niedziela, 6 listopada 2016

Na jesienne smutki























Jesień przyszła nie tylko piękna i złota, ale także deszczowa, mglista, chłodna i dołująca.
Dzień coraz krótszy, nasiąknięte dżdżem poranki i wieczory coraz przenikliwiej zimne i oślizgłe :(
No ja nie wiem jak Państwo Szanowne, ale ja powoli opadam w dół. A w zasadzie w DÓŁ, który koło lutego osiągnie głębokość Rowu Mariańskiego i paskudnie będzie wciągał w muliste dno.
Trza to będzie jakoś przetrwać i odpierać dręczącą chęć wyszukania solidnego konaru w celu obwieszenia się.

No to zaczęłam survivalowe zabiegi.

Co robi kobieta, gdy pragnie zmiany w swoim życiu?
A. idzie do fryzjera;
B. wydaje pieniądze;
C. odpowiedzi A i B są poprawne.
D. do C należy dorzucić słodycze i/lub herbatę, żeby można było godnie i w spokoju kontemplować swoje beznadziejne życie


No to C.
Zaczęłam od A, czyli spotkania z niezawodną Agnieszką, która od lat nastu z cierpliwą determinacją utrzymuje moją strzechę w tak zwanych ryzach. Moje włosy nie należą do wdzięcznego materiału, a ja jestem koszmarem nie klientem, albowiem moja wiedza fryzjerska to bezmiar ignorancji chyżo żeglujący ku totalnej abnegacji. Nie rozumiem, nie umiem, nie cierpię!
Wszystko naraz.
Co innego Tofik. Zupełne przeciwieństwo swojej matki i balsam na serce Agnieszki. Rozumie, umie, uwielbia!
Kiedy tych dwoje ze sobą rozmawia, czytelne są dla mnie tylko spójniki i znaki interpunkcyjne.
Toteż kiedy ostatnio Agnieszka wzięła mój łeb na warsztat, wyglądało to mniej więcej tak: zaproponowała mi wariację na temat fryzury, którą widziała na jakiejś gadającej głowie w tv. Że z wierzchu dłuższe, a pod spodem krótsze i te z wierzchu tak rozwichrzone, żeby było widać, że pod spodem coś się dzieje.
Ja jak zwykle stwierdziłam - tnij, cokolwiek zrobisz, będę zadowolona! Co jest zgodne z prawdą, bo Agnieszka strzyże genialnie i od lat jestem zadowolona, bo nawet jak kudły odrastają, to ja nie wyglądam jak stóg siana.
Aż doszłyśmy do szczęśliwego zakończenia.
- No to weźmiesz sobie trochę lakieru i zmierzwisz po myciu.
- ???
- Masz lakier? Po co ja się pytam. Tofik, dasz matce lakier ok?

Potem na fotelu zasiadł Tofik. Zaczęły się burzliwe dyskusje i snucie wizji. Tam gdzie było krócej miało być dłużej, a tam gdzie było dłużej - krócej. Obydwoje byli co do tego zgodni i po półgodzinie Tofiś był pięknie ostrzyżony i obydwoje tryskali zadowoleniem.
Oczywiście kurtuazja nakazywała im zapytać, co ja na to. Przylepiłam uśmiech zachwytu na pyzatą gębę, bo zachwyt był szczery, ale za chińskiego boga nie widziałam różnicy między stanem obecnym, a strzyżeniem sprzed miesiąca...

Cóż taka już umrę.

Lakieru nie opanowałam, a i tak jestem wielce kontenta, bo wyglądam :)

Potem przeszłam gładko do B.
Oczywiście nic tak nie poprawia humoru jak kolejny kot ;)
(Mój Boże, kiedy to się stało? Czy to naprawdę tylko roku trzeba było, żebym ze zdeklarowanej psiary stała się kociaro-psiarą? *)
Niestety musiałam się zadowolić półśrodkami i ta-dam! Poszłam w chronometry w półhurcie :D






Poprawiłam dobrą książką, czyli drugą częścią Dożywocia Marty Kisiel - Siłą niższą



