wtorek, 15 maja 2018

Ratuj!

Szanowni Blogoczytacze,
Fundacja NaszeZoo.pl poprosiła mnie o propagowanie szczytnej akcji: "Ratuj!"
a dokładnie: „Ratuj!” bezdomne zwierzaki przed kleszczami


Kleszczy w tym roku jest dużo ze względu między innymi na łagodną zimę i sama musiałam wydać krocie na zabezpieczenie mojego futrzatego towarzystwa, któremu włączyło się szwędactwo i się włóczy po lasach i krzakach.

Już zabezpieczenie dla kilku zwierzaków to ruina finansowa dla właściciela, a w skali schronisk czy przytulisk to są olbrzymie kwoty.

W ramach akcji Ratuj! zbierane będą obroże dla psów i kotów, które pozwolą zabezpieczyć zwierzaki aż do ośmiu miesięcy oraz krople do aplikacji na skórę czworonoga, działające do czterech tygodni.
Co dokładnie trzeba zrobić, aby pomóc?
Aby podarować bezdomnym zwierzakom preparaty przeciwkleszczowe, wystarczy wejść na platformę www.dlaSchroniska.pl, a następnie wybrać z listy kilkudziesięciu placówek z całej Polski tę, którą chce się wesprzeć, jednego z jej podopiecznych oraz środki, które planujemy mu ufundować.
Ponieważ koszt tego rodzaju produktów jest stosunkowo wysoki, dlatego można kupować na rzecz poszczególnych schronisk i fundacji także „cegiełki” o wartości 10 zł, które zostaną przeznaczone na środki przeciwkleszczowe. Cały proces przypomina zakupy w sklepie internetowym, jednak darczyńcy nie ponoszą kosztów dostawy.
Akcja „Ratuj!” na platformie www.dlaSchroniska.pl potrwa do końca czerwca.

Jeśli ktoś z Was, kochani PT Blogoczytacze zechciałby wesprzeć akcję to osobiście rekomenduję schroniska i przytuliska z tych biedniejszych regionów kraju...
Zwróćcie uwagę na zielone paski na górze strony - zwierzęta w potrzebie (4618) i schroniska i organizacje (71) gdzie klikajac można wybrać wg województw.
Na dole strony są zielone przyciski "następna" i "poprzednia" - przenoszą nas na dalsze strony ze zwierzakami.

Oczywiście można informację podawać dalej np przez FB jeśli ktoś ma.
Tutaj jest link dla fejsbukowych: https://www.facebook.com/FundacjaNaszeZoo/posts/1936319616592930


poniedziałek, 7 maja 2018

Mężczyźni w życiu kobiety

Ale zanim do meritum, to tutaj >>>LINK<<< do ważnego i ciekawego posta na blogu Krzyśka Koniecznego, który to wpis część PT Blogoczytaczy mogła przegapić - a szkoda by było.

Poniższe wywody publikuję z pewną taką nieśmiałością, bo to wchodzenie w obszary, po których chyba najlepiej porusza się Czarny(w)Pieprz i kudy mi tam do Pieprza. Ale temat gradacji negatywnych emocji, jakie mężczyzna jest w stanie zafundować kobiecie, zaczął mnie bardzo nurtować, od kiedy zdałam sobie sprawę, co jestem w stanie odpuścić, a za co byłabym skłonna zabić ;)
Podkreślam: odpuścić, a nie wybaczyć i zapomnieć - bo ani ja Chrystus, ani nie mam Alzheimera.
Krewkość mam po przodkach zapisaną w genach, a wiadomo genów kijem nie wybijesz.

Kiedyś trafiłam na taką złotą myśl, że w życiu kobiety musi być trzech mężczyzn, których może ona obdarzyć bezwarunkowym zaufaniem: dentysta (mam - anioł nie człowiek), ginekolog (trwają poszukiwania kandydata) i mechanik samochodowy (też mam - panie Piotrusiu, pozdrawiam!).
I tak sobie myślę w kontekście mojego zwierzyńca, że jeszcze musi być weterynarz. Ba! Nawet przede wszystkim musi być weterynarz!

