niedziela, 10 maja 2015

Za co ja uwielbiam ideę second hand'u (3)


 Mam pewną słabość, do której się jeszcze tutaj nie przyznawałam, a która jest ściśle związana z ideą zakupów z drugiej ręki. Mianowicie kocham skorupy! Wielką, szaloną miłością!
A dokładnie porcelanę. Fajanse, glinki i szkło mnie aż tak nie kręcą, choć koło okazji przejść obojętnie też nie potrafię.
  Porcelanowa choroba jest zakaźna. Ja ją mam po Mamusi, Tofik po mnie.
Zaczęło się od skorup, które spływały na mnie w spadku (bo kiedyś na szczęście nie było duraleksów, arcoroców, arcopali i rodowych serwisów z melaminy!). Była porcelana. Nasza. Piękna. Śląska i ćmielowska. Był czechosłowacki Epiag i piękna porcelana z Chin i Japonii. Oczywiście była porcelana manufaktur bawarskich i górna półka - Rosenthal, Miśnia, Berlin, Drezno i Wiedeń. Zdecydowanie rzadziej można było spotkać porcelanę angielską, szwedzką czy węgierską. A prawdziwym rarytasem są Nautilusy (ze szkockiej manufaktury, zajmującej się zdobieniem porcelany tylko przez 17 lat od 1896 do 1913!) jak ten poniżej.

Nautilus























czwartek, 23 kwietnia 2015

Jak zrobić z siebie idiotkę przed biegłymi sądowymi - niezawodny przepis :)

  W każdym razie mi się udało!
 Otóż objaśniam tytułem wstępu - rok temu z okładem, gdy stałam sobie na czerwonym świetle, miły pan z telefonem komórkowym przyrośniętym zarówno do dłoni, jak i do ucha, podjął próbę zapakowania swojej toyoty do bagażnika mego citroena. Jednym z efektów tej próby było odprostowanie mego kręgosłupa w odcinku szyjnym. Niestety nie uzyskałam tym sposobem łabędziej szyi bez dodatkowych podbródków. Wtedy może bym wybaczyła...
  Uzyskałam za to moc innych wrażeń - np. wizualizację podróży Dorotki do krainy Oz (jednak bez bonusu srebrnych trzewiczków). Albowiem zawroty głowy potrafią powalić mnie na tapczan, którego muszę się trzymać kurczowo, kiedy frywolny mebel wiruje wraz ze mną.

środa, 8 kwietnia 2015

Za co ja uwielbiam ideę second hand'u (2)

 Za książki, rzecz jasna!
W niektórych lumpeksach są, oprócz ciuchów i innych dóbr, także książki. Tą drogą zdobyłam m.in. trzy tomy opowieści o Misiu Paddingtonie i rozliczne bajeczki po angielsku, które służyły i mi, i Tofikowi w poznawaniu języka.

Jedna z naszych ulubionych jest o Elmerze, słoniu którego z opresji uratował motyl :)


     Czasami trafiają się w życiu rzeczy niezwykłe. 
Raz obładowana siatami wracałam z zakupów na targowisku bocznymi uliczkami i natknęłam się na nowo otwarty ciucholand.

sobota, 4 kwietnia 2015

Z okazji Świąt Wielkanocnych

 


Z okazji tych pięknych Świąt życzę Wszystkim 
Wielkiej Radości i Wszelkiej Pomyślności!

I zastali grób Pana pusty:



Apdejt:
Dostałam tyle ślicznych, serdecznych życzeń, że postanowiłam "podać dalej" te, które szczególnie ujęły mnie za serce:
Niech radosne Alleluja będzie dla Was ostoją zwycięskiej Miłości i niezłomnej Wiary, niech pogoda Ducha towarzyszy Wam w trudzie każdego dnia!

Czego sobie i Wam życzę :)

środa, 1 kwietnia 2015

Jamnik w ogniu

   Wpadłam jak ta śliwka w komput!
   Kiedyś via bodaj Skorpion w Rosole, wlazłam do Diabła w buraczkach. Najpierw obwąchiwałam nieufnie, potem z coraz większą atencją, a teraz w zakochaniu przepadłam po uszy. Kto u Diabła jeszcze nie był, niech błyskiem nadrabia braki w edukacji i życiu kulturalnem, co by nie umarł w nieświadomości istnienia  Borsuka KryspinaLisa Stefana Krokodyla Ryszarda wraz z Rodziną i Sowy Renaty oraz innych Zwierzontek.

Serce me zabiło mocno do owych stworzeń, których podobizny specjalnie dla PT Czytelników bezczelnie skopiuję z bloga Asi, ażeby Państwo Szanowne mogło zobaczyć w czym rzecz:





wtorek, 24 marca 2015

Namordniczek :)

  Kreska

  Kreska.
  Psina moja kochana.
  Cierpieć zaczęła okrutnie. Niby radosna i zabawowa jak zwykle. Apetyt też zwierzakowi dopisywał - też jak zwykle. A co zjadła, to siedziała sztywna z bólu...
Najpierw myśleliśmy, że to z powodu łapczywego jedzenia - rzuca się bowiem na żarcie, jak skazany na śmierć głodową na ostatni posiłek. Zaczęliśmy karmić małymi porcjami i z ręki. Pomogło na czas jakiś. Ponieważ to długie zwierzę jest, myślałam razu pewnego, że skrętu żołądka dostała - pół nocy nie spałam i mało brakowało, żebym zainwestowała całą pensję w wyjazdową pomoc weterynaryjną. Objawy jednak nie pasowały i potem wszystko minęło. Czasami dolegliwości ustępowały, czasami się nasilały. Pies jak się łapczywie nażarł, siedział sztywny pół nocy, ale dostał od weta stosowne tabletki i nawet było ok.
    Aż nagle się skrajnie pogorszyło, a Krecha zaczęła się zachowywać jak Bazyl na kilka dni przed śmiercią...

poniedziałek, 23 marca 2015

O pewnym błazeńskim swetrze i ataku technologii.

    Ostatnio uszyty sweter szczęśliwie dotarł via Poczta Polska do nowej Właścicielki, gdzie przyjęty został ze stosownymi honorami. Swetrzycho wygląda tak: