wtorek, 3 stycznia 2017

Świąteczne lenistwo czyli książkowo mi!

No i się skończyła laba :(
Święta minęły (urobiłam się przy garach, jak co roku), a dokładnie Wigilia. W pozostałe dwa świąteczne dni już od trzech lat się sprytnie kamuflujemy. Rodzinie mówimy, że przychodzą do nas znajomi, znajomym, że jedziemy do rodziny, a my smyk pod kocyk i z boku na boczek :)
Co jakiś czas tylko ktoś podrepcze do kuchni, by z zapakowanej na maxa lodówki powyżerać przysmaki i wraca do swoich "zajęć".
Sylwester. Tradycyjnie piżamowo. Nawet starałam się jednym okiem jakiś film oglądać, ale i to jedno oko mi się kleiło. Najchętniej bym balowała, sunąc w sennym rytmie w czułych objęciach Morfeusza, gdyby nie żywina. A właściwie gdyby nie hordy domorosłych, niewyżytych pirotechników.
Mamba z Burą ostrożnie obserwowały rozwój sytuacji. Jupi z Groszkiem podniecone jak małe dzieci skakały po oknach. Jojo siedziała na parapecie i pogryzając swoje chrupki z miseczki, która na onym stoi, podziwiała feerię barwnych rozbłysków. Ponieważ u nas walili od 17.00 do ok. 2.30 to gdzieś tak o północy Jojo była mocno zirytowana, a grymas różowego pysia zdawał się mówić "querwa, znowu wojna, czy jaka cholera?". Pyza wykazała się całkowitym tumiwisizmem, za to Krecha umierała. Nie pomagały syropki i tabletki, głaski i chowanie pod kołdrą. Była nawet próba rycia podkopu w toalecie.
Przetrwaliśmy.

Ale najprzyjemniej było między świętami a sylwestrem.
Książkowo było :)
Snułam się po domu w piżamo-dresach, owinięta szlafroko-kocami, obuta w grube wełniane skarpety. Drapowałam się na meblach tapicerowanych z książką w ręku i zwierzyną wszelaką wokół. Ze świątecznymi przysmakami i kubasem herbaty blisko pyska. Cudnie było! Jojasek lulunia mamuni przyklejona była do mnie okrągłą dobę i polegując głównie na mnie doszła do wniosku, że świat wszedł na właściwe tory. Reszta żywiny polegiwała, mruczała, pochrapywała, były przytulaski, iskanko i wylizywanie sobie uszek.

Ile kotów widzisz?

















Demonstrowałam sobą podręcznikowy przykład abnegata, ze świadomością, że biedna moja Mamusia w grobie się przewraca. Ale wyszłam z założenia, że ruch jest zdrowy, więc nawet niespecjalnie uwierał mnie gorsecik wychowania ;)
No i miałam rację! Otóż koleżanka z pracy mnie oświeciła, że wcale a wcale moje snucie się w szlafroku nie jest przejawem dulszczyzny. Jestem trendy -jestem HYGGE!
Paczcie Państwo, czego to się człek o sobie może dowiedzieć.

Tak jak wielu lubi w święta oglądać amerykańskie, ckliwe filmy familijne, tak ja lubię te klimaty w wersji książkowej. Nie upieram się przy ckliwości i nie muszą być amerykańskie. Wbrew pozorom nie upadłam jeszcze tak nisko, by sięgać po Harlequiny ;)
Lubię książki określane mianem "ciepłe". Opowieści o ludziach, zwyczajnych ludziach, którzy mają wady i zalety i oczywiście mają swoje problemy. Krew się jednak nie leje, nie ma katastrof lokalnych i/lub globalnych, spisków międzynarodowych i/lub międzyplanetarnych, nawet wielkich romansów, zdrad małżeńskich i zawodów miłosnych być nie musi. Starczy tego koszmaru w realu.

Ot życie jest. I ludzka życzliwość. I jakaś ładna historia z dobrym zakończeniem.

