poniedziałek, 14 listopada 2022

Święta Gertruda z Nijvel (Nivelles), Celtowie i kociąt klęska urodzaju

 

    To dzisiaj! Dzisiaj usiadłam i już muszę z siebie wydobyć nowy wpis na światło dzienne! Jestem to winna kochanym, cierpliwym PT Blogoczytaczom oraz sobie samej.

    Czy Wy też tak macie, że ktoś Wam czas podbiera? A może on sam ucieka/wycieka przez jakieś dziury w osnowie rzeczywistości?

    Dodatkowo tonę w kisielu codzienności, który spowalnia mi ruchy i więzi w wirze prac pracowych, domowych, kuchennych a nawet ogrodowych. Czasem również kociętami w oczy sypnie. Jednym słowem dziadzieję na maksa!

I nie podoba mi się to! Bardzo mi się nie podoba!

Dobra. Chlipnęłam sobie na wstępie, a teraz trzeba nos rękawem utrzeć i brać się do pisania ;)

Otóż.

    Otóż kiedyś Taba była uprzejma odkopać dla mnie świętą od kotów. O! Stąd ją wzięła.

Swoją drogą to bardzo ciekawy blog jest Adoptuj kościół w Holandii *

    W każdym razie zamarzył mi się portret świętej Gertrudy z Nijvel (Nivelles - obie formy poprawne, czyt. Niwel), żeby, wiecie, mieć na miejscu wyższą instancję do załatwiania kocich spraw. Takie podręczne biuro podawcze. Mam bowiem wrażenie, że św. Franciszek ma mnie już serdecznie po dziurki świętego nosa i skuteczność współpracy nam siadła. Trzeba było zatem poszukać świeżych rozwiązań, sił i środków i św. Gertruda z Nivelles mi tu spadła dosłownie z Nieba :)

    Zaczęło się poszukiwanie portretu świętej, odpowiedniego do rangi przedsięwzięcia. Wszelkie druki i przedruki odpadały w przedbiegach. Ale jak jest potrzeba to i "przypadkowo" znajdzie się rozwiązanie. Wiadomo nie od dziś, że Przypadek to świeckie imię Ducha Świętego, a Ten wieje kędy chce. Dlatego kilka postów temu nazad przywiało do mnie kicikicitatę, która sobie rękodzieli przy kawie **

Tzn. ja wtedy nie wiedziałam, że rękodzieli, tylko wlazłam zobaczyć kto zacz. No i jak wlazłam, tak zostałam. Po czym uczepiłam się pańskiej klamki, czy można wizerunek świętej zamówić. Kicia się zgodziła, a nawet w związku z moim opieszalstwem sama dopominała się roboty. Natomiast ja przeżywałam katusze i męki wyboru. Miałam bowiem Kitce podesłać jakowyś wizerunek na wzór, a tu wybór w internetach tak ogromny, że w oczach się mieni. Wysłałam bodaj trzy obrazeczki i garść linków, a Kicia zrobiła z tego cud miód kompilację! 

Patrz Narodzie i podziwiaj:


Oberwało mi się również innymi precjozami :)
Jesiennym Aniołem, który przyniósł mi olbrzymią dynię:


O tę tutaj:

Zakładkami pięknymi i Aniołem z Sercem na dłoni, który czeka jeszcze na swoje miejsce.

awers

rewers




Dzięki za tak hojne dary Izuniu!

    I cóż ja mogłam na to i za to? Jak tu się wywdzięczyć? Ano nie było to tamto, tylko trzeba było chałupniczo wyprodukować Bukę dla miłośniczki Buk, co też uczyniłam ;)
Buka wyszła niemal jak żywa, a mnie się przez chwilkę znowu chciało (i dalej mi się chce, ale ten czas...)



Cóż, wyszło jak wyszło. Jak ktoś mi Anioła, to ja jemu straszydło ;)))))))))))

    Ale wracając do św. Gertrudy z Nijvel. Na wielu, zwłaszcza starszych obrazach jest przedstawiana z pastorałem. No niby nic takiego, nie ona jedyna. Pytanie brzmi dlaczego? Gdyż w Kościele pastorał czyli laska biskupia jest symbolem władzy biskupiej, a te funkcje piastują mężczyźni. 
No i znowu Przypadek sprawił, że wpadła mi w ręce książka autorstwa Thomasa Cahilla "Jak Irlandczycy ocalili cywilizację. Nieznana historia heroicznej roli Irlandii w dziejach Europy po upadku Cesarstwa Rzymskiego". 
A jak wpadła, to nie mogłam się od niej oderwać! 
Bogata w treść, przedstawia dobrze udokumentowane fakty, a napisana jest takim cudnym, nośnym językiem, że zachłystywałam się każdym zdaniem, pożerałam akapity, strony, pochłaniałam rozdziały i... się skończyła. Co w przypadku dobrych książek jest bolesnym doświadczeniem dla czytelnika.





No dobra, może większość z Was tę wiedzę poniżej ma w małym palcu i podaję tu oczywiste oczywistości. Dla mnie jednak wiele z informacji, zawartych w książce było prawdziwym objawieniem. Np. to, że kształt większości Sakramentów (w tym Sakramentu Pokuty jako aktu osobistego, wręcz intymnego i ideę przewodnictwa duchowego) zawdzięczamy Irlandczykom.

Z resztą, sami oceńcie.





Dochodzimy wreszcie do biskupów:



A na koniec wyjaśnienie dlaczego św. Gertruda z Nijvel była biskupem:


Książkę zdecydowanie polecam!