Taaa... każdego innego łatwo wymienić w sumie.
No bo załóżmy, że nas taki ślubny/nieślubny kantem puścił - proste - nie był idiota wart tego szczęścia, a niechże idzie i szerokiej drogi. Tego kwiatu jest pół światu i jakiś czasoumilacz zawsze się znajdzie.
Zyskujemy przestrzeń życiową i miejsce w szafie.
Jeśli mamy do tego konto bankowe na nasze nazwisko, na którym umieściłyśmy przezornie satysfakcjonującą nas część oszczędności jego życia, to tym bardziej otwieramy mu drzwi na oścież i broń Boże nie zatrzymujemy niewdzięcznika, przemilczając tę drobną kwestię reparacji wojennych.
Jeśli puścił nas kantem z naszą osobistą "przyjaciółką" - a niechże idą oboje w czorty!
Wiadomo, że ta flądra przypali mu nawet wodę na herbatę, jej drożdżowym można gwoździe wbijać, a po bigosie wszyscy lądują na oddziale zatruć - i dobrze mu tak!
Można nawet pokusić się o oddanie naszego przechodzonego i wyjątkowo męczącego egzemplarza w tzw. dobre ręce jakiejś znajomej, namolnej zołzie. Potem zrobić scenę i już! Obydwoje mamy z głowy!
Oczywiście zawsze należy zadbać wcześniej i o byt, i te kilka poręcznych zwitków biletów Narodowego Banku Polskiego w słusznych nominałach na otarcie łez.
(No i co z tego, że łzy raczej nieszczere? Szczere, szczere Taka jest wersja oficjalna i kurczowo się jej trzymamy.)
Gorzej jeśli egzemplarz oddali się nie tylko z "przyjaciółką" latawicą, ale ze srebrnymi łyżeczkami Frageta po babci - wzór irysy - i oszczędnościami NASZEGO życia, choćby i czynionymi z jego pensji.
O, kanalia!
Ale wiadomo, kradzionym się nie utuczy! Nie upasie się na naszej krzywdzie!
Niech ma i niech się udławi!
Zapewne ta wydra wszytko wyda na stroje i kosmetyki!
A najlepiej niech kupi sobie szybki, sportowy samochód i niech się nim zawiną wokół najbliższego drzewa!
(Pomyślny sobie to tak serdecznie, mściwie z głębi trzewi i od razu zrobi nam się lepiej. Wszak nie można tłumić negatywnych emocji. Dalej się sprawą nie katujmy, bo nie warto niszczyć sobie zdrowia dla tych padalców)
To, że ślubny/nieślubny może się okazać być szują, to nic nadzwyczajnego.
Ot statystyczna hipoteza, a nawet aksjomat, rzekłabym nawet.
Najważniejsze to być przygotowanym na taką ewentualność.
Nie duchowo, czy uczuciowo - MATERIALNIE przygotowaną.
Po czym poprawiamy liliowy kapelusz, fryz i mejkap i ruszamy na bal życia, o!
Oczywiście statystycznie jest też możliwe, że akurat nasz egzemplarz jest miłym, domowym, na wskroś porządnym chłopem, zaradnym, troskliwym, przewidującym, zrównoważonym i ...................................... (w miejsce kropek wstaw brakujące wyrazy), a nawet przystojnym i w dodatku trafia brudnymi skarpetami do kosza na pranie.
(No dobra, która trafiła szóstkę w totka? Jakoś nie widać... ale oto jest kilka pomniejszych nagród. Nie jest źle)
Temat związków i rozwiązków tu można uznać za zamknięty.
Wszystko w sumie da radę wpisać w schemat więc nie rozpaczamy, nie żałujemy, nie zatrzymujemy tylko zapobiegawczo lub w odwecie skubiemy, a następnie żyjemy długo i szczęśliwie. The end.

Z ginekologiem czy dentystą sprawa też nie przedstawia się tak tragicznie.
Jeśli podpadnie nam rzecz jasna.
Łatwo toto wymienić na inne, a nawet w takiej wsi na 500 tys. mieszkańców nie jest trudno szepnąć słówko tu i tam, zrobić kilka MERYTORYCZNIE ugruntowanych wpisów na forach internetowych z opiniami o lekarzach i wieść idzie pocztą pantoflową jak lotem błyskawicy obniżając takiemu przychód i dochód. I w ogóle nie jest trudno sprowadzić na delikwenta tzw. pecha. Każda umiarkowanie pomysłowa za to bardzo wkurzona kobieta to potrafi.

