wtorek, 9 sierpnia 2016

Niezależna Jupi już może startować na podbój świata

Wyrwana w początkach lipca z hemipteroidalny aparatów gębowych licznych pcheł koteczka sama okazała się niezłym gryzoniem.
Postanowiła za wszelką cenę walczyć o życie, głównie ze mną i to przede wszystkim przy użyciu zębów :) I dobrze. Wola walki bardzo jej pomogła w pierwszych dobach, gdy była słabiutka i podtrzymywana kroplówkami.

Nie przedstawiałam postępów Jupi wcześniej, ponieważ istniała realna groźba, że będzie musiała przejść operację i zostać u nas i to jako kot z problemami neurologicznymi. Chodziło o jej piękne, miękkie, ruchliwe i olbrzymie uszyska.
Jej uszko w środku nie wyglądało za dobrze i nie wiadomo było, czy nie skończy się to poważną operacją z konsekwencjami neurologicznymi. Jednak od wczoraj wiemy, że na 90% Jupi jest zdrowa, ucho ładnie się goi i widmo operacji się odsunęło.
Owszem, jest jeszcze te 10% niepewności czy struktura w jej uszku ma charakter rozrostowy, czy tylko jest to jeszcze świeża ziarnina na uszkodzonej błonie bębenkowej, ale to tylko 10% i potencjalny personel zostanie ze sprawą rzetelnie zapoznany.
A na razie skupiamy się na urządzeniu Jupi dożywotniej, wygodnej egzystencji w nowym domu :)

Jupiśka jest kotem odważnym i przedsiębiorczym. Najpierw walczyła ze mną o swoją niezależność, teraz postanowiła, że człowiek będzie jej służył, a ona w zamian może troszeczkę pomruczeć. Za to głośno!

Początki nie wyglądały różowo. Płakała z tęsknoty za bratem i chyba siostrą, a jej płacz przypominał wrzaski młodych jenotów. Dlatego roboczo została ochrzczona Jenotem, który to Jenot w drodze niezrozumiałych przekształceń stał się Jupi.
Siedziała w klatce bytowej i w szerokim rozumieniu tego słowa się integrowała. Jupi to kot intelektualista, do dziś próbuje się dostać przez szklane drzwiczki biblioteczki do książek ;)

Na początku było tak:














A potem, bardzo szybko było już tak:


















Umie już wdrapywać się na drapak:



I z niego zeskakiwać:



Czasami jeszcze się chowa ;)



baaaaaardzo skutecznie ;)



Kredens też został zeksplorowany i wzięty w posiadanie:







jak i zarówno moje łóżko, z którego dzisiejszej nocy Jupi wysiudała Krechę ;)))





Dzisiejszej nocy obudziłam się z uczuciem, że coś gorącego przykleiło mi się do pleców. Oczywiście wiedziałam, że to któryś z moich kocich kataplazmów, ale na Jupi raczej nie stawiałam. A tu niespodzianka :)

Godzinkę temu (u nas jest zimno, pada i wszystek zwierz poszedł spać), wchodząc do naszego "salonu", rzuciłam okiem w koszyczek Burej. I cóż widzę?
Jedne bure uszka i... drugie bure uszka.
Stop wróć.
I jeszcze raz.
Jedne bure uszka i drugie bure uszka.
Nie czarne. Bure.
I ogonek. Niby Burej, ale tak nieanatomicznie wygięty. A jednak bury.
Zdjęcia robiłam balansując na fotelu, żeby telefonem cyknąć panny od góry:







Jupi potrzebuje domu z oddanym personelem, który nie będzie się tak od razu nachalnie pchał z łapami, bo kot se nie życzy. Przy miskach i owszem, można głaskać. I jak kot leży, to ewentualnie też. W nagrodę włączy mruczenie (bez opcji wyciszenia) godne zagłuszania Wolnej Europy.
Personel to za mało, żeby Jupi uszczęśliwić. Jupi KOCHA inne koty, psy toleruje. Jupi to kot stadny. Nawet gdy zamykaliśmy jej drzwi do pokoju, żeby spokojnie zjadła i żadna zołza, żeby jej nie pogoniła od miski, Jupi natychmiast przerywała jedzenie i włączała syrenę.
Jupi rośnie jak na drożdżach ale bardzo śmiesznie i nierównomiernie. Duża głowa na cienkiej szyjce, uszyska jak radary, łapy grube jak u tygrysa - teraz już proporcjonalne :) a ostatnio tyłów się wydłużył i nabrała takiej nieco jamniczej sylwetki :D
Reaguje na swoje imię i przychodzi na wołanie! Fajnie, nie?