I bardzo, bardzo lubię książki o książkach!

Rok temu Mika w Pastelowym Kurniku podrzuciła Przesilenie zimowe Rosamunde Pilcher, które bardzo dobrze mi się czytało i generalnie wpasowało mi się w klimaty. Zdecydowanie dobra lektura.
W tym roku postanowiłam przygotować się zawczasu i nagarnąć sobie kupkę lektur na nocną szafkę.
Pogmerałam w internetach, pobuszowałam po księgarni i:



Jan Karon - Przybieżeli pasterze. Ósma część wielotomowej sagi o pastorze kościoła episkopalnego, ojcu Timie Kavanaghu, jego rodzinie i przyjaciołach. Śliczna, refleksyjna historia o ludzkim życiu, wspomnieniach, ważnych wyborach i prezentach świątecznych :)
Temat świątecznego prezentu - główny wątek - jest tu pokazany w piękny, symboliczny sposób. Nowa i nienowa definicja, bo przecież wszyscy wiemy, że nie liczy się rzecz i jej wartość materialna, ale wszelkie emocje jakie niesie ze sobą zarówno dla obdarowanego, jak i dla darczyńcy. A jednak, niby nic nowego, a trafia w samo sedno i łagodnie niesie czytelnika przez oczekiwanie adwentowe do kulminacyjnego wydarzenia - Bożego Narodzenia.
Książkowy motyw też tu jest, a dokładnie Księgarnia Dobrych Zakończeń. Znalazłam tu wszystko, czego po świątecznej lekturze oczekiwałam i z żalem się żegnałam, po przeczytaniu ostatniej strony.
Jest to pierwsza książka, jaką przeczytałam z tej serii i już zaopatrzyłam się w pozostałe :)



Belva Plain - Spisek starszej pani. Co prawda nic świątecznego, ale na świąteczną lekturę nadaje się znakomicie. Aura zimowa. Starsza kobieta, bolejąc nad konfliktami w rodzinie, zdruzgotana zerwaniem stosunków między swoimi synami, przygnębiona brakiem akceptacji dla małżeństwa jednej wnuczki i kryzysem w małżeństwie drugiej, pragnie wszystkich pogodzić. Trochę naiwnie sądzi, że wystarczy wszystkich po prostu zaprosić na wspólny obiad i zachęcić do szczerej, życzliwej rozmowy. Spotyka się jednak z pretensjami, wyrzutami, a wręcz z otwartą agresją. Dopiero niespodziewana tragedia mobilizuje wszystkich członków rodziny do współpracy i zmusza do weryfikacji oceny na własny temat.
Miła, ciepła, dobrze napisana, mądra i miejscami trzyma w napięciu. Zaszeregowana na półkę z książkami, do których planuję za jakiś czas wrócić.



