niedziela, 3 lutego 2019

No i stuknęła nam dycha...

Ostatnio bywam tu rzadko. Bo tak. Bo takie okoliczności przyrody, że tak to ujmę i proszę mi wybaczyć.
Mam nadzieję, że przyjdą lepsze dni i znajdę w sobie na nowo siłę i chęci. Do pisania, do działania, do wszystkiego. A teraz zajmuję się głównie porządkami. W sensie, że w sobie, bo strasznie mi się nabałaganiło. No.
Jednak możecie szturchać mnie czasami słowem jakim. Czemu nie. Działa motywująco takie szturchanie. I jest miłe.
Również ładne, czyste, śnieżne widoczki, które powodują, że jest jaśniej na dworze, podnoszą mnie na duchu.
O, proszsz. Takie coś z okna sypialni poprawia humor:



Ale w sumie ja nie o tym, tylko o tej dyszce, co nam stuknęła.
Nie chodzi tu o okrągłą rocznicę pożycia, ani nawet o dyszkę dużych baniek wygranych w totka.
No z tym ostatnim, to trochę szkoda.
Myślę, że w ciągu godziny udałoby mi się przepuścić większość wygranej, choćby na siepomaga.pl.
Do przepuszczania aktywów nie trzeba dużej wygranej. Zwykła dycha polskich złotych też wystarczy, żeby pomóc Michałowi, o tu:
https://www.siepomaga.pl/walkamichala
(od razu, zanim przeczytacie resztę, otwórzcie sobie link w nowej karcie, żebyście potem nie zapomnieli)
Nie znam chłopaka. AgaMaga mi podesłała link. Pewnie sama też skądś dostała. Ale Michał jest dokładnie w wieku mojego Tofika. Guzik wiem, co czuje teraz ten chłopak, ale doskonale potrafię wejść w skórę jego Mamy. No i za cholerę nie chcę w tę skórę wchodzić. Taka prawda.

Toficzek - słoneczko mamusine, co to mamuni daje po oczkach nie raz blaskiem swoich pomysłów na życie i decyzji, jak i zarówno swoją wielowątkowością  - za 4 dni kończy dwie dychy i życzę mu wszystkiego najlepszego!
Każdy wie, co znaczy mamine najlepszego - to znaczy naprawdę NAJLEPSZEGO!
Takiego NAJLEPSZEGO, że lepszego już nie ma!

No i Mama Michała też swojemu dziecku życzy NAJLEPSZEGO! Dlatego należy pomóc, żeby te życzenia miały choć cień szansy się urzeczywistnić.

To teraz wracamy do dychy właściwej.
Czyli dychy kotów.
Tak! Równiuteńką dziesiątkę kotów mam w domu.



Okazało się, że kotostwu nie straszny upał, deszcz, mróz ani śnieg.
Szóstka tałatajstwa pomieszkiwała w domu, no to w kolejności: Bura, Jojo, Jupi, Groszek, Tusiek i Klops; a czwórka mieszkała i stołowała się na zewnątrz: Łazanka, Sprzączka, Kapsel i Rzępol (choć w książeczce zdrowia zostało uwiecznione oficjalne Jean Paul - tak z francuska).

W okolicach Nowego Roku, daty nie pomnę, rozpętały się jednak straszne wichury i całe kotostwo dosłownie wwiało mi do domu. Budzę ci się ja któregoś pięknego poranka, a na meblach tapicerowanych i w innych miejscach strategicznych zalegają koty wszelakie we względnej (nie)zgodzie.
Te bardziej domowe, te mniej domowe, te podwórzowe głaskliwe i te podwórzowe dzikusy.
Gdzie spojrzysz - tam kot.