I (punkt D) zalałam robala herbatkami nadzwyczaj pysznymi, które mi Tofik z wycieczki do Czech nawiózł.
Przezorne dziecię wybrało dla mamusi gatunki pacyfistyczne - miłosną, na uspokojenie i na dobry humor.
Nie wiem czy są one w Polsce do kupienia, ale zdecydowanie polecam gdyby się komu przed oczy pchały. Są naprawdę rewelacyjne!
Jak już wyżłopię mój skromny zapasik, to albo ruszę do Czech po kolejną transzę, albo podstępnie zaprzęgnę Poszukiwaczy Roślin do sprokurowania podróbek.
Nota bene Poszukiwacze dzisiaj znowu wyruszyli w plener, a ja musiałam pozostać, bo rodzinnie podzieliliśmy się choróbskiem. Mężczyzna smarczy i toczy błędnym wzrokiem, Tofik niedomaga ogólnie wirusowo, a ja płuca wypluwam za całą naszą trójkę.







A że nic tak człowiekowi nie poprawia humoru jak grzech - najlepiej śmiertelny, toteż wzięłam się za grzeszenie z radosnym zapałem. Morderstwo, a w zasadzie samobójstwo.
Hiperglikemia na granicy cukrzycy typu drugiego, rozwalanie po kawałku steranej wątroby! Lubieżne wyćmoktywanie z zębów słodkiego lepiszcza wraz z drogocennymi plombami!
Kostka masła, cukier - dużo cukru, esencja herbaciana, kakao i... tak proszę Państwa Szanownego, nie zawahałam się, nawet mi ręka nie zadrżała!
MLEKO W PROSZKU!
Oczywiście plus dodatki.
I tak powstał nieco zapomniany przysmak mego dzieciństwa czyli blok czekoladowy, zwany przysmakiem łasucha.
Całą keksówkę narobiłam i teraz czeka na chwile mego zwątpienia i weltschmerzu w lodówce.





Myślę, że to pozwoli przetrwać mi listopad.

A tymczasem u kotów:

Najchętniej śpimy w koszyczku, choć nie wszyscy się mieścimy ;)









Wspólne spanie kończy się wspólną toaletą



Niektórzy mają deprechę nawet w snach



Groszek sypia głównie z psami. Gdyż psy rozkosznie chrapią, a Groszkowska gada przez sen, co jak zauważyłam zwykle wkurza resztę kociego towarzystwa.





Ponieważ bieganie po siatce na balkonie zostało mocno ograniczone w związku z niesprzyjającą aurą, Mamba wróciła do porzuconego latem procederu polowania na człowieki.





dając zły przykład Burej



I tylko kochany Jojek jest zdecydowanie ponadto :)





*czy powinnam? Bo mietowystolik ma na Alledrogo taką oto podusię (i wiele innych):

Ozdobna poszewka Vintage _ I WAS NORMAL THREE ...

63 komentarze:

  1. NO Królowo musisz się częściej wypowiadać na łamach onego netu bo ZDECYDOWANIE poprawiasz mi samopoczucie, a sweetfocia dzie żeby ten Twój nowy fryz podziwiać. Tyż mam od szesnasu lat miłość fryzjerską czy odwzajemnioną to nie wiem ale raz ją zdradziłam i nie powiem co było dalej bo po dwóch dniach od zdrady poszedłam poskomlałam i miałm poprawioną koafiurę na tyle że maogłam sobie poradzić. A wogle jaka deprecha kiedy Ty taki cudowny Zwierzyniec masz i w każdej minucie możesz się o niego pomiziach i uwalnić złe emocje w kosmos :) miejscówka cały czas aktualna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wedle mnie to ja mam od lat ten sam fryz z wariacjami na temat (mam nadzieję, że Agnieszka tego nie czyta). Choć nic a nic się na tym nie wyznaję, to jednak wiem kiedy wyglądam, a kiedy jestem niewyględna. No i się przydarzyło, że mi Agniecha prysnęła na macierzyński i musiałam dwukrotnie tułać się po prośbie do innych przybytków. ZGROZA!
      Cudowny Zwierzyniec też ma dołki, bo balkon został odcięty kurtyną zimna i powierzchnia do brojenia się skurczyła :(

      Usuń
  2. Psie powinnaś, co sobie będziesz żałować. Dohedonizuj się. Zakupów i bloku straszliwie zazdraszczam, ja też sobie pozwoliłam na nieco dopieszczenia ( kolejne foremki do ciasteczek ). Oby do wiosny, oby do wiosny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty nie zazdraszaj, tylko przejdź do czynu. Na alledrogo chronometry są w bardzo sympatycznej cenie. Ten duży z czarnym kotem nabyłam za calutkie 15 PLN + homeopatyczne koszty przesyłki. Lazł długo, bo z Singapuru, ale dolazł i cieszy oko. A przepis na blok mogę uściślić o proporcje ;) tylko plomb w zębach żal...