Katarina Bivald - Księgarnia spełnionych marzeń. Mój niespodziewany, gwiazdkowy prezent. Otóż musiałam podreptać do galerii handlowej (bleee, bleee i fuj!) i w ramach łagodzenia traumy wlazłam do księgarni ku pokrzepieniu. A tam całe stosy pojedynczych, przecenionych egzemplarzy, rzuconych na hałdy bez ładu i składu. Pogrzebałam i bez większego entuzjazmu stwierdziłam, a co mi tam - kupię. Okładka taka se, z tyłu opis niby zachęcający, ale co tam opis - wiadomo, książka musi się sprzedać, a papier jest cierpliwy. Nawet trochę żałowałam, że tak pochopnie wydałam pieniądze, których przed świętami nie ma za dużo. O jakże się myliłam!
Jest to piękna książka o książkach i niezwykłej kobiecie, a w zasadzie dwóch!
Akcja dzieje się w małym miasteczku Broken Wheel, w stanie Iowa, ale bohaterką jest młoda Szwedka. Autorka też jest młodą Szwedką, pisze w stylu pisarzy skandynawskich, co mi bardzo odpowiada i jest to jej pisarski debiut.
Dwie kobiety, młoda pracownica księgarni na szwedzkim zadoopiu i starsza, emerytowana nauczycielka, z małego, zakurzonego i wymierającego miasteczka na głębokiej, amerykańskiej prowincji, spotykają się na portalu dla osób pragnących wymieniać się książkami. Tak zaczyna się ich korespondencyjna przyjaźń, nawiązująca do najlepszych literackich tradycji (i filmowych) Helen Hanff. Niestety, z tego co wiem, autobiograficzne książki Helen Hanff nie zostały wydane w Polsce, ale może pamiętacie wspaniały film w doskonałej obsadzie 84 Charing Cross Road, jeden z nielicznych na którym się poryczałam.
Sara Lindqvist po stracie pracy w księgarni, którą zamknięto, wyrusza na urlop do swojej korespondencyjnej przyjaciółki Amy Harris, do Stanów.
Przyjeżdża w dniu jej pogrzebu. Nigdy się nie spotkają. A może jednak?
Całe miasteczko czuje się odpowiedzialne za egzotycznego gościa z daleka. Sara zostaje. Poznaje Amy poprzez jej książki i relacje przyjaciół. Mimochodem realizuje marzenia Amy, tak jakby Amy wszystko miała wcześniej zaplanowane i otaczała opieką swoich bliskich. Mieszkańcom miasta daje powiew świeżości i miłą, dobrą, trochę zalęknioną dziewczynę jak anioła stróża. Sarze daje całą życzliwość i przyjaźń mieszkańców, małego, sennego ale zżytego miasteczka. Happy end też jest -
w sensie nieco zabawny wątek miłosny :) Wbrew pozorom akcja jest dosyć wartka i bardzo wciąga. Taki mikrokosmos malutkiego miasteczka, ale liczne i zgrabnie zazębiające się wątki.
Niebezpieczeństwo czytania tej książki polega na tym, że od razu zaczyna się szukać wymienianych w niej tytułów i uzupełniać braki w lekturze. I tak nabyłam dzisiaj drogą kupna "Dewey - wielki kot w małym mieście" i "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek".
No cóż, bo przecież dla każdego jest książka, która pasuje jak dobrze dobrana rękawiczka :)
Zdecydowanie polecam. Zgrabnie napisana, wciągająca.
Ponieważ lubię sprawdzać, czy miejsca, o których czytam istnieją naprawdę, wyguglowałam Broken Wheel Iowa. Okazało się, że jest to drugie domyślne hasło podpowiadane przez Googla, czyli nie tylko ja miałam potrzebę zobaczenia w realu tego tak plastycznie odmalowanego miejsca ;)



Maeve Binchy - W tym roku będzie inaczej. Jest to zbiór opowiadań. Szczerze powiedziawszy zastanawiałam się czy tę książkę w ogóle tu umieszczać. Jest to dla tej pozycji niezasłużona nobilitacja. W końcu postanowiłam o niej napisać ku przestrodze, albowiem ja kupiłam ją z antykwariatu jako używaną za jakieś 3 PLN, ale niestety ktoś postanowił wznowić tę [...].
Skusiłam się na zakup czytając opis z tyłu okładki:



Niepowtarzalny nastrój zadumy i owszem jest, ale o serdeczności nie może być mowy. Przypisać tym opowiastkom poczucie humoru mógł tylko ktoś, kto musiał coś napisać i to pewnie pisał po pijaku i dam głowę, że wcześniej nie czytał książki. Chyba, że...
Finezyjnego dowcipu to autor tej zajawki by nie rozpoznał, nawet gdyby ten podszedł i kopnął go w rzyć. A rodzaj humoru prezentowany w książce zwykle przypisuje się w bajkach wyjątkowo cynicznym i złośliwym gnomom.
No to pokrótce: niemal wszystkie opowiadania są o zdradach małżeńskich lub zawodach miłosnych. Pisane jest to z perspektywy zdradzających mężów, zdradzanych żon i odrzuconych kochanek, dla których facet nie chce się rozwieść. Opcjonalnie z perspektywy dzieci, którym niewierni rodzice fundują piekło rozbitej rodziny. No humor po pachy! Świąteczny.
Styl i tematyka godne najlepszych reporterów takich periodyków jak Życie na ciepło i Fakt.
Przebrnęłam przez wszystkie opowiadania, łudząc się, że może kolejne... ale nie. Odłożyłam książkę z obrzydzeniem. Wyląduje w makulaturze, bo szkoda innych narażać na tak rozczarowującą lekturę.
Po lekturze nasuwają się pewne refleksje i pytania. Czy autorka była zdradzaną żoną, czy niechcianą, przechodzoną kochanką? Czy może jest tak beznadziejna, że nikt jej kijem tknąć nie chciał i stąd jej zgorzknienie i cynizm? Cała ta niewielka książeczka wygląda jak zadanie, które terapeuta zadał pacjentce, nie mogącej się ogarnąć z emocjami po miłosnych zawirowaniach. No to co miała robić - wypisała swoje żale. Niesmaczne.

Filmowo też było. Zupełnie przypadkiem natknęłam się na Osobliwy dom pani Peregrine i obejrzałam sobie on line na cda. Wciągnęło, oj wciągnęło ;)
Dzisiaj mi przyszło via InPost:



Dwie dalsze części w drodze :)
Właśnie zaczęłam Zaklinacza słów Shirin Kader i jestem w rozterce. Ale chyba najpierw jednak Zaklinacz, a potem uczta literacka w świecie pani Peregrine.
Jeżu kolczasty! Jak ja uwielbiam dobre historie!

53 komentarze:

  1. Miłośnicy Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek to sam miód!
    Dobry wybór, idealnie pasujący do kryteriów ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za utwierdzenie mnie w decyzji :)

      Usuń
    2. Te obierki też mnie zaintrygowały.

      Usuń
    3. Newa, najpierw przeczytaj, a potem stawaj do garów ;)
      Bo mnie te obierki interesują również kulinarnie...

      Usuń
    4. No, ciekawe...a ja to czytałam parę lat wstecz, pod tytułem "...i placków ziemniaczanych" a teraz dodano, że z obierek?

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Uuuuu! To coś czuję, że zastój będzie w Kurniku, jak Cię lektura wciągnie :)

      Usuń
  3. Biore te placki kartoflane, wygladaja smacznie!
    Film o pani Peregrine tez widzialam wlasnie na cda - niestety byla tylko wersja z dubbingiem... A zabrac Evie Green i Samuelowi L. Jaksonowi ich prawdziwe glosy to jest prosze panstwa zbrodnia, i powinna byc karana chlosta!!! Musze jeszcze obejrzec kiedys oryginalny.

    Jak lubisz historie o zwyklym zyciu to polecam to:
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/234794/olive-kitteridge
    Mozliwe ze juz Ci o tej ksiazce pisalam bo ja wszystkim polecam ;)))

    I Marsjanina polecam, film byl fajny, ale ksiazka to wypas:
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/235716/marsjanin

    he he - patrz co mi wlasnie przegladarka podpowiada sama z siebie:
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3920312/hygge-klucz-do-szczescia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buuuu.... a Księgarni spełnionych marzeń nie?
      No fakt, na cda jest tylko wersja z dubbingiem.
      Biorę i Oliwię i Marsjanina (tego to wezmę dla mojego dziecięcia, bo czuję, że klimat go wciągnie). Tylko muszę poczekać do przyszłego miesiąca i zakamuflować zakup. Nie tyle ze względów finansowych ile ze względu na naszą skromną przestrzeń. Wczoraj zostałam przyłapana na Pani Peregrine, bo przyszła poleconym InPostu do domu - przyniósł kurier. Dwie kolejne części leżą i czekają na mnie w kiosku, bo była opcja wysyłki "paczka w ruchu". Jakoś przemycę do domu ;)
      To dziwne. W październiku i listopadzie zrobiłam ostrą przecinkę na półkach, a już znowu brak miejsca...