Oczywiście nie obyło się bez awantur.
Bura chodzi i warczy na wszystkich. Na wszelki wypadek.
Joja ma wyrąbane, bo jest kobieta światowa i nie takie stada kotów ona widziała. Z resztą nie ma takiego, który by Jojce podskoczył. No sorry, nie jak Joja się obróci i POPATRZY na takiego kamikadze.
Jupi z Groszkiem na nowo odnajdują swoje miejsce w hierarchii, ale nie żeby się plasowały jakoś w ogonach. Jupi ma swój kocyk na komódce, a Groszka miskę z poduszką na pralce i póki im się nikt na miejscówkę nie pcha, jest ok.
Tusiek miał za złe, zwłaszcza niekastrowanego Rzępola i swoje jakże obfite żale wylał na me łóżko - dosłownie.
Klops uznał, że im nas więcej, tym zabawniej. Harcom nie ma końca, ale bezpośrednie karesy znoszą dzielnie tylko wujek Tusiek i ciocia Groszek.Od pozostałych zbiera łapą aż furczy. Oczywiście nie zaprzestał biegania po dachach...
Sprzączka jest kot domowy, choć trochę jej to zajęło.
Kapsel zwiewa na najmniejszy ruch, ale gdy pozwoli do siebie podejść i pogłaskać jest najbardziej głaskliwym i rozmruczanym kotem we wszechświecie. Za jakiś rok też będzie domowy.
Łazanka najpierw zasiedliła piwnicę, ale potem też się przeniosła na kanapy. Czuje się w całej rozciągłości matroną i wymaga posłuchu.
Najczęściej zalega w toalecie przy drzwiach, na ciepłej podłodze, pod którą przechodzą rury od ogrzewania i przez otwór w dole drzwi (usunęliśmy kratkę w drzwiach) leje łapą każdego, który podejdzie za blisko. Nie wiedzieć czemu, takie sparingi najczęściej uskuteczniają z Groszkiem, choć nie rozdzielone drzwiami zachowują się poprawnie.
Rzępol jest mruczący i przytulniasty do wypęku. Z początku miał problem z ogarnięciem kuwety i mam załatwioną kanapę w salonie kocurzą perfumą. Jak zrobi się ciepło, wypiorę perhydrolem.
Jak na pełnojajecznego kota był wybitnie ugodowego charakteru. Obecnie tydzień po kastracji jest już z lekka odparowany z testosteronu, co uspokoiło samego kocura, jak i pozostałe koty.
Czasem jednak wychodzi z niego cham w stosunku do kocic. Biedak nie wie, że do czasu, bo kiedyś ten testosteron cały się ulotni...

Przybysze, nie chcąc wyjść na ciemnotę i zabobon, od razu pokazali, że wiedzą jak się zachować na salonach i grzecznie korzystają z kuwet. Zajęli również pokój, który jest przez ludzi i psy odwiedzany najrzadziej, za to był swoistą Agorą kocich domowników. No nie mogłam przewalczyć tych protesto-szczocho-odezw zostawianych chętnie właśnie w różnych miejscach w tym pokoju.
Obecnie, wobec zamieszkania pokoju przez nowych, szczocho-dyskusja domowników została z konieczności przeniesiona na zewnątrz. Czyli nie ma tego złego...
Korzystając również z tego, ze nowi domownicy obczaili wewnętrzną lokalizację misek z chrupkami i pory karmienia, zlikwidowałam zewnętrzną jadłodajnię.
Tzn. nie tak od razu, bo jednak musiałam się przekonać czy żadnych dzikich zwierzaków nie pozbawiam w zimie źródła pożywienia. Ale nie. Jak przez dwa dni, a w zasadzie dwie noce pod rząd chrupki nie znikały z misek na zewnątrz (poza okazjonalnym podjadaniem przez domowników), zlikwidowałam jadłodajnię i koniec. Może to powstrzyma koci exodus.

To teraz fotki. Dużo fotek!

Buras ma swoją szafę, względnie swój koszyczek. Koszyczek bywa przechodni i czasem zajmuje go Klops lub Jojo.

Musiałam wleźć na fotel, żeby zrobić zdjęcie Burej na szafie ;)



 Czasami, ale nie przesadnie często, ktoś może spać na fotelu koło koszyczka i Buras łaskawie nie warczy.


