To, że skorupy wszelkiej maści kocham wielką, szaloną miłością, PT Czytelnicy wiedzą od dawna.
Nałóg, jak nałóg - każdy jakiś ma.
Dzisiaj serce mi zmiękło (nie wiem czemu - może z powodu niskiego ciśnienia, może się po prostu starzeję - bo zwykle mi się nie zdarza) i postanowiłam podzielić się skorupami wirtualnymi.
Oczywiście z góry serdecznie przepraszam za niedoskonałe zdjęcia, ale ponieważ jestem absolutnie zarąbista w tak wielu dziedzinach życia, to nie mogę być również świetnym fotografem - żeby innych nie wprawiać w kompleksy.
Primo po pierwsze: odkryłam jakiś czas temu bloga Skrzatki,
o TU odkryłam, i sobie nań włażę oczy napaść. Bo Skrzatka siedzi i skrzacimi łapkami tak sobie lepi... a potem bezwstydnie wrzuca zdjęcia na bloga, żeby ludzi o niskich pobudkach (czyli mnie) zazdrość zżerała. Via Skrzatka można wleźć w więcej fajnych miejsc - a to wciąga, więc jak nie potraficie się opanować w buszowaniu po fajnych miejscach (ja nie potrafię), to przed odpaleniem linku zróbcie sobie choć herbaty.
Primo po drugie: odkryłam na użytek własny (ale i cudzy) anielskie zagłębie w Wieruszowie - dokładniej Zakład Aktywności Zawodowej, Stowarzyszenie Integracyjne "Klub Otwartych Serc" w Wieruszowie.
>>> O TUTAJ TRZA KLIKNĄĆ <<<
Wlazłam ci ja kiedyś na olx i tak, ni z gruchy ni z pietruchy, wyskoczyła mi przed oczy śliczna czerwona paterka. Za paterką wychynął anioł i pooooooooooooszło! Tym bardziej, że ceny są więcej niż przystępne.
Zamówiłam trochę tego na próbę, bo była akurat komasacja imienin i innych kataklizmów była. Ładnie te skorupki na zdjęciach wyglądały, tylko brak było w opisie wymiarów. Przeliczyłam orientacyjnie z proporcji wymiar do ceny i doszłam do wniosku, że nie będzie to pewnie zbyt okazałe. Zamówiłam tedy w półhurcie.
Jakże się myliłam, a jakże kurier mnie znienawidził!