    A w tak zwanym międzyczasie miałyśmy ze świętą Gertrudą pełne ręce roboty.

    Zaczęło się niewinnie, ot Pompon przepadł i nie przychodził do altany na posiłki. Oczywiście, jak zawsze w takich sytuacjach, wpadłam w czarną rozpacz. Sąsiadka się mnie zapytała, czy to mój biało-czarny kotek tak biegł przez ulicę, ciągnąc za sobą łapę i się zataczając i opierając bokiem o płoty? Słabo mi się zrobiło... Jak już opłakałam stratę Pompona, który jest genetycznie skoligacony z nieodżałowanym Tusiem, a poza tym przytulny, całuśny i narączkowy, gadzina się pojawił. Prawa tylna łapa w strzępach! Skóra wisi, rany otwarte, jątrzące. No i tu się zaczyna mission impossible - złapać pokiereszowanego kota. To, że Pompon jest tulaśny, całuśny i narączkowy jest zwodnicze. On taki jest na zewnątrz, w altanie i to jak ma dobry humor i dobre samopoczucie. Po trzech dniach udało mi się pochwycić na ręce opornego kocura i zataszczyć do domu. Nie obyło się bez krwawej szamotaniny, bo jak zwykle pod nogami koniecznie musiał mi się plątać Owiec, który jak wiadomo za mądry nie jest i zaczął skakać do kota, którego trzymałam na rękach. Kot w odruchu samoobrony usiłował odzyskać wolność, a ja starałam się nad tym armagedonem zapanować. Udało mi się utrzymać zwierzaka, celnym kopem pozbywając się Owca, i puściłam rozszalałego kocura dopiero w łazience. Skacząc do okna i na drzwi oraz po wszystkich sprzętach wytłukł prawie wszystko szklane, co się wytłuc dało, przed atakiem zasłoniłam się ręcznikiem. Szalejącego z bólu i strachu kota udało mi się zapakować do kontenera i dzięki uprzejmości wrocławskich kocich niewiast Ewy i Kasi, umieścić w pewnej wrocławskiej placówce na leczeniu pod opieką siły fachowej, w bojach zaprawionej. Weterynarze orzekli, że Pompon miał łapę we wnykach! Ach wsi spokojna, wsi wesoła MAĆ!
    Jak pojechałam odebrać ozdrowieńca, pani opiekunka, mając w perspektywie wydłubywanie gada z klatki i wtrynianie do kontenera, spytała mnie słabym głosem, w którym tliła się równie słaba nadzieja, czy on jest dla mnie miły...? Nie, kurwuniu, nie był miły dla żadnej z nas! Z użyciem kontenera wpychanego do klatki, dwóch par rąk, sterty grubych ręczników i bambusowego przyrządu do drapania plecków na długim badylku zdyszane i upocone zamknęłyśmy monstrum w kontenerze. Wrzeszczącego i szamoczącego się w czasie jazdy samochodem kitka wypuściłam od razu w ogrodzie, modląc się, żeby nie chciał od razu wziąć odwetu za dyshonor.
    Przeżyliśmy. 
    Teraz Pompon znowu jest miłym, tulaśnym, narączkowym i całuśnym kotkiem, tiaaaa.

Rzeczony Pompon:


Kicia:


Pompon z Kicią przy apetycie jak widać :)


    Jak już się zdążyłam ucieszyć, że koniec lata a ja jeszcze żadnych kociąt do tej pory nie niańczyłam, przez okno w salonie zobaczyłam jak dwa małe kitku bawią się w moim ogrodzie. Jak wyszłam rozeznać sytuację okazało się, że kitku było w sile czterech. Pobiegłam po żarcie i kontener, zapakowałam miskę do pudła i do kontenera wpadło pięć kitku. Buraski. Trzech chłopaków i dwie cud urody dziewczynki.

To było rano. Wykonałam telefon do Gosianki z ZMD, czy przyjmie tałatajstwo na DT. Zgodziła się, ale wyjeżdżała i kociny miały zostać u mnie kilka dni, żeby je podszykować - tzn. odpchlić, odrobaczyć, zobaczyć czy są kuwetowe, etc.

    Przed południem zameldował się szósty, dla odmiany czarny. Dziewczyna. A jak wyjeżdżałam na zakupy, pod wiejskim sklepem kolędował siódmy. Niewielka buro-biała kotka w dorodnej ciąży. Nie przyglądałam się szczegółowo, zrobiłam zwrot na pięcie od bramy i pognałam do domu po kontener, równocześnie chwytając za telefon. Poinformowałam (tak! nie pytałam, ale poinformowałam!) moją panią wet, że wiozę jej na cito kotkę w wysokiej ciąży na sterylkę aborcyjną. Złapałam w przelocie kota do kontenera i na sygnale pognałam do Obornik oddać kota w dobre ręce. 

    Godzinę później odebrałam od rozchichotanej pani wet telefon, zaczynający się od słów: Pani Doroto! Kocham panią! i salwa śmiechu. Albowiem kotka w ciąży okazała się być kocim dzieckiem płci męskiej, za to wyjątkowo wielkim (5 miesięcy kociak 2,8 kg żywej wagi) i okropnie wzdętym. Tak czy siak pani wet też się w pierwszej chwili dała wziąć na kotkę w ciąży i była przerażona perspektywą wyciągania z małej kotki olbrzymich płodów. Dopiero jak zaczęła zwierza oglądać okazało się, że zwierz jest facetem. Jednak wzdęcie było potężne i wymagało interwencji czyli lekarstw różnistych. 