Jojo pozwoliła łaskawie przypatrywać się Sprzączce jak je. Ludzka kocica.




Jojasek na jednym z dwóch swoich drapaczków. Ten akuratnie jest w kuchni.



Z Jupi się zrobiło wielkie kocisko. Nadal przytulić się nie da, ale można głaskać i - uwaga! - po dwóch latach z nami łaskawie czasem da baranka :)

Pomoc w kuchni - nieoceniona!


Z Klopsem na swoich stałych miejscówkach:


Tak, dobrze kombinujecie, u Jupy wyraźnie widać ekhm... puchlinę głodową ;)


 A oto Groszka w swojej misce na pralce w łazience.  Na szczęście zarówno pralka, jak i łazienka są jeszcze ciągle ogólnego użytku ;)






No co jest? Miąchaj człowiek kota!




Tusiek zwykle zaznacza swoją pozycję zajmując moje łóżko.


Czasami nie przeszkadza mu, że tuli się do niego Kapsel.


To pomówienie! Łazanka wcale nie jest najgrubszym kotem świata. Ona po prostu odebrała sobie za lata poniewierki rekompensatę w chrupkach!








Sprzączka się szarogęsi po kuchni ;)



A zaczynała skromnie, szukając na kanapie protekcji u Kreski.


Kapsel. Zawsze czujny, zawsze z duszą na ramieniu, gotów do błyskawicznej ucieczki.Gdy leży na fotelu, można ostrożnie podejść i wygłaskać kota, ale na selfiki jeszcze za wcześnie.


Przerażenie spod krzesła.


Przerażenie spod fotela.


Rzępol od razu poczuł się jak u siebie :)









No i zbioróweczka: Łazanka, Rzępol, Kapsel


Psy jakoś nieźle się odnajdują w tym kocińcu. Zwłaszcza na śniegu :)






Jupi



Trudna komunikacja międzygatunkowa








No i guzik bym sobie poradziła z tym stadem, ale mamy pomocnika, o jakim zawsze marzyłam.
Pod choinkę dostałam figurę świętego Franciszka, którą nam zaraz ksiądz Zbyszek poświęcił, śmiejąc się z naszego domu wchodzącego, gdy mu się koty plątały wokół sutanny.



Miał mi Mężczyzna zrobić kapliczkę do powieszenia na drzewie w ogrodzie, ale mi szkoda Franciszka eksmitować i zostanie na kominku. Jeszcze się moje marzenie o kapliczkach w ogrodzie spełni. Jest kilku świętych "codziennego użytku", których figurki chętnie bym u siebie w ogrodzie widziała. Na razie Franciszek już bardzo pomógł i stado pod jego opieką jakoś tak lepiej funkcjonuje.

A to widok, jaki aktualnie mam za plecami, pisząc posta :)

Od góry zdjęcia: Jojo, Tusiek, Łazanka, Jupi, Klops


Kreska na swoim fotelu.


Bura na szafie, Pyza wdziękami do góry, Rzępol obok legowiska, bo w zimowym futrze jest mu za gorąco.



44 komentarze:

  1. Kochana, dzięki, że napisałaś o Michale, już jest postęp, damy radę mu pomóc.
    Masz najcudniejsze stadko na świecie, koteły obrotne, piesy cierpliwe...Swięty Franciszek piękny, na pewno będzie Was strzegł.Buziaki dla Wszystkich 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas mi Michał siedzi w głowie i sercu. I co z tego, że nie znam go osobiście, ale jakbym na swojego syna patrzyła i przeżywam jak głupia. Pieniądze tak naprawdę nie będą problemem, bo ludzie chcą i potrafią. Ale ta wznowa... czy chemia celowana da radę? Organizm młody, silny, a jednak nie takich raczysko potrafiło powalić. Szanse niewielkie w sumie i bardziej na cud trzeba liczyć. Trzeba wierzyć mocno, bo dla Szefa przecież nie ma rzeczy niemożliwych!