Mechanicy samochodowi często posiadają bardzo zazdrosne żony. Jak tak się czasem przyglądam tej grupie zawodowej, to tej żoninej zazdrości nijak nie jestem w stanie pojąć, ale z drugiej strony nie znam stanu wspólnego ich konta i w ogóle nie to ładne, co ładne...
Jednak niech nam taki coś grubo, grubo podpadnie. Głowicę źle splanuje lub zepsuje komputer podpinając pod niewłaściwy program diagnostyczny, przestawi w dieslu ząbki na pompie przy wymianie rozrządu, bo nie użył właściwych blokad, ALBO POPLAMI SMAREM NOWE DYWANIKI, no to chłopak będzie miał ciepło!
Zawsze znamy kogoś, kto zna kogoś, kto zna panią Jadzię z mięsnego, która zna panią Stasię z kiosku, która zna kucharkę ze stołówki w zakładzie pracy najlepszej przyjaciółki żony mechanika. I właśnie ta przyjaciółka, zupełnie przez przypadek, dowie się przy bufecie, że oto mąż jej najlepszej przyjaciółki siedzi w warsztacie po godzinach, bo konserwuje podwozie klientkom.
Po czym z satysfakcją czytamy w lokalnej prasie codziennej o przemocy domowej na ulicy Bławatkowej i poranna kawa od razu lepiej smakuje :)

I dochodzę do wniosku, że najgorzej ma się sprawa z weterynarzem.
No bo jeśli na ten przykład idziemy zatroskane z naszym kotkiem do weterynarza: z naszym ślicznym, puchatym, smukłym koteczkiem, któren właśnie od jakiegoś czasu nie ma apetytu, nos odwraca od polędwicy wołowej i wątróbki z kurcząt ekologicznie hodowanych, z sił opada, przez ręce leci i z osłabienia nawet główki z fotela nie podnosi. Jeśli idziemy po pomoc, ufne jak dzieci, z ukochanym zwierzątkiem, któremu grozi śmierć głodowa na naszych oczach, a słyszymy diagnozę wypowiedzianą pod pozorem troski, że NASZ KOT JEST ZA GRUBY, BO PRZEKARMIONY PO PROSTU, A DO TEGO LENIWY I ROZPASKUDZONY, to przecież się facet tylko o śmierć prosi i językiem sobie grób kopie!!! Nie no! Takiego łajdaka nie można przy życiu pozostawić!
I tu rodzi się prawdziwy problem...

sobota, 5 maja 2018

Tuśko-bazarek - podsumowanie i wieści

W pierwszych słowach chciałam bardzo, bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w tuśko-bazarku i tym samym udzielili OLBRZYMIEGO wsparcia finansowego naszemu stadu.
Jestem bardzo wzruszona takim wspaniałym odzewem, ciepłem, życzliwością! Te dobre emocje, jakie towarzyszyły licytacji były mi równie potrzebne jak finanse, a kto wie czy nie bardziej!
Fanty zostały rozesłane, mam nadzieję, że już dotarły do Adresatów i zakupy nikogo nie rozczarowały.
(Nie wszyscy jeszcze się po swoje fanty zgłosili, także jak komuś się alzheimer cofnie, to zapraszam - a jeśli z jakichś powodów ktoś nie może lub nie chce - Kochani, jest ok, przymusu nie ma)
Jak zwykle przy takich okazjach dzieje się magia i tym razem było tak samo.
Specjalnie na okoliczność bazarku na googlu zalogowała się Aga Maga z Wro i się spotkałyśmy w celu przekazania fantów. Spotkałyśmy się kolejny raz w życiu... ostatnio widziałyśmy się na szkolnych korytarzach naszej podstawówki :) Fajnie, nie?
Myślę, że nie był to ostatni soczek, który razem wysączyłyśmy :D

Dzisiaj byliśmy u NNNŚ Weta i melduję, co następuje:
Tusięty jest zdrowy jak ryba i nie ma konieczności inwestować w drogie testy alergologiczne. Owszem, coś go uczuliło i zareagował, ale teraz jest ok, a czynników, które mogły wywołać taką odpowiedź jest w czorta i ciut i nie ma gwarancji, że testy je wykryją.
Testy na razie możemy odpuścić.
Trzeba natomiast w trybie dość pilnym usunąć dwa dolne połamane kły, bo są tkliwe, zepsute i przeszkadzają kotu w normalnym jedzeniu.

