wtorek, 27 października 2015

Jak psy z kotem

To był mój pierwszy problem i największa obawa - jak psy przyjmą kota.
A właściwie w jaki sposób psy zeżrą kota.

Jak kota się wprowadziła, zajęła toficzą norę, zamknęło się za nią drzwi i grało.
Psy były zamknięte i po wypuszczeniu na pokoje nawet nie zwęszyły obecności nowego lokatora.
Tak, wiem, jak to świadczy o fenomenalnym węchu moich psów.

W drugim dniu pobytu koty postanowiliśmy psy uświadomić. Uświadamianie odbywało się na smyczach i w kagańcach. W myśl zasady, że zaufanie dobre - kontrola lepsza :)

Sucze nie posiadały się ze szczęścia. Co prawda nie za bardzo ogarniały czemu ich wolność została ograniczona, ale najważniejszy był fakt, że MIĘSO przyszło! Samo przyszło!
Młoda, kruchutka, soczysta kocina :))) I jeszcze przed konsumpcją zapewni program artystyczny z choreografią! Czy uczciwy pies może marzyć o czymś więcej?
Ucieszony kociak radośnie bawił się dzwoniącą myszką tuż pod zaślinionymi psimi pyskami w kagańcach. Duże kudłate ciocie, bardzo mu przypadły do gustu.
A psy stały sztywne, w najwyższym podnieceniu gotowe do polowania.



Kilka kilogramów przysmaków i kilka wykładów z kapciologii później do suczy dotarło, że mięso jednak nie będzie podlegało konsumpcji. Można było albo ściągnąć kagańce, albo odpiąć smycze.
Ponieważ jednak kotu brak było instynktu samozachowawczego, Krecha z Pyzą czasami próbowały sprawdzić kruchość kociego schabu. Zwykle pięść sprawiedliwości spadała wtedy na kudłate łby.
Kudłate łby przeprowadziły pracę myślową, żeby ogarnąć ten nowy porządek świata i szło im to opornie. Chodziły za nami, wzdychały, zaglądały w oczy.
- Taki był porządny dom, a teraz wstyd się na dzielni pokazać. No daj zjeść kota. Co ci zależy?

Mężczyzna od początku nie wróżył powodzenia akcji Integracja. Pesymista. Ale na plus trzeba Mężczyźnie zaliczyć, że próbował mnie na tę traumę delikatnie przygotować i zawczasu rozpinał pode mną psychologiczną siatkę ochronną :)))

W antraktach między integracją kot był zamknięty w toficzej norze lub psy w jednym z pokoi. Towarzystwo było na mieszkanie wypuszczane rotacyjnie.

W trzecim dniu psy miały tego dość, bo podjęły jednak decyzję, że chcą przywrócić stary ład.
Kota też miała tego dość, że jest więziona bez postawienia zarzutów.
O ile sucze olałam, o tyle koty olać się nie dało. Skakała na drzwi i darła się wniebogłosy. (A to bardzo wymowna kota). Ze złości to ona olała trzykrotnie łóżko Tofika i nawet się raz na nie sfajdała.
No nie powiem, umie negocjować.

Proście, a będzie wam dane - otworzyłam jej drzwi na oścież. Chcesz się kota integrować z suczami - oki. Rób jak uważasz, uważaj, jak robisz.

No i zaczęło.

Dobrze, że kota ma pazury i jest szybka. Dobrze, że psy są pojętne i smakołyki na przemian z kapciem utrwaliły we łbach nowe zasady.

Profilaktycznie jednak kota naprała na dzień dobry psy po pyskach. Niby nic, ale tak na wszelki wypadek.

Nie obyło się jednak bez niedomówień i kompletnego niezrozumienia.
Po pierwsze poszło o pryncypia, czyli o definicję psa według kota.
No bo pies składa się z ogona i psa właściwego. Ogon jest stworzony dla przyjemności kota, a pies właściwy jest po to, by tym ogonem ruszać.
Pech chciał, że padło na Krechę, która jest cierpliwa jak Sfinks. Może dłuuugo siedzieć w jednym miejscu znaczy.
I siedziała. Po akcji ogon, kota siedziała pod szafką biurka przez godzinę, a Krecha przed biurkiem.
- No wyjdź córcia. Musimy zamienić kilka słów.
Po godzinie kocie udało się czmychnąć pod szafę. Człap, człap, człap. Krecha przeniosła się na kolejną godzinę przed szafę.
- No wyjdź córcia. Oberwiesz i będzie po sprawie.

