sobota, 3 lutego 2018

Historyczna data 2. lutego

Data jest historyczna z dwóch powodów. I nie chodzi tu o święto Matki Boskiej Gromnicznej, do którego mam wielki sentyment.

Primo po pierwsze w piątek 2. lutego odbyła się PIERWSZA rozprawa w sprawie odszkodowania po wypadku Mężczyzny.
Okropny wypadek, który wywrócił nasze życie do góry nogami, miał miejsce dokładnie dwa lata i siedem miesięcy temu 2. lipca 2015 roku. No i właśnie się doczekaliśmy!
Pierwsza rozprawa, przesłuchanie Mężczyzny na okoliczność.
Nie będę się wgryzać w temat pracy naszych sądów, dość powiedzieć, że reforma gruntowna, dogłębna i jaka tylko jest im potrzebna jak tlen (uprzejmie proszę o nie rozwijanie tematu reform w komentarzach z szacunku dla mych zszarganych nerwów; ja odszkodowanie za swój wypadek - stłuczkę - uzyskałam po trzech latach)

Przeprowadzka bardzo nam pomogła uporać się z traumą, a teraz znowu wszystko wraca i maglujemy temat od nowa :(
No nic. Nie takie rzeczy ludzie przeżyli.
Jednocześnie wracając myślami do tych strasznych dni chciałam SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ wszystkim PT Blogoczytaczom miłym, którzy w tamtych strasznych dniach otoczyli nas modlitwą, serdecznym wsparciem, ciepłymi słowami. Strumienie DOBRA płynęły od Was kochani z każdej strony i podtrzymywały Tofika i mnie na duchu, a Mężczyznę przy życiu.
Nie zapomniałam o tym. Pamiętam i jestem Wam niewysłowienie wdzięczna!

Primo po drugie nie jest już takie jednoznacznie osadzone w dacie, ale chyba 2 lutego będzie najlepszy do odtrąbienia przełomu w moim związku z Białym.

Od kiedy ten kot pojawił się na naszym podwórku, coś mnie do niego ciągnęło. Zaiskrzyło mi po prostu. Duży, parchaty kocur, o wyglądzie wioskowego zakapiora, a serce mi się do niego rwało.
Zaraz po Nowym Roku udało mi się go na tyle obłaskawić, że w piwnicy dał do siebie podejść. Potem dał się pogłaskać. A potem udało mi się go podstępem na surową wołowinkę zwabić do kontenerka :)
Zawiozłam płaczącego i wściekłego kocura do schroniska na leczenie i kastrację.
Diagnozy nie były wesołe. Katar, w płuckach rzęziło, zadawnione zapalenie spojówek dokuczało, uszy jeden ogień :(
Odebrałam go po trzech tygodniach w dużo lepszym stanie. W schronisku dał się poznać...
Odebrałam go z izolatki za pokwitowaniem i zatargałam na ostatni przegląd do weta.
W gabinecie zostaliśmy powitani słowami - O, potwór idzie do domu.
A wet wyciągnął z szuflady rękawice budowlane z grubej skóry...

Na szczęście Biały nie pamiętał, kto go do tego schroniska zawiózł, ale dobrze kojarzył, kto go z tego strasznego miejsca zabrał :)
Szczęśliwa, że kot jest zrobiony na gotowo, wypuściłam drania na deski i marzyłam, żeby tylko nie zwiał.
Zniknął na cały dzień, ale potem wrócił. Zaczął mnie witać, biegnąc do mnie jak pies. Chciał się tulić i głaskać. Ale ponieważ robił to dość energicznie, nachalnie i z użyciem zębów, to jakoś miałam obawy przed tymi karesami. I nagle zauważyłam, że z Białego się sypie. Tasiemiec się sypie - fuj!
A przecież ja go odrobaczałam dwa razy i schronisko go też odrobaczyło fest. A jednak.
Walka z tasiemczycą bywa długa i żmudna. Z Jojo się udało za pierwszym razem, ale to był fuks.
(Na szczęście tasiemcem nie jest łatwo się zarazić i muszą być spełnione liczne warunki i okoliczności, które tu nie zachodzą. Tyle dobrze.)
No i tu już nie ma ten tego Cygan graj, tylko trzeba było znowu kota złapać i zawieźć do weta, ale tym razem do NNNŚ Weta. Inny nie wchodził w grę.
Numer z wołowiną drugi raz by mi się nie udał. Musiałam spróbować inaczej i się odważyłam...
Gdy Biały znowu pędził, by się ze mną się przywitać, przełamałam strach przed tym wielkim kocurem, którego widywałam w akcji i... wzięłam go na ręce!
Okazało się, że jest to właśnie to, o czym Biały cały czas marzył. Na rękach mruczy, tuli się, ślini się i smarka ze szczęścia, a za mną w ogień pójdzie :)))
Pojechaliśmy do NNNŚ Weta żeby się leczyć. Anioł nie kot!
Kurację mamy na dwa tygodnie - seria zastrzyków i tabletki. Uszy okazały się być niedoleczone w schronisku i straszny stan zapalny groził owrzodzeniem małżowin. Smarujemy maścią, co Biały przyjmuje z wdzięcznością i traktuje jako najlepszą pieszczotę, bo maść mu od razu pomogła i przynosi dużą ulgę. Dzisiaj zrobiłam mu bolesny zastrzyk, tylko przysiadł na łapkach, a potem zaczął się tulić.
Nie lubię robić zastrzyków, a jutro muszę zrobić jeszcze jeden, ech. Ale wiem, że Biały mnie nie zaatakuje, nie będzie protestował.
Zainstalowaliśmy go w łazience na piętrze. Ma miseczki, kuwetę drapak, kilka legowisk i piecyk olejowy, bo góry nie ogrzewamy - jeszcze z niej nie korzystamy, nie jest skończona.
Najpierw próbował uciekać, ale teraz rezyduje tam z dużym ukontentowaniem :)