24 komentarze:

  1. a braciszka nie udało się uratować??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety... był silniejszy i nam zwiewał, a potem w ogóle zniknął po kilku dniach i nie wiemy, co się stało :( chyba nic dobrego, bo jeszcze mała i wszystkie moje koty od niej przechodziły kocią jelitówkę... pchły w takiej ilości i biegunka raczej nie rokowały najlepiej
      jest jeszcze ich nieco większa i ciut starsza chyba siostrzyczka. dzika bardzo, ale do wyłapania klatką łapką;
      przy tej ilości kociąt we Wrocławiu, gdzie schronisko i domy tymczasowe pękają w szwach, nie byłoby gdzie jej ulokować po odłowieniu; jak Jupi znajdzie dom, to będę mogła coś pomyśleć, żeby tą starszą chociaż odłowić na sterylkę... zobaczymy. koty na moim osiedlu mają bardzo dobre życie i dzięki stałej sterylizacji nie jest ich za dużo, więc jako kot wolno żyjący krzywdy by nie miała jakby co.

      Usuń
    2. Wyrośnie na wielkiego Jupiszona!
      Udostępniam na fb.

      Usuń
    3. Podobna jest bardzo do mojej Malinki. Z urody. Bo z charakteru do Czajnika.

      Usuń
    4. Hana, dzięki za udostępnianie, ja fb nie posiadam - programowo :)
      Jupilini jest przesłodka w swojej niezależności, jak smarkula udająca dorosłą.
      I będzie bardzo przylepnym kotem, a w dodatku będzie to jej decyzja! :D

      Usuń
  2. cudnie szaro w tym koszu :) udostępniłam na fb, powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. A pewnie, ze fajnie. Fajnie byc Twoim zwierzeciem w ogóle, zyje sie jak paczus w maselku! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diable, Ty nawet nie masz pojęcia, jak ja bym czasem chciała być moim zwierzęciem... Bo ja tylko wyglądam jak pączuś w masełku, a maślane życie zapewniam tej całej czeredzie - tymi rencami! ;)

      Usuń
  4. Psie w Swetrze, czy wobec tej oczywistej zmiany gatunkowej( pod względem ilościowym, czy nie jesteś już bardziej Kotem w Swetrze?

    Trzymam kciuki z adopcję Jupi !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty w swetrze, a właściwie w sukieneczkach występują tylko na ilustracjach Bloga w zasadzie ogrodowego u Tabazelli :) Nie ośmieliłabym się i nie odważyła (poznałam w tym względzie możliwości chociażby Jupi) żadnego kota ubierać w sweterek. Życie mi miłe :)
      Mam nadzieję, że się uda znaleźć jej dobry domek z innym kotem lub kotami :)

      Usuń
  5. Ha, a w ogóle ubieranie zwierzaków bez potrzeby jest g u p i e! Jak mus to mus, ale w kaftanik?! Przy ludziach" Pełna groza.:-0 Co do Jupiszona - ja tu nie chcę nic pisać ale chyba ktoś się próbuje zaląc. Na przykład taka Okularek to jest u nas przez zalężenie ( albo i zalęście ). Tak do myślenia dało mi to przyplecowaie nocne z wymruczaniem, opanowała już teren teraz się zalęga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z punktu widzenia Jupilini, ona już dom znalazła... ale powierzchnia nie sprzyja. Za drzwi nie wyrzucę ale wolałabym, żeby jednak komuś innemu wniosła rodochę do życia :) Należy się to Jupiemu i moim kotom też. Jak jest zbyt ciasno, to są częściej łapoczyny :(
      No i zostaje sprawa tej starszej siostrzyczki (?). Schronisko odmawia przyjmowania kotów bo mają już po menisk górny zakocenie, a ją trzeba jak najszybciej wyłapać na sterylkę, bo zaraz bal zacznie się od nowa z kociętami. A do tego ja muszę odzyskać przestrzeń na klatkę bytową.
      Jupiemu trzeba najlepszego domku na świecie, bo jest to mój pierwszy tymczasek! :)))

      Usuń
  6. Pięknie, pięknie :-) Pamiętasz, jakie były początki? ;-)
    Zalinkowałam na Google +

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto by to pamiętał? Dawno i nieprawda ;)
      Dzięki!