    W czasie oględzin i naszej rozmowy monstrualny kociak pchał się na ręce, na kolanka i koniecznie chciał dawać buziaki! Słodziak. 

    Zadzwoniłam do Gosianki, czy weźmie całą siódemkę. Jęknęła, ale się zgodziła. Za kolejne pół godziny odbieram od pani wet telefon, że kociak oddał się do adopcji. Tak dokładnie! Przyszła do gabinetu sąsiadka i znajoma naszej pani wet zakupić karmę dla swoich trzech kotów. Wyszła taszcząc karmę i rozanielonego Kotkę-w-ciąży na rękach. Tego samego wieczora Kotka-w-ciąży oswoił swojego przyszywanego dzikiego brata, zgarniętego z jakiejś stajni małego kociego badziewiaka, który od miesiąca siedząc z ludźmi nadal dzikował. Noc spędzili razem, tuląc się do siebie w łóżku swojego personelu. Eh, kociska!

    Znowu zadzwoniłam do Gosianki, że jednak sześć nie siedem. 

    Wszystkie kociaki okazały się słodkie, czyściutkie, nakolankowe, kuwetowe i obłaziły mnie przy każdej sposobności jak mrówki. Dwóch burych dżentelmenów poszło na pniu zaraz za dwa dni do moich sąsiadów. Zadzwoniłam do Gosianki, że już tylko cztery. No i pojechały do ZDM, skąd poszły dość szybko do kochających rodzin. Każdy egzemplarz miał zadatki na stalkera i ludziska byli zachwyceni. Dwie bure dziewczynki pojechały nad samiuteńki Bałtyk do Gdańska! Personel po nie przyjechał 2/3 drogi! Ale faktem jest, że całe towarzystwo to były wyjątkowe słodziaki.

O tak sobie ze mną poczynali:










    W dniu, w którym towarzystwo odstawiłam do ZMD objawił się ósmy kocina. Też czarny. Brat czarnej kitusi. Bo sąsiedzi mówili o jednym czarnym kotku, bo raz widzieli jedno, raz drugie. Kociak biegał środkiem ulicy i zawołany przybiegł w podskokach. Też miał jechać do Gosianki, ale.. został. Sam mój chłop zawrócił mnie telefonem z połowy drogi! Kitku jest wybitnie mambowatej urody i całkiem przyzwoitego charakteru. Żre jak smok, rośnie jeszcze szybciej i jest słodko bezczelny. 
Proszę Państwa oto Bąbel:



Sępi do miski Ducha



Bąbel jest fanem ludzkiego jadła z przewagą nabiału. Tutaj przy pierogach :)





Tutaj zaś przy misce z płatkami. Ale w sumie kot mógł się pomylić, bo puszka na płatki bardzo sugestywna... ;)



Kocisko już pół kanapy zajmuje!







    Także obecnie rezydują u nas trzy czarne kocury: Klops - wielkie kocisko, z wiekiem coraz bardziej leniwe i zalegające, Duchu - po kastracji wyłączyła mu się agresja i tylko umiarkowanie pierze Bąbla, ale sam obrywa od innych kotów, no i Bąbel, który raczej swarliwy nie jest, ale ewidentnie w naszym stadzie z domowego dzieciaka zrobił się niezależnym z lekka dzikującym młodzieńcem. Świadczy to dobitnie, że ewidentnie był to wywalony domowy kociak.
    Oczywiście są jeszcze Kapsel, który jest trochę niepełnosprytny po perypetiach neurologicznych i Bambosz, który jest wielkim misiem, trochę niedorosłym za to czasami francowantym. Bambosz nadal korzysta ze wszystkich cywilizacyjnych udogodnień i nadal relacja z nami polega na łaskawym tolerowaniu naszej obecności w domu. Dopiero jakoś od miesiąca daje się czasem pogłaskać przy misce, a nawet w swej łaskawości strzeli baranka. Poluje na Kapsla cholera jedna! Ale widać, że ktoś również poluje na Bambosza, bo jak już myślałam, że sprawy kocie mam opanowane, to Bambosz jakoś tak dziwnie zaczął trzymać ogon. Złapanie tego sześciokilogramowego niedotykalskiego kocura do łatwych nie należało. Czyli było kolejne spustoszenie w łazience. Oględziny wykazały bolesnego ropnia na ogonie. Dziura na wskroś albo co najmniej symetrycznie z dwóch stron ogona. 

    Działając wespół w zespół całą trójką ogoliliśmy Bamboszu ogon. Zerwałam strupy, skrzepy i polepioną sierść - chłopaki trzymali kota - oczyściłam cuchnącą ranę i zdezynfekowałam spirytusem. Tak, tak! Stara najskuteczniejsza metoda na jątrzące się rany i paprające się odleżyny. Chłopaki utrzymali kota! 

Zdjęcie takie se, ale Bambosz ze sponiewieranym ego pozować nie zamierzał.

    Foch był, obraza była, nieufność długie tygodnie i zapomnij kobieto, że mnie złapiesz! Ponieważ wiedziałam, że tak będzie, spirytus był jedyną metodą. Żadne tam maści antybiotykowe czy antybiotyk dopyszcznie czy w iniekcjach. Z moimi kochanymi dzikusami w takich sytuacjach mam szansę jedną jedyną na zadziałanie i musi być skuteczne, bo kolejnej szansy nie będzie. 