Tusiek wygląda obecnie jak pączek w maśle, waży ok 7 kg (raczej więcej niż mniej) i jest żywym dowodem na to, że naturalnym środowiskiem występowania kota jest fotel ;)
Po przejażdżce do Weta, gdzie w sumie był tylko do towarzystwa, przylazł do kuchni i głośnymi rykami - czego nauczył się od kocic - zażądał wypłaty zadośćuczynienia za straty moralne w kocich kabanosach!


wtorek, 3 kwietnia 2018

Tuśko - bazarek

Poświętowaliś? Odpoczęliś?
Mam nadzieję, że tak!
Przed świętami nawet życzeń Szanownym Państwu nie skrobnęłam, bo nie zdążyłam :(
W Wielki Piątek, pierwszy mój wolny dzień i jedyny z ładną pogodą, rzuciliśmy prace domowe na rzecz prac ogrodowych. Po prostu staraliśmy się zrobić WSZYSTKO!
Udało się - zrobić 1/1000 wszystkiego, ale i tak jest git!
A potem zabraliśmy się za godne świętowanie:
Najpierw śniadanie dla dwojga - było coś dla mięsożercy i coś dla roślinożercy :)


Świąteczny zwierzoczas. Tusiek też chce być w stadzie :D








Dzisiaj dzięki uprzejmości Gosianki oraz Pręgowanych i skrzydlatych byliśmy z Tuśkiem na wizycie u pani doktor kociej dermatolog. Nowego nic niestety wizyta nie wniosła, potwierdziła, to co już wiedzieliśmy i konieczność przeprowadzenia testów alergologicznych zbliża się do nas nieubłaganie. Muszą jednak przestać działać dotychczasowe leki - czyli około 4 tygodnie mamy czasu.
Dlatego zdecydowałam się uruchomić zapowiadany bazarek.
Buszujcie Kochani, może znajdziecie coś dla siebie, licytujcie w komentarzach, a po tygodniu podsumujemy, co komu za ile.
Będę się z Drogimi Kontrahentami kontaktowała mailowo w celu zakończenia transakcji, ustalenia kosztów przesyłki i adresów.
Wszelki dochód przeznaczony zostanie na potrzeby Tusiętego.
Licytujemy do piątku 13 kwietnia, do godziny 21.00. 
Przesądna nie jestem ;)

Kochani! Tak to bazarek dobiegł końca! 
Bardzo ładnie żeście licytowali, bardzo! Jestem wielce wzruszona a nawet zruszona i Tusiek też byłby, gdyby ten tłusty, leniwy kocur wiedział co i jak :)
Wszystkim bardzo serdecznie dziękuję i gratuluję wylicytowanych dóbr.
Teraz wszystkich pragnących dokończyć wymianę biletów NBP na fanty zapraszam do kontaktu mailowego:
pieswswetrze@gmail.com
Ściskam serdecznie!
Wasz PwS


Gotowi? Zaczynamy.

Idąc za radą Buby Bajdocji robię apdejcik cenowy:

1. Gliniany ptaszek gwizdek. Pięknie świergoli, gdy nalać do niego ciut wody, na sucho świergoli denerwująco głośno. Cena wywoławcza 2 zł.
Hana 10 zł



2. Mlecznik krowa o całuśnych usteczkach rodem z Bolesławca. Cena wywoławcza 10 zł.
elaja 20 zł




3. Urocza paterka, malutka - jakieś 12 cm; Rosenthal Biała Maria, ozdobiona ręcznie malaturą naszkliwną. Podpis autorki obok łodyżek kwiatków, niestety nie widać na zdjęciu. 
Pochodzi z lat 50-tych XXw. Ozdobiona w 1954r. Cena wywoławcza 20 zł.
MartaMarta 75 zł



4. Ceramiczny konik, szaro-granatowy w zielone ciapki. Około 7 cm. Cena wywoławcza 2 zł.
Izabell 14 zł



5. i 6. Złote rybki. Paskudy nie chcą spełniać życzeń! Ale może komuś uda się je do tego przekonać ;) Cena wywoławcza za sztukę karpia 2 zł. Anna Maria P. 5 zł  za sztukę karpia


7. Janioł. Rękodzieło krakowskie autorstwa Joanny Kubicz, wczesne lata 90-te. Jakieś 30 cm, gruba blacha na me oko mosiężna, choć w metaloplastyce to ja nie ten teges.
Janioł karnie trzyma podstawkę na tealighta. Cena wywoławcza 15zł.
anonimowa72 30 zł



8. Cud dzieweczka z masywnego szkła. Świecznik na małą świeczkę - jak na tort. Któraś z niemieckich hut szkła, ale kiedy? nie wiem. Wysokość ok 9 cm. Cena wywoławcza 5 zł.
izabell 8 zł




