Zeszłam na psy, obrosłam kotami, mam szafy pełne ulubionych swetrów hmmm... zobaczymy, co będzie dalej :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mamba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mamba. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 30 sierpnia 2018
Kocia misja Mamby i kolejna przepowiednia NNNŚ Weta
Mamba. Rozmruczana, rozgadana, przytulna, ciekawska powsinoga. Jeśli powiem, że już mi się oczy nie pocą na to wspomnienie, to nie wiem, czy ktoś uwierzy.
Mambiszon była dla nas kotem szczególnym. Oprócz cudownej osobowości i wdzięku miała w sobie to coś, co sprawia, że między źwierzem a człowiekiem iskrzy.
Krótko mówiąc był to kot idealnie wybrany przez kocią boginię, żeby dwoje zdeklarowanych psiarzy nawrócić na koty. Mamba swoimi przemowami poszerzyła nasze horyzonty, a nawet wybiła dziurę w naszych sercach, by przez nią - już krokiem marszowym - wlazły z dumnie podniesionymi ogonami całe kocie zastępy.
Pozostałe nasze kocice takiej sztuki by zapewne nie dokonały. Kiedyś Gosianka pisała o niejakiej Isi, że ma krótki lont. Obejrzałam filmiki instruktażowe i stwierdziłam, phi! Jeśli Isia ma krótki lont, to nasze panny mają lonty krótsze niż ogony, a Jupi z Burą (czyli Turbo-kotem) mają lonty krótsze niż wąsy! I takim właśnie kocicom Mamba dała u nas dom.
Ale na tym misja Mambulca się nie skończyła! O nie! To dopiero początek ;)
piątek, 20 lipca 2018
Mambusia, Mambeńka, Mambiś, Mambini
To imiona naszej ukochanej, czarnej, puchatej, rozmruczanej, rozgadanej, radosnej koteczki.
Wyjątkowej dla nas. Pierwszej.
Weszła w nasze życie pewnym krokiem, nawróciła nas na koty, dała nam wiele radości i odeszła... niestety już na zawsze.
Miała gen wędrownika - inaczej by do nas nie przyszła, małe kocię na 10. piętro po schodach.
Była wolna, czerpała radość kociego życia pełnymi łapkami.
Polowała - to był jej żywioł, wspinała się na drzewa i wędrowała daleko po polach i lasach.
Nie, nie żałuję, że nie trzymałam jej w zamknięciu.
Jej nieobecność tak bardzo boli...
Wyjątkowej dla nas. Pierwszej.
Weszła w nasze życie pewnym krokiem, nawróciła nas na koty, dała nam wiele radości i odeszła... niestety już na zawsze.
Miała gen wędrownika - inaczej by do nas nie przyszła, małe kocię na 10. piętro po schodach.
Była wolna, czerpała radość kociego życia pełnymi łapkami.
Polowała - to był jej żywioł, wspinała się na drzewa i wędrowała daleko po polach i lasach.
Nie, nie żałuję, że nie trzymałam jej w zamknięciu.
Jej nieobecność tak bardzo boli...
niedziela, 25 marca 2018
Tusiek - koTusiek
Semestr letni jego mać!
I znowu nie mogę zdążyć z niczym, z życiem, spaniem, codziennością a czasem oddychaniem :(
Ogród (potencjalnie) piękny mój leży odłogiem i przyzywa.
A mnie się wydaje, że już za chwilę to ja z tego wszystkiego legnę na marach z cyklem Krebsa na ustach :(
Ale o Tuśku napisać muszę, bo mu się to należy.
Tusiek to nikt inny jak Biały ;) Tylko głupio tak kota wołać barwą futerka, no nie?
Ostatni raz widzieli się Szanowni Państwo Blogoczytacze z Białym, gdy kiblował w mojej łazience na pięterku i walczyliśmy o ograniczenie jego życia wewnętrznego.
Wysiadywałam tam z kocurem godzinami, czule świergoląc kotuś, kotusiek i tak mu zostało: koTusiek ;)
I znowu nie mogę zdążyć z niczym, z życiem, spaniem, codziennością a czasem oddychaniem :(
Ogród (potencjalnie) piękny mój leży odłogiem i przyzywa.
