niedziela, 16 października 2016

Super proste i wspaniałe ciasto maślankowe Prezes Kury :)




Pod moim poprzednim postem kulinarnym o szybkim cieście z owocami, Hana z Pastelowego Kurnika, znana jako Prezes Kura, zamieściła przepis na jeszcze szybsze ciasto z maślanką.
Ciasto jest cudowne i zawsze się udaje i można z nim dowolnie eksperymentować, a w dodatku jest BŁYSKAWICZNE!!!
Genialne w swojej prostocie i genialnie wykorzystuje proste reakcje chemiczne. Otóż kwas mlekowy z maślanki + wodorowęglan sodowy, znany powszechnie jako proszek do pieczenia, bez pudła wejdą w reakcję, co skutkuje pięknym wzrostem ciasta.

No to podaję jak to szło w oryginale:

środa, 5 października 2016

Pan Kot Kajtek :)



Proroctwo o mrufkach jak zemsta faraona czyha na mnie, gdy tylko przekroczę próg naszej i tak przepełnionej klatki na króliki, szumnie zwanej mieszkaniem.
Dwie soboty temu nazad guzdrałam się niemiłosiernie i powlokłam się na obowiązkowe zakupy spożywcze niemal w okolicy południa (a mogłam wyjść wcześniej).
Polazłam na placyk i niespiesznie nabywałam dobra wszelakie, upychając w je w rozliczne siaty (a mogłam się pospieszyć). Nabyłam również produkty kruche - w tym 20 jaj i butelkę - szklaną - żurku. Objuczona zakupami jak wielbłąd, czyli jak przeciętna Polka- karmicielka rodziny, zamiast popruć do domu najprostszą drogą, wybrałam trasę widokową. Przez osiedle. Bo tak pięknie słoneczko świeciło. I wcale mi się nie spieszyło. (A mogłam pójść prościutko!)
No to wylazłam sobie z przejścia pod blokiem w okolicy naszego dużego parkingu (a mogło mnie tam wcale nie być!) i słyszę, że coś na owym parkingu rozpaczliwie miauczy.
Po drugiej stronie ulicy byłam i pokusa, żeby tego płaczu nie usłyszeć naprawdę była spora. Bo jednak słuch trzeba było wytężyć z tej odległości, żeby ten płacz uchem wyłapać. (A mogłam nie wytężać...)
Przelazłam przez ulicę i co ja widzę. Kocię widzę. Czarno-białe kocię, co to siedzi pod żywopłotem między samochodami i płacze. Brudne to było niemiłosiernie, ale bardzo eleganckie w umaszczeniu :)

piątek, 30 września 2016

Sweter :)




Zobaczyłam go w lumpeksiku i wiedziałam, że musi być mój!

Był fatalnie zrobiony. Zbyt ściśle. Fason nieodpowiedni zupełnie do tak ciężkiej włóczki. W efekcie sweter po nałożeniu dopasowywał się w biodrach, a niemiłosiernie rozciągał w ramionach, tak że spokojnie zmieściłby się w nim Pudzianowski.
Rękawy wisiały smętnie i ktoś jakimiś głupimi zaszewkami i szczypankami próbował go jednak przystosować do noszenia.

czwartek, 29 września 2016

Len i wiklina

Żeby nie było - nie samym kotem Pies żyje.
Miałam urlop - niestety pieśń przeszłości, której ostatnie tony daaaaaaawno przebrzmiały, ech... - i nawet mi się udało ten urlop spędzić dość twórczo :)

No dobra. To, co udało mi się stworzyć, trudno zaliczyć do arcydzieł sztuki krawieckiej (a również dziewiarskiej - o czym w przyszłości :), a jednak duma mnię rozpiera, to się pochwalę. A co!

Po pierwsze nabyłam drogą wirtualnego kupna, za całkiem realną sumę pieniędzy dwa duże wiklinowe kosze. No prosze Państwa kochanego, kto nie kocha wikliny? No kto?
Ja uwielbiam!
Jeden kosz na pranie, drugi na zapasy swetrowego surowca, czekające na swój i mój czas :)



poniedziałek, 19 września 2016

Groszek-Troszek i Jupi

Groszek, Groszkowska, Grosik, Grosio, Grosiczek.




Siostrzyczka Jupi.
Na zawsze utkwił mi w pamięci widok dwóch maluchów, które po raz pierwszy zobaczyłam w zapchlonej piwnicy. Siedziało toto na rurach pod sufitem. Nieco większy i bardziej dziarski Burasek wylizywał kaprawe oczka i brudne uszka biało-burej Maliźnie, popatrując na mnie koso.
Potem udało się odłowić to słabsze kocię, a to bure zniknęło nam z oczu na długie tygodnie...

Jest śliczna, słodka i pomału nabiera kształtów kota.

środa, 14 września 2016

Fałszywy móżdżek z drożdży


Obiecany fałszywy móżdżek czyli z drożdży.
Jadałam w swoim życiu oryginał i przyznam, że podróbka smakuje mi zdecydowanie lepiej :)

Przepis oczywiście wspaniałej Ireny Gumowskiej, której wszyscy medialni kucharze celebryci powinni nisko czapkować, a i nabożnie do grobu pielgrzymować przynajmniej raz w roku. Albowiem to nie sztuka tworzyć przepisy, gdy w sklepach jest WSZYSTKO. Sztuka to było gotować smacznie i żywić rodzinę, gdy na półkach w sklepach był ocet i musztarda. 
Pod tym względem Irena Gumowska była absolutnie N I E Z A S T Ą P I O N A!!!

niedziela, 11 września 2016

Psów podwórzowych dwie historie prawdziwe

W ostatnich dwóch miesiącach miałam sposobność uczestniczyć w dwóch psich historiach. Obie dotyczyły psów podwórkowych, z funkcją stróżowania.

Pierwsza historia dowodzi, że ludziska są w gruncie rzeczy może nie tacy najgorsi, jak da im się szansę i czas na przemyślenie. Druga, no cóż... druga to zaskoczenie. A w zasadzie ZASKOCZENIE.

Ale do brzegu :)