wtorek, 21 maja 2019

Europa podchodzi pod mój próg

     Ano siedzę ja sobie w moim wytartym fotelu, o który muszę konkurować na zmianę z Kreską i Tuśkiem, w rozdeptanych kapciach i za dużym puchatym szlafroku (tak, to ten sam, w którym skakałam po oblodzonych schodach i metalowej drabince; lubię go, choć mankiety rękawów muszę zawijać aż do łokcia, żeby dłonie zeń wysunąć), siedzę ja sobie psze Państwa Szanownego w mojej wsi malutkiej, w moim europejskim zaścianku, a tu sama Europa w swej światowej europejskości podlazła mi pod próg, zęby szczerzy i warczy na mnie, jakby normalnie u siebie była!

Groźna, wstrętna Europa!
Otóż poruszyła mnie sprawa Vincenta Lambert, Francuza, skazanego na śmierć przez francuskie sądy, rząd i EUROPEJSKI Trybunał Praw (?) Człowieka w Strasburgu. Vincent Lambert miał zostać poddany śmierci głodowej (macie jakieś skojarzenia, Kochani?) ale "humanitarnie", bo w znieczuleniu. A za co ten wyrok? Ano za to, że facet miał wypadek na motocyklu w 2008 roku i w wyniku obrażeń od tego czasu pozostaje w stanie "minimalnej świadomości".




Jestem przerażona!
Tym bardziej, że nie jest to pierwsza próba uśmiercenia tego pacjenta od 2008 roku i za każdym razem rodzice musieli stoczyć batalię o jego życie. O >>> TU <<< więcej szczegółów. >>>I TU <<< - choć wkurza mnie tendencyjne sformułowanie ankiety wstawionej do artykułu* A poza tym nie jest to jakaś tajemnica straszna, tylko trzeba sobie wyguglować. (Media głównego ścieku pisnęły o Vincencie nieledwie wczoraj, jak już było po decyzji wstrzymującej wyrok; wcześniejsze rzeczy trza se wyguglować w mediach niszowych) Chwilowo Vincenta uratowała interwencja Komitetu Praw Osób Niepełnosprawnych ONZ. Taaa...

Ja może lekarzem nie jestem, może nie mam przed nazwiskiem pociągu tytułów naukowych, tak długiego, że już tylko Ś.P. brakuje, ale jednak tego doktoratu z biologii tom się dochrapała.
Będzie 10 lat z okładem siedzenia w jednym korytarzyku z neurofizjologami, 2 tygodnie w pamiętnym 2015 roku pomieszkałam sobie na OIOMie z Mężczyzną, o którym też wyrokowano, że warzywem będzie. Lat kilka, póki miałam czas i odległość pozwalała, udzielałam się jako dietetyk wrocławskiej drużyny koszykówki na wózkach za trenera Wita Jędrzejewskiego - Boże, ile Ci ludzie mnie nauczyli! Jak to oglądanie świata z wózka może człowiekowi perspektywę naprostować. Czytać umiem i korzystam, a z racji profesji i miejsca zatrudnienia wychodzi mi, że jednak coś tam chyba wiem. A wiem przede wszystkim, że o ludzkim mózgu i o jego pracy i możliwościach tak po prawdzie gówno wiemy.

Vincent nie jest w stanie śmierci mózgowej (tu wskazanie odłączenia od aparatury nie budzi moich obiekcji), nie jest nawet w śpiączce, jest w stanie "minimalnej świadomości", a co to oznacza, tak naprawdę nikt z nas nie wie. I wbrew temu, co niektórzy twierdzą, nie jest prowadzona w stosunku do niego uporczywa terapia, bo żadna terapia tam prowadzona nie jest! (definicja uporczywej terapii jest mi znana) A szkoda, bo by się przydało. Vincent jest zwyczajnie karmiony i pojony sondą i wykonuje się przy nim zabiegi pielęgnacyjne, jak przy setkach innych osób niepełnosprawnych - wielkie mi coś. Jego organy wewnętrzne pracują, nie jest podpięty do respiratora, dializatora czy sztucznego serca! * Nie może być też mowy o eutanazji, bo ta z definicji zakłada świadomą wolę pacjenta i jasne jej wyrażenie, a nie domniemanie mania mienia. Tfu! znaczy domniemanie mania woli - że sparafrazuję klasyka.

Mnie wystarczą dwie rzeczy, żeby nie mieć wątpliwości, że w tym udręczonym ciele, które nie chce być posłuszne woli i umysłowi Vincenta, jest uwięziony człowiek, którego świadomość może funkcjonować bez zarzutu - ostrożne szacunki na podstawie badań pokazują, że jest tak w 20% przypadków. Pierwsza rzecz to fakt, że na oświadczenie lekarzy o wdrożeniu nieludzkiej procedury śmierci głodowej "w znieczuleniu" ten człowiek się rozpłakał; druga, to relacje osób wybudzonych ze śpiączki, które to osoby były bardziej świadome wszystkiego co się z nimi działo, niż się komukolwiek wydawać mogło.
Jest taka scena w filmie Olej Lorenzza, która pięknie pokazuje najpierw frustrację cierpiącego na adrenoleukodystrofię, totalnie niepełnosprawnego Lorenzza, gdy nie może się skomunikować z otoczeniem i ulgę, gdy wreszcie udaje się to, dzięki staraniom i uwadze jego mamy, która nigdy nie przestała o niego walczyć. Film polecam. Kawał dobrego kina, rzetelnego merytorycznie i w dodatku w gwiazdorskiej obsadzie.
Ano właśnie.
Rodzice walczą o swoje dzieci do końca.
Sprawa Vincenta jest dla mnie bulwersująca z wielu powodów.
Dlaczego lekarze nie wyrażają zgody na przeniesienie go do placówki, zapewniającej profesjonalną opiekę dla chorych takich jak on?
Dlaczego w XXI wieku, w centrum cywilizowanej wydawałoby się Europy - ba! we Francji, czyli kolebce tej cywilizacji - o PRAWIE do życia decydują sądy i trybunały, a nawet rzecznicy ONZ, a nie zwykła ludzka przyzwoitość, życzliwość, poszanowanie ludzkiej godności? Dlaczego tysiące szarych, zwykłych obywateli musiało wyjść na ulice Paryża, żeby w marszu zaprotestować, przypomnieć wielkim europejskim władcom, że "Wartość cywilizacji mierzy się szacunkiem względem najsłabszych", żeby uratować swojego ziomka? (>>> TU <<<  z kolei apel jego przyjaciół)

Nie znam francuskiego i w takich chwilach tego żałuję, ale emocje są dla mnie czytelne mimo braków lingwistycznych. Poniżej zamieszczam film z marszu w Paryżu - w 2 godzinie 23 minucie 39 sekundzie przychodzi wiadomość o wstrzymaniu procedury uśmiercania Vincenta. To naprawdę nie trzeba znać języka, żeby zrozumieć radość tych ludzi.


Dlaczego tak bardzo chcą go zabić? Bo nie rokuje? Tysiące niepełnosprawnych nie rokuje. Jeśli ludzie, którzy stracili ręce nie mogą samodzielnie jeść - Vincent nie może - to należy ich uśmiercić? Przez zagłodzenie?
A poza tym nie rokuje na co? Czego nie rokuje? Że wyzdrowieje, pójdzie do pracy i będzie płacił podatkowy haracz? Tego nie rokuje na pewno.

Polska, uboga krewna wielkiej Europy, ciemnogród i zaścianek, dzięki heroizmowi pewnej matki, która nigdy nie straciła nadziei, wysiłkiem ludzi dobrej woli, nakładem wielkich kosztów buduje kliniki Budzik, a w wielkiej Francji skazuje się - dosłownie, wyrokiem sądów kilku instancji - niepełnosprawnego na okrutną śmierć. To ja czniam taką Europę i taką europejskość.
W którymś wywiadzie Ewa Błaszczyk przyznała, że na wybudzenie córki Oli szanse są bliskie zeru, ale nie sądzę, żeby ktoś w związku z tym zaproponował jej zagłodzenie dziewczyny!
Kliniki Budzik służą nie tylko opiece nad chorymi w śpiączce, ale też nauce, obserwacji, nowym terapiom, popychaniu wiedzy do przodu. Każdy człowiek niepełnosprawny, z uszkodzonym mózgiem swoim życiem daje możliwość lepszego poznania problemu i co za tym idzie lepszego zrozumienia i niesienia pomocy innym chorym. Trzeba tylko tak niewiele - traktować tych ludzi z troską, jak ludzi, normalnych ludzi, a nie przypadki medyczne i nie można kwestionować ich prawa do życia.

Ale żeby nie było, że ja tylko jadę po tej Francji - po Europie jadę i europejskich możnowładcach, którzy niczym dupa z pokrzywy akurat teraz we Francji pokazali swe parszywe oblicze.
Nie wierzę w przypadki, a tak się jakoś przypadkowo stało, że wpadła mi w ręce i właśnie czytam, książka autorstwa Sophie Lutz "Niewidoczne dla oczu"


Jest to rodzaj dziennika, zapisu przemyśleń mamy Philippine, ciężko upośledzonej dziewczynki, która nie widzi, niewiele słyszy - pierwsze diagnozy mówiły, że nie słyszy, nie porusza się świadomie, nawet nie siedzi samodzielnie i jest tzw. "warzywem". To opis jej życia, życia całej rodzinny, bo Philippine ma jeszcze oczywiście tatę, trzech braci, ciotki, wujków, dziadków i kuzynów.


I wiecie co, może pójdę siedzieć za łamanie praw autorskich, ale pewne fragmenty skopiowałam, żebyście sami sobie mogli poczytać i wnioski wyciągnąć. Jak coś, to mi kochani PT Blogoczytacze będziecie paczki do kryminału przysyłać - sernik i jabłecznik poproszę.












No i najbardziej poruszający rozdział. Poruszający w swej oczywistości.




Sprawę Vincenta oglądam sobie z dwóch perspektyw.
Jedna z nich, to perspektywa matki, która walczy o życie syna, dla której się on nie zmienił - to świat postrzega go jako bezwartościowe, bezproduktywne, uciążliwe warzywo, które nie rokuje i musi udowadniać swoją godność i prawo do życia. Dlaczego w tej samej Francji Sophie Lutz wraz z rodziną może opiekować się swoją niepełnosprawną córką (choć też próbowano ją od tego odwieść), a Viviane Lambert się tego naturalnego prawa odmawia?
Druga perspektywa, to położenie samego Vincenta. W 2015 roku Mężczyzna miał straszny wypadek i niektórzy z Was byli tu ze mną i współprzeżywali, za co jestem Wam dozgonnie wdzięczna. Pierwsza informacja, że nie przeżył, druga, że żyje, ale..., trzecia, że będzie warzywem... Jest, żyje, ma się nawet nieźle, pyskuje, wkurza mnie, kocham go. Ale równie dobrze to ja mogę wylądować pod tymi rurkami na OIOMach i co?
I pstro. 
Mieszkam sobie w moim maluśkim zaścianeczku, bez sklepu za to z przedwojennym kościółkiem, pamiętającym czasy świetności i bogactwa tej wsi. Kościół jest filialny, czyli jedna Msza Święta w tygodniu, w niedziele rano, jak wikary zajedzie. Moją wiochę można beretem nakryć, to i wszystkie sprawy wiejskie toczą się w niedzielne przedpołudnie w kościele i przed nim. Świętuje się też gromadnie przy niedzieli po Mszy jubileusze wszelkie. Ostatnio się posypało w rocznicach ślubów - była i 40. i 60. (obejrzyjcie się która na swego chłopa, westchnąć se możecie i pomyślta, czy 60 lat strzymiecie ze ślubnym egzemplarzem ;] a są tacy, co strzymali!) i pomniejsze były, i urodziny młodzieży 18. i 20. I taki tu zwyczaj, że się takim jubilatom i solenizantom śpiewa życzenia na koniec po Mszy.

Życzymy, życzymy...
i zdrowia. i szczęścia, i błogosławieństwa...
...
niech miłość i zgoda w twym sercu zagości
i nigdy nie braknie ludzkiej życzliwości

No to jakby mi przyszło być więźniem mojego ciała, to nie chciałabym za nic, żeby mnie upokarzano tym, że o moim prawie do życia zdecydują sądy i trybunały. Chcę mieć nadzieję na zwykłą, ludzką życzliwość

APDEJT:
Dlaczego uważam, że próba ZABICIA Vincenta jest klasycznym przykładem mordu sądowego, a zagadką dla mnie pozostaje komu tak bardzo zależy na jego śmierci:
1. Vincent nie znajduje się w fazie terminalnej, nie jest w śpiączce, tylko w stanie minimalnej świadomości;
2.  wielu lekarzy szpitala w Reims, w którym przebywa Vincent, nie zgadza się z decyzją doktora Vincenta Sancheza -lekarza prowadzącego -  o zakończeniu „terapii” Vincenta, co podał Dziennik Le Monde;
3. niektórzy pracownicy medyczni szpitala celowo wzięli w tym tygodniu urlop, by nie być bezpośrednio zaangażowani w zabijanie Vincenta;
4. lekarze i inni członkowie personelu medycznego wzięli udział w marszu w obronie Vincenta;
5. podawanie pacjentowi pożywienia i płynów nie może być utożsamiane z terapią! Mężczyzna też był karmiony sondą na OIOMie, tysiące ludzi są w ten sposób karmione, a w żywieniu pozajelitowym nawet sondy się nie używa tylko wlewy się robi!
6. rodziców o wszczęciu procedury eutanazyjnej poinformowano mailem!
7. nie pozwolono im też pożegnać się z synem, a  w szpitalu wobec odwiedzających Vincenta  zastosowano więzienne procedury i wpuszczano ich do pacjenta jedynie po sprawdzeniu dokumentu tożsamości! Brata nie wpuszczono, gdy zapomniał dowodu osobistego!

72 komentarze:

  1. Trudny temat, bardzo trudny. Gdyby mnie spotkalo cos takiego, na te okolicznosc lezy u mojego lekarza rodzinnego dyspozycja, nie utrzymywac przy zyciu na sile, nie karmic, a co sie nadaje, wziac na czesci zamienne. Zeby rodzina nie musiala o tym decydowac. Bo ja osobiscie nie chcialabym tak zyc jak Vincent, nie i juz! Nawet gdybym miala pelna swiadomosc. Bo to nie zycie, a wegetowac nie mam checi. I teraz wyobraz sobie, ze ktos (rodzice albo dzieci) uparcie ida przez wszystkie instancje w sadach, zeby mnie przy tym "zyciu" utrzymac. Moi nie beda mieli takich dylematow i jesli lekarze uznaja, ze blizej mi do rosliny niz czlowieka, to odlacza aparature i tyle. Taka jest moja wola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok. Taka jest TWOJA wola, którą mogłaś świadomie wyrazić. A teraz wyobraź sobie, że nie możesz takiej woli wyrazić i może jednak chcesz żyć, a jesteś traktowana przedmiotowo i osoby trzecie decydują, czy masz w ogóle PRAWO żyć!
      Taka drobniusieńka różnica...