    Oczywiście są jeszcze dziewczynki. Niezależna Bura, zwana turbokotem, Groszka, która jest nierzadko ofiarą brzydkich zapędów Bambosza i Sprzączki, Sprzączka, której wrodzona słodycz charakteru czyni ją całkiem nieznośną, tym bardziej, że coraz bardziej dokucza jej niewidzące po wypadku oko, które jest zdecydowanie za duże i wystaje z oczodołu, dlatego w niedługim czasie będzie usunięte. No i oczywiście jest nasza kochana Łapka - na nią poluje i Bambosz i Bąbel, który uczy się brzydkich zachowań. Łapka wyraźnie posunęła się w latach i coraz dłużej zalega. Jej też się należy przegląd zębów u weta i badania krwi, co również będzie ciężką przeprawą, bo Łapa raczej sobie nie życzy.

Jeżu kolczasty! Jak ja kocham te moje dzikie, humorzaste, wredne, nieadopcyjne kociska! Bo przecież głównie takie u mnie zostają.

A w altanie również przegląd kociej wredoty: Kicia, Pompon, Serduszek (vel Miki vel Pompon 2), Pirat, Szaruś brat Bambosza i elegancki Białywąs. Z czego tylko Pompon i Serduszek dają się pogłaskać. Czasami. 

No i tak że tak to nasze życie płynie sobie.


* i tutaj mnie ciężka cholera bierze na boggera, bo w tzw. międzyczasie trafiłam na wiele ciekawych i wartościowych blogów, które mogę sobie dodać do listy czytelniczej ale ni hu hu do paska z blogami, który widzą Czytacze na głównej stronie. A kiedyś szło to bez najmniejszego problemu i SZLAG MNIE TRAFIA! Może ktoś z Was umie w te paski?

** patrz j.w. - no krew mnie nagła zaleje z tym nowym bloggerem!

43 komentarze:

  1. Oooo to widzę, że kocie przygody nie tylko u nas :) U nas w gabinecie niestey porzucenia i stąd mam Miszę...
    Ale na razie ogarniamy władcę ciemności Mefisia i w środę jest decydujący dzień!
    poproszę jakąś rozpiskę ze zdjęciami i podpisami, bo się gubię :D Ale fakt, że czarnuszek prześliczny i ja się wcale nie dziwię, że został. Przytulaski to zawsze największa radość, a u Nas Misza to taki Salemek i Nikusia w nowym futerku.... A nie spodziewałam się i nie planowałam. A wręcz mówiłam, że młodsza się nie robię i Triss to ostatni maluch jakiego biorę. A tu jak w masło weszła w stado mała Misza.
    A ona była z interwencji zabrana była tak chora na awitaminoze i na infekcje górnych dróg oddechowych, że dopiero po kilku tygodniach leczenia wyszło, że jest koloru kota archanielskiego (czyli rosyjski niebieski inaczej), trzecia powieka nachodzi bardziej na oczka po infekcji i tak już zostanie, no i nie ma na górze ząbków między kłami... Ona była zabrana z interwencji przez nasz TOZ. Była zarezerwowana niby do zabrania przez kogoś, ale ten ktoś się nie zgłaszał od kilku tygodni, a ja tam chodziłam ostatnio do Mefa bo więcej on w szpitaliku niż w domu no i jakoś tak wyszło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chalupę masz z gumy Kucuru, rety, tez masz duuużo futerek już!

      Usuń
    2. U nas kocie przygody to codzienna rzeczywistość. Tylko ja mam już tych przygód po kokardy. Trochę za dużo mam tego tałatajstwa, ale u nas zostają zwykle nieadopcyjne z różnych względów. Zwykle dziki. Wszystkie maluchy i starsze słodziaki wypycham do adopcji. Po prawdzie za domem dla Bąbla też się rozglądam choć jakoś mało intensywnie. Adopcje to też ciężka robota. Gosianka się wtedy zgodziła go przyjąć, ale sytuacja była czasowo napięta, bo Gosianka miała planowy dłuższy wyjazd i miałyśmy umowę, że jak kociaki od niej nie pójdą, to biorę je na czas wyjazdu do siebie. Ale tak cudownie się ułożyło, że wszystkie znalazły domy w niemal ekspresowym tempie.
      Ponieważ w zeszłym roku Jogi też niby miał u nas zostać, a ostatecznie znalazł super dom, może i Bąblowi się trafi. Jak ma być to będzie.

      Usuń
    3. Poza tym uważam, że wiele problemów zdrowotnych, zwłaszcza choroby metaboliczne, biorą się ze stresu spowodowanego przegęszczeniem. Koty muszą mieć komfort spokojnej przestrzeni. Pomimo, że Bąbel jest spokojnym kotem, Duchu po kastracji też, ale ich pojawienie spowodowało, że w Bambosza i Sprzączkę złe wstąpiło i już widzę po stadzie, że mają dyskomfort, bo jest ich za dużo. A u mnie jest 9 kotów na 240 metrach domu i hektarach ogrodu z przyległościami!

      Usuń
    4. Tak, koty potrzebują mieć swoje terytorium.