Trzymana na dystans przez moje wyemancypowane kocice, które raz dadzą się pogłaskać, a innym razem nie, doświadczam teraz bezgranicznej miłości wielkiego, półdzikiego kocura.
I sprawia mi to olbrzymią satysfakcję!
Oczywiście fajne są maleńkie kociaki, ale...
Naprawdę mi więcej radości sprawia właśnie relacja z dorosłym kotem.
Podobnie było z Jojo.
Bierze się takie dzikie zwierzę, dorosłe, które całe swoje życie spędziło na dworze i życia łatwego nie miało i kocha się to zwierzę tak mocno i cierpliwie aż w zamian dostanie się bezgraniczne zaufanie. Magia.



Mój słodki gaduła







Wpatrzony we mnie jak w tęczę :)


Przytulony do moich nóg


Pędem biegnie się witać



Pełnia szczęścia! Na kolanach. Wtula się nosem w mój szlafrok albo sweter, ugniata łapkami, szturcha nosem fałdy rękawa i zaczyna ssać materiał :)
Mruczy i turla się po moich kolanach. Lubi drapanie po brzuszku :)






Teraz czuję się jak Niania Ogg i w pełni rozumiem jej miłość do Greebo.
Tuszę godną Niani Ogg w zasadzie już mam, a Biały ma wiele z Greebo. Nawet liczne blizny na łbie po walkach z innymi kocurami, tylko u Białego nie widać ale czuć te sznyty, gdy się go głaszcze.
Fajki palić nie będę.

Dla tych, którzy nie znają twórczości Terrego Pratchetta przedstawiam:
Niania Ogg i Greebo znalezione w inetrnetach






A żeby PT Blogoczytacze mogli wczuć się w klimat i zasmakować tego, o czym piszę oto fragment mojej ulubionej książki Pratchetta czyli "Wyprawy czarownic". Fragment, w którym dobrze oddany jest charakter Greebo i nakreślona sylwetka Niani Ogg :)










30 komentarzy:

  1. i wzruszyłaś mnie, i rozczuliłaś (Białym) i rozbawiłaś pożartym wampirem :) brawo TY :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozumiem, że wzruszenie dotyczy pierwszego prima ;) - wolałabym nie wzruszać, a poprzestać na rozczulaniu i rozbawianiu :] Pratchett Cię rozbawi do łez, bo jest tego więcej!
      http://discworld.strefa.pl/czarownice.html

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że to pod adresem Patchetta. A pewno, że dobre! Cykl o czarownicach: http://discworld.strefa.pl/czarownice.html

      Usuń
  3. Hm. Przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznij od wcześniejszych z cyklu o czarownicach: http://discworld.strefa.pl/czarownice.html. Wszystkie są super, ale ja lubię najbardziej trzy pierwsze: Równoumagicznienie, Trzy wiedźmy i właśnie Wyprawę czarownic.