      Usuń
  2. Pierwszy raz niedawno na fb natknęłam.sie na zdjęcie Michała, to zdjęcie jak leży na łóżku i chwycilo mnie za serce.
    A Tofikowi jeszcze kilku dyszek życzę w zdrowiu jak najlepszym!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano chwyta za serce i trzyma.
      W imieniu Tofika dziękuję! Jak nie będzie mamusi wyprowadzać z równowagi to ma szansę przeżyć ;)

      Usuń
  3. Lomatko! Nie ogarnelabym nawet imion wszystkich tych zwierzakow, nie mowiac o braku miejsca w moim niewielkim mieszkaniu. Ledwie mieszcza sie w nim Toyka, Miecka i Bulka, juz bywa ciasno i sa wojny o miejsce obok mnie. No ale Ty masz dom, wiec zmiesci sie kolejna dziesiatka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypluj! Natentychmiast wypluj te słowa! Teraz tylko w tym domu jest mile widziana dziesiątka okrągłych tysiączków, albo i też (a co! wolno mi pomarzyć!) milionów w formie biletów NBP!
      Dziesiątkami idą puszki kociego żarcia i wory suchej karmy i wyciekają mi aktywa z konta. Czas byłby wielki, żeby przepływ jakoś magicznie zaistniał w drugą stronę ;)

      Usuń
  4. Tfu tfu tfu! :))
    Albo inaczej, niech miliony naplywaja, to i kotom dasz rade, co nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy Kochaniutka będę mogła poświęcić się wyłącznie miąchaniu kotów ;)

      Usuń
  5. Psy się poddały, ot i cała prawda. Ja też zresztą. Za nic nie jestem w stanie połapać się w Twoich kotach. Ale ogląda się fantastycznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Dlatego, żeby ułatwić połapywanie się, zaraz na początku wymieniłam całe towarzystwo z imienia po kolei i potem zdjęciowo też się trzymałam listy :)

      Usuń
  6. Po zwierzyńcu widać, że żarełka im nie żałujesz :)
    Dobrze, że Ci się ten Franciszek trafił do pomocy, no i wywiązuje się z obowiązków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo mi się wydaje, że one są głodne, ciągle i wciąż ;)
      Oj, bez Franciszka ani rusz! Franciszek jest Świętym do zadań specjalnych i w sprawach zwierząt nigdy mnie nie zawiódł. Zawsze mi pluszaki ładnie ogarniał :)

      Usuń
  7. A mój maż czepiał się o 4 koty! cztery! Zauważyłam, że kocyków u ciebie dużo ;-) I popatrz, podwórkowi weterani, w domu nie bywali, a zawsze najbardziej luksusowe miejsca zajmą. Łóżeczka, fotele, poduszeczki. Tylko szczocho-dialogów współczuję. Bywało i u mnie. Znam problem. Jedno co mi przychodzi na myśl, to, że szczęśliwy ten dom, gdzie koty są :-) I zdrowszy, bo koty jakoś jonizują ujemnie pomieszczenia i mieszka się zdrowiej. A o to chodzi. Więc przy przyporządkowaniu wnętrza, najlepiej działają okłady z kotów. Kładź się na kanapę, smaruj masłem i wołaj :-) Zdrowia życzę mocno :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nostalgią myślę o czasach, kiedy były u nas cztery koty... Dziesiątka jest tyleż kochana, co uciążliwa. Myślę, że trochę się "rozluźni" latem, kiedy towarzystwo będzie sobie swobodnie cyrkulować między domem i ogrodem.
      Tak, kocyków jest cała masa z prozaicznego powodu - bo są pierne! Zwierzaki jednak dużo kurzu i piachu i błotka wnoszą na sobie więc, wszystkie kocysie i narzutki często lądują w pralce. A szczocho-dialogi nie zależą od zagęszczenia kotów na metrze kwadratowym. Czort je znajet te kociska, o co im chodzi. Nasz Wet ma dwa i też mu odezwy zostawiają w denerwujących miejscach. Nasz poprzednik miał jedną - słownie JEDNĄ - kocicę i też miski ze żwirkiem były rozstawione po całym domu, bo mu tutaj lała wszędzie. Może nasze te listy wyczuły i dlatego zaczęły na nie odpowiadać...
      Zdrowie przyjmę w każdej ilości! Dzięki!