      Usuń
  2. Piesko, św. Gertruda z Nijvel chyba dba o to by mieć się kim zajmować u Ciebie.🤣. Wieczny desant kocich cudów. Ale, o rany, te akcje lecznicze z kotami, których to akcji one sobie nie życzą!!. Kostium spawacza, zbroja, coś w tym typie by Ci się przydało, ale jak znam życie to nigdy byś nie przywdziała na czas. Gdzież do skomplikowanych przyodziewków jak akcje zawsze zaskakują.
    A gdzie foty z altany?
    Za książka się rozejrzę, masz dobrą rękę do dobrych książek 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W altanie masz Pompona i Kicię. Reszta jest średnio zainteresowana pozowaniem, a ja lecąc z michami i wiaderkiem karmy (tak, zielonym 12 litrowym wiaderkiem w krówki i owieczki, z dekielkiem!) nie zawsze mam telefon na podorędziu ;)
      Mam rękawice skorzane i czasem ich używam, ale uniemożliwiają precyzyjne ruchy, czyli np trzymanie kota za skórę na karku. Dlatego doskonalę sztukę użycia ręczników :)

      Usuń
  3. O mamuniu, pokotkowalo mi się juz wszystko z temi kotami,kto co i o co chodzi, roboty masz z futrami,że hej!
    W paski tez nie kumam, chcialam nieaktualne,nieczynne usunać , usunelam w licie czytelbiczej, a na pasku na blogu sa nadal widoczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na liście czytelniczej mogę usuwać i dodawać. Na pasku tylko usuwać :(

      Usuń
  4. Malunki fajne, takie sympatyczne ,ladne anieliczki, bym powiesila je wszystkie trzy kolo siebie.
    Buka piwrwsza klasa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki tercet św/anielski to dopiero ma moc! Wieszaj. Kocie sprawy mnie zwiodły a
      pewnie że Buka b. fajna. Ciekawe czy Pieskowej roboty też jest muzułmanką. Chyba nie?
      http://m.bibsy.pl/ClzQtW20/buka-byla-muzulmanka

      Usuń
    2. Wczoraj odpowiedziałam obszernie, a teraz widzę, że zeżarło i nie ma!
      Obrazki są w różnych rozmiarach, więc tak bardzo koło siebie to nie, ale faktycznie Gertrudzie dodam Anioła z sercem na dłoni do towarzystwa. Jesienny anioł urodzaju zostaje u mnie nad biurkiem, niech ten urodzaj sprowadza :)
      Fajny ten mem :) Ale Buka nie jest muzułmanką - one są gorące sądząc po rysunku, a Buka zostawiała za sobą smugę szronu gdzie przeszła i zmarzniętą ziemię w miejscu, gdzie siedziała.

      Usuń
  5. Mnie początek rozczulił, mam podobne myśli. haha No, ale to takie ludzkie, mam poczucie, że nie jestem sama. Czas leci tak szybko, obowiązków ogrom, a ja nie chcę zaniedbywać niczego i taka walka z tym czasem trwa u mnie. hehe
    Ale  o Św., Franciszku fragment mnie rozbawił, toż teraz to już piszę na maksa roześmiana, jesteś super. 
    Podziwiam prace blogerki, którą obserwuję i naprawdę cenię. Jej prace są takie inne, bardzo lubię inność, mega doceniam, co tworzy i cieszę się, że posiadasz jej cuda. :)
    Buka mnie rozwaliła, jest niesamowita. :))))
    Ileż przygód z kotkami, mnie ma co, z kotami to jest życie mega ciekawe. :D Ileż cudów przyszło na świat. Naprawdę życie z kotami to wielka przygoda. Lubię czytać, co się tam u Was dzieje, mega mi tak swojsko. :) Nie mam niestety pojęcia, jak dodać blogi na pasek, nigdy tego nie robiłam.

    Naprawdę kolejny raz miło spędziłam czas z Tobą, z Wami. Uściski wielkie i przytulaski dla kotków. :)))) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje skrobanie bawi, bo śmiech to zdrowie i najlepsze oręże, gdy życie okazuje się mało pluszowe :D
      Piekło i szatani niech porwą takie atrakcje i przygody! Mnie naprawdę starczyłyby 2-3 kotki do głaskania, gdy siedzę z książką, zamiast tej kociej egipskiej plagi! Ale na wsi się nie da. Człowiek musiałby być ślepy i z kamienia.

      Usuń
  6. Konterfekt św.Gertrudy oraz inne portreciki bardzo słodziutkie, takie ciepłe i dobroduszne, usteczka w kształcie serduszek cymes, gratuluję autorce;)
    Blog "Adoptuj kościól..." jest mi znany od lat, natomiast zaintrygowała mnie książka.Ale mam stosik książek do przeczytania i ostatnio coś się kurzą i ze stosika mało ubywa.
    Niemniej temat mię frapujący, nie wiedziałam o wkładzie Irlandczyków,choć zdaję sobie sprawę jak wiele zrobił kościół dla kultury a w szczególności legislacji ogólnoeuropejskiej. Gdyby nie kanoniści katoliccy, którzy od XIIw wypracowywali kodeksy prawa publicznego oparte na rzymskim i justyniańskim rozdzielając je od prawa prywatnego a świeckie od kanonicznego to być może jeszcze długo tkwilibyśmy w feudalizmie i uznawali widzimisię suzerena.
    No tak, zapindala ten czas; odeszła nasza seniorka rodu a moja ulubiona Ciotunia.Eh,żałość.
    A kotowie piękniści,ale nie spamiętałam imion i przydomków. Chciałam napisać ser na stole, whisky w dzbanku a to nie whisky a whiskas;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kanoniści guzik by stworzyli, gdyby nie mieli materiałów, a te, jak się okazuje, zapewnili Irlandczycy. Bo Kościół wschodni to raczej nic z tego nie przechował, a wręcz przeciwnie, niszczył to, co uznawał za "pogańskie", co jest pięknie i symbolicznie pokazane w filmie Agora, jak pierwsi chrześcijanie z błogosławieństwem późniejszego papieża Grzegorza, demolują i niszczą bibliotekę aleksandryjską. Gdy po upadku Cesarstwa opadł bitewny kurz, a tzw. barbarzyńcom opadł również animusz i wreszcie Kościół wschodni spotkał się z celtyckimi chrześcijanami, to przeżył szok! Liberalizm i samodyscyplina, głęboka wiara przy jednoczesnym otwarciu na naukę i filozofię zawartą w "zakazanych księgach" to było zbyt postępowe i nowoczesne. Biali mnisi (odziani w suknie i opończe z białej wełny), pustelnicy, pielgrzymi, misjonarze (tak!, to też w zasadzie wynalazek Celtów! Bo pierwszy był św. Paweł, potem długo, długo nic i dopiero św. Patryk i jego uczniowie), mniszki, przeorysze w godności biskupiej i wszyscy oni żyjący na całego w duchu Ewangelii, jednocześnie rozmiłowani w starożytnych rozprawach naukowych. Tak faktycznie mogą sobie poczynać tylko Celtowie :) Oj, działo się wtedy!
      Książka jest ABSOLUTNIE niezwykła!
      Przyjmij wyrazy współczucia w związku z odejściem Nestorki. Wieczne odpoczywanie racz jej dać Panie!
      Ja wiem, że Wam smutno, ale ona już jest na ostatniej prostej do Nieba.
      Kotowie, tiaaa... ale imiona i mi się mylą przy tej liczbie gadziny i czasem zwierza na mnie dziwnie patrzą, gdy chcąc przywołać Klopsa drę się "Duchu!" i mylę Bąbla z Bambim czyli Bamboszem :)