      Usuń
  3. Kociska są takie słodkie, że już Ci daruję ten blok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie darować nie mogę! I z niepokojem czekam, co na to moja dentystka ;)

      Usuń
  4. Nie wiem, czy to zmiana czasu, czy inny powód, ale już rano ziewam z niewyspania, a potem w ciągu dnia jest tylko gorzej...
    Czy dobrze rozumiem, że jeszcze nie wymyślono takiego koszyka, z którego nie wystawałby jakiś fragment kota? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nic innego tylko pierwsze objawy nadchodzącej hibernacji, która nam się poprostu fizjologicznie należy. To nie! Uskuteczniamy jakąś chorą wersję Zimy Muminków, błąkając się po zimnym i nieprzyjaznym świecie niczym rozespane trole!
      Owszem posiadamy kosze w większych rozmiarach. I cóż z tego, kiedy nie zapewniają kotostwu tej ciasnej, intymnej atmosfery ;)))

      Usuń
    2. Wielka miłość mieści się w małym łóżku. Małej miłości i duże nie wystarcza...

      To chyba wymyślił jakiś kot ;-)

      Usuń
    3. Jakiż mądry był to kot :)

      Usuń
  5. Ach, ten blok! rzuć trochę bo leżę anginą złożona, a wtedy można łasuchować do woli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżu kolczasty! Ty też?
      Niewykluczone, że się do Ciebie przywlekę z tą bombą kaloryczną jak jutro będę się wlekla do lekarza :)

      Usuń
    2. A nie będziesz przypadkiem przechodziła gdzieś obok mnie...? ;-)

      Usuń
    3. Przypadkiem nie, ale jak będę zmierzała w Twoją stronę to nie omieszkam ;) Na razie pocieszaj się, że to mnie przybędzie pierścieni Saturna zwanych przez Mężczyznę progami zwalniającymi ;)

      Usuń
    4. I łasuchowanie w chorobie to jak kradzione - nie tuczy.

      Usuń
    5. Oczywiscie. Pamietajcie drogie dzieci, jesli nie wolno wiecej kalorii, ale bardzo sie chce, i marzniecie i jestescie smutni - to wtedy mozna. I zostanie wam odpuszczone.

      Usuń
  6. Blok jak blok, ale ta wysokość, na której mieszkasz. Matko i córko...
    Koty wylewające się z koszyka- mniód :)
    U mnie tylko Jagoda rezyduje; Kicia ma w zadzie w zasadzie i woli kotłownię.O mało już kotka małego nie wzięłam, ale nie...bo by mi mój Tat nie darował. Masza daje czadu, a tu jeszcze felis...Mi by dobrze było, ale sama nie mieszkam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wysokości idzie się przyzwyczaić, do ciasnoty nie :( Kociska faktycznie fundują zabawne scenki :) Moje futra śpią głownie na mnie, ale też nie mają na dobrą sprawę dokąd pójść. Mnie się też serce wyrywa do kociaków ale nasza rodzinna mikstura jest zdecydowanie roztworem nasyconym ;)))

      Usuń
  7. U nas nie bylo ani jednego dnia zlotej jesieni. A-NI-JED-NE-GO. Tylko pare razy slonce wyjrzalo na 2-3 godzinki i koniec. Jest mokro, szaro, buro i ponuro. Takze ten, doskonale rozumiem wszystko co piszesz... Ja popelnilam cudowne ciasto mocnoczekoladowe oraz czekoladowe brownies z malinami.
    Oraz jako zalegly prezent urodzinowy kupilam sobie Kindla :D a jako pierwsza na niego ksiazke - wlasnie "Sile nizsza" :)))