Drugie misunderstanding wynikało z faktu, że kota założyła z góry, że psy ją kochają.
Jeśli któraś sucz chwytała ją zębami w okolicy schabu (bynajmniej objaw miłości), kota natychmiast z wdzięczności za macierzyńską czułość przewracała się na grzbiet, mrucząc radośnie lub próbowała się przytulać i ocierać o psy.
O ile psy rozumiały syczenie, pazury na pyskach, kułak na łbie i kapeć na zadzie, o tyle  na wszelkie kocie czułości reagowały paniczną ucieczką.

Kota nie mając innych wzorców - spsiała.
Jeszcze nie szczeka.
Psy biegną na chrupki, ona też biegnie na chrupki. Do tego się głośno wydziera.
Ten kot w ogóle ma w sobie geny gremlina. Miauczy, mruczy, gada, śpiewa, drze się. I wszystko to długo i zapamiętale.
Psy śpią na grzbietach łapami do góry, kot śpi na grzbiecie. Popołudniowa drzemka wygląda w ten sposób, że 12 łap sterczy w górze, a czasem przebiera przez sen.
Woda najlepiej smakuje z psiej miski. Psie chrupki też są niebywałą atrakcją, bo nie mieszczą się w pysku.
Najlepiej się śpi na psim kocu. Czasami nawet może wtedy pies na nim łeb położyć.

W drugą stronę też to działa.
Pyza jest fanką piszczących myszek i radośnie przyłącza się do zabawy myszkami o 3. nad ranem. Ocieranie się kota już na nikim nie robi wrażenia. A przysmaków można zbiorowo poszukać na stole w pokoju. Skoro kota może to Krecha z Pyzą też się próbują wtarabanić na stół.

Krecha jest ulubioną ciocią koty. Z Krechą się śpi i łazi się jej pod brzuchem.
Lekcja o ogonie została odrobiona i Mamba nie tyka krechowej końcówki.
Co innego z Pyzą. Ogon Pyzy stanowi największą atrakcję.
Pyzowy ogon jest gruby i kosmaty jak u psa husky. Ja wiem, że tego nie widać na zdjęciach, ale Pyza ma właśnie taką straszliwie grubą warstwę furta. Krecha śpi pod kołdrą, bo jej wiecznie zimno; Pyza śpi na kaflach, bo jej zawsze za gorąco.
Ale wracając do pyzowego ogona.
Wczoraj Pyzulec cieszył się z mojego powrotu i merdał radośnie. Gdy tylko ogon na chwilę przestał się ruszać, Mamba zapolowała nań, czepiając się mocno zębami i pazurami.
Ogon ożył i nagle Pyza zamerdała kotem :D

Będzie, będzie zabawa, będzie się działo...

Poza tym.
Mamba jest fanką gier komputerowych. Śledzi, co się dzieje na monitorze i gdy akcja zwalnia, wskakuje na klawiaturę, stepuje przez chwile wszystkimi łapkami, po czym uważnie analizuje efekt na monitorze. O przyłączeniu się Mamby do gry dowiaduję się, gdy z pokoju Tofika dobiega ryk wyżej wymienionego.
- Ty mały koci [-------]!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kota już podwoiła swoją objętość i zastanawiam się, który bank udzieli mi kredytu na karmę.

Kota odwiedziła Naszego Najlepszego Na Świecie Weterynarza.
Cmokał zachwycony. Ponoć trafiła nam się jakaś kocia miss - krótka, zwarta budowa, szeroki pyszczek, och i ach!
Ja tam nie wiem. Na kociej urodzie się nie znam. Sucze też mają urodę dyskusyjną, czyli tylko dla koneserów, więc w moich futrzakach nie urodę cenię najwyżej ;)
Kota w kontenerze drze pysk, jakby ją kto wrzątkiem oblewał.

Wet był mocno zaskoczony, że widzi mnie z kotem.
Poskarżyłam się na moją mizerną wiedzę o kotach i reprezentowałam ogólne zagubienie w tematyce.
- No wie Pan. To jest KOT. Mój pierwszy kot. Nie mam do niego sterowników. No i prawdopodobnie jest to mój ostatni kot.
- Nie. Jest to pani pierwszy kot, z długiej listy kolejnych. Przyjdą następne kotki :) - przemawiał do mnie łagodnie, jak do niedorozwiniętego dziecka, któremu trzeba wytłumaczyć, że właśnie oto jego świat legł w gruzach, bo rodzice zginęli w tragicznym wypadku.
- Jak to? Na 10. piętro...? Mieszkam od 15 lat w tym mieszkaniu i dopiero pierwszy kot przylazł pod me drzwi - oponowałam dość niepewnym głosem
- Musi pani zrozumieć, że one są jak mrówki faraona. Pierwszego wysyłają na zwiady :)))

Tiaaaaa.....