      Usuń
    2. Dzięki Skarbusiu,❤️️💋.
      Trzymaj się ciepło.

      Usuń
  7. Dziękuję za tak miłe słowa Dorota:) Cieszę się, że mogłam namalować św. Gertrudę i poznałam ją dzięki Tobie. Jak wiesz, powstaje nowy jej wizerunek, tylko dla mnie, bo kochana święta przyczyniła się do pewnego cudu, jak go nazywam, za który bardzo jestem jej wdzięczna.
    Buka nawet teraz spogląda na mnie swoimi guziczkowymi oczyskami i uśmiecha się tajemniczo jak Gioconda Vinciego:))) Bardzo ją lubię.
    Twoje kocie historie czytałam z wypiekami - co dalej, co będzie, jak się skończy... super opowieść. W dodatku z humorem, który lubię.
    Karty książki pominęłam teraz, ale wrócę do niej i przeczytam. Teraz lecę na "lekką" kolację, bo obiecałam sobie nie jeść po 19. Mam sześć minut:P i dwa kilogramy do zrzucenia (tu daje sobie dłuższy czas, nie minuty)
    Serdeczności dla Ciebie i Twoich uszato-ogoniastych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pokażesz tę nową Gertrudę?
      Książkę śmiało możesz czytać również w całości, a nie tylko w zamieszczonych fragmentach ;) A swoją drogą to ciekawe, kiedy i kto mnie ścignie za zamieszczanie takich zdjęć, bo przecież w każdym dziele jest klauzula o zakazie kopiowania i rozpowszechniania całości lub fragmentów etc. bo prawa autorskie, z którymi ja się co do zasady zgadzam, ale... ;)
      Ponieważ mam do zrzucenia jakieś 20 kg to właśnie pochłonęłam dwie pajdy chleba rycerskiego (dwukrotnie pieczony, piekarnia na placu Bema we Wrocławiu, kto zna ten wie :D) posmarowane domowym smalcem ze skwarkami i popchnięte domowymi ogórkami kiszonymi. Trudno to uznać za lekką kolację, ale za pieszczącą kubki smakowe to i owszem ;)

      Usuń
    2. Smalczyk na chlebku i u mnie dzisiaj gościł, bo lubię bardzo:) wagę chcę upilnować, bo przez ostatni rok "spędziłam" prawie 15 kilogramów i te dwa jakoś wróciły. I tak walczę sobie z nimi:) Karty właśnie przeczytałam i już szukam całej książki, bo chcę więcej. A Św. Gertruda jeszcze nieodziana w kolorki czeka na zaszufladkowane głęboko markery. Gdy będzie gotowa, prześlę zdjęcie. Serdeczności posyłam:)

      Usuń
  8. Buka wymiata choć Gertruda tyż niczego sobie. Biedne mniszki obu pci irlandzkie, mła niestety wie jak się ta zbytnia, zdaniem Rzymu, swoboda, czyli wczytywanie się w teksty bez zapodanego jedynie słusznego klucza, skończyła. Kaganiec i klatka. Dobrze że się po inszych klasztorach irlandzkie miazmaty zdążyły roznieść, bo to co dziś uważamy za najbardziej wartościową spuściznę życia monastycznego miało swoje korzenie w tych małych, wolnostojących domkach na zielonej wyspie.
    Zatrzęsienie kociastych u Cię mła nie dziwi, one po prostu wiedzą kogo spotkać i komu później wyżerać z talerza. Nawiasem pisząc Chłop to całkowicie już pod pazur wzięty. ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty! Buka jest prosta jak budowa cepa, a Gertruda to arcydzieło! Poza tym uważam, że to historia Kotki-w-ciąży wymiata :)
      Dlatego książka jest taka cud-miód, bo bez dwóch zdań to Celtowie ocalili cywilizację i wypada, żeby chrześcijanie o tym wiedzieli. Choć po dziś dzień są tacy, co chcą walczyć z celtyckimi krzyżami jako symbolami okultystycznymi, phi! Drugi depozyt starożytnej wiedzy znajduje się po dziś dzień w Afryce Północnej i dopiero w XX wieku został mocno nadszarpnięty, o czym z kolei traktuje równie niesamowita książka Hardcorowi bibliotekarze z Timbuktu. Świetna!
      Chłopina przyjmuje rzeczywistość z łagodną rezygnacją. Próbuje ocalić dla siebie tyle, żeby się najeść, a resztą się dzieli. Dlatego nasze koty dostają mleko, śmietanę a nawet czasem masło, bo wiem, że jak nie damy, to wezmą same...