      Usuń
    2. Wlasnie dlatego wszyscy powinni byc zobowiazani do decydowania, poki moga i sa swiadomi, jak chca, by z nimi postapowano, kiedy swiadomosc zaniknie.
      Ale z tym Vincentem rzeczywiscie bardzo dziwna sprawa, ze go przetrzymuja jak w wiezieniu, nie dopuszczaja do chorego rodziny i za wszelka cene chca go usmiercic. Gdyby to chodzilo o odlaczenie respiratora, ktory za niego oddycha, to inna kwestia, ale on oddycha sam i ma tylko stan zmniejszonej swiadomosci. I ta metoda odebrania mu zycia, dosc dlugotrwala, jak sie domyslam, i okrutna.

      Usuń
    3. Z doświadczenia wiem, że takie deklaracje są o kant d... rozbić, bo każdy chojraczy, a jak przyjdzie co do czego, to się pazurami życia trzyma.
      Po mojemu, a ja prosty biolog jestem, coś tu bardzo śmierdzi. Z tego, co udało mi się wyczytać, gość leży w tym samym szpitalu od początku po wypadku i regularnie próbują go zamordować - nazywajmy rzeczy po imieniu. W Polsce błędy lekarskie są zamiatane pod dywan, ale może gdzieś indziej nie. Tak mi chodzi po głowie, czy któryś konował prący do morderstwa Vincenta, nie próbuje ukryć w ten pokrętny sposób, że coś skiepścili w tym 2008. Nie ma pacjenta/ciała - nie ma dowodów.

      Usuń
    4. Pantero, mój brat też tak mówił - żeby nie ratować na siłe, że na przeszczepy.. A potem, mówiąc obrazowo, kolega prowadzący samochód walnął moim bratem w drzewo. Brat przeżył tylko dlatego, że za nimi jechał radiowóz. Policjanci od razu rozpoczęli reanimację, karetka na ich wezwanie przyjechała błyskawicznie. Brat - rozległy uraz czaszkowo-mózgowy. Wiele miesięcy w szpitalu, śpiączka, respirator, potem powolne odzyskiwanie łaczności ze światem, rekonstrukcja twarzy, nauka chodzenia, i takie tam. Po tym wszystkim, jak się domyślasz, zmienił zdanie.

      Usuń
  2. Trudno w dzisiejszym świecie o Samarytanina,a jeśli się już taki znajdzie ważniejsze od dobrych intencji są procedury,przepisy, choćby wydawołoby się durne.Ale one są przemyślane,ekonomicznie uzasadnione.Nie ma miejsca na współczucie,nawet gdy lekarz po cichu myśli inaczej.Liczą się pieniądze,władza,awans.Cynizm.
    Fragment o godności znakomity.
    I matczyna miłość.Bezwarunkowa.
    Tyle mi przyszło do głowy przed poranną używką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samarytan myślę, że jednak nie brakuje, ale zwykle się ujawniają jako inicjatywa oddolna. Odgórnie jest jak piszesz. Nigdy nie zapomnę jaką burzą przetoczyło się przez miasto zamykanie OIOMów dziecięcych za poprzedniej ekipy rządzącej (początek ich pierwszej kadencji). Żaden szpital nie chciał mieć OIOMu dziecięcego u siebie, bo to oddział - uważaj! - NIERENTOWNY! No żesz ku! Czy można porównać OIOM do fabryki butów?
      A dlaczego akurat padło na dziecięce - bo droższa jest aparatura i sprzęt, które muszą być precyzyjnie dopasowane do wieku i rozmiaru dziecka. Dzieciaka od 0 do 2 lat od biedy zreanimujesz na oddziale neonatologicznym, czy noworodkowym; nastolatka tak od 12 roku życia, jak jest dziecko duże, można podpiąć pod aparaturę dla dorosłych od biedy; a dzieciaki między 2 lata a naście? Jeden czy dwa oddziały na województwo, a żeby uratować funkcje mózgu liczy się czas - każda minuta! A tu trzeba dzieci z Wygwizdowa Dolnego, powiat Zadupie transportować do stolicy!
      Nóż się w kieszeni... Zwykle w takich okolicznościach ujawniają się cisi a heroiczni Samarytanie, ratownicy, policjanci, strażacy, o których nikt się nie zająknie potem w mediach. Wiele znam takich przykładów. Cieszę się, że są!

      Usuń
  3. Sto procent racji, uwielbiam Cię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drzwi zarygluj, próg posyp solą święconą i okop się w swoim zaścianku - może Europa po nas nie przyjdzie.

      Usuń
    2. Przyjdzie, przyjdzie, tylko że to nie będzie Europa a czysty kapitalizm. To klepanie o wartościach europejskich czy ojczyźnianych czynione radośnie przez durnych politycznych osłodzić ma nam jeden fakt - życie robi się coraz bardziej kosztowne, dosłownie. To o czym piszesz nie ma nic wspólnego z europejskością, polskością czy inna ością za to dużo z finansami. Cóś wyczuwam że zdecydowali że można odłączyć człowieka który ma minimalną świadomość ponieważ "nie rokuje" a kosztować jednak będzie. Ludzie nie myślą o zostawieniu oświadczenia woli jakby spotkało ich takie nieszczęście, ta sprawa powinna na tyle dać do myślenia ( ale rzecz jasna nie da bo nikt nie lubi żyć ze świadomością że cóś takiego może mu się przydarzyć )żeby takie oświadczenia ( notarialne coby przekręty ograniczyć ) sporządzać. Dla mnie mocno zdziwne jest że chciano odłączyć człowieka ze stwierdzonym działaniem świadomości, minimalnym ale jednak. To że dziś medycyna nie jest w stanie mu pomóc nie oznacza że nie będzie w stanie polepszyć mu jakości życia za parę lat. Życie po długoletniej śpiączce jest do dupy ale o ile sam zainteresowany najbardziej nie decyduje się z nim skończyć to nikt inszy nie ma prawa. W naszej domowej dyskusji o resuscytacjach, uwarzywnieniu itd. ( odbyła się taka z pianiem i przerzucaniem się argumentami wagi ciężkiej )okazało się że wszystkich nas ruszyło jedno - w tej całej sprawie najbardziej bulwersujący jest fakt że facet wpadł w tryby procedur które go uprzedmiotowiły - ustanowił przedstawiciela prawnego, przedstawiciel przedstawił, sąd przyklepał i wszyscy zadowoleni bo państwo będzie miało więcej kasy w systemie opieki zdrowotnej, inni chorzy czekają a podatnicy odetchną. A to że on jest w stanie wegetatywnym a nie śmierci mózgowej to szczegół. Taa... No dupa totalna, nie do obrony - decydują za ciebie czy jakość życia masz odpowiednią. To nie jest decyzja o odłączeniu respiratora przy śmierci mózgowej. Po mojemu to jest niedoskonałość prawa, ustanowienie przedstawiciela prawnego jak widać nie rozwiązuje problemów tylko tworzy. Mła sądzi że każdy człowiek ma zarówno prawo do życia jak i do momentu w którym zdecyduje się z nim skończyć, jednak tylko jego własna wola, nie przeniesienie na nikogo inszego praw do decydowania powinno o tym przesądzać. Ze śmierci mózgowej się nie wychodzi a ze śpiączki i owszem, ze stanu wegetatywnego bardzo rzadko ale się zdarza. Podejmowanie decyzji o eutanazji ze względu na jakość życia przez przedstawiciela prawnego zawsze będzie obarczone brzydkimi podejrzeniami. Prawnie niby git ale cóś jakby śmierdzi. I wiesz Psie śmierdzi że tak powiem z dwóch stron - nie wiesz czy matka działa zgodnie z wolą dorosłego syna. Nie powierzył jej przecież reprezentacji swoich interesów na wypadek zdarzeń losowych. A mógł. Co zapewne zresztą podnosili prawnicy. A teraz ten biedak leży z tak naprawdę nie znanym nam do końca stanem świadomości ( lekarze mogą co najwyżej oszacować z grubsza, jak ktoś baja że wie dokładnie to uprawia czysty szamanizm ) i jedni chcą go w imię idei zabić a drudzy imię inszej ocalić. A tu po prostu trzeba pilnować żeby odleżyn nie było i rehabilitować coby zachować jakieś szanse. Ech...
      A Ty się Psie nie bój, zanim kapitalizm dotrze to my się jakoś okopiemy i nie damy! My dzikie ludzie z zaścianków. :-)

      Usuń
    3. Tabs, jeśli nie zatrzymamy, to przyjdzie, dlatego cieszy mnie, że jednak i Ty na swym zaścianku pragniesz się okopać. Nie zgodzę się jednak, że to my w naszych zaściankach jesteśmy te dzikie. Bo wychodzi mi na to, że dzikie to są te ludzie, które uzurpują sobie prawo do decydowaniu o tym, kto z Bogu ducha winnych bliźnich ma prawo żyć, a kto nie. Ciągle jednak w szeroko rozumianym prawodawstwie funkcjonują kodeksy karne, a w nich kary za zabójstwo - ergo: odebranie komuś życia przyjmujemy za czyn zły i moralnie naganny.
      Przewrotność sytuacji Vincenta polega na tym, że zabójstwo ubiera się w kokon miękko brzmiących pojęć, żeby nie palnąć wprost, że się faceta morduje i to w sposób okrutny, z powodzeniem stosowany w hitlerowskich obozach. Bo patrząc na to z czysto fizjologicznej strony procedura kary śmierci w USA, czy uśpienie u weta psa czy kota przez podanie zwiększonej dawki anestetyku jest bardziej humanitarne - ale już nie daje możliwości użycia mięciutkiego "odłączyliśmy go". I jeszcze do tego to cholerne uprzedmiotowienie i odarcie z godności.
      A to już zaczyna niebezpiecznie zmierzać w kierunku przesuwania granic, a na końcu czeka gebbelsowska eugenika.
      No k.... mać NIE! I rozważania, że a może on by jednak chciał, bo my na jego miejscu.
      Jak będziemy na jego miejscu, to se możemy chcieć. Możemy i na swoim, skaczmy pod pociąg - kto nam zabroni.
      Ale nie jesteśmy na jego miejscu, tylko Vincent jest na swoim miejscu i o jego życiu, a w zasadzie o jego odebraniu, nie może decydować kilku kmiotów, co to im się wydaje.

      Usuń
    4. He, he, he, ten mój zaścianek to taki sobie samozaściankowy, wiesz że mnie mocno ojczyźniani wydają się zawsze solidnie podejrzani odkąd ja zrozumiała znaczenie słów "Patriotyzm jest ostatnim schronieniem szubrawców" a niestety ojczyźnianizm nam się rozrasta i teraz oprócz tego że wycierajo sobie różne typy gęby Polską odmienianą przez wszystkie przypadki to się pojawiły typy wycierające gęby Europą, oczywiście tyż w celu przykrycia różnych świństw. Ech... z górnego C to człowieczeństwo nie jest ani zaściankowe, ani polskie ani europejskie, jest ludzkie. Do mła tyż słabo dociera że można, że dopuszczalne, choć mła rozumie że prawnie niby OK bo było ustanowienie przedstawiciela prawnego ( ciekawe swoją drogą jaki był zakres pełnomocnictwa, nie znalazłam tego w mediach a wydawa mnie się że to jest sprawą kluczową ), bo to, bo sro i wszyscy mogą umyć ręce. Taa... tylko mła ma takie brzydkie skojarzenia związane z tym zabiegiem higienicznym, ona ciężko niezawierzająca ale w takiej kulturze wychowana że jej się nasuwa natentychmiast umywanie rąk przez pewnego rzymskiego urzędnika w Jerozolimie około dwóch tysięcy lat temu. Tam tyż było wszystko prawnie OK, gościu stanowił zagrożenie porządku i zarobił stosowną karę. No śmierdzi mi ta cała sprawa z eutanazją przez pośredników.
      Co do eugeniki - wcale nie powoli a wręcz ekspresowo zmierzamy w tym kierunku i mam wrażenie że tego procesu nie da się zatrzymać. Tak bez hipokryzji to przeca uznajemy za niepożądane a wręcz w niektórych wypadkach nie pozwalamy na rozmnażanie się osób niepełnosprawnych. Jak to mawiała stara Janiakowa - "Bielogia!", natury oszukać się nie da. Możemy być najsłodsi dla dziewczynki ze stwierdzonym zespołem Downa, ale kobiety z tą wadą genetyczną nie widzimy w roli matki. Toż to nic inszego tylko eugenika, cium, cium, cium Nasze Słoneczko kochamy cię ale się nie rozmnażaj. Większość ludzi uznaje ten zakaz mnożenia się za oczywisty. Ciekawe kiedy zacznie się robić to równie oczywiste w przypadku ludzi z którymi jest nie halo z powodu genów odpowiadających za podatność na konkretne rodzaje nowotworów albo insulinoodporność. Lepiej zapobiegać niż stosować kosztowne terapie, nieprawdaż? ;-/ Mam nadzieję że uda mła się kipnąć zanim nastanie ta światła era.
      Z innej beczki, podobno już otworzyli sklepik zoologiczny, jutro potupię w wiadomej sprawie.

      Usuń
    5. No i właśnie - to przesuwanie granic.
      Zacznijmy od tego, że żałosne jest, że jakiś pełnomocnik po sądach był ciągany. Musiał w imieniu Vincenta udowadniać, że ma prawo do życia i godności. Toż to chore! Druga sprawa - jeśli dla pozostałych lekarzy szpitala gdzie przebywa Vincent, poza lekarzem prowadzącym, sprawa jest jednoznaczna i apelowali do Sancheza, żeby się opamiętał, a potem poszli w marszu, no to o co tam tak naprawdę kaman? Przecież ci lekarze to nie są idioci i mają wgląd w dokumentację, widzą tego człowieka na żywo i wiedzą, że karmienie pacjenta to nie terapia, a już na pewno nie uporczywa.
      A to, że było błogosławieństwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, to już w ogóle przerażające kuriozum, które każe się zastanowić, kogo zechcą uśmiercić w następnej kolejności.
      "Cóż, mnie tam wszystko jedno, ja mam raka" nabiera w tych czasach nowego znaczenia, bo szczęśliwi nie dożyją ;]

      O, tak! Tak! Sklepik! Czekam z niecierpliwością.

      Usuń
  4. Ja nie nazwałabym tego czegoś nawet w przenośni "Europą". Europa to również piękno, kultura, wrażliwość,...Europa jest różnorodna.
    A to przez Ciebie opisane podejście do człowieka nie ogranicza się do Europy. Występuje wszędzie, gdzie zysk liczy się bardziej niż wartości wyższe.
    W Ameryce, w Chinach, w Rosji, w Australii, w Polsce,
    wszędzie gdzie się "walczy o demokrację, postęp czy naturę" zawłaszczając przy okazji złoża ropy, gazu, lasy tropikalne, głębiny oceanów czy czy inne tam drobiazgi.
    Określiłabym to coś raczej jako "kapitalizm stosowany w etyce".
    Piękne teksty Pani Sofii Lutz. Ona na pewno byłaby zadowolona, że pokazujesz paru osobom jej książkę.
    A cytat o godności osoby niepełnosprawnej bardzo poruszający.
    Dzięki za ten post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wszystko się zgadza, ale właśnie ta Europa piękna, kultury i wrażliwości jest uznawana za kolebkę cywilizacji i to jest ta prawdziwa Europa. To niby Europa niosła ten oświaty kaganek dzikim, bo to piękno, kultura i wrażliwość wyrosło na europejskim gruncie z określonych wartości i do dzisiaj się z tymi wartościami utożsamia. A w tej chwili próbuje się wpisać mord sądowy w owe wartości europejskie. Wleźć w to piękno, kulturę i wrażliwość tylnymi drzwiami. Wielcy cywilizowani okupujący Brukselę mają gęby pełne tej Europy i wielcy europejczycy okupujący budynki rządowe w stolicach państw mają gęby pełne cywilizacji i daj Boże, żeby jedni i drudzy się udławili! Bo to dzikie ludzie są! Ja tę prawdziwą Europę zobaczyłam na marszu w Paryżu.

      Usuń
  5. Psie kochany. Nie ma pojęcia jak bym chciała na jego miejscu. Ale wyobraźnia moja podpowiada mi: nie! Być zamkniętym w więzieniu ciała? Młody, aktywny mężczyzna? Okropne. Jeśli jeszcze pomyślę, że może być świadom...ciarki mam.
    Jest wiele podnoszących historii tego typu, jest też wiele bez happy endu. Wiele strasznych, pełnych cierpienia. Myślę, że to dotyczy osób wokół, najbliższych. To ich wspólna lekcja. Nie sądzę, bym mogła wydać jakąś opinię.
    Ale jedno wiem na pewno. W 100%. Każdy, kto tak bardzo jak ty i inni ludzie, przeżywa historię obcego przecież chłopaka, ma w sobie coś schowanego, co rezonuje z tą opowieścią. Podobne przyciąga podobne. I chodzi tu o emocje twoje. Niczyje inne, twoje własne. Bynajmniej nie odnoszące się do tego chłopaka. Bo nie wiesz co on czuje. Ale wiesz, co czujesz ty. Dlaczegoś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ???!!!
      Droga Aniu, nie wiem, co komu z czym rezonuje, ale mnie rezonuje wiedza merytoryczna, pomnożona przez szeroko rozumiane prawodawstwo i orzecznictwo, podniesiona do kwadratu etyki, opartej na etyce chrześcijańskiej - bo z tego, co wiem, nawet zdeklarowanym ateistom przykazania dekalogu od czwartego do dziesiątego w życiu nie wadzą.
      Mój blog miał być z założenia lekki, łatwy i przyjemny, psy-koty-książki-kwiaty, że niemal hippisowska komuna, ponieważ przy całej swojej - nieskromnie powiem - niemałej wiedzy i doświadczeniu, mam w sobie tyle pokory, że nie zabieram głosu na wiele poważnych tematów, bo merytorycznie nie czuję się kompetentna. Natomiast nie zamierzam zamęczać moich drogich PT Blogoczytaczy moimi wynurzeniami na tle uczuć na tle sytuacji.
      Ale w przypadku sprawy Vincenta Lamberta czuję się kompetentna do wypowiedzi - podkreślam - MERYTORYCZNEJ i zrównanie mojego, wydawało mi się konkretnego i logicznego wywodu do poziomu emocji jest deprecjonowaniem mojej wypowiedzi i sprowadzaniem przedstawionej przeze mnie rzeczowej argumentacji do rangi emocjonalnego bełkotu egzaltowanej pensjonarki.
      A to już jest zjawisko niebezpieczne i prowadzące na manowce. Bo w całej sytuacji nie chodzi o emocje, ale o zasady, jakimi się kierujemy w życiu społecznym. Postaram się to niebezpieczeństwo nakreślić i wyjaśnić w krótkich żołnierskich słowach, co oznacza, że posłużę się przykładami dosadnymi i przerysowanymi.
      To, że niektórym osobom się wydaje, bo sobie wyobrażają, czyli wchodzą w ocenę sytuacji na poziomie emocji, nie może dawać NIKOMU przyzwolenia do decyzji o prawie do życia osób trzecich. W KK są przewidziane kary za zabójstwo, a zagłodzenie czy pozbawienie życia w inny sposób bezbronnej osoby niepełnosprawnej jest bezsprzecznie zabójstwem. Były już sprawy karne o takie postępowanie również w Polsce.
      Co do oceny jakości życia i aktu woli o jego zakończeniu. Znam wiele osób niepełnosprawnych w różnym stopniu, które swojego życia nie uważają za beznadziejne i bezcelowe i cieszą się każdą jego chwilą, choć z perspektywy osoby pełnosprawnej może być to nie do pojęcia, bo „ja bym tak nie mogła/nie chciała…”. A oni mogą i chcą. Znam też osoby pełnosprawne fizycznie, jednak z problemami emocjonalnymi, mentalnymi, które uważają swoje życie za bezsensowne i nic nie warte, a nawet chciałyby je zakończyć – patrz ludzie z depresjami. Z poziomu emocji patrząc i jednych i drugich należałoby uśmiercić. Pierwszych, bo nam się „obiektywnie” wydaje, że my byśmy nie mogli/nie chcieli, bo co to za jakość życia ślinić się i załatwiać pod siebie. Drugich, bo przecież chcą! No to na cholerę wsadzać ich do psychiatryków – to też jest kosztowne dla społeczeństwa – część z nich nie rokuje. Ot dajmy im naostrzone brzytwy, solidne sznury do prania, cyjanek lub morfinowy złoty strzał, westchnijmy i świeczkę na grobie zapalmy.
      Tylko to już było. Za Goebbelsa.

      Usuń
    2. Nie będę się kłócić, bo nie ma o co. Prawd jest tyle, ile ludzi.
      Chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że dlaczegoś jedne historie nas ruszają, a inne nie. Bo są na pewno straszne historie na świecie, które cię nie ruszają. Nie dlatego, że o ich nie wiesz, ale dlatego, że wybierasz przejść nad nimi bez emocji. Z różnych powodów. Wszyscy tak mamy. Wybieramy coś, co z nami rezonuje. Inaczej wszyscy byśmy zwariowali.
      Nie pisz mi o kk, o filmie Sekielskiego nic nie piszesz, o atakowanych dzieciach tutaj, pod naszym nosem, też nie. Wybrałaś historię z daleka. Nie ma w kk żadnych kar za obrzydliwy i straszny atak na dziecko, bezbronne, przerażone, samotne?
      Świat jest taki, jaki wybieramy, żeby był. Widzimy to, co chcemy widzieć.
      Najtrudniej zrozumieć, że tak naprawdę, wszystko sprowadza się do nas i naszych emocji. Tutaj, teraz, na własnym podwórku. Nie pouczam, nie atakuję, rozmawiam. Rozumiem, jeśli już nie zechcesz. Wystarczy powiedzieć, pójdę sobie, choć miło było u ciebie.

      Usuń
    3. To jest rozmowa, nie atak, dlatego proszę przeczytaj uważnie i rozważ:
      1. nie kłócę się - ale rozgraniczam argumentację i emocje, i źle znoszę gdy robię to pierwsze, a imputuje mi się to drugie; to nie są kompatybilne poziomy;
      2. rusza mnie niemal wszystko na poziomie emocji, ale są to moje emocje, którymi nie zamierzam nikogo epatować, a jednocześnie nie czuję się kompetentna na poziomie merytorycznym, dlatego nie wałkuję tu problemów całego świata; otóż nie chcę, żeby mi ktoś kiedyś - przede wszystkim ja sama sobie - zarzucił, że się wymądrzam; polecę cytatem z Szekspira w tłumaczeniu dość dowolnym "na flecie grać nie umiesz, a chciałbyś grać na duszy ludzkiej" (czy jakoś tak);
      3. KK to akuratnie skrót od Kodeks Karny, co wynikało wydaje mi się jasno z kontekstu zdania;
      4. film Sekielskiego i sprawy, o których traktuje - jak wyżej - merytorycznie nie jestem kompetentna do wypowiedzi na temat sposobu rozwiązania problemu, ani w zakresie prawa, ani prawa kanonicznego, a bicia piany na poziomie emocjonalnym nie uprawiam, co nie oznacza, że nie jest dla mnie oczywiste, że akt przemocy seksualnej wobec dziecka przede wszystkim i nie tylko dziecka, ale w ogóle, jest skrystalizowanym złem; cieszy mnie również, że zgodnie z nowelą KK jako przestępstwo nie będzie ulegać przedawnieniu;
      5. sprawę Vincenta poruszyłam, bo stała się rzecz straszna - sądy Francji i Europejski Trybunał Praw Człowieka usankcjonował możliwość zamordowania w okrutny sposób osoby niepełnosprawnej, co stwarza niebezpieczny precedens i otwiera drogę do potężnych nadużyć - dlatego należy to nagłośnić i się temu zdecydowanie sprzeciwić; Jest to gwałt zadany fundamentalnym wartościom jak godność człowieka, niezbywalne prawo do życia i podmiotowość osoby ludzkiej;
      6. bardzo mi miło, że Ci było miło i mam nadzieję, że będzie Ci miło nadal, jednak wbrew Twojej deklaracji, że nie pouczasz pierwsze dwa zdania Twojego ostatniego akapitu trudno odebrać inaczej niż pouczenie i przypisywania mi braku zrozumienia. Powtarzam - nie dyskutuję na poziomie emocji, to mnie męczy, uważam za bezcelowe i nie prowadzące do niczego konstruktywnego. Moje emocje mogą się owszem przewijać i zabarwiać dyskusję merytoryczną, ale nie są w niej argumentem. Weź to proszę pod uwagę i uszanuj.

      Usuń
    4. Mam wrażenie że obie piszecie o czymś zupełnie innym. Wysuwając zęby jadowe co szkodzi zdrowiu. Pewnie mła tak to odbiera bo dziś jej siostry wymieniały się SMSami i teraz ja już w ogóle nie wiem co powinnam, czego nie powinnam i co mam zrobić Tatusiowi i o co im chodzi. Ech... szkoda życia na wysuwanie kłów, temu biedakowi to i tak nie pomoże a Wam zaszkodzi na trzustkę albo co innego. Zróbcie starej babie przyjemność i niech każda zostanie przy swoim zdaniu bez urazy do tej drugiej.

      Usuń
    5. Ty też to zauważyłaś? ;)
      "Każdy mówił o czymś innym, jak zwykle w życiu rodzinnym!"
      Nie zwykłam się "urażać", bo każdy ma prawo do swoich postaw i poglądów, szanuje je i respektuję i liczę na wzajemność ;)

      Usuń
    6. Tabazzo, absolutnie chowam zęby jadowe :-)
      Faktycznie mam tendencję do moralizatorstwa i pouczania. Zauważam i przepraszam.
      Z całego grzebania w psychologi, fizyce i duchowości wyszło mi, że tak naprawdę, każda rozmowa jest emocją. Nawet ta o prawie. Bo prawo tworzą emocjonalni ludzie. I nie ma ucieczki.
      Psie, twój post jest naładowany emocjami, choć może nie taki był cel.
      Ja to widzę. Ale to ja.
      Wiadomo, każdy mówi o sobie. Każdy. Z tym też się zgodzę :-)
      Więc, miłego dnia dziewczyny. A młodemu człekowi życzę, by Plan z jakim przyszedł, udał mu się.

