecie, co czuję odbierając takie telefony. Uprzejmie proszę się postarać!

No to 16. sierpnia byliśmy w Bolesławcu, taaaaa...
A 18. sierpnia o 9.00 rano otrzymałam od Magdy esemesa takiej treści:
"Ktoś wczoraj wyrzucił kotka. Chyba 4 miesiące ma. Cały czarny jak twoja Mamba. Jest u mnie ale to domowy kotek. Dałam go na dwór ale tam kocica moja go goni. Czysty zadbany. Może ktoś by go chciał? On musi być jeszcze w domu bo mały."

czwartek, 30 sierpnia 2018

Kocia misja Mamby i kolejna przepowiednia NNNŚ Weta





Mamba. Rozmruczana, rozgadana, przytulna, ciekawska powsinoga. Jeśli powiem, że już mi się oczy nie pocą na to wspomnienie, to nie wiem, czy ktoś uwierzy.
Mambiszon była dla nas kotem szczególnym. Oprócz cudownej osobowości i wdzięku miała w sobie to coś, co sprawia, że między źwierzem a człowiekiem iskrzy.
Krótko mówiąc był to kot idealnie wybrany przez kocią boginię, żeby dwoje zdeklarowanych psiarzy nawrócić na koty. Mamba swoimi przemowami poszerzyła nasze horyzonty, a nawet wybiła dziurę w naszych sercach, by przez nią - już krokiem marszowym - wlazły z dumnie  podniesionymi ogonami całe kocie zastępy.


Pozostałe nasze kocice takiej sztuki by zapewne nie dokonały. Kiedyś  Gosianka pisała o niejakiej Isi, że ma krótki lont. Obejrzałam filmiki instruktażowe i stwierdziłam, phi! Jeśli Isia ma krótki lont, to nasze panny mają lonty krótsze niż ogony, a Jupi z Burą (czyli Turbo-kotem) mają lonty krótsze niż wąsy! I takim właśnie kocicom Mamba dała u nas dom.
Ale na tym misja Mambulca się nie skończyła! O nie! To dopiero początek ;)

czwartek, 16 sierpnia 2018

24. Bolesławieckie Święto Ceramiki - bylim, widzielim ;)

Dzisiaj to było!
Nasz jeden dzień tegorocznych wakacji!

Zerwaliśmy się świtem i pognaliśmy jakby nas kto na sto koni wsadził (dokładnie 107 koni, ale kto by tam liczył).
No i zajechaliśmy za wcześnie, bo się towarzystwo dopiero rozkręcało.
W tym roku rynek był uboższy niż w latach ubiegłych. Wysokie ceny wynajmu stoisk nie sprzyjają, oj nie sprzyjają, co odbiło się negatywnie na Wrocławskim Jarmarku Bożonarodzeniowym, a teraz Bolesławiec "wycina" drobniejszych artystów i rzemieślników. Szkoda.
Zostają ci więksi i zamożniejsi. No i ceny przez to też jakby dla lepszych gości...
Sądzę, że część wystawców zdecydowało się zjechać na weekend, na zakończenie, licząc na większy ruch, bo apogeum orgii i szaleństwa zwykle jest na koniec. Amyszka jest na miejscu, więc trzyma rękę na pulsie i zapewne też się zająknie na temat, zda relację i rzuci fotami. Może trzeba ją "zachęcić" zdecydowanie szturchając w komentarzach, żeby nam nie zaspała.
Nie było np. naszego pana z wikliną i nie mam swojego wymarzonego koszyka na jarzyny do kuchni. Trudno. Może trafi się jakiś inny jarmark, na którym się spotkamy.
Odpuściliśmy sobie w tym roku giełdę staroci na rzecz sklepików firmowych różnych manufaktur. Wszystkiego w jeden dzień nie dalibyśmy rady obskoczyć, bo by nam nogi weszły jeszcze głębiej...

Najpierw pokażę Państwu szanownemu łupy:



piątek, 27 lipca 2018

Tobi szuka nowego domu

Tobiego poznałam dzięki pani Teresie (czule przez nas nazywanej Tereską, która jest godną następczynią Heni - sąsiadki z naszego poprzedniego lokum).
Tereska jest naszą sąsiadką, z tych zaangażowanych (czyli monitoring i kronika w jednym).
To ona znalazła kocie szczątki, którym wyprawiliśmy honorowy pogrzeb, choć do końca pewności nie ma, czy są to doczesne szczątki Mamby, (tak 70/30) eh...
Niemniej jednak Tereska widząc moją rozpacz po stracie Mamby, wpadła na genialny w swej prostocie pomysł osłodzenia mi żałoby.
Otóż na otarcie łez po czarnej, niespełna 4- kilogramowej kotce, zaproponowała mi przygarnięcie czarnego chyba ponad 40- kilogramowego labradora. Co w prostym przeliczeniu miało zrekompensować mi stratę dziesięciokrotnie :)

Liczy się gest!

No i tak poznałam Tobiego