      Usuń
  9. Kochany Sweterku! Dziękuję Ci za ten cudowny wpis - i naogladałam się, i dowiedziałam ciekawych rzeczy (lub przypomniałam je sobie) i ośmiałam, i wzruszyłam. Masz niezwykły styl opowieści, cudne neologizmy i ogromne poczucie humoru, które cię ratuje w kociej obieży. I pomyśleć, że mnie wkurza, że Bałabuszkę trzeba trzymać w kocu, wciskając mu tabletkę do pyszczka! (Manul jest taki gupi, a Sarzyniok tak łapczywy, że żrą jak małpy kit - z odrobaczaniem nie ma problemu). A czasem uciekającym się nie przejmuj - robisz tak dużo, i tak potrzebnych, i dobrych rzeczy, że każdego dnia wieczorem możesz sobie śmiało westchnąć: znowu przeżyłam dzień jak Człowiek.
    Buziaki najserdeczniejsze, uściski i przesłane dobre myśli!
    P.S. Sformułowanie: "tulaśny, całuśny i narączkowy" podkradam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tulaśny i całuśny z pewnością nie są mojego autorstwa, za narączkowego głowy nie dam. Bierz sobie, na zdrowie! :)
      Śmiało możesz zmienić koc na rękaw frotowego szlafroka - byle nie za szeroki. Ja używam jeszcze dziecięcej bluzy na zamek i z kapturem - zapina się kotu zamek na pleckach i ciupasem, z zaskoczenia mocno związuje rękawy. Jak trzeba się zająć tyłem koto to kaptur zarzucam na łeb. Świetna torba iniekcyjna, do kupienia w każdym lumpeksie :D
      Cieszę się, że masz trochę frajdy z czytania! Śmiech jest nam bardzo potrzebny - zwłaszcza teraz. I dzięki za tyle miłych słów, choć niezasłużonych. Bez przesady również z tym moim doniosłym wkładem w dzieje świata! Ja naprawdę robię prawie nic, ale to nic idzie mi strasznie wolno, bo dziadzieję w oczach (i to mnie wkurza!).
      Nie ukrywam, że ja odchorowuję każdy Twój post. Kiedy Ty masz czas na te szaleństwa przy garach, na wyrób tych wspaniałości? Racuchy z pyrów no po prostu mnię wbiły w fotel!

      Usuń
    2. No nie, numer z bluzą to jest przebój roku! Mam bluzę po Martusi jeszcze, więc niech drży Bałabucha! A co do nadmiaru czasu to baba małorolna w zimie ma rzeczywiście mało roboty, więc tańcuję koło kuchni. NO i rano, gdy tylko otwieram oczy, gratuluję sobie, żem w 1973 roku (w pierwszy dzień szkoły!) postanowiła sobie, że zostanę nauczycielem. I po odsłużeniu Narodowi i Społeczeństwu 32 lat mogłam se przejść na wcześniejszą emeryturkę. Pieniążki nie są duże, ale mnie tam wystarcza :-) A zdanie co do roli takich Ludzi jak Ty w dziejach świata podtrzymuję!!!

      Usuń
  10. Uwielbiam Twoje historie, szczególnie te kocie 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Jakoś muszę ten dramat w humor przekuć :)

      Usuń
  11. Biedna Gertruda. Narobi się u Ciebie po łokcie. :-D

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudne te obrazki z Gertrudą oraz pozostałe dzieła Kici. Przypominają mi witraże. Są delikatne, budzą dobre emocje i wspomnienia. No i Buka takze cudna. Patrzy bukowato i jest jak żywa. Aż strach! Aż mi sie znowu Muminki zachciało poczytać. Przeczytałam póki co fragmenty zapodanej przez Ciebie ksiazki i rzeczywiscie czyta sie ciekawie. Ileż to nowych rzeczy człowiek sie wciaz dowiaduje. A ile sie nie dowie, bo nie trafi na taką dobrą ksiązkę?
    Opowieści kocie wzruszające. Dobrze mają u Ciebie te stwory. Znalazły sie w kocim raju. Szczęśliwcy! Tylko kłusownictwo niestety zaburza tę sielankę. Onych kłusowników wiejskich bym powyłapywała i im odnóza we wnyki zatrzasnęła.Żeby poczuli na własnej skórze. Inaczej nie przestaną nigdy swej ponurej działalności.A zatem nie przestaną, bo nie ma sprawiedliwości.
    Uściski serdeczne Ci zasyłam i podziękowania za wielce ciekawego posta!:-)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oluś, jak ja bym wiedziała, kogo powyłapywać, to już na rękach by chodzili i na najbliższym posterunku błagali o wsadzenie na dołek! Ale niestety mogę się tylko domyślać...
      Buziaki!