      Usuń
  4. Mój Ty Wielki Kotowy - Biały jest bardzo lalusiowaty, znaczy przypomina mocno Lalka. Jak dostąpiłaś zaszczytu ssania rękawa to wróżę Wam wspólną świetlaną przyszłość. Odchowa się, znaczy przytyje jeszcze po odtasiemczeniu i zacznie rzundzić na podwórku. Latem powinnaś już słyszeć władcze ryki. Dziewczyny będą zachwycone, nawet te psie - taki, panie tego, samiec na podwórku! Współczuwam Wam jazdy sądowej, na szczęście domek z przyległościami Was zajmie, takie codzienniki uprawiane bo dom, bo ogródek zazwyczaj pomagają ( sama jestem po traumach sądowych i to w cywilu, potwierdzam na sobie terapeutyczną rolę domku i ogrodu ). Książki o niani z kotem poszukam, ilustrację już mnie mile do niej nastroiły.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, ha, jeszcze Was wszystkie na Pratchetta nawrócę ;)
      Nie wiem czy ta przyszłość z Białym będzie świetlana ale będzie. Kreska mu dokucza i próbuje dominować, on z kolei tłucze kocice - bo tak. Będzie ciężko pogodzić całe towarzystwo. Liczę na to, że jakoś się dotrą i że moje panny nie pójdą do "lepszych państwa". To byłoby przykre. W zasadzie to byłaby moja porażka, bo nie chcę moich kocic skazywać na banicję i wymieniać na inne koty.
      W dodatku gdy Biały staje na przednich łapach lub się go podnosi jedno z żeber, które powinno być połączone z mostkiem, brzydko sterczy do przodu. To chyba stary uraz i nie sprawia mu chyba bólu, tym bardziej, że w pozycji fizjologicznej "wchodzi na miejsce". Jednak będę musiała to sprawdzić. Wczoraj to zauważyłam.
      No to długa droga przed nami.

      Usuń
    2. Żebro sprawdź koniecznie a jego awanturnictwu się dziw. Toż on sobie teraz pozycję w domu wypracowuje co łatwe nie jest choćby ze względu na to że kreska czuje się panią na włościach. Myślę ze z kocicami to on się prędzej czy później dogada, czasu trzeba i to wszystko. Nawet takiego gada jakim jest Felicjan udało się jakoś w stado wpasować ( choć z podrapkami )

      Usuń
    3. Sprawdzę, a jakże.
      Też mam nadzieję, że czas zrobi swoje. No i fakt, że jest odjajczony dopiero co. Teraz jest w domu, bo jest odizolowany na czas leczenia, a potem nie wiem jak będzie. Czy wypuścić na zewnątrz tak jak był, czy integrować w domu, nie wiem. Pewnie rozwiązanie samo przyjdzie.
      Stado... tak stado. Bo Białego odwiedza Elegant, który już dał mi się pogłaskać z pewną taką nieśmiałością. A Jupi zakumplowała się ze Sprzączką, która zmniejszyła dystans do 6-7 metrów, choć i tak najczęściej mogę ją oglądać z okna.
      Boję się, że stado przerodzi się w tabun, a potem wędrówki kotów przez nasz ogród będą przypominały te na Równinie Serengeti :] Zaczynam się bać.

      Usuń
    4. Nie bój się, nie wszyscy będą chcieli zamieszkać na stałe.;-) Myślę że Biały po ustaniu burzy hormonów będzie się mocniej trzymał chałupy i pilnował przed cooleżeństwem włości. Na razie przeca dobrze działasz, a rekonwalescencja może się przedłużyć ( do wyjaśnienia jak to z tym żebrem to trzymać gada w domu wydaje się prawilne ). Może będzie konieczny zabieg, diabli wiedzą ( trzeba by popytać tego w buraczkach, he, he ). Jeżeli Biały wylezie na dwór wiosenną porą to już jako zintegrowany, znaczy domownik. W końcu jest inteligentny, nie popuści takiej miejscówy.:-)

      Usuń
    5. O Białego się nie boję, że pójdzie do lepszego państwa, bo nawet pełnojajeczny nie oddalał się zbytnio. Raczej boję się właśnie tego, że mi się więcej takich Białych zalęgnie. Koty pewno też mają swojego fejsika ;)

      Usuń
  5. Jeśli dobro, które dajemy innym, do nas wraca, to Ty kiedyś zostaniesz przysypana lawiną dobra, Psie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym w mniejszych dawkach ale z większą częstotliwością. No bo wiesz jak to jest z lawinami, nawet jak masz system recco to mogą cię nie znaleźć lub nie zdążą odkopać ;]

      Usuń
  6. Bardzo dużo dobrego Wam życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet niedużo dobrego też nas ucieszy. Mam duży głód dobrego :)

      Usuń
  7. och, hmmm....nic nie wiedziałam o wypadku (pewnie zdarzył się zanim się poznałyśmy). Przeczytałam i skamieniałam przy komputerze. Naprawdę, serdecznie współczuję. I ściskam mocno:-_
    Ja należę do tych, co to anie Pratchetta nie czytają, ani kota nie mają. Ale nianię Ogg z przyjemnością obejrzałam, jeden z moich studentów zawsze mówił, że mu ją przypominam. Nawet fajkę palę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano było, jak było ale przeżyliśmy :)
      Ani kota, ani Pratchetta, cóż Pieprzu, pozwól że zacytuję kultowe słowa z filmu Pół żartem pół serio: Nikt nie jest doskonały ;))))
      Za to szacun za fajkę! Zażyłaś mnie tym zupełnie! I jak tak pomyśleć, to tak, pod Twoimi złotymi przemyśleniami na blogasku, które uwielbiam, Niania Ogg podpisałaby się obiema rękoma :) Obie wiecie doskonale jak kochać życie.

