"...płeć jak telewizor, telewizor jak płeć,
można nie używać ale trzeba mieć..."
Marian Załucki
>>> znalezione tu <<<
Kiedyś
się przynajmniej dało na nich kwiatki stawiać, a pod kwiatek koronkową serwetkę
podłożyć i disajn był. Teraz, no cóż…
Spotkałam
się niedawno z koleżankami i kolegami z mojej klasy z ogólniaka (cudowne to
było!), by upamiętnić kolejne dziesięciolecie (które – nie zdradzę) od egzaminu
maturalnego. Jakoś tak rozmowa zeszła na telewizję i telewizory, których
większość z nas, jak się okazało, nie posiada! Telewizory pozostały tylko na
wyposażeniu domostw osób, posiadających dzieci jeszcze w wieku wczesnoszkolnym
lub przedszkolnym.
Przypomniał
mi się wtedy pewien wywiad, w którym profesor Zanussi zastanawiał się głośno,
czy były robione jakieś badania socjologiczne lub sondaże, z których wynikałoby
jasno, że część publiki, łaknąca obcowania z treściami ambitniejszymi niż
sitkomy i taniec w środowisku wodnym o różnym stanie skupienia, cierpi na
bezsenność. Albowiem wszelkie ciekawe programy edukacyjne, historyczne,
publicystyczne oraz filmy, nie będące brazylijskimi tasiemcami, emitowane są w
godzinach późnowieczornych i wczesnonocnych. Osobiście nic mi na temat takowych
badań nie wiadomo. Ja robię się śpiąca już po bajce i zdarzyło mi się nie
dotrwać do godziny emisji interesującego mnie programu. Telewizor pożegnałam
więc bez żalu, bo do oglądania czegokolwiek to on nie służył. Telewizorów nie
posiada również większość mojej rodziny. Raz jednak się przydał.
Nie
jako przedmiot materialny, ale jako idea.