    Z fryzjerem tez tak mam, w sensie obczajki. Wiem kiedy dobrze wygladam, a kiedy nie, ale nie potrafie powiedziec dlaczego - no bo niby fryzure mam za kazdym razem taka sama przeciez.
    Niestety nie mam Agnieszki, ani zadnego jej substytutu nawet.
    A najgorzej, jak sie fryzjer pyta "A tutaj to takie dluzsze zostawic czy krócej pani chce?" Wtedy zamiast odpowiedzi dostaje tylko przerazenie w moich oczach... W sumie mam taka mine jak Jojek kolo kolderki w gwiazdki wlasnie. Wielkie oczy skierowane w niemym pytaniu "Co ty chcesz ode mnie? Przeciez ja taka grzeczna, tak sobie tylko siedze tu cichutko"
    Najczesciej to biore fryzjera pod wlos i pytam "A jak bedzie lepiej?" :))) Bo w sumie to i tak mi wszystko jedno, odrosnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O-MA-TU-LU!!!!!!!!!! Że jak ani jednego? W sensie ani jednego?
      Borze szumiący, jak żyć!?
      No ale na pochyłe drzewo to i Salomon nie naleje... ;)
      Należy Ci się blok czekoladowy nie w wersji keksówka tylko pełnowymiarowa blacha!
      Duszo Ty moja pokrewna i poczciwa! Jak dobrze jest się dowiedzieć, że nie tylko ja nie wiem, czy dłużej, czy krócej i dlaczego!
      Buziole!

      Usuń
    2. Myślisz Diable, że będzie trzecia część?
      (Oby)

      Usuń
    3. Nie. ANI JEDNEGO. O_O I tez sama juz nie wiem, jak zyc!

      Ostatnio jak mówilam fryzjerce (mlode dziewcze, 20 lat góra) zeby jeszcze wiecej z przodu mi sciela, bo potem za szybko odrasta, to najpierw 7 razy zapytala czy napewno, i jak 7 razy potwierdzilam, to powiedziala "O! Odwaznie!" Co w ustach 20letniego dziewczecia znaczy zapewne "Jak chcesz wygladac jak baba jaga, to prosze, ale nie miej zalu, sama chcialas" hy hy.

      Trzecia? no nie wiem sama, wiesz jak to jest: z kazda nastepna czescia rosnie ryzyko porazki. Sama autorka powiedziala ze chyba nie bedzie. Byloby fajnie, jakby byla - no ale pod warunkiem wlasnie, ze naprawde bedzie o czym pisac...
      Nie wiem, zawsze mam w takich przypadkach mysli silnie ambiwalentne :)

      Usuń
    4. Ja tam myślę, że potencjał jest skoro napchali tylu dożywotników pod jeden dach. Może po prostu sprawa musi dojrzeć. W końcu na Siłę niższą też przyszło czekać kilka lat. Taki Pratchett czy Pilipiuk - tyle tomiszczy, a jednak poziom trzymają.

      Usuń
    5. No to juz autorka musi wiedziec sama, i zdac sie na zdrowy rozsadek - czy zejsc ze sceny w blasku chwaly, czy ze swiadomoscia wyprodukowania gniota. (Choc potencjal jest, oczywiscie, Gucio zapowiada sie przeslodko :))

      Ja mam zawsze takie odczucia co do kontynuacji, ze wiesz, chcialabym ale sie boje ;)

      Usuń
    6. Ja jednak bym chciała... :)

      Usuń
  8. Blok sobie odpuszczę po niedawnej dentystycznej traumie... wiercenia, straszenie chirurgiem i tęskne patrzenie na małżonkowy zestaw narzędzi...

    Fryzura... sama sobie ostatnimi robię z włosów krajankę i na mój gust jest ok, chociaż matka padnie na zawał...
    Koty przecudowne!! Marzy mi sie przygarniecie chociaż jednego, co poza duża dawka słodkości całkowicie zniweczy zapędy rodzicielstwa do wizyt :D.
    Dożywocie Marty Kisiel to najwspanialszy antydepresant!! Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy mam zacząć Twojej matce ziółka podawać? Już fryzura może być wyzwaniem ale KOT! Osobiście chciałabym to zobaczyć ;)
      A kot z pewnością by Wam się przydał. Albo dwa :)

      Usuń
    2. Sami jesteśmy jak koty ;).