9. Mlecznik krowa z zezem rozbieżnym - Włocławek, lata 90-te. Cena wywoławcza 5 zł.
Lilka B 40 zł



10. Cztery masywne, ciężkie rymery z dwudziestolecia międzywojennego - przedwojenny Wrocław się kłania. Podstawy nie jestem w stanie objąć dłonią, czasza o pojemności 150 ml, co jest wygrawerowane na szkle. Wzór winorośli na czaszy wykonany ręcznie. Jeden kielich ma mikroodprysk na brzegu czaszy (ostatnie zdjęcie), ale i tak czas był dla nich łaskawy. 
Cena wywoławcza kompletu to 40 zł.
Felka 80 zł







11. Para uroczych malutkich filiżanek wraz z talerzykami deserowymi (średnica 17cm) z Chodzieży. Lata 60-te. Prezentują się bardzo ładnie, choć to siermiężny prl-owski wyrób i na brzegach filiżanek są braki w szkliwieniu. Cena wywoławcza dueciku to 20 zł.
Jak kto woli pojedynczo to po dysze za zestawik.





12 i 13. Filigranowe szklane figurki słoń (12) i pies (13). Słodkie drobiażdżki. Cena wywoławcza 5 zł za sztukę. Lilka B obie figurki po 10 zł




14. Fajansowy imbryczek zdobiony kalkomanią podszkliwną. Właśnie sobie policzyłam, że ma dokładnie 20 lat :) Pojemność dwóch dużych filiżanek i "dla imbryczka". Cena wywoławcza 25 zł.
Elżbieta J 35 zł




 15. Szmaragdowo - zielony (ok. jaskrawo zielony!) wazonik z grubego szkła warstwowego. Poręczny, kulisty, łatwo ciskać nim na odległość. Cena wywoławcza 5 zł.
Monika Orłowska 40 zł




16. Pudel - pokrowiec na butelkę wina. Koszmarne rękodzieło jednej z moich dalekich kanadyjskich krewnych. Gdzieś z lat 70-tych. Ale oczyska ta karykatura zwierzęcia ma cudnie błękitne ;)
Cena wywoławcza 5 zł. (wino trzeba sobie zorganizować we własnym zakresie ;D) Cio Mary 10 zł



17. Słoń i miś - słoń z przyssawką, misiek uczciwy brelok. Para pluszowców za 4 zł.


18. Najrasowszy mopsik. Zafrasowany pyszczek, krzywe łapki - czyli wszystko, jak trzeba. Pokochaj  mopsika. Daj mu imię! Wielkość ok 25 cm. 
Cena wywoławcza 10 zł. 
Anna Maria P. 55 zł



19. Historyczny rarytesik. Torebusia i rękawiczki co to niejedną krakowską premierę oglądały w latach 50-tych! Krakowskie ciotki miałam kulturalnie-rozrywkowe. Cieniusieńka skórka. Kolor granatowy. Cena wywoławcza 20 zł.
Hana 45 zł

(gdyby ktoś potrzebował w charakterze elementów kostiumów teatralnych posiadam jeszcze rękawiczki w kolorze białym - trzy pary; oczywiście wymagają odświeżenia po tylu latach)





 20. Naszyjnik i bransoletka z muszelek. Lato, morze, urlop, beztroska :)
Cena wywoławcza 10 zł.

21. Naszyjnik z hematytu. Cena wywoławcza 10 zł.  rucianka 13 zł


22. Naszyjnik z hematytu kostka wraz z bransoletką. Cena wywoławcza 10 zł. rucianka 13 zł


23. Biżu najróżniejsza jako dawcy narządów. Ta radosna zbieranina pomyślana jest jako zbiór koralików dla twórców, którzy kreatywnie wykorzystają jej elementy. Cena wywoławcza 15 zł.