      Usuń
    7. Ania, proszę, zlituj się!
      Post jest przede wszystkim zebraniem faktów, a oczywiste zabarwienie emocjonalne jest tylko zabiegiem retorycznym. Niestety mam wrażenie, że właśnie tylko emocje wyłowiłaś z mojego postu, co mnie bardzo smuci, bo poddaje w wątpliwość moją umiejętność przekazania meritum sprawy. Dla mnie jest to sygnał, że wybrałam niewłaściwy sposób przekazania informacji. Skupianie się na warstwie emocjonalnej jest bezcelowe, bo do niczego konstruktywnego nie prowadzi, a wręcz przeciwnie -relatywizuje fakty, co jest niebezpieczne. Prosiłam, rozważ to. Może przeczytaj post ponownie, jeśli zechcesz mu poświęcić trochę czasu i uwagi i tym razem ciężar swojej uwagi przerzucając na zawarte w nim informacje. Chętnie poczytam Twoje wnioski.
      Sorry, od lat siedzę w nauce i odpowiada mi w dyskusji poziom retoryki naukowej, opartej na faktach, a nie na ich emocjonalnej interpretacji. Niektórzy odbierają to jako brak wrażliwości - trudno.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Ponieważ obu Wam wyrosły zębiska jak u grzechotników to czas na kobrę! Racja żadnej z Was nie jest najmojejsza, w ogóle piszecie o różnych rzeczach.
      Piesa Bzik ma rację kiedy pisze o tym że prawo nie jest stanowione raz na zawsze, opowieści o prawie naturalnym to sratatata bo prawo naturalne to zęby i pazury w akcji, o czym z racji "wyumienia" wiesz pewnie więcej niż większość tu piszących. Ludzkie emocje, sposób postrzegania świata przez społeczeństwo wpływa na ustawodawstwo - nie ma żeby było inaczej. Kwestia interpretacji prawa też nie jest wolna od wpływu dominującego w społeczeństwie czy nawet tylko wśród jego elit ( prawnicy zawsze są elitą, takie to cwane ;-) )światopoglądu. Niewątpliwie prawo będzie się zmieniało bo ludzie się zmieniają - wystarczy porównać kary za maltretowanie zwierząt na przestrzeni ostatnich stu lat ( w niektórych wypadkach to co najwyżej 50 bo w ogóle nie był to problem prawny ). Czy zmieni się prawo dotyczące eutanazji? Tak, zmieni się ponieważ rezygnacja z życia jest coraz powszechniej uznawana za przysługujące ludziom prawo ( a w tle mamy problem przeludnienia który nie pomaga czynić z ludzi istot wierzących w nazwijmy to święte prawo do życia, szczególnie tego cudzego ) . Dobrze to czy źle? Przede wszystkim inaczej.
      Bziku Piesa pisze o konkretnej sprawie i ma absolutną rację że decyzja o wyjściu z życia człowieka w stanie wegetatywnym nie może należeć do osób trzecich. Napiszę tak - bardzo lubię mojego prawnika, Pana P. ale nie życzyłabym sobie żeby on w najlepiej przez niego pojętym moim interesie zdecydował wraz z grupą lekarzy o tym że moje życie jest do dupy bo wg. obecnego stanu wiedzy posiadam minimalny stopień świadomości ( narzędzia do diagnozowania owego stanu są na tyle niedoskonałe że poważni medycy unikają jak mogą udzielania odpowiedzi na pytania o to czy i w jakim stopniu pacjent jest świadomy - nikt nie chce wyjść na kretyna, ludzka sprawa ), wymagam opieki całodobowej co jest kosztowne i w dodatku rokowanie medyczne mam nie najlepsze. Nie chciałabym żeby nawet bardzo wysoki sąd decydował za mnie czy jakość mojego życia jest wystarczająca. Jeżeli nie wydałam kiedyś tam w tej sprawie dyspozycji pisemnej "na wypadek" to widocznie uznałam że wegetacja na poziomie warzywka mnie satysfakcjonuje. I nikomu nic do tego. Jestem człowiekiem, częścią społeczeństwa ( ja nawet płacę podatki ) utrzymanie się mła należy a jej domniemany kapuścizm, jest po pierwsze tylko domniemaniem ( za domniemanie nie powinno się głodzić ludzi na śmierć, zgadzam się z Piesą że kombinacja anestetyków podana dożylnie jest bardziej humanitarna ) a po drugie prawem mła. Mła ma prawo być kapustą, tak jak ma prawo zdecydować że kapustą być nie chce. Ona, nie inni!
      A teraz o emocjach - Moje Kochane Grzechotniki. Wszystko co wiemy o tej sprawie wiemy z mediów a media teraz głównie sprzedają emocje, fakty to tak jakby mniej. Nie znamy z przyczyn oczywistych szczegółów dokumentacji medycznej, nie wiemy co kryje się pod tą "jakością życia", wiemy tyle ile strony sporu mogły ujawnić mediom. To nie jest dyskuszyn na poziomie retoryki naukowej bo my Pieso tak naprawdę bez twardych danych. Piszemy bo nas zatkało a potem ruszyło że cóś takiego w ogóle można i każdy po swojemu to przetrawia. Staramy się zrozumieć rację sądu, racje medyków, rację matki, ojca i części rodzeństwa, rację żony i tej inszej części rodzeństwa. O racji najbardziej zainteresowanego sprawą jest głucho i to dopiero rozjusza na całego. Gryziemy problem z różnych stron ale z trawieniem ciężko. Nie znaczy to że trza upuścić jadu bo jad się nam jeszcze przyda. Wiecie u nas w zaścianku też nie jest ciekawie, to co się dzieje bez zbytniego szumu w naszych zaściankowych szpitalach potrafi włos na łbie łysego zjeżyć. O czym Wam donosi Wasza kobra. A teraz możecie mnie nienawidzić przez piętnaście do dwudziestu minut za przemądrzałość.
      p.S. Pieso nie doszłam dziś do sklepiku, ciężki dzień był. Robota. :-/

      Usuń
    10. Tabs, rozczarowujesz mnie tym patriarchalnym błogosławieniem racji takich, śmakich i owakich. Zaczynam po całości wątpić w moje umiejętności jasnego przekazu problemu.
      Błagam, Ty też próbujesz mnie wepchnąć w błotnistą kałużę emocjonalnych dywagacji co tam żona, co matka, co sąsiedzi i pani z magla (Twój trzeci akapit)?
      Misie Kochane, pojmijcie proszę, że jak Was serdecznie lubię, tak guzik mnie obchodzą te emocje pociotków, znajomych i nieznajomych, nie zamierzam się w nich taplać i z całej siły pragnę tego uniknąć pod tym postem!!!!!
      Inaczej dyskurs nam zweksluje w kierunku, co kto by z nas CHCIAŁ w sytuacji bycia warzywkiem, a ja mam to w... tamtych spodniach, bo szkoda pary w gwizdek! Jak ktoś potrzebuje się powynurzać na ten temat, niech se w zaciszu domowym testament spisze, a potem ogłosi w prasie codziennej i mi tym głowy nie zawraca.
      W stosunku do samego Vincenta też jakichś osobistych emocji nie żywię. Ogólnoludzkie, ale nie osobiste.
      Ani nie pojadę tego człowieka pielęgnować, ani przyduszać jaśkiem.
      Owszem, nie mam pełnej wiedzy na temat jego faktycznego stanu zdrowia - posiłkuję się wypowiedziami lekarzy ze szpitala w Reims i porównywalnym, jeśli chodzi o stopień niepełnosprawności, przykładem Philippine Lutz, stąd wiem, że facet nie jest w stanie terminalnym.
      Mnie interesuje w tym jedna, jedyna kwestia - USANKCJONOWANIE MORDERSTWA (i wykazałam, dlaczego jest to morderstwo) PRZEZ INSTYTUCJE PAŃSTWOWE I EUROPEJSKI TRYBUNAŁ PRAW CZŁOWIEKA.
      A widzę, że ta kwestia - najważniejsza - niezbywalnego prawa do życia i godności człowieka Wam umyka jak wielkanocne zające, bo każdy się woli zająć tanią psychologią.
      W sprawie prawo a emocje (Twój pierwszy akapit) sądzę, że właśnie emocjonalny rollercoaster mógł doprowadzić do sytuacji, gdzie komuś się pozajączkowało od nadmiaru rozważań emocjonalnych i uznał, że wie lepiej niż sam zainteresowany i ma prawo do decydowania. Otóż nie ma! I cieszę się, że co do tego się ze mną zgadzasz.
      W tym kontekście emocje wpływające na prawo, niczym walec drogowy przejechały po podmiotowości człowieka. I znowu wracam do taplania się w emocjonalnym błotku - jest niebezpieczne, bo łatwo pozwala stracić z oczu pryncypia. Żeby daleko nie szukać te same emocje - możecie sobie dyskutować jakież to one być mogą - powodują, że osoby niepełnosprawne i upośledzone są wypraszane z niektórych lokali typu kluby, dyskoteki, żeby swą ułomnością nie sprawiać dyskomfortu osobom pełnosprawnym. Dyskusję o emocjach i na poziomie emocji można zatem uprawiać - z racji braku lepszego zajęcia - at mortem defaecatam i nigdzie nas to nie zaprowadzi.
      Dlatego nie gustuję w tej emocjonalnej borowinie i konsekwentnie pod tym postem, każdego, kto będzie w tym bagienku nurkował, postaram się czule opłukać prysznicem argumentów (nie żadne bicze wodne, nie - szanuję moich interlokutorów) i podam do zawinięcia się ogrzany ręczniczek wartości fundamentalnych, żeby poczuli, jak bardzo są dla mnie wyjątkowi.
      TERAZ JASNE?

      P.S. 1. Jakość życia - są definicje i wytyczne - oczywiście wszystko obarczone jakimś tam błędem; są różniste narzędzia do pomiaru/określenia jakości życia, mniej lub bardziej wiarygodne, jednak większość z nich zakłada aktywny udział osoby badanej - np. kwestionariusz GHQ-12 czy GHQ-28 Goldberga;

      P.S. 2. Spoko, nie dziś to jutro, albo w poniedziałek; nie pali się, na razie jedziemy z Fiprexem

      Usuń
    11. Dlaczego patriarchalnym, toż ja dziewczynka. Przekaz jest jasny, mła go zrozumiała, jak widzisz wątpliwości co do prawa do życia przysługującego facetowi nie mam ale stwierdzam że emocje z wpisu i komentów to kipią. No chyba że mła się wydawa ale cóś nie sądzi. Uważam zresztą że lepiej jest jak kipią niż żeby ich miało nie być w ogóle bo to by znaczyło że nas nic nie rusza. Póki ran od pokąsań ni ma jest OK.
      Co do tej niezbywalności prawa do życia to zauważyłam że wraz z rozwojem medycyny następuje proces postępującego zanikania niezbywalności owego prawa. Podobnie jak Ty boję się że granice będą się przesuwały w stronę pozbawiania podmiotowości człowieka. Jednak tylko tyle mogę zrobić żeby takiemu obrotowi spraw zapobiec że podpiszę petycję, wywalę co ja o tym myślę w necie i na tym się mniej więcej kończy. Mam ponad pięćdziesiąt lat, jak dobrze mi pójdzie pożyję jeszcze dwadzieścia i są całkiem spore szanse że wyłączą mnie bez mojej zgody z powodu starczej upierdliwości albo czegóś takiego i że za te dwadzieścia lat będzie to decyzja absolutnie zrozumiała dla wszystkich z wyjątkiem mła. Jak się głębiej zastanowiłam nad tym puk, puk Europy to doszłam do wniosku ( smętnego ) że to nie Europa do nas puka wespół z kapitalizmem tylko przyszłość. Dziś znaczy wczoraj rozmawiałam o sprawie tego Francuza z ludźmi młodszymi ode mnie o ponad dwadzieścia lat. Hym... oni grupowo nie widzieli problemu, nie byli w stanie wyobrazić sobie że to też jest życie ( i to mimo starań mła, która usiłowała im uświadomić że i oni mogą znaleźć się w takiej sytuacji ). Nie jest w stanie się komunikować znaczy nie żyje, mentalność rodem z Fejsa. A jak nie żyje to po co mu godność? Za parę lat niektórzy z tych młodych będą tworzyć prawo, dla innych z Fejsa rodem. Albo nam się trafi jakaś cholerna trauma typu wojna i ludzie znów zaczną cenić życie albo podążą w kierunku który nam wydaje się straszny a im normalny.
      Aha, wg. moich ciężko wykształconych rozmówców święcie wierzących w Medycynę ( to taka nowa bogini, występuje w trójcy z Genetyką i bardzo tajemniczą Biologią z przydomkiem łamiącym język ) to dostęp do procedur zapewni absolutne szczęście i brak wad genetycznych wszystkim zawierzającym. Słowo mutacja pewnie będzie zakazane ( ciekawe co zrobią z pojęciem ewolucji? ). Wkurzyłam się własną starością czyli niezrozumieniem młodych i mnie się zamarzyło - osobiście zamierzam powierzyć swoją przyszłość bogini Fizyce Kwantowej to może mi kiedyś tam zmapują świadomość i będę sobie żyła dzięki energii odnawialnej w kwantowych kompach jako złośliwe oprogramowanie. Takie fałszujące dane medyczne albo cóś. Ech...

      Usuń
    12. I masz rację, że Ci się wydaje ;) Może wynika to z niedoskonałości pisemnego przekazu w internetach ale nie wiem, gdzie Ty widzisz emocje w moich wpisach, w których otwartym tekstem się od emocji odcinam. Gdyby moje wpisy były wyrazem moich emocji, zapewniam, że nie miałabyś co do tego wątpliwości. Poza tym gwarantuję Ci, a osoby, które mnie znają na żywo bez pudła to potwierdzą (to odnośnie niedoskonałości przekazu pisemnego), że ja nie tylko jeszcze nie wysunęłam zębów jadowych - ja ich nawet jeszcze nie oblizałam. Spoko - nawet nie zamierzam tego robić.

      Tabs, znowu mnie rozczarowujesz, bo albo - sorry - nie zrozumiałaś; albo usilnie zrozumieć nie chcesz, co napisałam. Albo po prostu wykorzystujesz swoje niemałe IQ do zgrabnego żaglowania retoryką i udowadniania, że 2+2 nie zawsze równa się 4, bo w przyszłości może będzie to 5 a może 22.
      Bo Twoi rozmówcy* to to i śmo, bo nie Europa tylko przyszłość, bo niejasny rozwój medycyny i manowce wiedzy, t takie pitu pitu - a u was bijo Murzynów.
      1. Europa, a nie jakaś tam domniemana przyszłość, bo Trubunał Europejski, który dla wielu jest wyrocznią delficką i że niemal będą się do niego modlić. A odkąd prezes Kosiniak-Kamysz zażądał w imieniu swej partii wpisania do Konstytucji RP członkostwa w Unii Europejskiej - niczym Gierek sojuszu z ZSRR do Konstytucji PRL z 1976 - robi się groźnie. Jak sama ładnie zauważyłaś, dekada dwie i mogą Cię prawnie odesłać do Bakutilu wbrew Twojej woli, bo ktoś tam uzna, że termin przydatności Ci się skończył.
      2. Rozwój medycyny do przodu idzie, granice jeśli chodzi o możliwości ratowania ludzkiego życia się przesuwają i nie Ty pierwsza na to wpadłaś. Dlatego od lat toczy się dialog medycyny z etyką, dlatego precyzuje się pojęcia "śmierć mózgowa", "uporczywa terapia", ba! nawet zdefiniowana została sama śmierć fizjologiczna! Ale, żeby możliwe było definiowanie tych pojęć muszą być STAŁE punkty odniesienia. To działa jak nawigacja. Dlatego ważne jest, żeby tymi punktami odniesienia były: godność człowieka, niezbywalne prawo do życia i podmiotowość osoby ludzkiej. Inaczej, mówiąc wprost, wszystko się usra. Będzie jeden wielki relatywizm. Metafora niedoskonała ale niechże: to jest czerwony stolik, zastanówmy się jakie mamy emocje w związku z czerwonym stolikiem, z jakimi uświadomionymi lub nie uczuciami rezonuje nam czerwony stolik, a potem zliczmy głosy - demokratycznie - i zadecydujmy, czy możemy go porąbać, czy postawić bliżej okna. Różnica jest taka, że istota ludzka nie może być zrównana z czerwonym stolikiem. Koniec.
      3. * widać we Wrocławiu lepsze powietrze mamy, bo adepci fizjoterapii, z którymi rozmawiałam, nawet pierwszoroczniaki, nie mieli wątpliwości, że sprawa Vincenta to zwykłe, a w zasadzie niezwykłe tylko bardzo okrutne i cyniczne morderstwo - więc znowu nie dyrdymal mi proszę, że fejsbuki, że się zalogował albo i nie, że młodzi będą takie prawo stanowili i nic zrobić nie można, bo idzie młodość, młodość, młodość!
      Otóż można i właśnie to się dzieje. Ludzie wyszli w Paryżu na ulicę, protestują, wiele osób nagłaśnia tę sprawę - dlatego zdecydowałam się o niej napisać, choć z założenia nie chciałam, żeby mój blog był miejscem dyskursu politycznego, a miał być miłą, rozrywkową przestrzenią - pewnie jakieś petycje będą i to właśnie można zrobić, żeby prawo nie uprzedmiotowiło Człowieka. Żeby zatrzymać to szaleństwo, czy jak to zmiękczasz: pochód młodości w świetlaną przyszłość.
      Jak się smarkaczom nie wytłumaczy, jak się z nimi rozmawiać nie będzie, to i może w głębokiej bezmyślności takie prawa tworzyć będą. Może użyj swojego niemałego podkreślam IQ i elokwencji, żeby tym "mocno" inteligentnym młodym ludziom wytłumaczyć różnicę między punktem widzenia, a horyzontami myślowymi. Bo mi wychodzi, że jakoś nie udało Ci się im uświadomić, że patrzą na horyzont przez dziurkę od klucza.