      Usuń
    2. No wlasnie dlatego sie zdecydowalam na czytnik, i nie zaluje. Odpada mi kupowanie nowych pólek i wieczne latanie na poczte po paczki (bo nigdy nas nie ma w domu). Co prawda czytnik nie pachnie papierem, i nie ma okladki, no ale cos za cos...

      A Ksiegarnia spelnionych marzen - ehh, nie teraz, nie teraz. Teraz to bym pewnie ciegiem ryczala przy czytaniu, a ja czytam glównie w pociagu w drodze do pracy, wiec jakos nie teges, co nie.
      Choc niewykluczone ze przy tych kartoflanych plackach tez sie porycze, no ale chyba troche mniej chociaz. moze. ;)

      Usuń
    3. Mam czytnik, a kupuję papierzaste albo jakieś z zamierzchłej przeszłości - z antykwariatów jak Spisek starszej pani za oszałamiające kwoty do 5 zyla, albo takie, o których WIEM, że chcę je mieć. Głaskać po grzbietach, wertować kartki, wracać do ulubionych fragmentów.
      Ja przy Księgarni spełnionych marzeń nie ryczałam, ale zarwałam noc...

      Usuń
    4. Ja jestem strasznie, niemozebnie rykliwa jesli chodzi o ksiazki i filmy.
      I potem w pociagu dziwnie jest ;)

      Usuń
  4. rany boskie. I ty mówisz, że jesteś racjonalnym Koziorożcem, a tu widzę same... life fiction? jak to nazwać? Wypełnioną czymś podobnym torbę z Ikei zawiozłam teściowej, a mogłam tobie :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie racjonalnym tylko sztywnym i nudnym, NUDNYM Megi :)
      Skoro w życiu muszę mieć wszystko poukładane jak w szufladzie, bo wiecznie się czegoś boję i każde odstępstwo od utartych schematów wytrąca mnie z równowagi, a moje spontaniczne wyjazdy muszą być zaplanowane z półrocznym wyprzedzeniem, to chociaż sobie książkami ten mój żywot ubarwię :)
      (Choć jak na złość mój żywot często ubarwia się sam, wywołując u mnie ataki paniki ;) )
      Teściowa też człowiek - niechże sobie poczyta :)

      Usuń
    2. Czekaj, czekaj Megi, bo mi właśnie błysnęło myślą. A skąd Ty miałaś całą ikeową torbę cukierkowego life fiction? Przyznaj się - też lubisz! :)

      Usuń
    3. jak byłam taka młoda jak ty, to czytałam ;-) potem zmądrzałam...
      nieee, to jest po prostu taki etap, że człowiek potrzebuje słodkiej fikcji.
      Nie myślałam, że się boisz. To ja się boję i chaos pozwala mi nie myśleć o tym, czego się boję, bo rzeczywistość wciąż mnie zaskakuje ;-) czyli są różne sposoby radzenia sobie z rzeczywistością.
      Zasypiając myślałam o tym, że muszę pliki zapisać na dysk, zapisać na dysk. Nie mogłam zasnąć. Nie mogę sobie robić takich rzeczy, od tego mam ataki paniki.
      To kiedy gdzieś się wybierzemy spontanicznie?

      Usuń
    4. A ja sobie myślałam, ale ta Megi wyluzowana i na spontanie :)
      Kiedyś myślałam, że to ja tylko jestem stuknięta i się nakręcam, boję się lokalnie i globalnie - generalnie o wszystko się boję i wszystkiego niemal; ale potem się okazało, że większość ludzi się boi, tylko różnie sobie z tym radzą.
      Rzucasz hasło i już w ciągu tygodnia jestem gotowa - tak mnie wyluzowałaś :)))

      Usuń
  5. Ebookowo dostałaś wszystkie części Pani Peregrine ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, dzięki :) Ale te książki MUSZĘ mieć :)
      To wydanie Osobliwego domu, które kupiłam, jest pięknie ilustrowane!