A mnie się wydaje, że już za chwilę to ja z tego wszystkiego legnę na marach z cyklem Krebsa na ustach :(
Ale o Tuśku napisać muszę, bo mu się to należy.
Tusiek to nikt inny jak Biały ;) Tylko głupio tak kota wołać barwą futerka, no nie?
Ostatni raz widzieli się Szanowni Państwo Blogoczytacze z Białym, gdy kiblował w mojej łazience na pięterku i walczyliśmy o ograniczenie jego życia wewnętrznego.
Wysiadywałam tam z kocurem godzinami, czule świergoląc kotuś, kotusiek i tak mu zostało: koTusiek ;)
niedziela, 21 stycznia 2018
Chaotyczny, zaczapkowany post z krokodylem
Nie dalej jak wczoraj Leciwa szturchnęła mnię komentarzem pod poprzednim postem, informując, że Bóg już się narodził jakiś czas temu i życie toczy się dalej. No i to dalej właśnie się PT Blogoczytaczom należy jak psu zupa.
W sumie racja, bo się opuszczam w pisaniu.
(Leży mi taki jeden temacik na wątrobie ale boję się, że jak nie bacząc na konwenanse puszczę wodze emocjom, które mnie gryzą, to rozwalę klawiaturę, bloga, stosunki towarzyskie, a żółć ze mnie wyciekać będzie rzeką. przy której Amazonka to lichy ściek. A cała impreza skończy się wizytą smutnych panów z nakazem prokuratorskim - ale zapewne ten post niedługo nastąpi. Dojrzewam)
Dzisiaj będzie post zastępczy oględnie odpowiadający na pytanie, co u nas.
Zaczapkowałam się drutowo, bo ciągle jeszcze maszyna do szycia wraz z akcesoriami nie trafiła na swoje miejsce, ale za tobędzie stała w doborowym towarzystwie. Nabyłam Overlocka! W okolicach wakacji zamierzam się zamknąć z moim sprzętem i wreszcie dać upust szyciowym pomysłom.
Druty też są ok. Na początku sezonu zimowego, czyli tej chłodniejszej części pory deszczowej, znowu doszłam do wniosku, że brakuje mi czapki. Tym razem w kolorze zielonym. Ale z akcentem brązowym, żeby była bardziej uniwersalna.
No i o, proszsz, orzeszek taki wyszedł niczym kapelutek żołędzia. Antenkę też ma:
W sumie racja, bo się opuszczam w pisaniu.
(Leży mi taki jeden temacik na wątrobie ale boję się, że jak nie bacząc na konwenanse puszczę wodze emocjom, które mnie gryzą, to rozwalę klawiaturę, bloga, stosunki towarzyskie, a żółć ze mnie wyciekać będzie rzeką. przy której Amazonka to lichy ściek. A cała impreza skończy się wizytą smutnych panów z nakazem prokuratorskim - ale zapewne ten post niedługo nastąpi. Dojrzewam)
Dzisiaj będzie post zastępczy oględnie odpowiadający na pytanie, co u nas.
Zaczapkowałam się drutowo, bo ciągle jeszcze maszyna do szycia wraz z akcesoriami nie trafiła na swoje miejsce, ale za tobędzie stała w doborowym towarzystwie. Nabyłam Overlocka! W okolicach wakacji zamierzam się zamknąć z moim sprzętem i wreszcie dać upust szyciowym pomysłom.
Druty też są ok. Na początku sezonu zimowego, czyli tej chłodniejszej części pory deszczowej, znowu doszłam do wniosku, że brakuje mi czapki. Tym razem w kolorze zielonym. Ale z akcentem brązowym, żeby była bardziej uniwersalna.
No i o, proszsz, orzeszek taki wyszedł niczym kapelutek żołędzia. Antenkę też ma:
czwartek, 2 listopada 2017
Źwierzontka na nowych włościach - Koty część II
Dziś część dalsza kocich historii.
Nie jest to jednak część ostatnia, żeby PT Blogoczytaczy przytrzymać w napięciu :)
Ku mojemu zaskoczeniu koty w sposób znaczący zmieniły swój behawior.
Najpierw było tak:
Lezę sobie ja techniką brajla świtem bladym do kuchni i cóż ja widzę? Ano jakieś ciemne ślady na panelach w rogu pokoju. Dokładnie pod stołem. Na panelach, co je szorowałam na kolanach dnia poprzedniego, ha!
Bez okularów będąc, co mocno ogranicza percepcję wzrokową, uznałam, że są to jakieś smugi, zapewne pozostawione przez coś z czarnej gumy. Ktoś coś ciągnął lub przesuwał i stąd te ślady.
Oczywiście, bo ja raptus jestem, rzut oka starczył mi za śledztwo, osąd został przeprowadzony i wyrok wydany!
Mężczyzna, bo któż by inny! Praprzyczyna remontowego rozpirzu. Ten rozwalacz ścian, wykuwacz dziur, farbochlap!
Ale trochę się zmitygowałam, bo jednak to tak brzydko zaocznie ferować wyroki...
Padłam na kolana, wsunęłam przednią swą część pod stół i podpełzłam do rzeczonych smug i oto, co się ukazało mym oczom:
Nie jest to jednak część ostatnia, żeby PT Blogoczytaczy przytrzymać w napięciu :)
Ku mojemu zaskoczeniu koty w sposób znaczący zmieniły swój behawior.
Najpierw było tak:
Lezę sobie ja techniką brajla świtem bladym do kuchni i cóż ja widzę? Ano jakieś ciemne ślady na panelach w rogu pokoju. Dokładnie pod stołem. Na panelach, co je szorowałam na kolanach dnia poprzedniego, ha!
Bez okularów będąc, co mocno ogranicza percepcję wzrokową, uznałam, że są to jakieś smugi, zapewne pozostawione przez coś z czarnej gumy. Ktoś coś ciągnął lub przesuwał i stąd te ślady.
Oczywiście, bo ja raptus jestem, rzut oka starczył mi za śledztwo, osąd został przeprowadzony i wyrok wydany!
Mężczyzna, bo któż by inny! Praprzyczyna remontowego rozpirzu. Ten rozwalacz ścian, wykuwacz dziur, farbochlap!
Ale trochę się zmitygowałam, bo jednak to tak brzydko zaocznie ferować wyroki...
Padłam na kolana, wsunęłam przednią swą część pod stół i podpełzłam do rzeczonych smug i oto, co się ukazało mym oczom:
poniedziałek, 23 października 2017
Źwierzontka na nowych włościach - Koty część I
Taaaa.... Pannom kotom należy się dużo więcej miejsca niż prostolinijnym i nieskomplikowanym psicom.
To był sądny dzień i jak sobie przypomnę to mi się słabo robi.
Taka kropka nad i naszej przeprowadzki.
Po miesiącu pakowania, przenoszenia, ganiania, załatwiania i ogarniania pracy na końcówce semestru padałam na pysk. Mężczyzna jakoś tak lepiej trzymał pion ale tylko z wierzchu.
Potem dopiero natrafiłam w czeluściach internetów na koszulkę z napisem "Armagedon był wczoraj, dzisiaj mamy prawdziwy problem!". Jakże na miejscu byłaby ta koszulka tegoż dnia.
Zaczęło się już od rana.
Tylko udało mi się zapakować towarzystwo w pięć kontenerków - trzy własne, dwa pożyczone - a koci chór ryknął z głębi płuc. Kto nie wie, co znaczy kocia muzyka, powinien odbyć taką podróż.
Już zaniesienie tego miauczącego bagażu z mieszkania do samochodu nie obyło się bez wzbudzania sensacji na osiedlowym parkingu. Potem napięcie stopniowo rosło.
Miałam do przejechania calutkie 16 km. Gorąco, okna otwarte a tu takie wrzaski i lamenty. Modliłam się tylko, żeby mnie jakiś patrol nie zgarnął, zwłaszcza gdy do kociego jazgotu dołączyły skomlenia podenerwowanych psów.