      Usuń
    13. P.S. W sumie jak zostawisz taką wolę, to może pozwolą nam Cię na koniec upchać w wielkim zderzaczu hadronów... ;)

      Usuń
    14. Nie udało mła się ich przećwierkać bo im się po prostu nie chciało myśleć inaczej. Masz do czynienia z młodymi ludźmi wybierającymi zawód medyczny, oni jakby już z racji wyboru drogi życiowej wykazują większy stopień empatii. To kółeczko z jakim ja rozmawiałam to takie informatyczno - prawnicze, generalnie czują współczucie dla faceta którego spotkało nieszczęście i uważają że trza z nim skończyć - tu będzie cytat "żeby się nie męczył". Na pytanie skąd mają pewność że on bardziej ceni sobie życie z "męczeniem się" niż brak życia padały takie stwierdzenia jak: nikt sobie czegoś takiego nie ceni, że oni by nie chcieli tak żyć, oraz że ten człowiek nic z życia nie ma. Oczywiście pojawiła się też argumentacja "bo dla niego nic się już zrobić nie da a te pieniądze przeznaczone dla niego można wykorzystać w przypadku takich osób dla których jest nadzieja powrotu do normalności" ( nie wiem czy to ostatnie uznasz za podpięcie pod horyzont myślowy, dla nich chyba to właśnie było to ). Powiem tak, nie przekonasz bo już są przekonani, przeca oni są dobrzy bo chcą ulżyć facetowi! :-O To mnie zresztą zdumiało a nie powinno - w końcu ludzie od zawsze żywią to święte przekonanie że wiedzą co jest najlepsze dla innych. Mam wrażenie że taka jest dominująca postawa, niestety. Skala francuskich protestów nie odbiega zasadniczo od tej jaka miała miejsce w inszych podobnych przypadkach. To nie są setki tysięcy osób wychodzących na ulicę. Znacznie większa jest skala protestów w necie ale taka forma protestowania musi mieć naprawdę olbrzymią ilość głosów żeby politycznych ( znaczy stanowiących prawo ) ruszyło. Tymczasem prawda jest taka że u nas dla tzw. ogółu temat jest albo letni albo nie istnieje. Serwisy informacyjne śledzą ale historia Vincenta nie rusza bo nie przystaje do doświadczeń większości. Z przykrością stwierdzam że zbyt często nie jest to odbierane jako dziejące się zło. Ta... pewnie dopóki to bliskich albo nas samych nie zaczyna dotyczyć. Tak nawiasem pisząc - gdyby nie wybory do Europarlamentu to mało kto by o tej sprawie czytał. Przeca Vincent żyje w takim stanie od ponad dziesięciu lat i już nie raz usiłowano go odłączyć, głośno jest przede wszystkim we Francji teraz bo zrobiono paliwo kampanijne z jego sprawy. A tak naprawdę wcale to jej nie służy bo ludzie okopują się na stanowiskach prezentowanych przez partie polityczne zamiast rzetelnie zastanowić się nad tym problemem. Co do kmiotów ze Strasburga - dlaczego poparli francuską radę stanu jest dla mnie tajemnicą. Uzasadnienia nie znam a ciekawi mnie dlaczego odmówili mu prawa do życia i uznali dokarmianie za terapię uporczywą ( powikłania z tego powodu, ból przewlekły, terminacja - o co kaman? ). Nie zmiękczam niczego, ja raczej jestem przerażona twardością nowych czasów. :-/ A z tą dziurką od klucza to wiesz jak jest - młodzi myślą że starzy są głupi, starzy wiedzą że to młodzi są głupi.

      Usuń
    15. Straszne jest to, co piszesz po całości.
      1. Gówniarzerii trzeba zatem kapać na mózg, dobrze robi jakiś wolontariat w hospicjach czy na oddziałach. Zastanawia mnie tylko, co w ich edukacji i wychowaniu poszło nie tak.
      Jeśli się nie uda, to kolejny wniosek racjonalizatorski jaki należy skierować do wiadomego trybunału to o humanitarną eutanazję za bezduszność i głupotę - (sarkastyczny uśmiech, bo tylko tyle mogę)
      No i nie przesadzaj z tą starością! Odpal Pudelka i sama się przekonasz, że laski takie jak ja w wieku 40+, to niemal licealistki u progu dorosłości (problem w tym, że większość też na gimnazjalnym poziomie entelektualnem, co daje pewną nadzieję na resocjalizację Twojej młodzieży), a panie 50+ to gibkie obiekty seksualnego pożądania trzeciego lub czwartego męża, przed którymi świat i konto bankowe tego barana stoją otworem! Jednym i drugim w oku lśni włączona opcja nieśmiertelności - poziom master - więc nie przesadzaj, tylko leć se tipsy robić ;P
      2. Druga rzecz - manipulacja informacją przez filtrowanie. Masz rację, że media wielojęzyczne głównego ścieku przez lata nie zająknęły się o sprawie Vincenta, podczas gdy doniosłą wiadomością na główną stronę była wczoraj czy przedwczoraj informacja, że uśpiono zdrowego shih tzu, bo jego pani kopnęła w kalendarz i zażyczyła sobie, żeby psa z nią pochować, co w USA jest możliwe w jednym grobie. Domyślasz się jaka emocjonalna onania miała miejsce w setkach komentarzy pod artykułem. Będzie to miało oczywiście odpowiednie reperkusje prawne, więc nie zamierzam się nad sprawą wytrząsać. Jednak dysproporcje w informowaniu społeczeństwa powodują, że od razu zaczynam kombinować, kto tu z nami w co pogrywa.
      Dlatego uważam, że tym bardziej należy nagłaśniać, argumentować, informować i nie dać zakneblować internetu. Rozgarnięci potrafią sobie przefiltrować sami fejki od spraw istotnych a przemilczanych.

      Usuń
    16. Wychowanie bezstresowe czyli brak wychowania, to w sprawie pierwszej. W sprawie dalszych - mła dzisiaj była uziemiona, nic się ruszyć nie mogła bo jej po dachu biegali, pomiary robili i w ogóle, przerwy w pilnowaniu coby to wszystko szło sprawnie mła wykorzystała na przeczytanie owego wyroku czyli dowiedziała się u źródła. Kmioty nie miały łatwo bo francuskie orzecznictwo czyli interpretacja prawa jest z tych ciekawych. Stąd pewnie kmioty się podzieliły i były zdania odrębne ( ten wyrok nie zapadł jednogłośnie, mniej niż jedna trzecia sędziów zgłosiła zdania odrębne ). Na dzień dobry w procesach francuskich były problemy z tym kto ma reprezentować interesy tego biedaczyny, rodzice odpadli w przedbiegach bo wg. oświadczeń świadków najbliższą mu osobą była żona, tyż pielęgniarka w tym samym szpitalu w Reims w którym pracował "za zdrowia" Vincent. Przebrnięto przez to - Trybunał odwalił reprezentacje interesów Vincenta zarówno przez żonę jak i rodziców. Zajął się zbadaniem skargi którą podnosili we własnym imieniu. Teraz o stronie jaką jest państwo ( rodzice Vincenta przeca skarżą Francję - konkretnie to brak jasności i precyzji ustawy z 2005 roku, a także skarżyli się na proces prowadzący do podjęcia decyzji lekarskiej. Ich zdaniem uchybienia te wynikały z niedopełnienia przez władze krajowe obowiązku ochrony wynikającego z art. 2 Konwencji ) . Trybunał zatem tak naprawdę oceniał tylko czy art 2 Konwencji jest właściwie wdrażany w ustawodawstwie francuskim. I zarzut skarżących oddalił, moim zdaniem zresztą słusznie bo w tej ustawie z 2005 roku jak byk stoją treści dotyczące tego co jest a co nie jest terapią uporczywą a także insze doprecyzowania istotne w tej sprawie. Teraz zacytuję rzecz najważniejszą - "168. Trybunał zauważa brak konsensusu w tym przedmiocie ( rodzina jest pożarta w sprawie odłączenia Vincenta, lekarze takoż ) i jest zdania, że sposób organizacji procesu podejmowania decyzji, w tym wskazanie osoby podejmującej ostateczną decyzję o wstrzymaniu leczenia, a także szczegółowe rozwiązania dotyczące podjęcia decyzji, mieszczą się w marginesie oceny państwa. Trybunał zauważa, że w niniejszej sprawie procedura była długotrwała i skrupulatna, wykraczała poza wymogi przewidziane prawem i uznaje, że – mimo iż skarżący nie zgadzają się z jej rezultatem – procedura spełniała wymogi wynikające z art. 2 Konwencji".
      Problem nie w Europie - problem jest we Francji, oni dopuścili tam jako dowód zeznania świadków dotyczące zdania Vincenta w sprawie utrzymywania go przy życiu w stanie wegetatywnym. Facet był pielęgniarzem, nie zostawił "testamentu życia", mimo że we Francji cóś takiego jest dopuszczalne ale uznano że to wystarczy bo świadkowie zeznali. Odniesiono się do tego tak:
      "Trybunał w pierwszej kolejności podkreśla, że najważniejszą osobą w procesie podejmowania decyzji jest pacjent i że to jego zgoda musi pozostawać w centrum tego procesu; powyższe obowiązuje nawet wtedy, gdy pacjent nie jest zdolny do wyrażenia swoich życzeń. „Wytyczne dotyczące procesu podejmowania decyzji w zakresie leczenia w sytuacjach zakończenia życia” Rady Europy zalecają zaangażowanie pacjenta w proces podejmowania decyzji poprzez uwzględnienie wcześniej wyrażonych życzeń, które mogły zostać przekazane ustnie członkowi rodzinnymi lub bliskiemu przyjacielowi"
      Stosunek głosów W Trybunale był dwanaście do pięciu. Znaczy Francja mogła dopuścić zeznania świadków jako dowód w sprawie. I tyle.
      W Polsce nie ma "testamentów życia" a ludność nasza lubi świadkować, decyzja w sprawie uznania takich zeznań za wystarczające pozostaje w gestii naszego państwa ( będzie, będzie się działo ). Problem wynika między innymi z tego że zostawia się ten margines prawa państwom, bo w Unii w kwestiach zakończenia życia czy ustaleniu jego początku mamy różne orzecznictwo krajowe wynikające z tradycji.
      Tyle po przestudiowaniu tej kobyłki.

      Usuń
    17. Będzie na raty, bo w jednym kawałku nie chciało mi puścić:
      Chylę czoła za mrówczą pracę, którą wykonałaś. Pożarłam z ciekawością te informacje i mi się jakoś tak niemiło odbiło po tej łapczywej konsumpcji.
      To, że we Francji jest prawna degrengolada, wiedziałam już wcześniej, nawet od człowieka, który w tejże Francji prawo studiował, ale że aż taka, to mi przez myśl nie przeszło i czaszkę mam za małą, żeby mi się zmieściło.
      Nadal nie zmienia to jednak mojej oceny sytuacji i nadal uważam na przykładzie tego konkretnego przypadku, że po całości jest to nie do przyjęcia, bo stwarza możliwości potężnych nadużyć.
      Czyli jak facet kiedyś przy kielichu bąknął jakiejś pokątnej osobie, że on to by jednak chciał być przyduszony poduszką, to to sądowi francuskiemu wystarczyło? I oni uważają, że 1. świadkowie są wiarygodni - jak zauważyłaś ludzie lubiejo świadkować i to nie tylko u nas; i na przykład 2. nie są podstawieni. No i wiesz jak ludzie czasami potrafią palnąć: jak nie dostanę biletów na ten koncert, to się zabiję!; a ile znasz przykładów targnięcia się na życie, osób, które się na koncert nie dostały?
      No sorry, trzymam z tą piątką sędziów, że skoro nie przemówił sam, to domniemanie mania woli, bo komuś na imprezie kiedyś coś, nie jest wiarygodne. Powiem więcej - jest naciągane i dlatego tych dwunastu poważnie zachwiało moją wiarą w trybunał, że chroni prawa człowieka. A uśmiercenie przez zagłodzenie – nawet w znieczuleniu – uważam za wykroczenie przeciwko pkt.1 art. 2. – jest to umyślne pozbawienie życia.
      Art. 2 przytaczam w całości - nowela z 1995:
      Artykuł 2 Prawo do życia
      1. Prawo każdego człowieka do życia jest chronione przez ustawę. Nikt nie może być umyślnie pozbawiony życia, wyjąwszy przypadki wykonania wyroku sądowego, skazującego za przestępstwo, za które ustawa przewiduje taką karę.
      2. Pozbawienie życia nie będzie uznane za sprzeczne z tym artykułem, jeżeli nastąpi w wyniku bezwzględnie koniecznego użycia siły:
      a) w obronie jakiejkolwiek osoby przed bezprawną przemocą;
      b) w celu wykonania zgodnego z prawem zatrzymania lub uniemożliwienia ucieczki osobie pozbawionej wolności zgodnie z prawem,
      c) w działaniach podjętych zgodnie z prawem w celu stłumienia zamieszek lub powstania.
      Czyli reasumując - w sprawie nie ma zgodności prawników i lekarzy, więc o życiu ludzkim decyduje większość głosów, choć sam zainteresowany milczy. Niby wszystko się zgadza, a jednak rzygać się chce (przynajmniej mi; Twój wcześniejszy wpis i "luźne" skojarzenia z Piłatem teraz i mnie nachalnie pchają się przed oczy);
      W tym kontekście ciągle wychodzi mi, że jak pożegnamy się podmiotowością Człowieka i rozmyjemy to w prawniczym bełkocie, to nic dobrego z tego nie wyjdzie i mdłości mamy gwarantowane.