      Usuń
  6. Psie w Swetrze, w nowym roku niechaj dni będą już tylko piękne, spokojne i pełne miłości - dla Was i Waszych Stworzeń - niechaj Wam się darzy!
    Beata bez psa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! to znaczy ja dziękuję w imieniu własnym i całego stada :)
      Beatko - najlepszego! Nie tracę nadziei, że wrócisz do blogowania. A w hołdzie dla Dingi powinnaś się dopsić. Z resztą, jestem pewna, że jakaś żywina do Ciebie drogę znajdzie. Tak to już działa, że dobre ręce nie pozostają długo puste ;)

      Usuń
    2. Psie w Swetrze, dziękuję za najlepsze :) i na pewno wrócę do blogowania za jakiś czas. Pewnie wtedy kiedy już osiądziemy w nowym/starym miejscu. Przed nami przeprowadzka na tzw. stare śmieci, czyli w naszym przypadku na Żoliborz. Ta zmiana jest możliwa tylko dlatego, że odeszła Dinga, bo ona musiała mieszkać na Ursynowie (miała własną sikalnię na zewnątrz, a przy braku zębów, a właściwie to z powodu płynnego jedzenia, wolny dostęp do sikania to była podstawa :)>

      Po Dindze wciąż (codziennie wieczorem) płaczę, a mój mąż ciężko wzdycha. Trudno odgonić te ostatnie, najsmutniejsze wspomnienia. Mam nadzieję, że z czasem będą powracać tylko te dobre wspomnienia, z dawnych lat. Z wielu powodów już kiedy braliśmy Dinguśkę 13 lat temu wiedzieliśmy, że to będzie nasza ostatnia psina. I nic nie wskazuje na to, że miałoby być inaczej. Ale... niezbadane są wyroki boskie :*

      Uściski ślę i kwa, kwa.
      BB

      Usuń
    3. Czekam z utęsknieniem! :)

      Założę się, że na Żoliborzu też kilka psów mieszka ;)

      I właśnie jest to powód, dla którego powinnaś się otworzyć na jakiegoś źwierza. Choćby świnkę morską. Świnki są bardzo fajne i kontaktowe :D

      Usuń
    4. Miałam kiedyś świnkę (albinosa) w nastolatctwie, kiedy nie mogłam mieć psa. Była uratowana z laboratorium w jakimś instytucie badawczym. Bo ja tylko takie ratowane skądś stworzenia brałam zawsze.

      Uściśnień krocie ślę,
      BB

      Usuń
  7. He, he a ja czytam o roślinkach, monotematycznie.;-) Ale filmy za to sobie oglądam, w kocim towarzystwie ( koty preferują szwedzkie kryminały, żadnych głośnych akcji, dobrze się śpi ). A święta są dla Was a nie dla podtrzymywania stosunków towarzyskich, towarzysko to się można spotkać na kawie czy w weekend. Niedługo Czech Kroli więc życzę snucia i podczytków w towarzystwie wiadomo kogo.:-)
    P.S. Nie wiem co się Megi dziwi:-D, racjonalne Koziorożce tak mają - real w życiu a książkowo jazda w krainę fantazji. Wiem bo Mamusia była racjonalnym Koziorożcem.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzuć tytułami szwedzkich kryminałów, bo też lubię.
      Na sześciu króli i okolice mam już spis lektur :)
      P.S.
      Też nie wiem, co tak Megi zadziwiło ;)

      Usuń
    2. No i wychodzi na to, że wszyscy coś ambitnego czytają w wolnych chwilach, a tyko ja sprowadzam fale mózgowe do stanu plateau ;)

      Usuń
    3. Taa, w wolnych chwilach sprawozdanie roczne czyli biuletyn MEIS. Ambitnie!;-) Spoko są obrazki, fotki nowych krzyżówek. Ostatnio było "Morderstwo" ( kontynuacja serialu "Grobowiec" ) nie tak dobra jak poprzednik ale da się oblookać. a teraz druga cześć "Morderstwa w Sandhamn". Krwiożerczo, he, he.;-)

      Usuń
    4. Ale mądrze brzmi :)
      Dzięki za tytuły, pogmeramy w internetach, znajdziemy :)

      Usuń
    5. co mnie zadziwiło? kontrast między tym, jak postrzegłam (powierzchownie) Dorotę, a tym właśnie. Nie sądź książki po okładce, nie mów fałszywego świadectwa, a jednak to robimy.