      Usuń
  8. To juz 2 lata i 7 miesiecy?! wow...
    No, ale dobrze, ze w koncu.

    A strumienie dobra niech dalej do was plyna nieustannie, jestescie dobre ludzie, to sie wam nalezy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Diable :) Byle nas nie utopiło, ale taki niewielki ale niewysychający strumyczek dobra zawsze mile widziany ;)

      Usuń
  9. Psie - Biały wcale nie jest biały. ;) A poza tym to nie wydaje mi się, żeby każdy podwórkowy kot, ładniej nazywając: "kot wolny" musiał stawać się kotem domowym. Absolutnie zgadzam się z tym ,żeby koty wyleczyć i wypuścić tam skąd pochodzą, jeśli to możliwe. Mój przyjechał z lasu i jak tylko tam jadę, biorę go ze sobą. Jednak koci temat, jak zresztą wiesz Psie, nie jest mi tak bliski jak temat psi. U mnie zawsze psy są i będą górą. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieje, ze te sadowe przeprawy nie okaza sie nastepna trauma.
    A co do Bialego, zaczynam podejrzewac, ze to jeszcze jeden z tych nieszczesników, którzy kiedys mieli swojego czlowieka :(. "Rasowy" dzikus potrzebuje zazwyczaj znacznie wiecej czasu, aby sie tak odmienic.

    OdpowiedzUsuń
  11. Venus i Leciwa, pozwólcie, że odpowiem Wam zbiorowo.
    Oczywiście nie każdy kot chce i powinien zostać udomowiony. Sprzączka i Kapsel nie chcą, a wiem, że są to koty wielorodzinne i nieźle się obżerają u nas i u sąsiadów. Łazanka mieszka u sąsiadów i też i tam i tu się stołuje. Na głaski przychodzi i tyle.
    Ale Biały PODJĄŁ DECYZJĘ, że chce być domowy. Kilkukrotnie w styczniu podjął próby wejścia do domu i raz nawet wlazł, ale zcykorzył i uciekł. Teraz nie rusza się z fotela, który wstawiliśmy do jego łazienki. Czy był czyjś w sensie domowym - nie sądzę, nie na tej wsi, ale wykluczyć nie mogę.
    Jojo też domowa nie była, a jak się ją udomowiło, to nie chciała być wychodząca. Także chyba reguły nie ma i są koty dzikie, które udomawiają się z wielką chęcią i domowe, które wolą życie wioskowych wagabundów - jak moja Mamba czy Jupi - i do domu zachodzą na jedzenie i jak mróz ściśnie taki, że z ogona i wąsów robią się sople.
    Ponieważ Biały wyraził chęć, to w miarę możliwości wyjdziemy na przeciw jego oczekiwań, ale nie zamierzam łapać wszystkiego kociego, co tu zachodzi do misek (a jest tego oprócz Białego, Łazanki, Sprzączki, Kapsla i czasami Eleganta jeszcze jakieś 4-5 sztuk) i oswajać na siłę. Wręcz przeciwnie. Cieszę się, że nie są zainteresowane bliższymi kontaktami.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz co Psie? Jeśli Biały ma, cytując ciebie, fotel we własnej łazience to ja mu się absolutnie nie dziwię, że chce zostać udomowiony przez Psa w Swetrze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeprowadzce z mieszkania w bloku nie mogę się nacieszyć przestronnością naszego domostwa. Mój pokój w bloku miał 9m2 a toficzy 11m2; obecnie każda z naszych łazienek (mamy dwie) ma po 12m2. I takie lokum zajmuje Biały więc krzywdy nie ma. Można mu jeszcze wstawić małą kanapę i regalik z książkami, bo komoda już stoi. A wciąż mówimy o łazience - toaleta, kabina z brodzikiem, szafki z blatem i umywalką... całe życie marzyłam, żeby mnie ktoś tak udomowił :)

      Usuń
  13. Co tam koty! Drugiego lutego jest Dzień Świstaka. W tym roku pokazał, że będzie jeszcze sześć tygodni zimy i ja mu niestety wierzę. Koty przepraszam za "co tam koty".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaja, nie panikuj! 1. Świstak ma skuteczność 50% czyli na dwoje babka wróżyła ;) 2. Świstak panoszy się na drugiej półkuli i przepowiada jankeską zimę, a nasze niedźwiedzie tkwią w bezsenności - i ja im wierzę!

      Usuń