Na każdziuteńkich światłach byłam lustrowana przez kierowców stojących obok.
Była to jedna z najdłuższych podróży w moim życiu! Uf!
To był sądny dzień i jak sobie przypomnę to mi się słabo robi.
Taka kropka nad i naszej przeprowadzki.
Po miesiącu pakowania, przenoszenia, ganiania, załatwiania i ogarniania pracy na końcówce semestru padałam na pysk. Mężczyzna jakoś tak lepiej trzymał pion ale tylko z wierzchu.
Potem dopiero natrafiłam w czeluściach internetów na koszulkę z napisem "Armagedon był wczoraj, dzisiaj mamy prawdziwy problem!". Jakże na miejscu byłaby ta koszulka tegoż dnia.
Zaczęło się już od rana.
Tylko udało mi się zapakować towarzystwo w pięć kontenerków - trzy własne, dwa pożyczone - a koci chór ryknął z głębi płuc. Kto nie wie, co znaczy kocia muzyka, powinien odbyć taką podróż.
Już zaniesienie tego miauczącego bagażu z mieszkania do samochodu nie obyło się bez wzbudzania sensacji na osiedlowym parkingu. Potem napięcie stopniowo rosło.
Miałam do przejechania calutkie 16 km. Gorąco, okna otwarte a tu takie wrzaski i lamenty. Modliłam się tylko, żeby mnie jakiś patrol nie zgarnął, zwłaszcza gdy do kociego jazgotu dołączyły skomlenia podenerwowanych psów.
Na każdziuteńkich światłach byłam lustrowana przez kierowców stojących obok.
Była to jedna z najdłuższych podróży w moim życiu! Uf!
wtorek, 20 grudnia 2016
Mikołaj przyszedł do Futer :)
Tak jak zapowiadałam, dzisiejszy post poświęcony jest mikołajowym prezentom dla moich zwierzaków.
Mikołaj przyszedł do całej czeredy! I to taki prawdziwy, a nie że pańcia w roli grubasa w czerwonym najpierw coś skitrała po szafach ;)
A było tak:
Najpierw był bardzo sympatyczny email od pani Marty, czy można. Email był ujmujący, ciepły, przyjazny i bardzo indywidualny, a nie szablon, jak to mają różne firmy w zwyczaju.
Ano można, a będzie nam bardzo miło!
I oto dnia pewnego pan listonosz stanął na progu z paczką i listem:

Mikołaj przyszedł do całej czeredy! I to taki prawdziwy, a nie że pańcia w roli grubasa w czerwonym najpierw coś skitrała po szafach ;)
A było tak:
Najpierw był bardzo sympatyczny email od pani Marty, czy można. Email był ujmujący, ciepły, przyjazny i bardzo indywidualny, a nie szablon, jak to mają różne firmy w zwyczaju.
Ano można, a będzie nam bardzo miło!
I oto dnia pewnego pan listonosz stanął na progu z paczką i listem:
piątek, 1 lipca 2016
X Muza i akcja w trzeciej minucie
Dzisiaj będzie filmowo.
Pamiętacie, jak pisałam, że moje psie panny w holwódy poszły? O >>>TU<<< pisałam.
No to już można sobie obejrzeć Kreskę i Pyzę w akcji :) Dosłownie.
Należy sobie wejść >>>Tu, o tutaj<<<; kliknąć 64. odcinek "Detektywów w akcji" i przy końcu pierwszej historii (każdy odcinek, to dwie opowiastki) można podziwiać urodę, czar i talent suczy dwóch!
Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale do każdej roli w tym serialu jest casting - nie tylko do psich...
A po drugie - kocice dostały Super Roller.
A dokładnie Catit Design Senses Super Roller, szyna do zabawy, oczywiście z Zooplusa, oczywiście kupowany przez >>>BANER U GOSIANKI<<<
Jak dla nich absolutny hit!
Zmontowałam i miałam smarkule cały dzień z bańki.
Gorzej, że Mężczyzna miał caluteńką noc z bańki ;)
Panny tak uwielbiają zabawkę, że mogą walić łapami w kulki caluteńkie noce, jak Tofik w klawiaturę. Zabawka im się nie nudzi i kilka razy dziennie do niej wracają, choć już mają ją ze trzy tygodnie.