      Usuń
  8. Jak tylko przeczytałam tytuł to od razu pomyślałam....jak nic dziesiątka kotów 😀 Cudna fotorelacja 😀

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, jaka zakocona jestes! Ale ja tu widze, ze wszystkie maja chyba puchline glodowa? :)))))

    OdpowiedzUsuń
  10. Psie porządkuj co trzeba bo wiesna idzie i trza porządkować. Michał i jego Mama - rany, dobrze że choć można groszem wspomóc, bezsilność obezwładnia więc dobrze że można coś zrobić. Co do kotów - Kochana... teraz jako pełnoetatowa wielokotna wiesz już o życiu wszystko!;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o życiu wszystko, a nawet dużo więcej niż bym sobie życzyła ;]
      Jak się Felicjan miewa? Trzyma się kocurzysko paskudne, kochane?
      Porządkuję. Ale dojrzałam do tego, żeby nie odstawiać śmieszki na blogasku, gdy siły na to nie mam. Nie dla mnie amerykańskie uśmiechy i wszystko w najlepszym porządeczku. Będzie w porządeczku, jak się uporządkuje.
      Modlę się za Michała i jego Mamę, bo tylko Szef może wszystko. W 2015 Mężczyznę mi cudownie pozbierał do kupy, choć tak naprawdę nie miał prawa chłopina przeżyć. Nie dość że przeżył, to ma się całkiem nieźle. Trzeba mieć nadzieję.

      Usuń
    2. Siły to Ty kieruj na Siebie bo masz sporo do roboty a robić to trzeba kimś czyli Sobą.
      Felicjan jest podły - nie da się tego inaczej określić. Przerżnęłam sprawę z michą ( głodował trzy dni bo nie będzie żarł jak inne koty z podłogi - zamorzę się i będzie po mojemu - żre tylko w wyrze, na podścielanym obrusku i z wyłącznej miseczki na którą nikt nie ma paczeć ). Ostatnio miałam w kuchni zebranie na półlegalu, podwoiła mi się ilość kotów bo dziewczynki przyjmowały gości. Szczęśliwie drzwi od pokoju były zamknięte ale zza drzwi dobiegało gulgotanie, znak że Samo Zło jest rozsierdzone. No ćóż, jak wyczuł insze koty ( Epuzer nie zostawił biletu wizytowego ale Feli wiedział kto był ) to potraktował moje wyro jak Tusiek Twoje, było wielkie pranie! Dohtor wziął i oblookał Samo Zło i twierdzi że udało się spowolnić niedobre. Za zawiezienie do dohtora też mi się oberwało - po wylezieniu z transportera natentychmiast podarł pazurami poszewkę od flanelowej pościeli. Teraz nasz kot przygotowuje się do pastwienia nad Cio Mary, trenuje na mnie i dziewczynkach, oczywiście Małgoś - Sąsiadka jest najlepsza i dla niej są pomruczki i propozycje ( przewalania na grzbiet ).
      Co do Szefa, wprowadzenie Go w temat przez dużą liczbę osób może Mu przypomni o możliwości wykonywania różnych takich "procedur", co to zadziwiają lekarzy. Dobre emocje jak wierzę docierają w jakiś sposób do adresatów. :-)

