sobota, 24 lutego 2018

Dlaczego warto pomagać

Pamiętacie Magdusię (KLIK, KLIK), o której Wam rokrocznie przypominam w związku z rozliczaniem PITów?








Magda jest prawdziwym wojownikiem :D






   No to jak co roku podpowiadam, że Magdusi można przekazać 1% podatku albo wpłacić jakiś niewielki nawis inflacyjny, jeśli takowy się zalęgł w Waszym budżecie :)
Bo pomoc się mnoży, gdy się ją dzieli - to wie każde dziecko, a jednak czasem miło mieć dowody na to zjawisko. Oto i one:

sobota, 10 lutego 2018

Babka śmietankowa i wiosenne spacery

Dawno nie było nic w kulinarnym temacie i czas to nadrobić.
To dzisiaj babka śmietankowa.

Babka śmietankowa to ta jasna kromeczka, pod spodem ostatni kawałek pysznego ciasta Jareckiej, które u nas robi za piernik
- i nie znam łatwiejszego i pyszniejszego. A przepis jest TU, w kuchni Deszczowego Domu


A to babka w pełnej krasie:


sobota, 3 lutego 2018

Historyczna data 2. lutego

Data jest historyczna z dwóch powodów. I nie chodzi tu o święto Matki Boskiej Gromnicznej, do którego mam wielki sentyment.

Primo po pierwsze w piątek 2. lutego odbyła się PIERWSZA rozprawa w sprawie odszkodowania po wypadku Mężczyzny.
Okropny wypadek, który wywrócił nasze życie do góry nogami, miał miejsce dokładnie dwa lata i siedem miesięcy temu 2. lipca 2015 roku. No i właśnie się doczekaliśmy!
Pierwsza rozprawa, przesłuchanie Mężczyzny na okoliczność.
Nie będę się wgryzać w temat pracy naszych sądów, dość powiedzieć, że reforma gruntowna, dogłębna i jaka tylko jest im potrzebna jak tlen (uprzejmie proszę o nie rozwijanie tematu reform w komentarzach z szacunku dla mych zszarganych nerwów; ja odszkodowanie za swój wypadek - stłuczkę - uzyskałam po trzech latach)

Przeprowadzka bardzo nam pomogła uporać się z traumą, a teraz znowu wszystko wraca i maglujemy temat od nowa :(
No nic. Nie takie rzeczy ludzie przeżyli.
Jednocześnie wracając myślami do tych strasznych dni chciałam SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ wszystkim PT Blogoczytaczom miłym, którzy w tamtych strasznych dniach otoczyli nas modlitwą, serdecznym wsparciem, ciepłymi słowami. Strumienie DOBRA płynęły od Was kochani z każdej strony i podtrzymywały Tofika i mnie na duchu, a Mężczyznę przy życiu.
Nie zapomniałam o tym. Pamiętam i jestem Wam niewysłowienie wdzięczna!

Primo po drugie nie jest już takie jednoznacznie osadzone w dacie, ale chyba 2 lutego będzie najlepszy do odtrąbienia przełomu w moim związku z Białym.

niedziela, 21 stycznia 2018

Chaotyczny, zaczapkowany post z krokodylem

Nie dalej jak wczoraj Leciwa szturchnęła mnię komentarzem pod poprzednim postem, informując, że Bóg już się narodził jakiś czas temu i życie toczy się dalej. No i to dalej właśnie się PT Blogoczytaczom należy jak psu zupa.
W sumie racja, bo się opuszczam w pisaniu.

(Leży mi taki jeden temacik na wątrobie ale boję się, że jak nie bacząc na konwenanse puszczę wodze emocjom, które mnie gryzą, to rozwalę klawiaturę, bloga, stosunki towarzyskie, a żółć ze mnie wyciekać będzie rzeką. przy której Amazonka to lichy ściek. A cała impreza skończy się wizytą smutnych panów z nakazem prokuratorskim - ale zapewne ten post niedługo nastąpi. Dojrzewam)

Dzisiaj będzie post zastępczy oględnie odpowiadający na pytanie, co u nas.
Zaczapkowałam się drutowo, bo ciągle jeszcze maszyna do szycia wraz z akcesoriami nie trafiła na swoje miejsce, ale za tobędzie stała w doborowym towarzystwie. Nabyłam Overlocka! W okolicach wakacji zamierzam się zamknąć z moim sprzętem i wreszcie dać upust szyciowym pomysłom.

Druty też są ok. Na początku sezonu zimowego, czyli tej chłodniejszej części pory deszczowej, znowu doszłam do wniosku, że brakuje mi czapki. Tym razem w kolorze zielonym. Ale z akcentem brązowym, żeby była bardziej uniwersalna.
No i o, proszsz, orzeszek taki wyszedł niczym kapelutek żołędzia. Antenkę też ma:


niedziela, 24 grudnia 2017

Bóg się rodzi!


W tym roku dekoracyjnie znowu poszliśmy w minimalizm.
Nawet nie ma na naszej ścianie choinki 2D, o pełnowymiarowej nie wspominając!
Cieszymy się świerczkami i jałowcami zewnętrznymi i to nam w zupełności wystarcza.


Kolędy rozbrzmiewają, Bóg się rodzi - oczywiście w asyście kota.
No bo niech mi kto powie, że w stajence nie było kota!
Oczywiście, że był!

wtorek, 12 grudnia 2017

Fidel suka

Nie, wyjątkowo nie chodzi o samicę psa o imieniu na cześć kubańskiego dyktatora, ale o dwa niezwykłe instrumenty muzyczne:
sukę biłgorajską i fidel płocką.

Usłyszałam w radio, zakochałam się i Mikołaj okazał się domyślny :)


Instrumenty zostały zrekonstruowane dzięki prof. Marii Pomianowskiej i jej przyjaciołom i współpracownikom.
Nie będę się o tym rozpisywać, bo zrobili to lepsi ode mnie, a jeśli ktoś coś ładnie i składnie pisze, to ja nie będę odwalać benedyktyńskiej roboty z przepisywaniem, wolę odesłać PT Blogoczytaczy do źródła i mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
O instrumentach można poczytać tu:
Laboratorium muzycznych fuzji (tu można również posłuchać utworów z płyty)
i tu:
www.pomianowska.art.pl (trzeba zjechać na dół strony i warto pobuszować w innych zakładkach)

A teraz dla zachęty:




Ci wszyscy, którzy chwycą bakcyla suki sami znajdą sobie inne utwory i wsiąkną, jak i ja wsiąkłam :)

niedziela, 12 listopada 2017

Źwierzontka na nowych włościach - koty. Ciąg dalszy.

Ano tak.
W kocim temacie ostatnie słowo nie zostało powiedziane.
Sądzę, że nawet nie przedostatnie.
Akcja się rozwija i nabiera rumieńców.
A było tak:

Poprzedni właściciel posiadał kilkunastoletnią czarną kotkę o imieniu Tosia, którą rzecz jasna zabrał ze sobą. Pytałam się, czy tu przychodzą inne koty, ale nie otrzymałam jakiejś wyczerpującej odpowiedzi. Ot czarno-biały kot sąsiadów (Jest takowy - trzyma sztamę ze swoimi: bokserem i wilczurem).
Dla Tośki była klapka na czip i właściciel innymi kotami ani się nie interesował, ani sobie nie życzył z nimi bliższych kontaktów.

Kilka dni po przeprowadzce, kiedy jeszcze moje zwierza siedziały w kocim pokoju, zobaczyłam Groszkę przemykającą przez podwórko i znikającą za garażem.
Oczywiście puściłam się pędem, żeby złapać uciekiniera! Wołam, wabię, a kot popatrzył się na mnie i czmychnął przez szparę w płocie. Z obłędem w oczach sadziłam po trzy stopnie na piętro, żeby się dowiedzieć JAK i KTÓRĘDY udało się tej małpie zwiać?!
A małpa siedziała spokojnie na krokwi i robiła za sowę :)

Tak poznałam Łazankę.

Widywaliśmy też -ale z daleka, najczęściej z okna - czarno-białego kota na naszym pomoście i w krzakach przy oczku wodnym. Czasami myliłam go z Jupą lub Jojką, bo z daleka maską na pysiu przypominał tę pierwszą, a ciemnym grzbietem tę drugą.

I tak poznałam Białego.

Miałam też podejrzenia, że tych burych pręgusków jest więcej. Ale ten drugi jest płochy i raz widziałam ogon, czasem kawałek ucha, albo mignęła mi gdzieś na deskach czarna pięta.

I tak poznałam... a zresztą, potem się dowiecie, kogo poznałam :D