Ale najlepsza jest w tym wszystkim Jojo.
Zwykle zachowuje się jak stara, zacna ciotka, światowa matrona, co to niejedno w życiu widziała (no bo widziała). Leży z miną Sfinksa i obserwuje. Łeb obraca powoli i z namaszczeniem. Powoli zamyka i otwiera żółto zielone ślepia, wzdycha z wyższością i jest ponadto.
Ale i ją kusi zabawa ;)
Zawsze zadziwia mnie jej refleks i zachowania, świadczące o tym, że była kotem dzikim i polującym.
Tak powolna i dostojna na co dzień, zwłaszcza w porównaniu z rozbrykanymi smarkulami, gdy zaczyna się bawić myszą z kocimiętką, lub taką piszczącą, puchatą, białe łapy śmigają tak szybko, że widać tylko smugę, a smarkule wychodzą przy niej na gapowate niezdary.
Zobaczcie sami, co było z Super rollerem. Zwróćcie uwagę, w jaki sposób Jojo będzie próbowała pochwycić piłeczkę - zupełnie inaczej się do tego zabiera niż domowe smarkule.
No i najlepsze - akcja w trzeciej minucie ;)
Zrywaliśmy boki!
Pamiętacie, jak pisałam, że moje psie panny w holwódy poszły? O >>>TU<<< pisałam.
No to już można sobie obejrzeć Kreskę i Pyzę w akcji :) Dosłownie.
Należy sobie wejść >>>Tu, o tutaj<<<; kliknąć 64. odcinek "Detektywów w akcji" i przy końcu pierwszej historii (każdy odcinek, to dwie opowiastki) można podziwiać urodę, czar i talent suczy dwóch!
Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale do każdej roli w tym serialu jest casting - nie tylko do psich...
A po drugie - kocice dostały Super Roller.
A dokładnie Catit Design Senses Super Roller, szyna do zabawy, oczywiście z Zooplusa, oczywiście kupowany przez >>>BANER U GOSIANKI<<<
Jak dla nich absolutny hit!
Zmontowałam i miałam smarkule cały dzień z bańki.
Gorzej, że Mężczyzna miał caluteńką noc z bańki ;)
Panny tak uwielbiają zabawkę, że mogą walić łapami w kulki caluteńkie noce, jak Tofik w klawiaturę. Zabawka im się nie nudzi i kilka razy dziennie do niej wracają, choć już mają ją ze trzy tygodnie.
Ale najlepsza jest w tym wszystkim Jojo.
Zwykle zachowuje się jak stara, zacna ciotka, światowa matrona, co to niejedno w życiu widziała (no bo widziała). Leży z miną Sfinksa i obserwuje. Łeb obraca powoli i z namaszczeniem. Powoli zamyka i otwiera żółto zielone ślepia, wzdycha z wyższością i jest ponadto.
Ale i ją kusi zabawa ;)
Zawsze zadziwia mnie jej refleks i zachowania, świadczące o tym, że była kotem dzikim i polującym.
Tak powolna i dostojna na co dzień, zwłaszcza w porównaniu z rozbrykanymi smarkulami, gdy zaczyna się bawić myszą z kocimiętką, lub taką piszczącą, puchatą, białe łapy śmigają tak szybko, że widać tylko smugę, a smarkule wychodzą przy niej na gapowate niezdary.
Zobaczcie sami, co było z Super rollerem. Zwróćcie uwagę, w jaki sposób Jojo będzie próbowała pochwycić piłeczkę - zupełnie inaczej się do tego zabiera niż domowe smarkule.
No i najlepsze - akcja w trzeciej minucie ;)
Zrywaliśmy boki!
czwartek, 23 czerwca 2016
Balkon
Nie wiem kto i kiedy wymyślił balkon, ale to bardzo praktyczne zjawisko jest.
I nie mam tu na myśli "balkonów" - jak rodowici wiochmeni z Krainy Kwitnącego Ziemniaka określają mieszczuchów sprowadzających się na wieś, czemu zwykle towarzyszy postawienie chawiry z dowolnie dużą liczbą balkonów.