      Usuń
    3. Balanga w kuchni powiadasz - obśmiałam się! ;))))
      U mnie było nie tylko pranie. Musiałam obrócić materac... Cóż, robię to zbyt rzadko i zwykle zapominam o zabiegu fiknięcia materaca, no to teraz miałam okazję. Mnie szkoli Łazanka, cholera jedna. Wycinałam grubaśce kołtuny znad ogona. Głaskałam od przodu lewą ręką, a prawą manewrowałam nożyczkami. Ciachnęłam dreda i to się grubej nie spodobało. Próbowała mnie pochlastać pazurami. Zdążyłam bydle złapać i przycisnąć do podłoża. Głaszczę, dziubdziusiam, uspokajam. Zaczęła nawet mruczeć! Puściłam. Otarła się z mruczeniem o moje kolana, wykonała błyskawiczny obrót i chlasnęła mi rękę, bo mi się i tak należało. No to pojedzie do weta na golenie dredów przy ogonie. Podejrzewam ją o cushinga, ale leczenie dzikusa nie bardzo widzę. Trudno. Co ma być, to będzie. Na ile mogłam i tak jej byt poprawiłam sterylizacją, odrobaczaniem, odpchlaniem, a przede wszystkim żarciem.
      No żeby o mnie ktoś się tak troszczył...
      Masz rację. Tak zwane 'szturmowanie Nieba" daje niesamowite efekty, bo działa na Szefa bardzo przekonująco. Miejmy nadzieję, że w tym przypadku nie będzie miał innych planów względem Michała.

      Usuń
    4. Ja Felicjanowi skracam samodzielnie pazurki - zawsze jestem przy tym oblana zimnym potem, dziewczynkom czyszczę zęby czego one też bardzo nie lubią. Generalnie obrabianie kota zawsze jest ryzykowne, nigdy nie wiadomo kiedy państwu odbije i służbę postanowi skarcić. Co do balang - w tym roku przyszły do nas na osiedle nowe dzikie koty - po sąsiedzku je rozparcelowano i teraz jest etap dokarmiania i podawania leków. Potem trza łapać i sterylki zastosować. W kamienicy niedaleko mnie na podwórku przyuważyłam stado, porozmawiawszy z sąsiadką i dowiedziawszy się że tam odbywa się główna akcja ratowniczo - weterynaryjna, stare domowe łażą w dzwoneczkach, nówki sztuki w obróżkach z odpchlaczem, wszystkie odkarmione. Pierwsze sterylki już się odbyły - kocury odjajczają coby nikt z sąsiedztwa na zapachy nie narzekał, kotki na razie na tabletkach zapobiegawczych. Ot, życie z kotami. U mnie w porywach bywa ósemka do michy i nie jest słodko bo Felicjan ich nie znosi i każde pojawienie się pod oknem ( Samo Zło zasadza się w określonych porach na parapecie i pilnuje ) "intruza" uważa za rozpoczęcie wojny. Ponieważ nie może dopaść obcych dopada mła. Na szczeście bije łapą z wciągniętymi pazurami i nie gryzie. Tym niemniej jest to przemoc domowa i należy nam się niebieska karta. Z drugiej strony cieszę się że nasz bydlak mimo choroby wykazuje zainteresowanie światem i ma jeszcze sporo sił.

      Usuń
    5. A ja Ci zazdrościłam, że masz tylko cztery sztuki na kwadracie, a tu się okazuje, że zaczyna się niepostrzeżenie tak jak u mnie. Póki się na stałe nie zadomowią to jakoś jakoś. Ale że się zadomowią, to aksjomat. No bo gdzie mają pójść. Dobrze żeście zastartowały - nie od samego dokarmiania ale od sterylek i tłuczenia robali. Jak się opanuje rozmnażanie towarzystwa, to już najgorsze macie za sobą. U mnie wszystko chlaśnięte.
      Z tą niebieską kartą, to nie żart niestety. Muszę Tuśkowi oczy smarować. Rzępolowi też powinnam, ale na razie zastrzyk działa, to sobie odpuściłam. Przewalczę jednego, zacznę zabawę z drugim. Nie mogę ciągle wyglądać jakbym stado piranii z ręki karmiła!

