Dzisiaj Zaduszki. Zebrało mi się na przemyślenia.
I chociaż post pewnie zostanie opublikowany i przeczytany już po, to nastrój zaduszkowy jeszcze w nas będzie.
Taki czas.
Dzisiaj będzie o książkach, bo dawno nie było.
Może dlatego, że czytam dużo i nim się pozbieram do napisania czegoś, już jestem kilka książek dalej.
A koty się dzieją wciąż i może dlatego częściej jest o kotach...?
Znacie to uczucie, gdy przeczytacie dobrą książkę. Taką baaaaaardzo dobrą książkę. Nawet nie przeczytacie, lecz pochłoniecie!
Czasem zarywając noc wbrew rozsądkowi, bo rano trzeba jednak się zwlec i być z życiem on line.
No to jak? Wiecie o czym piszę?
Że książka skończyła się za szybko, że chce się więcej i to teraz już, natychmiast!
A jednocześnie ten lęk przed sięgnięciem po następny tytuł.
Żeby się nie rozczarować, bo może okazać się niewystarczająco dobry.
Żeby jeszcze rozkoszować się świeżo przeżytymi emocjami.
Czasem się wraca do co lepszych fragmentów, odnajduje się jeszcze raz jakiś akapit... Niedosyt.
Słowem jest się na mega czytelniczym głodzie.
Gorzej jest jedynie, gdy nie tylko książka kończy się za szybko, ale jej Autor.
W dwóch przypadkach nie mogę tego przeboleć.