      Usuń
    6. No właśnie, ja na przykład na ten pierwszy rzut okiem ociekam dobrocią i zionę miłością do świata ( grube ludzie dobrodusznie wyglądajo ).;-D

      Usuń
    7. Megi - jak wyżej - Ty też jesteś kontrastowa :)
      Tabasiu - Ty mnie nie strasz! W życiu Cię na oczy nie widziałam, a jednak odbierałam jako bardzo dobroduszną istotę, choć z pazurem ;)
      O mnie też mówią (studenci), że wyglądam jak dobra ciocia, ale nie zyskuję przy bliższym poznaniu ;)

      Usuń
  8. Ostatnie dni spędzam podobnie. Na kanapie, z kubkiem herbaty i książką. Akurat o lesie czytam ;-) I żadnych książek nie mogę polecić, bo zapominam tytuły od razu po przeczytaniu... taki feler...

    Zaczytanego, przytulnego roku 2017! :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie o tym, wypisz-wymaluj, czytam: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1688434,1,moda-na-hygge-dlaczego-swiat-jest-tak-zafascynowany-dania.read
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówią że kasa leży na ulicy i mają rację. Trzeba wziąć oczywistą oczywistość, ładnie ją opakować i sprzedać jako nowość :))) A najlepiej zrobić z tego ideologię. Może i nam się uda w tym roku znaleźć taką niszę i źródło pieniędzy - czego Tobie i sobie życzę :)

      Usuń
  10. "...bo wiecznie się czegoś boję i każde odstępstwo od utartych schematów wytrąca mnie z równowagi, a moje spontaniczne wyjazdy muszą być zaplanowane z półrocznym wyprzedzeniem, to chociaż sobie książkami ten mój żywot ubarwię."
    Czy Ty, to ja? Mam spontanicznie ustalony wyjazd nad morze we wrześniu. To nie są plany, to są moje spontany. Niektórzy już w to wierzą, niektórzy się dziwią, a ja muszę się z a s t a n o w i ć. A książki zawsze - były, są i będą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaja jest nas więcej! Czyżby eksperymenty z klonowaniem prowadzono w tajemnicy na ludziach???
      Aktorzy mówią, że każda improwizacja musi być 100 razy przećwiczona, więc wiesz ;)

      Usuń
  11. Nie wiem, czy dobrze zrobiłaś pisząc o kamuflowaniu się w Święta. Jeśli ktoś z Twojej rodziny lub znajomych przeczytał początek powyższego postu, to właśnie pożegnałaś się z kolejnym świątecznym hygge. ;)
    W temacie książek - aktualnie pożeram całkiem gładko napisaną powiastkę Charlotte Link pt. Dom sióstr. Fajnie komponuje się do filiżanki gorącej herbaty, swetra, kocyka i oglądania zimy za szczelnym oknem. Podobnie jak Ty za zimą nie przepadam nic a nic and w ogóle. W takie dni jak dziś nawet wyjście do sąsiadów na ulubioną felinoterapię (czyt. obłożenie się sześcioma kotami plus dwoma psami na dokładkę ;) ) wydaje mi się wyprawą rodem z SF o przemierzaniu zimnego niemożebnie kosmosu. :)
    Życzę Ci wszystkiego dobrego w nowym roku. :) Oby był ciepły i hyggowy na maksia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee tam, nie czytajo :D Uważają, że skoro mogą mnie dopaść w naturze lub vie telefon, to składać liter nie trzeba.
      Charlote Link czytałam Ostatni ślad. No nawet, nawet muszę Ci powiedzieć. Po przeczytaniu Twojego komentarza w pierwszej chwili jakoś skojarzyłam Dom córek Sarah-Kate Lynch i miałam Ci napisać, że inne jej pozycje lepsze, np. Błogosławieni, którzy robią ser i Nie samym chlebem. Jakbyś kiedyś zbłądziła na półkę z jej książkami - ostrzegam - są smaczne. Tzn. dużo w nim sugestywnych opisów jedzenia, pysznego jedzenia :) a ja bardzo podatna jestem na takie opisy ;)