      Usuń
  11. Oj te czarnobiale to zawsze jak u siebie. Amber jak w maslo wszedł i mial wywalone na inne koty i tak samo teraz Luna - przez łeb jak za blisko idziesz a co, spadaj dziadu ;) Sherlock u nas i Mefi odważni by chcieli być ale w łeb dostają. A maluchy tez kuwetowo spokój ale Morfi ten słodziak nad slodziaki no ofiara losu jedna. Niby miesiąc od kastracji ale on jeszcze coś ma we krwi bo kombinuje chłopak i czasem pod pachy go i biegiem do kuwety z nim nim zacznie lać. Jak zaczal lac to cala sciezka do szorowania :D :D :D
    Ja już na te sikanie nawet nie patrzę. Nawet od babci przytachalam stare narzuty co chciala wywalic. Bede je prac namietnie jak Morfi nie odpusci. Jest Feliway jest czas. :D
    Z pieskiem masz jak my 11 :)
    Witaj w klubie! 💕
    PS. Wcale nie najgrubsza na swiecie popatrz na mojego Jagusia. On śpi przy misce z chrupkami i co mu zrobisz. Kotek ma 10 lat i nie wolno denerwowac seniorka (jeszcze nie starzec!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tfu z pieskami masz więcej! Pomylilam sie w liczeniu :D

      Usuń
    2. Ano z pieskami okrągły tuzin ;)
      Tylko strasznie męczą mnie te przepychanki między kotostwem. Wciąż rozglądamy się za dobrym domem dla Rzępola zanim na dobre przyschnie do nas. Udało się w przecież dobrze wyadoptować Fraczka, Lorda i Łatka, a na Rzępola, przytulnego miziaka, jakoś chętnych brak. Taka ilość zwierząt to już bardziej kolekcjonerstwo niż radość z przebywania z nimi. Wszystkie zwierzaki oczekują od nas głaskania, rozmowy, kontaktu i zainteresowania - ich prawo, a nasza radość - a nam po prostu brak czasu i rąk dla wszystkich i bolejemy nad tym.

      Usuń
    3. Jak macie ogłoszenia gdzieś na olx czy coś to daj, ja poudostępniam na kocich grupach i na fanpage ze kotki wychuchane i ukochane szukaja dobrych domów :)

      Usuń
    4. Kocurku, nie mam ogłoszeń, bo chciałabym taki dom na miarę skrojony, więc szukam po znajomych i przez znajomych znajomych oraz wetów. Co ma być, to będzie ;)

      Usuń
  12. wpłaciłam i udostępniłam zbiórkę Michała na fb, 1 dzień do końca a ponad 80 tys brakuje :( ale może się uda?
    co do Waszego zwierzyńca to westchnę tylko "omatkozcórką"!! przyda się ten św Franciszek, oj przyda! bez niego nie da się ogarnąć tematu! tak czy siak, futrzaki szczęśliwe i okrąglutkie, jak pączki :) widać, że im dobrze, ale Wam troszku współczuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden głos rozsądku i współczucia! Dzięki! No bo fajnie, fajnie, nie powyrzucam przecież ale jest to dość kłopotliwe. Tak jakbym całodobowo przedszkole prowadziła. Święty Franciszek w roli przedszkolanki i intendentki jest niezastąpiony!
      Nie martw się o zbiórkę Michała. Najwyżej przedłużą - chyba. Już raz przedłużyli. Z tego, co wiem jeśli brakuje jakiejś kwoty, to fundacja pomaga w opłaceniu kosztów, a potem się jeszcze zbiera z różnych źródeł i "oddaje". Skoro podjęto decyzję, że już pojechał, to kwota na opłaty jest pewnie przez fundację zabezpieczona. Poza tym w internetach widziałam, że inne organizacje też zbierają na ten cel, więc wspólnymi siłami na bank się uda finansowo. Żeby tylko leczenie poskutkowało. Żeby organizm dał radę. Chłopak ma długie życie przed sobą. Tyle mógłby zrobić dobrego, tyle osiągnąć. Trzeba go mocno, mocno otoczyć modlitwą!