      Usuń
  7. śliczna jest i osiedle macie cywilizowane widać sensowni ludzie mieszkają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śliczna. Z tym sensem to różnie bywa, bo na mojej części osiedla jest spoko, a na drugiej części są ludzie, którzy karmią koty, nawet zbierają biedaki gdzie indziej i je zwożą do piwnic, "przygarniają" niejako, ale NIE STERYLIZUJĄ! Ty wiesz co tam się dzieje?! Jakie potem są wojny i awantury z innymi mieszkańcami, którym trudno się dziwić. Też nie chciałabym żyć między stadem walczących o żarcie, chorujących i mnożących się jak króliki kotów.

      Usuń
    2. Taak, to o mojej części osiedla, niestety. Regularne dwa mioty rocznie i to po jednym ojcu. Zastanawiałam się skąd to kocur przychodzi, aż go spotkałam - to z całą pewnością domowy kot (wielki, czarny,pulchniutki, czyściutki) - ktoś go wypuszcza z domu, dla świętego spokoju chyba. Koty są dokarmiane, ale i tak strasznie bidne. Jest jedna Pani, która je odławia i sterylizuje, ale przy takim przyroście trudno wyłapać wszystkie kotki, zawsze jakaś małolata zdąży się okocić. Przykre to w sumie.

      Usuń
    3. Dor Ka, a nie można by tego kocurka tak przechwycić i... no wiesz co. Chętnie pomogę. Bo tam niestety większość kociociotek tylko karmi, a faktycznie tylko jedna Pani zaangażowała się w wyłapywanie i sterylkę. A potem są tylko burdy w spółdzielni i nasz niewydarzony zarząd wpada na idiotyczne pomysły. Dobrze, że jeszcze nie zlecili wytrucia kotów :(

      Usuń
    4. He, jasne, że o tym pomyślałam :) capnąć by go i ciachnąć, tylko, że on się rzadko pokazuje. Widziałam go tylko raz w dzień, w środku sezonu kociego, w lutym. Nie wiem czyj to kot, ale dużo potomstwa po nim zostaje - całe czarne, śliczne swoją drogą. Najchętniej jednak, to bym się z właścicielem rozmówiła. Może uda mi się go w końcu namierzyć.

      Usuń
    5. Jak coś, to pomogę. Można by tak kletkę łapkę postawić. A potem bestię do schronu odwieźć, że niby się błąkał i tam go sobie właściciel odnajdzie, tylko pewnie już będzie cienko miauczeć :) (kot, a może właściciel też? :)
      Bo to syzyfowa praca próba ograniczenia populacji, gdy ktoś dywersję uprawia.
      Trzebe będzie pomyśleć i temat wziąć na warsztat.

      Usuń
    6. Czarne... tak sobie pomyślałam teraz, że pewnie moja Mamba też po nim, bo ona z Bobrzej przyszła - blok koło szkoły! A czarna jest jak smoła!

      Usuń
    7. Mam oczy otwarte, dam znać jeśli się pojawi (nie mam doświadczenia w łapaniu dzikusów)
      choć może być i tak, że przychodzi z daleka. A u mnie na Wejherowskiej, przy kościele, czarnych kotków, podrostków, co wiosnę wysyp.

      Usuń
  8. Świetna kicia , taka Guciowa :-D
    Domku nie znajdę , ale mogę Ci polecić CatAngel z forum miau. Robi ogłoszenia na wszystkie portale i jest bardzo skuteczna. Pomgła mi nie raz , więc może Tobie też się uda ;-)
    Pisz do niej na PW na forum miau , lub na mejla . Tu jej wątek : Pomogę w ogłaszaniu zwierząt
    Kciuki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki amyszka :) Jak mi się nie uda do drugiego szczepienia znaleźć domku pocztą pantoflową, to skorzystam :)

      Usuń