      Usuń
    18. No to została nam jeszcze ta kwestia Europejska.
      No dobra, orzecznictwo krajowe, a nie europejskie, ale jednak po Europie jakiś wirus a raczej szaleństwo głupoty czy znieczulicy, czy jak to zwał, szaleje.
      Otóż imaginuj sobie, że natrafiłam na materiał filmowy w tefałenach - stary ale jary, jakiś 2017 rok - że zakon Braci Miłosierdzia oddział w Belgii, gdzie jak wiadomo jest zalegalizowana eutanazja dla osób terminalnych, prowadzi szpitale psychiatryczne i domy opieki dla osób umysłowo chorych - również osób z depresjami i z ciężkimi zaburzeniami. Braciszkowie w swym miłosierdziu wprowadzili w pięciu swoich placówkach eutanazję na życzenie!
      Rozumiesz. Eutanazję na życzenie dla wariatów! Czyli pacjent jest ciężko zaburzony, odizolowany od społeczeństwa i często ubezwłasnowolniony, bo nie można w żadnej dziedzinie życia traktować go poważnie. Ale jak będzie chciał się zabić, choćby dlatego, że w danej chwili będzie miał totalny depresyjny zjazd lub zwyczajnie nie jest w stanie swojego zaburzenia ocenić co gada, to go wszyscy będą traktować poważnie. W dodatku śmiertelnie poważnie. Jak pisałam Bzikowi dosadny przykład, że dajmy ostre brzytwy ludziom w depresji, to nie wiedziałam, że jest on z życia wzięty.
      O tu masz ten reportażyk: https://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/zakonnicy-beda-wykonywac-eutanazje-wbrew-papiezowi,1660331.html?playlist_id=29690
      Choć zwróć uwagę, że sprytnie się tam w pewnym momencie żongluje pojęciami zaniechanie uporczywej terapii - akurat w materiale podana dobra definicja - i eutanazja. Eutanazja jest na życzenie, tylko dotychczas te życzenia były respektowane w stosunku do pacjentów terminalnych.
      Czyli jak nie drzwiami, to oknem pcha nam się relatywizacja wartości fundamentalnych, a przynajmniej tych, które ja i na szczęście trochę innych osób za fundamentalne uważają.

      Usuń
    19. Yes, dokładnie jest tak jak piszesz - można sobie pieprznąć radośnie że nigdy i w ogóle itd., kochana rodzinka może się umówić i człowiek ma spore szanse że pójdzie ajciu w majestacie prawa. Dla Trybunału ważne jest czy kraj członkowski nie przekroczył tego marginesu swobody i czy jest to zgodne z ustaleniami Rady Europy. Pamiętasz jak na początku dyskuszyn pisałam o dokumencikach - naprawdę radziłabym sporządzać "testamenty życia" i to notarialnie. Wówczas państwo na człowieku nie zaoszczędzi, kochana rodzinka nieco dłużej poczeka na resztki spadku ( opieka kosztuje ), itd. . Z drugiej strony nikt nas na siłę nie będzie utrzymywał w stanie w którym żyć nie chcemy, rodzinie oszczędzimy problemów , itd. . Dokument notarialny to nie jest pierdu - pierdu tylko oświadczenie woli, zanim sporządzisz musisz się zastanowić bo ryzykujesz życiem i jeszcze w dodatku za to płacisz. W systemie prawnym w jakim żyjemy żadne najbardziej demokratyczne głosowanie na temat tego czy masz żyć czy nie nie przebije mocy takiego oświadczenia. Nie ma oświadczenia to zdajesz się na innych w sprawie najbardziej istotnej. Co do biednych psychicznych - Bracia to są zaprawdę miłosierni, mogliby przeca wszystkich wysłać do gazu razem z terminalnymi i natentychmiast sprawę załatwić. Ciekawe jak oni weryfikują czy pacjent w chwili podejmowania decyzji jest w pełni świadomy jej znaczenia. A relatywizm to się nie pcha , on już jest. Został nie tyle sprytnie wprowadzony co ludzie sami z się zaczęli relatywizować co podobno świadczy o rozwoju jednostki. Są tacy co twierdzą że ten nadmierny relatywizm to pokłosie opresyjnego systemu "jednomyślenia" i że przejdzie jak choroba wieku dziecięcego. Oby! :-)

      Usuń
  6. Psie w swetrze - kocham Panią :) Serio! Za rzeczowość, z którą po prostu nie należy dyskutować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Ot takie genetyczne obciążenie umysłem ściśniętym ;]

      Usuń
    2. I właśnie tego potrzebuje mój humanistyczny umysł - ściśnięcia, ot chociażby takiego jak "strasburskie kmioty". Bo nasza dobroć (wrażliwość..., no, tak po prostu humanizm) wcale nie musi być przeciwwagą dla ich "niedobroci"

      Usuń
    3. Kolejny raz dziękuję, bo Twoja wypowiedź daje mi poczucie, że jednak Ty i może kilku innych czytelników nie ma wątpliwości jakie jest meritum mojego przekazu.

      Usuń
  7. Nie podejmuję dyskusji, bo raz - całkowicie się z Tobą zgadzam, dwa - również nie pojmuję, że coś takiego w ogóle ma miejsce. Przechodzą mnie ciarki na myśl o tym, że takie sytuacje być może się zdarzają, ale w zaciszu gabinetów i po prostu nic o nich nie wiemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Dzieją się, dzieją. Kilka lat temu było o tym głośno w Anglii czy Irlandii - a może tu i tu - szczegółów nie pomnę, a coś mi się po zwojach mózgowych kołacze. Tylko wydźwięk tych wydarzeń był jednoznacznie negatywny i dla osób w to zamieszanych skończyło się kryminałem, jak u nas dla łowców skór.
      Natomiast w przypadku Vincenta jest morderstwo USANKCJONOWANE przez instytucje, mające z zasady stać na straży praw człowieka. I tu trzeba zdecydowanie protestować i położyć tamę.
      Nie wiem, czy w internetach są jakieś petycje do podpisania, ale jeśli ktoś się na coś natknie - a zwłaszcza Ty Hana, bo znasz francuski, to może trafisz na stronach francuskojęzycznych - proszę o podesłanie.
      Musowo trzeba podpisać.

      Usuń
  8. Psie, dziękuję Ci za tego posta, choć po przeczytaniu go mój świat stał się trochę gorszy. Bo jak dotąd, w swojej naiwności nawet nie wyobrażałam sobie, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu może wydać tak okrutny wyrok. Jakoś mi ta sprawa umknęła. Dziś miałam bolesny dzień, byłam pod sejmem (nie zasługuje na pisanie z wielkiej litery), zabolało znikome społeczne wsparcie protestu niepełnosprawnych i ich opiekunów. Bardzo zabolało. Twój post też boli. Bardzo. Ale to dobrze. Znaczy, że nie zobojętniałam. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te sprawy się łączą, a wspólnym mianownikiem jest godność człowieka.
      Zwróć jednak uwagę na przerażającą przepaść między walką o lepsze, godne życie, a walką o prawo do życia w ogóle. Boję się, że jeśli w trybunale (w sumie też na wielką literę nie zasługuje) przeszedł precedensowy wyrok za niepełnosprawność na Vincenta i jak nie uda się tego zatrzymać zdecydowanym międzynarodowym protestem społecznym, to za kilka lat problem pod sejmem zostanie rozwiązany definitywnie - nie będzie komu pod sejmem protestować, bo banda strasburskich kmiotów, zarządzi eksterminację niepełnosprawnych, bo nie rokują i po problemie. Budżet się odciąży, NFZety odetchną, no git majonez po prostu. Tylko kto będzie następny?

      Usuń
    2. Tak, jest różnica między walką o godność, a walką o życie, że tak sobie lekko powiem. Zmęczona jestem, nie najlepiej mi się dziś formułuje myśli, dlatego tak mi wyszło w pisaniu. I dziękuję za książkę.

      Usuń
    3. Psie, jednak cos muszę dodać. Lubię Cię, ale zupełnie nie zgadzam się z Twoimi prognozami. Eksterminacja niepełnosprawnych? Chyba przesadziłaś. Strasburskie kmioty? Sorry, obrażanie kogokolwiek mi nie pasuje.

      Usuń
    4. Obym była złym prorokiem, ale w sierpniu '39 wielu nie zgadzało się z prognozami, że Hitler prze do wojny i zniszczy Europę. A zaraz potem Goebbels wylazł na światło dzienne z eugeniką, którą już z rozmachem stosowano w Niemczech. Wtedy szybko poszło i nie widzę przeszkód - to znaczy widzę przeszkody, ludzie na ulicach Paryża są tą przeszkodą i powinniśmy do nich dołączyć - żeby teraz było tak samo.
      W kwestiach semantyki: kmiot od kmiecie - czyli chłopi, a dokładnie uwłaszczeni, zamożni chłopi, którzy z racji statusu społecznego mieli się za lepszych niż pospolite chłopstwo; z czego wynika definicja: człowiek, który stara się wywyższyć, ukazać swoją inteligencję, której w rzeczywistości mu brakuje.
      Znaczeniowo mi pasuje do orzekających członków trybunału, którzy uzurpują sobie prawo do.

      Usuń
  9. Ciężki temat wytoczyłaś, Psie. Przeczytałam wszystkie komentarze i odpowiedzi.
    I powiem, co mi leży na wątrobie.
    1. W twoim poście nie ma żadnych konkretów, podała je dopiero Tabazza, dlatego też można było go odczytać jako: emocjonalny bądź z serii: ja bym tak chciała/nie chciała.
    2. Uważam, że człowiek powinien mieć prawo do godnego życia jak i do godnej śmierci. Przy czym w wypadku tej drugiej MUSI o tym zadecydować sam. Jeśli jest to niemożliwe, koniec dyskusji. Ma żyć.
    3. Nie przekonują mnie marsze i protesty w Paryżu, jak już ktoś tu napisał, niewiele wnoszą. Ludzie protestują przeciw wszystkiemu i niczemu.
    4. Nie widzę różnicy między uśmierceniem przez zaniechanie karmienia, a podaniem zastrzyku. To przecież dokładnie to samo. Jedno i drugie to morderstwo. Albo akceptujesz oba, albo oba odrzucasz.
    5. Zgadzam się, że musimy mieć jakiś punkt odniesienia, inaczej robi się niebezpiecznie. Ale nie jestem przekonana, że tym punktem ma być dekalog, albo świętość życia CZŁOWIEKA. Wydaje mi się, że właśnie dlatego, że dotyczy to tylko i wyłącznie człowieka mają miejsce takie sytuacje. Bo zadajemy sobie pytanie: czy Vincent żyje pełnią życia? Czy żyje tak jak chce? Co w zasadzie prowadzi do prostego pytania: czy Vincent nadal jest człowiekiem? ja myślę sobie, że w XXI wieku powinniśmy szanować KAŻDE życie, nie tylko ludzkie. wtedy nie byłoby by w ogóle pytań: czy Vincent powinien żyć.
    6. I jeszcze taka moja ostatnia refleksja. Nie chciałabym, żeby ktoś mi bliski, np. moje dzieci rezygnowały ze swojego życia, żeby zająć się mną. Źle bym się z tym czuła. A Europę lubię i nie wyobrażam sobie życia na innym kontynencie.
    Psie, pozdrawiam i rzuć jakimś psim lub kocim tematem. Będzie łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podeszłaś do sprawy poważnie i przeczytałaś całość, no i fajnie, że w punktach, bo przy tak obszernym temacie jest łatwiej:
      1. z pierwszym trudno mi się zgodzić, bo podałam tyle konkretów, do ilu miałam dostęp oraz dwa przykłady osób z niepełnosprawnościami wymagającymi takiej samej - brzydko mówiąc - obsługi, których jednak nikt uśmiercać nie chce. Wdzięczna jestem również Tabaazie, że się przedarła przez dokument dzięki znajomości języka zapewne i nam tu podała szczegóły.
      2. Absolutna zgoda.
      3. Idąc tym tropem należy przegonić niepełnosprawnych sprzed naszego Sejmu. Jeśli ludzie czują się w jakiś sposób zagrożeni lub traktowani niesprawiedliwie, a myślę, że oto w Paryżu chodzi, że buntują się przeciwko temu, co ujęłaś w punkcie 2., że osoby trzecie decydują o prawie do życia, traktowaniu Człowieka przedmiotowo, to mają tylko w sumie taką formę zamanifestowania swojego zdania.
      4. Zgoda - jedno i drugie jest morderstwem i nigdzie nie napisałam, że któreś akceptuję, tylko, że to zagłodzenie jest okrutne, a "uśpienie" bardziej humanitarne z FIZJOLOGICZNEGO punktu widzenia. Z tym, że to pierwsze daje jeszcze możliwość pokrętnego tłumaczenia - umywania rąk - myśmy go nie zabili, myśmy tylko zaniechali.
      5. Uff, to już jest przynajmniej z 10 tematów na odrębne dyskusje. Czy każde życie to też życie muchy i komara, które tłukę stadami bo jestem uczulona? Czy jakość życia Vincenta, czy innego chorego, której nie mamy jak zmierzyć bez ich udziału, jest wystarczająca, żeby POZWOLIĆ im żyć - a tu patrz ptk.2. Czy wraz z niepełnosprawnością kończy się człowieczeństwo i gdzie leży granica? (przeraziłaś mnie takim postawieniem pytania! serio!)
      6. A to już Twoje chciejstwo. No i znowu patrz pkt.2. Moje czy Twoje chciejstwo, czyli bo komuś się wydaje, że by tak nie mógł/nie chciał nie daje prawa do decydowania o innych. A postawię jeszcze inne przewrotne pytanie, czy Ty zrezygnowałabyś ze swojej życiowej wygody dla swojego dziecka? Np. jak Sophi Lutz dla Philippine? Może Twoje dzieci miałyby potrzebę bycia z Tobą, zajmowania się Tobą, niezależnie w jakim byłabyś stanie, bo jesteś dla nich najdroższą osobą na świecie i nie chciałyby przestać Cię karmić...?
      Europę lubię, bardzo lubię, tkwimy w niej mocno korzeniami i dlatego mam wrażenie, że coś te korzonki podcina i podgryza i mi się to nie podoba ;)
      Masz jak w banku, że wrócę do psów i kotów, co nie znaczy, że żałuję poruszenia tematu prawa do życia Vincenta. Nie zawsze jest tylko łatwo :)

      Usuń
    2. Wiesz Venus, odeszłam na chwilę od kompa, (do którego jestem teraz przykuta, jak skazaniec do taczki, bo tyle mam roboty) a w głowie ciągle miałam postawione przez Ciebie pytanie: czy Vincent dalej jest Człowiekiem? Zdajesz sobie zapewne sprawę, że już takie pytania w historii stawiano, kto jest a kto nie jest Człowiekiem i gorzej, bo były i odpowiedzi... To jakie warunki trzeba spełnić, żeby tym człowiekiem być? Jaką trzeba mieć jakość życia, żeby dostać się do elitarnego klubu ludzi? Bo jeśli zakwestionujemy człowieczeństwo Vincenta, to wtedy faktycznie ruszymy prostą drogą do podziałów i tworzenia elitarnych klubów. A wtedy to czas mi umierać, bo w takim świecie, w takiej Europie nie będzie dla mnie miejsca.