      Usuń
  13. Wspaniała dziesiątka! I jakie wspaniałe widoki zimowe! :)

    Postaram się słowem wspierać, a Michała wesprzeć też się postaram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w mych skromnych zakoconych progach!
      Wsparcie zawsze mile widziane :)
      A Michała trzeba otoczyć dobrą myślą i modlitwą, żeby dał radę pokonać chorobę z pomocą lekarzy.

      Usuń
  14. Ten widoczek z okna to na kartkę świąteczną się nadaje! A Rzępol jest taaaaki przystojny, pisałam to już ale co mi szkodzi jeszcze raz. A wasze psy to niedługo założą związek zawodowy, albo jakaś grupę wsparcia mniejszości gatunkowej :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię moje nowe, wiejskie widoczki z okna :) Miła odmiana dla tych widoczków wielkomiejskich, com je miała za długie lata.
      Jestem gotowa się poświęcić i przywieźć Ci Rzępola, jeśli tylko piśniesz słówko o adopcji! Jest superaśny kocur. Realy! Obecnie gotowi jesteśmy założyć ten związek zawodowy, czy jak go tam zwał, razem z naszymi psami. Koty są w natarciu!

      Usuń
  15. Dorota, czy ten Franciszek pomaga też sceptycznym? Jeśli tak, to weź go naślij za moje drzwi, bo zdaje się tę kocią masakrę przywiało teraz do mnie...
    Poza tym fajnie, że piszesz. Aż mi się zatęskniło do waszego domu i... placków ziemniaczanych... Mniam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że poproszenie świętego Franciszka o pomoc nie zaszkodzi. Nie słyszałam, żeby odmówił ;) A przecież nie Tobą ma się on zająć tylko jakiemuś Bożemu Stworzeniu pomóc (Carino, Belmondo, czyżby ktoś jeszcze?). Sądzę, że nie zawadzi, jeśli się do niego zwrócisz osobiście, choć ze swojej strony też szepnę słówko.

      Tak, Michał ma 100% :D Ludzie naprawdę są wspaniali. Tylko gardło mi się ścisnęło, jak przeczytałam, że Oskar Padok, wiedząc, że ze swoją chorobą już nie wygra, oddał Michałowi pieniądze na swoją terapię - 10 000. Wielkie serce Oskara, który tak bardzo walczył o życie. Mam nadzieję, że terapia Michała się powiedzie. Organizm Oskara się poddał przy 7 wznowie, z tej perspektywy sytuacja Michała, który ma drugą wznowę, wygląda optymistycznie.

      Usuń
    2. A placki kiedyś będziemy musiały powtórzyć ;))))

      Usuń
  16. Jakie to szczęście, że żaden Wasz mebel nie ma "skośnego dachu"! To byłaby tragedia, gdyby nie można się było na jakimś uwalić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa... rzeczywiście wielkie szczęście. Właśnie sobie pomyślałam, czy tego nie zmienić, ale zwłaszcza w kwestii łóżek byłoby to dość niepraktyczne.

      Usuń
    2. Sugerujesz, że masz problemy z dopchaniem się do własnego łóżka?
      ;-)

      Usuń
    3. Nie sugeruję. Mówię wprost otwartym tekstem. Co wieczór walczę o możliwość spania na kawałku własnego łóżka!

      Usuń
  17. W twoim domku jest tak miło, domowo, myślę, że każdy (nie tylko wasze zwierzątka) się tam dobrze czują. U nas jest ciągła fluktuacja stanu H&C, bo kocury lubią szlajać się po wsi i czasami (jak Zeflik) już nie wracają... Stan na dziś to trzy. No i Eduardo, pies (bez swetra :-D). Piesek Lisiunio, który się przybłąkał, znalazł dom aż w Łodzi (bo lubił kury niestety, taki na dzikiej wsi długo by nie pożył...). A jak ja miałam za oknem w zimowy czas, to Ci wyslę na maila. Tyz piknie, jako i u Was!
    P.S. Lejek posiadam, a jakże, nawet dwa, w tym taki wypaśny z różnymi szerokościami, tylko zaniedbałam bloga z przydasiami i czekają na wpis!

    OdpowiedzUsuń