24. Zawieszka, kamień mi nieznany oprawiony w filigran. Nic szlachetnego ale ładne. 
Wielkość ok 2,5-3 cm. Cena wywoławcza 2 zł. Blac Cat 5 zł


25. Szczerzediamentowa brosza z połowy XXw. Pochodzi z Kanady lub USA - taki ichni Jablonex. Nie pamiętam, która to ciotka, kuzynka lub cioteczna babka tak się nosiła. Oryginał z epoki. Z tyłu jest sygnatura, ale nie wiem gdzie podziałam lupę. Cena wywoławcza 15 zł.
Blac Cat 25 zł



26 i 27. Szklane podgrzewacze pod imbryki. Okrągły (26) i kwadratowy (27). 
Cena wywoławcza 10 zł za sztukę.
26. BDB 15 zł     27. Izabell 20 zł




28. Dziw nad dziwy - abażur z makramy lata 80-te. Rękodzieło rodzime. Do lampy wiszącej. Mniej więcej 40cm wysokości i średnicy. Pracowicie przeze mnie wyprany z epokowej patyny ;)
Cena wywoławcza 10 zł.
Buka 15 zł



29. Koci notes-kalendarz Whiskasa, podarowany przez koty Maćka. Dziękuję zarówno Maćkowi jak i jego kotom! Cena wywoławcza 2 zł.
Buba Bajdocja 25 zł



30. Kubek Whiskasowy "Kot mój szef" podarowany przez koty Maćka. Dziękuję zarówno Maćkowi jak i jego kotom! Cena wywoławcza 5 zł.   Taba Aza 20 zł
  (niestety bez kartonika)

31. Kubek Whiskasowy "Mam kota na punkcie kota" podarowany przez koty Maćka. Dziękuję zarówno Maćkowi jak i jego kotom! Cena wywoławcza 5 zł. Buba Bajdocja 20 zł



32. Kubek Whiskasowy "Miauuu i wszystko jasne" podarowany przez koty Maćka. Dziękuję zarówno Maćkowi jak i jego kotom! Cena wywoławcza 5 zł.  Buba Bajdocja 20 zł



33. Nowy ręcznik do psich łapek 40x80 cm. Cena wywoławcza 5 zł. Buka 7 zł


34. Trzy pary podpórek do książek IKEA. Plastikowe, dymne/grafitowe. Cena za parę 2 zł. Par jest trzy.




 35. Urocza, duża broszka "Wyszedł, ale zostawił płaszcz, więc pewnie jeszcze wróci" (Nie ja wymyślałam jej tytuł ;D) ok 7 cm. Metal zalany przezroczystą masą. Cena wywoławcza 10 zł.
Li 150 zł



36. Trójwymiarowy obrazek łazienkowy w skrzyneczkowej ramie za szkłem. Coś koło 30 x 20 cm. Cena wywoławcza 10 zł. Hana 15 zł



W związku z emocjami, jakie towarzyszą licytacji torebusi, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom i torebkowemu zapotrzebowaniu:

37. Skórzana niewielka torebka do ręki, kolor złocisty/perłowy brązołosoś. Jaśniejsza niż na zdjęciu. Sztywne dno. Torebeczka nowa, zakupiona do jakiejś weselnej uchacha! kreacji w końcu nie pojechała na tańce. Cena wywoławcza 10 zł. Taba Aza 30 zł




38. Torebka gobelinowa na zatrzask. Nie za duża ale oprócz chusteczki do nosa wejdzie jeszcze kilka rzeczy. Cena wywoławcza 15 zł.  Aga Maga 30 zł





39. Obiecana broszka - filcowy ptaszek 8 cm. Cena wywoławcza 2zł.


40. Obiecana broszka - emaliowane metalowe kwiaty 6 cm, lata 60/70, cena wywoławcza 2 zł.
Hana 10 zł





41. Obiecana broszka - fantazyjne liście albo i skrzydła 9 cm, cena wywoławcza 5 zł



42. Obiecana broszka - fantazyjny liść (miałam kiedyś liściowo-broszkową fazę) 7 cm, cena wywoławcza 5 zł izabell 7 zł




43. Obiecana broszka - zapinka, podwójna broszka, dwie rozety 3 cm połączone trzema łańcuszkami, cena wywoławcza 3 zł   Agniecha 24 zł




44. Torebka - duża skórzana, ruda, worek, shoper (czy jak go tam zwał), do ręki i na ramię. Jedna komora, w środku kieszeń na zamek i mniejsza kieszonka na telefon. Od frontu dwie pojemne kieszenie na zamek, od tyłu jedna nieco mniejsza kieszeń też na zamek. Cena wywoławcza 30 zł.
izabell 32 zł





45. Buldog angielski miniatura :) Słodziak. Krzywe łapy, dużo skóry na faflu (na szczęście nie uśliniony) słodki zezik. Cena wywoławcza 10 zł  Czarny(w)Pieprz 40 zł