      Usuń
    3. Najpierw przepraszam, że tak późno odpowiadam, ale byłam w lesie. Patrzyłam na jezioro, las i słuchałam ptaków.
      Psie - widzę, że zalazło ci za skórę moje pytanie. Ja się czasem nad takimi sprawami zastanawiam, bo XXI wiek to wiek kiedy się zadaje pytania np. o prawa zwierząt. Na początku można się zacietrzewić i wykrzykiwać: oczywiście, że trzeba być głosem zwierząt, bo one same głosu nie mają, ale czy ma to prowadzić do tego, że uznamy np. szympansy lub delfiny za OSOBY? A co za tym idzie: otrzymają prawo do głosowania? To wydaje się idiotyczne.
      A idąc dalej tym tropem pada następne (niemniej przerażające) pytanie: czy OSOBAMI są: ludzki płód? człowiek chory psychicznie? człowiek w stanie śpiączki?
      Im częściej o tym myślę, tym bardziej NIE WIEM i tym bardziej się boję. Nie chciałam cię przestraszyć, chciałam tylko zasugerować, że jeśli poddaje się w wątpliwość prawo do życia Vincenta, to znaczy, że ktoś, gdzieś stawia pytanie: czy on powinien żyć?
      To wszystko jest bardzo trudne i wydaje mi się, że za głupia jestem, żeby dyskutować. Chociaż fascynuje mnie etyka i bioetyka. Obie stawiają pytania, na które w zasadzie nie ma odpowiedzi.
      Współczesne nauki humanistyczne poczyniły olbrzymi krok na przód. Ciężko znaleźć jakiś punkt odniesienia, nie ma nic stałego, bo wydaje się, że wszystko można zakwestionować. To jest przerażające.
      Jedno dla mnie nie ulega wątpliwości: człowiek powinien mieć prawo do decydowania o SWOIM życiu. Ale czy ma też prawo angażować osoby trzecie, które mu to życie na jego prośbę odbiorą?
      Nie, Psie, nie czuję się na siłach o tym dyskutować.

      Usuń
    4. Venus, owszem, współczesne nauki humanistyczne poczyniły olbrzymi krok, tyle że nie naprzód, ale wstecz. Dlatego, że porzuciły punkt odniesienia, którym jest Bóg. Bez Boga (wiary, nadziei i miłości) istnienie człowieka traci niekiedy sens i łatwo je oceniać np. w kategorii opłacalności ekonomicznej. Gdybyśmy mieli wątpić, czy człowiek na danym etapie rozwoju płodowego lub człowiek w takim czy innym stanie jest OSOBĄ (czyli, jak mniemam, uznawać za osobę tylko w pełni zdrową i świadomą istotę ludzką), to można byłoby bezkarnie zabijać pijaków w delirium, chorych na padaczkę w czasie ataku albo i diabetyków z ostrą hipoglikemią. Że to niby stan przejściowy? A kto może zagwarantować, że stan Vincenta jest trwały? Już jeden przypadek wybudzenia się pacjenta z wieloletniej śpiączki powinien być dla lekarzy sygnałem, że nie są wszechwiedzący, a takich przypadków było przecież w historii medycyny sporo. Od lat zmagam się z pytaniem, czy potrafiłabym kochać kogoś ze swoich bliskich, gdyby znalazł się w takiej sytuacji jak Vincent. Czy nie okazałoby się, że moja miłość jest warunkowa, tzn. ulatnia się, gdy chory nie jest już taką osobą, jaką znałam i kochałam. Ale nie przyszłoby mi do głowy wątpić, czy to nadal jest OSOBA.
      A książka Sophie Lutz jest niesamowita, choć przyznam, że czasem zastanawiałam się, czy autorka nie wmawia sobie części tego, co niewidoczne dla oczu. Cóż, zapewne wciąż za mało we mnie miłości.

      Usuń
    5. Dlatego też napisałam, że jestem za tępa, może mam zbyt wąskie horyzonty, żeby podjąć merytoryczną dyskusję.
      Nie zgadzam się, że nauki humanistyczne poczyniły krok wstecz. Pomyśl, że jeszcze 100 lat temu, a może nawet 50 ludzie nie mieli wątpliwości, co do słuszności kary śmierci, albo nikt nie poddawał w wątpliwość konieczności uczestniczenia w wojnie, a tym samym zabijania wroga, czyli nazywając rzecz po imieniu, drugiego człowieka.
      A co do istnienia Boga, to spór trwa od setek lat i to jest jedno z tych pytań, na które nie ma dobrej odpowiedzi.
      Masz rację, to przerażające jeśli zaczniemy rozpatrywać kto JEST/NIE JEST osobą, ale takie pytania padają. czyli, co? Powinniśmy zakazać trudnych pytań? Monika - to, co piszę nie jest moim przekonaniem, ja po prostu się zastanawiam, nie oceniam.
      I powtórzę jeszcze raz, za mało wiem i za mało rozumiem, żeby podejmować dyskusję.
      Wczoraj nie mogłam spać, myślałam o Vincencie, o tym, że ON, najważniejsza osoba w tym dyskursie nie ma prawa głosu. Ktoś kiedyś powiedział, że jak zbyt długo patrzysz w czeluść, to czeluść zaczyna spoglądać na ciebie. I tak się wczoraj czułam, leżąc w łóżku, nie mogąc usnąć. Jakaś cholerna czarna dziura patrząca na mnie, i ja, taka malutka, okruch w tej czerni. Wg. Pascala człowiek jest niczym więcej jak tylko trzciną targaną na wietrze. Ale trzciną myślącą. I w to chcę wierzyć.

      Usuń
    6. Najpierw się ucieszę, że sobie odetchnęłaś na łonie, a teraz odpowiem.
      Pytanie mnie przeraziło, a nie zalazło za skórę, bo z historii znam konsekwencje stawiania takich pytań. Zgadzam się z Moniką po całości, co do uwstecznienia nauk humanistycznych. Ja, prosty doktor biologii, szkiełko i oko, uważam, że zboczyliśmy na manowce właśnie pozbawiając się punktu odniesienia. Ubiera się to w mądre bełkoty, że rozważania, że przesuwanie granic, że powinniśmy stawiać trudne pytania (nadmienię tylko nieskromnie, że ja właśnie takie poruszyłam w poście), otwierać się na nowe spojrzenia, że z przeproszeniem tfu! „ubogacać kulturowo” (o ubogaceniu kulturowym, to się Pantera swego czasu w mocnych słowach rozpisywała), ale hola!
      Jeśli nie ma STAŁEGO punktu odniesienia to zaczyna się relatywizm. W wymiarze świata fizycznego jest super, bo teoria względności Einsteina przydaje nam się na co dzień – choćby przy korzystaniu z GPSa, ale poza fizyką zastosowania, jak widać nie ma. I widzisz Venus, właśnie o to chodzi, że ludzie się kiedyś umówili na ten punkt odniesienia, że życie ludzkie jest wartością nadrzędną i niezbywalną. Ma to odzwierciedlenie w art.2 Konwencji Praw Człowieka, który w prostej linii wywodzi się z chrześcijaństwa i kultury łacińskiej, z dekalogu – nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie – tym stoją kodeksy karne w krajach europejskich i USA i paru innych krajach, których kultura sięga korzeniami Europy. To są zasady, które nie wadzą ateistom i na których zasadza się szeroko rozumiana etyka. To są właśnie te wartości europejskie. I jeśli to ma hulać, to nie ma co Wisły kijem zawracać, „stawiać trudnych pytań” i się wyzwalać z jarzma ciemnogrodu, bo wtedy nie połapiemy się w tym społecznym bałaganie. A to już w historii było i trzeba zrobić, żeby się nie wróciło.
      A co do bioetyków, którzy by poddawali w wątpliwość człowieczeństwo Vincenta i innych osób, to nie byliby ani bio- ani etykami. Bio dlatego nie, że niepełnosprawność czy choroba nie powodują wykluczenia z systematyki zwierząt. Vincent nadal jest przedstawicielem gatunku Homo sapiens. Etykami też nie, bo relatywizm wyklucza istnienie norm moralnych, a czy nie tym zajmuje się etyka? No i patrz wyżej, z czego te normy się wywodzą.
      Czy zakazać trudnych pytań? Po co? Uważam, że jeśli ktoś ma braki w wykształceniu i sobie takie pseudointeligentne, pseudonaukowe pytania stawia, bo na lekcji historii mu nie powiedzieli, że głupcy przed nim już to robili, i nie pokazali skutków tegoż działania, to sam swoja ignorancją wystawia się na pośmiewisko. Należy mu tylko konsekwentnie wykazywać błędy w rozumowaniu.
      Może i człowiek jest trzciną, ale owa trzcina nie lata w podskokach po łące, tylko tkwi w glebie korzeniami ;)
      Tępa też nie jesteś, co najwyżej jeszcze sobie tego nie poukładałaś, albo masz silny syndrom wyparcia ;)))))
      O prawach zwierząt będzie pod Twoim drugim komentarzem.

      Usuń
    7. Zupełnie wypaczyłaś Pascala, jeśli złośliwie, żeby mi dokopać to ci się udało. Napisałam przecież, że trzciną MYŚLĄCĄ.

      Usuń
    8. Moją intencją nigdy nie jest nikomu dokopywać, zwłaszcza z czystej złośliwości. Metafora z trzciną ma duże ograniczenia, ale pociągnę ją dalej - jeśli trzcina będzie tylko filozofować, a nie zechce uznać prostej prawdy, że trzeba się mocno trzymać korzonkami gleby, która ją karmi i poi, to wiatry ja porwą, wyrwą z korzeniami i uschnie. Krótko mówiąc trzeba sobie przeanalizować, gdzie są i z czego wyrastają nasze korzenie i mocno się tego trzymać.

      Usuń
  10. Psie-Dorotko,
    wyznaję identyczne z Tobą zasady etyczne.Tylko Ciebie (oprócz męża) zapytałabym o radę,Tobie powierzyłabym swój portfel.
    Taką wystawiam Ci laurkę:)I szacun za cierpliwość w tłumaczeniu swoich racji,widać żyłkę nauczyciela.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy - zaszczyt trzymania Twojego portfela też :)))))
      Bo nagle poczułam się, jakby mnie ktoś wrzucił do bardzo ciemnego i zimnego miejsca, gdzie nie tylko nie dochodzą światło i dźwięki, ale nawet brak przyciągania ziemskiego. Teraz emocje we mnie wzięły górę.
      P.S. A o radę pytaj Rabarbarę - jest zdecydowanie rozsądniejsza i bardziej rozgarnięta niż ja!

      Usuń
    2. Mła nie jest aż tak wybitna jak o sobie sama myśli - dokumentu prawniczego po angielsku na pewno by nie przeczytała ze zrozumieniem. Mła się nieraz musi głęboko zastanawiać na prawniczym bełkotem po polsku napisanym. :-/ Postanowienie Trybunału jest w sieci dostępne w naszym języku rodzimym, mła przysiadła i znalazła. Jest to postanowienie sprzed paru lat a dopiero teraz można było się do niego odnieść bo tam była taka zagwozdka ze sprawdzeniem pogorszenia zdrowia Vincenta zanim się podejmie decyzje ostateczne ( jak wiadomo zdrowie polepsza nam się w miarę upływających lat, zaraz powiem to mojemu kręgosłupowi ). Mła bardzo podobało się to zdanko Venus o poszanowaniu życia wszelakiego. No, to jest właśnie to w czym młą upatruje resztek nadziei na to że ludzkość jeszcze nie fiknie. A teraz pa, ogród czeka! :-)

      Usuń
    3. Taa... wyrok a nie postanowienie, mła nadmienia bo ma po tej lekturze osad prawniczy w mózgu. ;-)

      Usuń
    4. Ok, dzięki;)
      I muszę się postarać o wypasioną sakiewkę;)
      Wiem, ta ciągła walka dobra ze złem.

      Usuń
    5. Kolejny kruczek prawny. Vincent nie jest rehabilitowany, bo na przeniesienie do specjalistycznego ośrodka nie pozwalają lekarze, no i czas robi swoje. Mnie wystarczyło zdjęcie - jaką on ma straszną spastykę kończyn! Dla porównania Philippine i Ola Janczarska - obie od lat nie poruszają się samodzielnie, Philippine nigdy się nie poruszała, ale obie są rehabilitowane - takiej spastyki nie mają...