To teraz należy się Wam fotorelacja:









Sen koty:








Gwałtowne przebudzenie:



I kolejna dżemeczka, w słoneczku, prosz:




















Stretching:


JOGA:




Posiałam sobie w doniczce koperek. I on się tak trochę pogniótł ten koperek...









30 komentarzy:

  1. Perfekcyjne wysiadywanie koperku. Wybitna uroda. Talenty edukacyjne. Czegóż chcieć więcej?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odrobiny snu...
      Ok. 3.00 zabawa myszkami lub demolowanie mieszkania, 3.30-4.15 czułości. Włącza się dieselek, twarz ma się całą wylizaną papierem ściernym drobnoziarnistym w funkcji języka, a na plecach i głowie tajski masaż i pazury wbite w dłoń, gdy zaprzestanie się głaskania. Opcjonalnie czułości do psów. Od 4.15 do zmęczenia (koty, my już jesteśmy wystarczająco zmęczeni) druga sesja myszek.
      Widać do każdego dziecka, niezależnie od gatunku, trzeba wstawać w nocy... :)

      Usuń
    2. Jak z dzieckiem, jak z dzieckiem... ale historia pyszna :-)

      Usuń
    3. Witaj Kaczko w mych niskich progach!
      Jak z dzieckiem - śniadanie przed szóstą albo wycie.

      Usuń
  2. Zdjęcie nr 2 - Znajdź kota ;-)
    Moje dzieci, też żyją /żyły w przekonaniu, że psy zjadają koty... Próbowałam im wytłumaczyć, że hierarchia posłuszeństwa raczej układać się będzie odwrotnie, ale nie widziały tego jeszcze na żywo. Tymczasem po Twoim poprzednim wpisie próbowałam zachęcić "naszego" kota do wejścia do domu. Niestety nie miał kto stać za drzwiami i ich domknąć za kotem... :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psy zjadają koty, jeśli mają po temu okazję. Głównie dlatego, że kot ucieka. Naturalne jest, że jeśli coś ucieka trzeba to gonić. Jeśli zaczyna się tulić, ocierac i mruczeć, trzeba samemu uciekać, bo coś jest nie tak :)
      Myślę, że jak pochłodnieje, a Ty jeszcze poćwiczysz pełznie na czworakach przed kotem z miseczką mleczka/podduszonej wątróbki drobiowej/siekanej piersi z kurczaka (polędwiczki), to kot zrobi Ci ten zaszczyt i sam się wprowadzi :D

      Usuń
  3. Piękne :)))
    Ja też psia bardziej jestem, ale koty...Z tymi faraonkami to prawda. Nie wyobrażam już sobie domu bez kotonów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błagam, nie szczujcie mnie wizją hordy kotów :)
      Bo znając siebie wiem, że dokocenie obecnego stada jest wielce prawdopodobne :D

      Usuń
  4. Wydaje mi się aż niehumanitarne (przepraszam: niekocinarne) uprawianie roślin w tak małych doniczkach, żeby nie mieścił się w nich cały kot! Wyraźnie tylna część wystaje! ;-)
    Myślę, że teraz powinniście pomyśleć o papudze. ;:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukiwania większej skrzynki na koperek trwają ;)
      W związku z jakowymś magnetyzmem naszego lokum, w obawie przed desantem z powietrza, zarządziłam zabicie okien dechami. Skłoniła mnie do tego właśnie wizja papugi na parapecie w deszczowy, listopadowy wieczór. Środki zapobiegawcze w tym przypadku mają głębokie uzasadnienie - kilka lat temu, w podobnych okolicznościach "przybłąkała się" zeberka. Także wiesz... no...

      Usuń
    2. Dobrze, że była to zeberka, a nie zebra... ;-)

      Usuń
  5. Musisz jeszcze jeden pokój obsiać trawą dla kota. One to uwielbiają! I skanalizowane drzewko.
    I to prawda, że pierwszy kot przyciąga kolejne, kwestia czasu. Ja po cichu się rozglądam za drugim, a wiedz, że jestem psiarą z dziada pradziada!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w tych zwierzakach jakiś dziki magnetyzm... ;)))
      Mój ex zaczynał od jednego kota, obecnie "siedzi" panisko na tuzinie :D
      Ma zniżki u weta i bony promocyjne w hurtowni karmy.