      Usuń
  13. A jak wam się podoba dzieło Sandry Dieckmann? To ilustracja z książki, nawet myszka wyziera z tej bujnej brody,niektórzy widzą w nim św.Franciszka;)
    https://www.etsy.com/ca/listing/227546895/beardnest-signed-a4-print

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Rysunek oparty na zdjęciu Louisa Coulona - Francuza, który miał ponad 3-metrową brodę i lubił ją oferować jako legowisko dla kociąt, ptaków i innych przyjaciół.

      Usuń
    2. Obrazki (bo obejrzałam sobie również inne) piękne ale trochę niepokojące. Na każdym jest coś, co wprowadzaj jakiś smutek, napięcie albo niepokój. Ta sielskość z brodą to też nie bardzo, bo ten czarno-biały kotek ewidentnie poluje na myszę i wróbla.

      Usuń
  14. Ha! Gertruda to byla moja babcia , ale z kotami to ona miala nie po drodze. W domu babcinym zadnych ogonow nie bylo, moze dlatego ze babcia miala piecioro dzieci, dziadka i sklep rzezniczy do obslugiwania 😁Akurat fakt, ze moj dziadek byl rzeznikiem z prawdziwego zdarzenia powinien byc dla kotow sprzyjajacy, swieze miesko i podroby zapewnione, ale nie byl. Rodzinna historia glosi, ze dziadek zdolal nawet utopic dwie kaczki , no nie wlasnorecznie, ale w beczce mu sie potopily , wiec tego - reke to on mial dobra nie do zywych , ale do martwych zwierzat - pasztety i kielbasy robil genialne👌😉 Swieta w domu dziadkow to byla prawdziwa uczta : w Wielkanoc i Boze Narodzenie stol na 24 osoby byl zastawiony od rana do wieczora, przychodzila i wychodzila rodzina , falami, a babcia falami donosila z kuchni potrawy wszelakie .. Oj , nie chcemi sie wierzyc, ze to wszystko dzialo sie za czasow przasnej Komuny.. a twraz kiedy niby mamy dobrobyt i dostep do wszystkiego - takich spotkan juz nie ma ... Nie ma dziadkowego domu, nie ma komu i nie ma dla kogo... Rodzina sie skurczyla, rozpierzchla po swiecie, i stracila te wiezi . Ten stol laczyl nas wszystkich , emanowal smiechem, radoscia, miloscia i bliskoscia .. Ech .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kituś masz 100% racji. Widzę, że coraz częściej ludzie się nad tym zastanawiają - u mnie w pracy między koleżankami też coraz częściej wraca ten temat - dlaczego w biednej, szarej, siermiężnej i przaśnej komunie było tak miło i serdecznie, i czas był, i chęci do spotkań. A teraz jest, jak jest :(
      Mam wrażenie, że to nasze blogowanie i "spotkania" na blogach są namiastką tamtego życia towarzyskiego. Tutaj też trzeba trochę czasu i uwagi, żeby napisać post, przeczytać i skomentować.

      Usuń
    2. Teraz mamy za duzo czyli za malo.. Za duzo gonitwy i pogoni, za kasa, za praca, za kariera, za nowym gadzetem i za malo checi, aby dzielic sie swoim czasem , zyciem i wysilkiem z innymi. Nie mowiac o ponoszeniu kosztow. Owszem jeszcze rodziny sie spotykaja, ale na ogol w scisle waskim , najblizszym gronie, rodzice , dzieci i wnuki... A gdzie te zjazdy rodzinne, te spotkania z kuzynami, ciotkami i wujami , stryjkami? Czy ktos dzisiaj wie czym rozni sie wuj od stryja? Wujenka od stryjenki? Mnie sie nie chce wierzyc, ze to co ja pamietam jakby dzis, dzialo sie jeszcze jakies 20-25 lat temu , ze to bylo tak niedawno - jak bardzo zmienil sie swiat widze nie tylko po wlasnej rodzinie , wiedze u kolezanek i znajomych ... my jeszcze trzymamy sie ostatnich powrozow.. jeszcze trzymamy sie tych nici zazosci z dziecinstwa. Dzieki naszym dziadkom i rodzicom, ktorzy o to zabiegali. Masz racje, ludzie szukaja bratnich duszy i zazylosci wirtualnej, bo o te prawdziwa czesto jest za trudno , za ciezko w tym wspolczesnym swiecie, a my ciagle jednak jej potrzebujemy. 😘

      Usuń
  15. Witaj końcówką listopada
    Bobrze, że już jesteś. Brakowało mi Ciebie.
    Kultura Celtów od dawna mnie interesuje. Czasem też o nich piszę.
    A kisiel nie jest taki zły, dla mnie gorszy jest zawsze budyń:)))))))))
    A ja właśnie dodałam Twoje stronki do moich ulubionych
    Pozdrawiam oczekiwaniem na ciepły adwentowy czas 

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! Zaglądam do Ciebie z przyjemnością, ale zwykle nie potrafię nic mądrego napisać w komentarzu :)
      Budyń zawsze jawił mi się jako coś miłego, kremowego i puszystego, więc mi tu nie pasował do zobrazowania rzeczywistości.

      Usuń
  16. Jak dobrze jest poczytać coś dobrego, nisącego radość i optymizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że choć moja pisanina dobrze nastraja, bo na żywo jestem raczej ponurym osobnikiem :)

      Usuń
  17. Ależ tu sie u Ciebie dzieje:): Wpadłam i sobie na chwilkę zostanę:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj, dzieje się! Roboty tyle, że nie ma kiedy taczek załadować. Rozgość się :)

    OdpowiedzUsuń