      Hanna - pustą też mogę potrzymać jeśli zajdzie taka potrzeba, ale życzę Ci, żeby Twoja zawsze pełniutka była :)

      Usuń
    6. Aaaa... Taba, zdanko o poszanowaniu życia wszelkiego jest jedynym humorystycznym elementem tej dyskusji :))))
      Bo rozumiem, że obie jesteście wegankami, albo jeszcze lepiej - odżywiacie się praną czyli energią kosmosu, bo rośliny przecież też żyją! Pytanie czym zatem karmicie swoje psy i koty, bo te jako tępe bydlęta nieszanujące życia domagają się mięsnej karmy! I w nosie mają fakt, że mięso nie rośnie na drzewach tylko stoi w chlewniach i oborach, a do puszek trafia via rzeźnia.
      Nie korzystacie z kosmetyków a nawet z lekarstw i żądacie natychmiastowego zaprzestania poszukiwania nowych leków i terapii na choroby dręczące ludzkość! Przecież przy testach giną tysiące zwierząt, a nawet setki ludzi!
      Ze względu bowiem na różnice kulturowe i światopoglądowe wygodnie było przenieść część eksperymentalną bada do Azji, głównie Chiny i Indie. Indie są teraz potęgą jeśli idzie o ilość badań i wypuszczanych artykułów naukowych. Ze względu na wcześniej wspomniane różnice kulturowe nie potrzebują tam żadnych komisji etyki badań naukowych. Przecież to jasne, że nic niewarte życie pariasa nabierze wartości, gdy może służyć wyższym kastom - zwłaszcza kaście braminów.
      No i wreszcie, w parne letnie wieczory, kiedy ja wtykam do kontaktu raida, który zabija komary na śmierć, Wy - mamrocząc mantry "jestem oazą spokoju" - zasiadacie w fotelu przed domem by własną krwią nakarmić komary ;]
      No proszę Cię! :)))))))))))))))))))))))))))))))))))

      Usuń
    7. E, tam, nie odżywiam się fotonami bo mnie w nadmiarze szkodzą ( ja łakoma jestem ). Mam po prostu nadzieję na rozwój hodowli komórkowej. Myślę że kiedyś tam to nawet smak zjadliwy uzyskajo. Ja i koty nie dociągniemy ale inszym może się uda. Nie bądź pesymistką. ;-) Co do kosmetyków to ja używam tych od "wyśledzonych" firm a co do leków - nie będę tu zapodawać co ja myślę o próbach na zwierzętach skoro i tak każdy lek przed wejściem na rynek musi być testowany na ludziach. Kumorów żadną chemią nie ubijam, ja je morduje własnoręcznie ponieważ one wyraźnie nie szanują mojego życia bo się nie szczepią na świństwa tylko z zarazami latajo ;-)( brak poszanowania musi być wzajemny - kleszcze jako żywiące się krwawicą też nie darzę specjalną miłością ). A testy azjatyckie - o tym od pewnego czasu wiadomo, pytanie tylko gdzie uciekną koncerny jak szambo się wyleje na te fejsdzbuki i ćwierkacze, czyli wejdzie w masowy obieg informatyczny.

      Usuń
    8. Ergo: slogan o poszanowaniu KAŻDEGO życia pozostaje zarówno pięknym, jak i pusto brzmiącym sloganem.

      A co do leków. No, czy nam się to podoba, czy nie (mnie się nie podoba, ale znam realia) trudno by było przeprowadzać próby toksykologiczne na ludziach. Bo kilka takich serii i mamy rozwiązany definitywnie problem przeludnienia, a i badania można by zarzucić, bo i leczyć nie byłoby kogo. Taka jest specyfika badań toksykologicznych. Planeta by odetchnęła i zwolniła by się nisza ekologiczna - calusieńka!

      Usuń
    9. Zgoda - jest to swego rodzaju slogan. Ale nawet w KK jest inny wymiar kary za zabicie w obronie własnej. No to ja tego kleszcza w obronie własnej i mojego psa zakatrupiam.
      Psie - ruszyłaś TEMAT MORZE, a w zasadzie OCEAN. to teraz siedź i odpisuj. :))) Bo, co do testów na zwierzętach to na świecie robi się tysiące idiotycznych i nie służących absolutnie niczemu badań, właśnie dlatego, że ludzie maja w dupie życie szczurów, królików, psów itd.
      Kosmetyki to następny temat OCEAN. Ale są wegetariańskie karmy dla psów, serio. A mój pies jest wszystkożerny,zadowoli się kukurydzą wysypywaną dla dzików jak i chlebem sypanym dla ptaków. :)))

      Usuń
    10. Będzie na raty, bo wyszło długie.
      No to przejdźmy do sloganów.
      Pierwsze primo – nie ja poruszyłam tematy MORZA i OCEANY, a nawet cały czas w dyskusji pod postem starałam się trzymać głównego wątku i interlokutorów trzymać na kursie konkretnej sprawy na przykładzie przypadku Vincenta. Właśnie po to, żeby dyskusja się nie rozlazła, jak zużyta bielizna z przeproszeniem. A tu już takie próby były: co kto by chciał na jego miejscu (w myśl zasady: guzik, nie jesteś na jego miejscu, to nie wiesz; jak będziesz, to się dowiesz, a na razie skończ z gdybaniem), co czuje matka, żona, lekarze, reporterzy i sąsiedzi – to z kolei nie wnosi nic do sprawy; jakie moje emocje zadziałały na tle wcześniejszych doświadczeń, że podjęłam temat (też nic nie wnosi, ale dla zainteresowanych: PRZYZWOITOŚĆ i marginalne potraktowanie sprawy w mediach); już i aborcja została tu odświeżona i Smardzowski przywołany (o pedofilii wypowiedzieli się już wszyscy, ja nie muszę i też to do sprawy nic nie wnosi), oraz czy kleszcz zasługuje na poszanowanie. Wekslowanie na sto tysięcy pobocznych tematów zaciemnia obraz, rozmywa dyskusję i uniemożliwia wyciąganie wniosków. Także zamykamy tu i teraz wątki poboczne.
      Drugie primo – prawa zwierząt, a prawa człowieka. Dzieje się w temacie dużo i dobrze. Ale znowu potrzebujemy punktu odniesienia. Świętość życia ludzkiego. Teraz będzie trudno i nie wiem, czy mi się uda wszystko wyłuszczyć w sposób zrozumiały. Świętość życia ludzkiego oznacza, że osoby chore i niepełnosprawne mają prawo żyć i zostać przez nas zdrowych objęte opieką, miłością, życzliwością. To z kolei oznacza, że nasze człowieczeństwo nie jest prawem, władzą nad innymi czy zasługą ale ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ. Jeśli w ten sposób popatrzymy na swoje człowieczeństwo, swoje bycie OSOBĄ w kontekście odpowiedzialności, obowiązku, służby (oby to zrozumieli wszyscy władcy na tej ziemi), to zupełnie zmienia się perspektywa również w stosunku do świata, w którym żyjemy, który został nam powierzony. Bo to jest świat, w którym żyjemy my i mamy go zachować dla przyszłych pokoleń. I tak dochodzimy to szacunku dla wszelkiego żywego stworzenia. To też są wartości chrześcijańskie, choć teologia dopiero teraz sobie o tym przypomina – dobrze, że późno a nie za późno. Mało tego – to też jest etyka, wyrosła na gruncie chrześcijaństwa i kultury łacińskiej i to z tego powodu, jak już pisałam, ponieważ w Europie funkcjonują lepiej lub gorzej komisje etyki badań naukowych badania zostały w zasadzie w 90% przeniesione do Azji (czyżby znowu wartości europejskie puszczały do nas oko ;D). Tam ta etyka nie obowiązuje, jest za to pełna pogarda w używaniu życia zwierząt i ludzi. Jeśli ktoś ma otwarty umysł i nie ma uprzedzeń do Kościoła Katolickiego, to polecam na YT posłuchać, co ma do powiedzenia siostra Michaela Pawlik – była wolontariuszką w Indiach zanim wstąpiła do zakonu, a jest to mądra, rzeczowa baba, religioznawca pełną gębą.

      Usuń
    11. Trzecie primo – dygresyjne – wegańskie karmy dla zwierząt. No wiem, że są. Własnych zwierząt nigdy bym tym nie truła. To, że większość psów to śmietniczki i odkurzacze – moje dwie sucze na ten przykład – i że psa jak świnię na ziemniakach idzie trzymać, to prawda. Zdrowe to nie jest. Tutaj post Kanionka o Żółtym i śrucie: https://kanionek.pl/2019/02/22/idzie-luty-zaparz-sruty-czyli-o-zebrach-i-zeberkach/; Z kotem jednak taka wolta nie przejdzie. Nie ten metabolizm. Oczywiście dostarcza mu się w karmie białka roślinnego, rozbitego już na polipeptydy, żeby peptydazy wątrobowe jakoś to mogły pociąć i ponoć z bólem to się udaje, ale zestaw aminokwasów zdecydowanie nie ten i obrót białka w organizmie (tzw. zjawisko turn-over) leży i kwiczy, a kot razem z nim. Dla porównania – zawartość białka w mleku ludzkim to 1%, krowim 3,4%, kocim 11%! Najwięcej wśród ssaków! Sorry, na sojowym nie pociągnie. W wieku dorosłym tez jest nie lepiej i pełnowartościowego białka kot potrzebuje tyle, co psa by zabiło. Dodatkowo, żeby wyprodukować wegańskie żarcie dla kotów trzeba technologicznie zastosować tyle chemicznych dodatków, ze Mendelejew miałby materiał na drugą tablicą i oszalał ze szczęścia. Także nie.
      Prawa zwierząt i skład karm przenosimy więc na inny czas, inny post, a może inny blog.

      Usuń
    12. Po raz kolejny wyszła słabość słowa pisanego, bo zazwyczaj interpretujemy po swojemu to, co czytamy i nie zawsze jasno widzimy, co autor miał na myśli.
      Zmyłaś mi głowę, Psie, bo nie akceptujesz innych przekonań.
      Wszystko, co napisałam nazwałaś bełkotem. A ja nigdzie nie podałam, że to są MOJE przekonania, że nie uważam Vincenta za osobę, napisałam, że skoro sprawa wybuchła w mediach i dotarła aż do Strasburga ktoś, gdzieś musiał podważyć jego człowieczeństwo. Nikogo nie oceniam, podałam suche fakty, taki w każdym razie miałam zamiar. Jeśli wyszło inaczej to tylko za sprawą prawdopodobnie naszych emocji bądź złości na naiwność i głupotę.
      Sprawa Vincenta bardzo mnie poruszyła, bo przypomniała mi mojego tatę. Pewnej nocy powyrywał sobie wszystkie rurki a oni powkładali mu je z powrotem i go przywiązali. Przywiązali mu dłonie skórzanymi pasami do łóżka. Czułam, że cierpi i że chce odejść, ale mogłam tylko patrzeć. To był PRZYMUS ŻYCIA, przedłużanie życia za WSZELKĄ cenę. Gdybym była człowiekiem głębokiej wiary mogłabym się modlić do Boga. Tylko o co? O życie dla mojego taty czy o śmierć? Wszystko czego bym chciała dla Vincenta to, żeby nie cierpiał.
      A wracając do słabości przekazu pisanego - to wszystko, co napisałam o karmach wegańskich i o żarłoczności mojego psa to miało być żartem, ona uwielbia spleśniałe bułki i karmę dla dzików. Co nie znaczy, że zamierzam ją zapychać kukurydzą, chociaż wierz mi, jej by to pasowało.
      Przeinaczyłaś moje odpowiedzi, może jednak trochę brakuje ci dystansu?
      Psie, lubiłam tu do ciebie zaglądać i zamierzam nadal to robić. ale nie obiecuję, że nie będę bełkotać. ;)
      No i nadal mam nadzieję, że może trafi się Japończyk z Bolesławca. Kto wie, może to będzie mistrz Zen, który wskaże mi drogę? ;)

      Usuń
    13. Ano słowo pisane doskonałym nie jest.
      Po pierwsze chciałabym Ci złożyć szczere i przeogromne wyrazy współczucia w związku z cierpieniem Twojego Taty! Prawdopodobnie działania szpitala podpadały pod uporczywą terapię, której jestem zdeklarowaną przeciwniczką. I też znam przypadki, okropne, gdy rodzina własnym ciałem - dosłownie - zasłaniała pacjenta terminalnego, który się "zatrzymał", jak to się ładnie mówi i nie dopuściła lekarzy do reanimacji. Jakieś straszne dantejskie sceny. To są niewyobrażalne dramaty i dlatego mówi się nie tylko o godnym życiu, ale też o godnej śmierci. Bardzo szanuję lekarzy, którzy w takich sytuacjach potrafią tą godność pacjenta i prawo do śmierci uszanować. I w takiej sytuacji osoby wierzące - w tym ja - modlą się o opamiętanie lekarzy i godną śmierć osoby bliskiej, tak jak w przypadku Vincenta osoby wierzące - w tym ja - modlą się o opamiętanie dla lekarzy, żeby pozwolili i umożliwili Vincentowi na godne życie w niepełnosprawności. I wcale nie musi oznaczać to życia w cierpieniu. W cywilizowanym świecie jest to możliwe. Jednocześnie przymus życia, jak to określiłaś, jest powszechnie stosowany np. na OIOMach. Serce mi się krajało, jak widziałam Mężczyznę po wypadku związanego jak baleron, no bo niestety, jak ktoś jest stuknięty - przez rozpędzone BMW - i ma szarlotkę zamiast mózgu, to w swych poczynaniach jest nieobliczalny. Byłam świadkiem, jak mój chłop, 196 cm wzrostu, wagi słusznej, "postanowił" opuścić OIOM w stanie totalnej degrengolady umysłowej i do pacyfikacji potrzeba było sześciu osób! To był regularny sparing! Do dzisiaj sobie z niego dworuję, że sześć młodych, ślicznych pielęgniarek leżało na nim równocześnie i żeby taką orgię powtórzyć, mus mu wskoczyć pod rozpędzony samochód ;D Teraz stać nas na takie żarty, wtedy nikomu śmiesznie nie było, ale mieliśmy nadzieję, że z tego wyjdzie.
      Zmyłam Ci głowę (czy teraz po osuszeniu masz afro? ;)) jeśli tak to odbierasz, bo faktycznie ostro przeciwstawiam się przekonaniom, które w mojej ocenie mogą prowadzić do katastrofy. Tu znowu odwołanie do przykładów historycznych - powtarzać nie będę.
      Co do karm wegańskich - widziałam ten pociąg uśmiechów, ale jako gospodyni bloga i inicjatorka dyskusji trudno, czułam się w obowiązku. Bo jeśli wejdzie tu ktoś z zewnątrz i zechce przeczytać, cośma tu nakociły długo i namiętnie, to jeszcze pomyśli, że którejś z nas rozum odjęło i chce truć zwierzęta, albo jeszcze gorzej - zacznie truć swoje. Też wolę nie myśleć jaką dietę wybrałyby moje psice, gdyby miały swobodny wybór, inna sprawa, że w analogicznej sytuacji na dietę kotów by mnie nie było stać :D
      A wchodź i "bełkocz", bo w świecie miałkości, powierzchowności i blichtru intelektualne spory dobrze mi robią na cerę i są perełkami wśród rozważań, jakie botki miała Lewandowska i kiedy Rozenkowa zrobi se selfi bez majtek.
      Mus Ci jechać do Bolesławca ale Zen bym nie przeceniała ;)

      Usuń
  11. Piesie, dziękuję za namiary na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) A ja dziękuję, że jesteś i się tu odezwałaś! To krzepiące.

      Usuń