      Moja matka zawodowo się wszystkim przejmuje, wiec ziółka nic nie pomogą ;).

      Usuń
  9. Poslusznie zapodaje, ze kradne... paduam i zapalalam miloscia niedparta do (4-tej) foci futra wylewajacego sie z koszyka :). Patrzc na ten Twój smakolyk, ma wrazenie, ze poradnia dla diabetyków juz mi wysyla zaproszenie... Grrrr, wlasnie moje futro raczylo mi wskoczyc na klawiature.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że fotkę kradniesz. Na zdrowie :)
      Zważywszy na czas oczekiwania na wizytę w poradni diabetologicznej (dla przykładu: do endokrynologa we Wro trzeba czekać od 5-7 lat), to celowym jest zapisać się do kolejki jeszcze przed wykonaniem słodkiego lepiszcza ;)

      Usuń
    2. Dzieki, wyladowala wlasnie jako tapeta na moim lapku.

      Usuń
  10. No! Wreszcie ktoś nie marudzi, że jesień jest do niczego. Jest do czegoś - wyciąga się fajne zapasy z komódek i wcina się słodkości, bez poczucia grzechu - bo przecież trzeba mieć energie i dobry humor!
    Ja mam panią Anetę. Wizyta jest łatwa- ona patrzy i mówi - to co? jak zwykle bałaganimy? I robi mi bałagan na głowie, a potem mówi , niech pani nie czesze za często, bo to ma tak wyglądac jakby pani właśnie wstała z łózka. No, i już. Proste:-) i mam spokój na jakieś 8-10 tygodni.
    Koty i psy ciepłe. Jesiennie ułożone do przytulania hurtowego. Nieustannie zazdroszczę zapachu psiej sierści na skinięcie ręką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie Agnieszki i panie Anetki to anioły ludzkości, a na pewno naszych rozczochranych głów. Zazdraszczam Ci, bo u mnie nigdy fryzura nie chciała przybrać kształtu szczurzego gniazda. O kudły mam ciężkie, grube i zawsze robią "padnij, mocno przywrzyj do podłoża!". :)
      Taaaa... zapach psiej sierści. Byle nie po deszczu ;)

      Usuń
    2. Może bym wtedy nie unikała fryzjerów, gdybym zetknęła sie z taka mityczna istota... Moje fryzjerskie doświadczenia zawsze były takie, ze jak poprosiłam o podcięcie 2cm zawsze wychodziło 5 albo i więcej... Taka dziwna fryzjerska matematyka...

      Usuń
  11. O, nie, nie namówisz mnie! Córka też mnie nie namówi! Córka chce zrobić blok. A kysz....
    Chronometrów nie noszę, bloku będę się wystrzegać (jak długo?), herbatek czeskich nie mam, fryz krótki, a nawet krótszy, więc czym się zaczepić o brzeg tego dołu pode mną? Czym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bubuś, ja Cię nie zamierzam namawiać. Jeszcze trochę deszczu i zawieruchy i blok stanie się imperatywem moralnym ;)
      No Ty mi tu nie mów, że nie masz czym się na brzegu dołu zakotwiczyć!
      Przyznaj się! Buty? (Ja się nie przyznaję, nawet na torturach! ;) Torebusie? Książki, na które już nie masz miejsca? My little ponny w kolorach tęczy? Czekolada z orzechami z Lidla? Impulsywne dzierganie opasek na uszy? Wata cukrowa z rakotwórczymi barwnikami? Resoraki- modele demoludzkich środków transportu? (To mój Mężczyzna). Czy coś całkiem innego?
      Jesteśmy w swoim gronie, więc nie masz co się wstydzić. Zrozumiemy ;)))

      Usuń
    2. Praca. Ubóstwiam. Ale ileż można?