      Usuń
    2. Eeee......... ja tylko tak.... dla przykładu........

      Usuń
  6. Śmialiśmy się, oj, śmialiśmy, czytając tę opowieść :-)
    Kota po roku raczej dostosuje się do Waszego trybu życia i o 3 rano budzić Was już nie będzie, ale jak ktoś z domowników wtedy wstanie, to być może Kota uzna to za początek dnia. Około 3 urodzin nie będzie wstawać nawet wtedy ;-)
    Kup trawkę dla kotów - zawiera jakieś minerały, których potrzebują. A pazury obcinaj, gdy rozespana Kota na to pozwoli ;-)
    I nie dziw się, gdy będzie spała pod Waszą kołdrą / kocem. Nie wiem, jak, nie wiem, czym ale jakoś tym kotom udaje się oddychać nawet pod puchówką ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko kochana! A ja myślałam, że pandeMonia żartuje z tą trawą! Czyli jednak jeden pokój trzeba będzie na trawnik przeznaczyć...
      Eeee.... to my mamy jakąś syberyjską wersję kota. Mamba, tak jak Pyza lubi leżeć na kaflach, kamiennych parapetach, nawet koszykiem ostatnio gardzi. Krecha co innego - śpi w puchach. Konkretnie w moich puchach ;)

      Usuń
    2. Całego trawnika nie trzeba, wystarczy pojemniczek ;-)

      Usuń
    3. PandeMonia nigdy nie żartuje!
      Tak, trawę można kupić do samodzielnego wysiania. Moja kota chodzi po ogródku i dużo je. POza tym lubi surową fasolkę szparagową, zjada - zmierzyłam! - 2 kilo na tydzień. Nie pytaj. :P
      No i przystosuje się do Waszego trybu życia, będzie przesypiac całe noce. Ciesz się, póki mała, bo to szybko mija potem ma się tylko statyczną wersję drapieżnika.

      Usuń
    4. Nie pytam. Ja się tylko zastanawiam gdzie te tony żarcia się mieszczą, bo kot to nie jest duże w końcu zwierzę. Mamba je jak sikoreczka - tyle ile waży. Włazi mi z karmą na debet.
      Mamba z upodobaniem obżera zielistkę.

      Usuń
    5. Tak, zielistkę może. 99,9% moich roślin jest śmiertelnym zagrożeniem dla kota- palmy, monstery... Ale jakoś mój kot też wie, które może żreć, a których nie. Hm.

      Usuń
    6. Moje koty uwielbiają pomidory (bez skórki), jedna szaleje za cukinią, zjada też rzodkiewkę.
      Obie zjadają twaróg i ugotowane żółtko. Lubią surowe mięsko ;-)
      Nie wolno dawać kotom żadnych przyprawionych potraw z ludzkiego stołu (np. wędliny!).
      Groźne dla kota są: cebula i czekolada.
      Polecam lekturę swiatkotow.pl oraz forum.miau.pl (a zwłaszcza: KOCIE ABC czyli: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=27018 )

      Usuń
    7. A dla pośmiania się zaglądam tu: http://kotburger.pl/ :-)

      Usuń
    8. Aaaaaaa, zapomniałam napisać: Ja nie lubię gotować, ale moja młodsza Kota wręcz przeciwnie; bardzo chętnie asystuje przy wszelkim obieraniu, krojeniu itp. Zwłaszcza jeśli chodzi o warzywa, bo przy mięsie jej zwierzęca natura bierze górę nad zamiłowaniem do kucharzenia ;-) Równie chętnie asystuje mi, gdy maluję rzęsy. Córce lubi asystować przy myciu zębów szczoteczką elektryczną.

      Mogłabym godzinami rozprawiać o moich kotach ;-)
      ale już dam spokój, pozwolę CI poobserwować sobie Mambę ;-)

      Usuń
  7. Nie rozumiem jakim cudem znalazłam Cię dopiero teraz?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pójdź w me ramiona, niech Cię uściskam! :)))

      Usuń
  8. ale się uśmiałam czytając tę opowieść, na cały głos :)) cudnie napisane!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Więcej śmichu było, jak się to oglądało z bliska :)

      Usuń