      Usuń
  12. fszysko mnie zainteresowało, zacznę od pozycji filmowej TERAZ, bo lektury mi zalegają wszędzie i czytam kilka na raz : ) ale dziekuje bardzo zamierzam skorzystać. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam o osobliwym domu...jak mogłam, przecież kocham filmy Bartona )))

      Usuń
    2. cieszę się Kochana, że Ci Alzheimera cofnęłam :)
      Miłego oglądania i miłej lektury!
      Jak podrzucisz miłe czytelniczo tytuły, będę wdzięczna!

      Usuń
  13. Kochana, z Twojej kupki tylko jedną pozycję mam niezaliczoną:-) Choruję od środy, przede mną jeszcze parę dni leżenia na sofie i czytania, a potem...6 tygodni urlopu!!!!A moja kupka też wypasiona jest, I BARDZO ZADBAŁAM O JEJ RÓŻNORODNOŚĆ:-) W tej chwili siedzę sobie w alternatywnej Polsce, w której chrześcijaństwo się nie przyjęło i mamy nadal naszych słowiańskich bogów, a na dodatek strzygi, południce, płanetników, rusałki i utopce:-)W sam raz do herbaty z malinami. Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoooo! Pieprzu, aż mnie skręca, która to pozycja (książkowa znaczy ;)). Ja sobie też trochu smarkam, ale musiałam niestety nawet w weekend w fabryce doginać, chlip, chlip.
      A nowy Wędrowycz odłogiem leży :(
      Zdradź Pieprzu, zdradź, co tam masz na swoim stosiku :)

      Usuń
    2. Przybieżeli Pasterze. :-)? Nie znam, nie słyszałam.
      No, teraz powtórzyłam sobie Szeptuchę, żeby śmignąć do jej drugiej części - Noc Kupały. Lubię Berenikę Miszczuk, ma niezłe pomysły - kiedyś przypadkiem trafiłam na jej Ja, Diablica - i nieźle się ubawiłam, od tamtej pory zawsze czytuję to co wyda.
      W stosiku posiadam : Wałkowanie Ameryki - Marka Wałkuskiego, Nie wymachuj mi tym gnatem - Kyrila Bonfiglioli, Krótkie Wywiady z Paskudnymi Ludzmi - D.Wallace, Sekretne życie drzew - P.Wohlleben, Czasomierze - David Mitchell, Stryjeńska - Kuźniaka i Morderstwo na Korfu - Alka Rogozińskiego:-) Jak widać, bardzo eklektyczny stosik!

      Usuń
    3. Też lubię Miszczuk, choć Szeptuchy jeszcze nie czytałam. Sekretne życie drzew mam już przerobione i bardzo się cieszę, że taka wiedza trafia do szerszego grona, a nie tylko do ludzi, których pejoratywnie określa się jako ekooszołomów. Pozostałe tytuły sobie wpisuję do kapowniczka do sprawdzenia na zaś, bo na szafeczce tej wiadomej miejsca już nie ma. A te wredne koty przewracają mi ciągle ten mój stosik (no i co z tego, że wysoki i rośnie w oczach? muszą się tak na niego wspinać?).

      Usuń
  14. No, dobra. Przeczytałaś już wszystko? To wracaj do nas! :-)

    OdpowiedzUsuń