      Bubuś... och, jak cudownie! Przypomniałaś mi młodość i przyjaciół :-)



      Usuń
    3. Bubuś, praca???
      Ale, że tak poważnie? Przecież to niezdrowe!
      Może można leczyć...?
      Może jednak ta czekolada... ;)

      Usuń
    4. Czekolada powoduje poczucie winy, wyrzuty sumienia, no i kilogramy ;-(

      Usuń
    5. Nigdy nie rozumiałam, o co chodzi z tymi wyrzutami sumienia ;)

      Usuń
    6. Spróbowałam z tą fryzjerka. Na chwilę działa ;-)
      Wyrzuty sumienia chętnie sprzedam, ba - oddam za darmo ;-)

      Usuń
    7. Czasem pomaga mikrofalówka:
      http://bajdocja.blogspot.com/2016/11/ekspresowe-ciasto-czekoladowe.html

      ;-)

      Usuń
  12. Moj malzonek takze cierpi na ta przypadlosc... Moze sa jakies grupy wsparcia? ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kot, który nie zmieścił sie w koszyku i jego głowa spoczywa poza nim - hit! Już sobie kilka razy na niego spoglądałam, tak, że fryzjer niepotrzebny. "Nic tak człowiekowi nie poprawia humoru, jak grzech - najlepiej śmiertelny" - drugi hit. O szerokim zastosowaniu, po prostu cudowna myśl! No i jeszcze: czy na torebkach herbat zagranicznych widnieje skład? Byłabym zainteresowana. Serdecznie pozdraiwam i gratuluje hitów, i całej reszty też:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzesz Kobieto, grzesz! Masz moje błogosławieństwo :)
      Tak, skład jest podany i w jak mnię się demencja cofnie to w kolejnym poście rzucę fotkę. Nie wszystko potrafię rozkminić, bo po czesku kilku nazw nie rozumiem. Ale myślę, że wujek Gugiel będzie pomocny w tym względzie. :)

      Usuń
    2. Ok, trzymam za słowo:) Dziękuję:)

      Usuń
  14. Ach Psie, ach Psie! Nie widzę Cię! Czy wiesz że martwię się? Tym bardziej że chyrchałaś i w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach Tabasiu, jakże mi przykro, że Ci zmartwień przysparzam! (Co jednak mile łechce mą próżność ;)
      Chyrlam sobie dalej, ku rozpaczy mojej lekarki, która wysłała mnie na różne badania, a diagnozy jak nie było tak nie ma. Za to ku memu niezadowoleniu ujawniło się kilka innych mankamentów, o których wolałabym nie wiedzieć, bo żyłabym spokojniej. Wszystko jednak wskazuje na to, że jak mi się znacząco nie pogorszy, to umrzeć mi będzie bardzo trudno. W tak zwanym międzyczasie jeszcze musiałam wyjechać, w rejony meteorologicznie nieprzyjazne - o czym chcę skrobnąć następny post - co też nie wpłynęło kojąco na me galopujące suchoty.
      A jak pech to pech czyli nie mogę sobie pozwolić na zwolnienie lekarskie, albowiem ponieważ NIE. Za dużo teraz do zrobienia.
      Ale wszystko kiedyś przemija - nawet najdłuższa żmija, także mam plan się ogarnąć i znowu bywać :)

      Usuń
    2. Mankamenty mankamentami a pracować trzeba ( znamy takowe sytuejszyn ), najgorzej że w warunki nieprzyjazne meteorologicznie musiałaś zaliczyć. No i pewnie że niepokoję się jak nie widzę Cię, pańcie wielokotne tak mają - wieczne odliczanie czy wszyscy odmeldowani.;-)

      Usuń
  15. Dorzucić trzeba N, jak nalewki i M, jak marcepanki. Reszta ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Gaja :)
      Między D a M jest jeszcze 8 liter, to już ciężka artyleria przeciwdepresyjna ;)))

      Usuń
  16. Zaczytałam się w Twoim poście po czubki swej strzechy. :) Myślę, że zajęcie to śmiało można doliczyć do wyżej wyliczonych metod antydołowych (na mnie podziałało - smętna aura za oknem zrobiła się jakby trochę bardziej słoneczna). ;) A napis na poduszce rozłożył mnie na łopatki - sama prawda! :))) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj AP! :)
      Cieszę się, że Ci humor poprawiłam :)

      Usuń
  17. Łomatko! Dobrze, że nie używacie jeszcze komendy "do nogi!" ;)

    OdpowiedzUsuń