Nie. Balkon jako zjawisko społeczne jest niezwykle ciekawym.
Niby jeszcze część mieszkania, przestrzeń prywatna, jeśli z sypialni to wręcz intymna, a jednak wystawiona na widok publiczny. A nawet publiczniejszy, bo wysoko nad ziemią.
Przeważa jednak kontekst prywatny.
I nikogo nie dziwi, że sąsiadka po balkonie pląsa w bieliźnie i wałkach, a sąsiad bywa, że bez bielizny (choć wiek chearleederek i chippendalesów bezpowrotnie przeminął w ubiegłym stuleciu), wystawiając swe ciała na widok, choć w życiu by się tak po ulicach nie lansowali.
A im cieplej, tym balkonowego ciała więcej.
Nie tyko ludzkiego. Kociego również.
Od kiedy pocieplało kocie dzieci przesiadują na balkonie calutkie dnie i noce. Zwłaszcza gdy pada! Kochają deszcz i wodę jako taką.
I tu znowu tajemnicza sprawa. Wlezie jedna z drugą na drzwi lub kredens i boją się zeskoczyć, choć do podłogi góra 2 metry. Wylezie taka na balkon, zobaczy ptaka lub muchę i już łapy do lotu z 10. piętra rozkłada!
Nawet Jojo uskutecznia plażowanie na balkonie.
Z początku nie bardzo, bo wiadomo, że dom to dom, a zewnętrze to chłód, głód i jeszcze nie wpuszczą na zad do środka.
Ale przyjrzała się smarkulom, że tak sobie cyrkulują, to i Jojcik się odważył. I wcale nie zraził ją jedyny przypadek, gdy przez nieuwagę została na tym balkonie zamknięta. Wcześniej na balkonie kiblowała Mamba i dała wyraz swemu niezadowoleniu demonstrując ciężki wkurw i jawną obrazę w równych proporcjach.
Balkon został osiatkowany, to i młodzież może się bezpiecznie po balkonie bujać.
Ale nie od razu Kraków zbudowano - tfu! - balkon osiatkowano.
To znaczy nam się wydawało, że osiatkowany jest skutecznie. Na szczęście odwiedziła nas moja koleżanka, bardziej w tym temacie biegła i palcem pokazała nam wszystkie miejsca, gdzie jednak kot mógłby, gdyby chciał. Pod samiutkim dachem. Drobna niedoskonałość, jakieś 7 cm siatki, przylegające ciasno, ale nie przyczepione niczym do daszku, bo nie ma jak. Na tej wysokości, już trochę poza balkonem, dojście megatrudne. Z drabiny nie sięgniesz, trzeba by z dachu, na uprzęży i linie...
A jak się okazało kot chciał i to bardzo chciał!

I nie mam tu na myśli "balkonów" - jak rodowici wiochmeni z Krainy Kwitnącego Ziemniaka określają mieszczuchów sprowadzających się na wieś, czemu zwykle towarzyszy postawienie chawiry z dowolnie dużą liczbą balkonów.
Nie. Balkon jako zjawisko społeczne jest niezwykle ciekawym.
Niby jeszcze część mieszkania, przestrzeń prywatna, jeśli z sypialni to wręcz intymna, a jednak wystawiona na widok publiczny. A nawet publiczniejszy, bo wysoko nad ziemią.
Przeważa jednak kontekst prywatny.
I nikogo nie dziwi, że sąsiadka po balkonie pląsa w bieliźnie i wałkach, a sąsiad bywa, że bez bielizny (choć wiek chearleederek i chippendalesów bezpowrotnie przeminął w ubiegłym stuleciu), wystawiając swe ciała na widok, choć w życiu by się tak po ulicach nie lansowali.
A im cieplej, tym balkonowego ciała więcej.
Nie tyko ludzkiego. Kociego również.
Od kiedy pocieplało kocie dzieci przesiadują na balkonie calutkie dnie i noce. Zwłaszcza gdy pada! Kochają deszcz i wodę jako taką.
I tu znowu tajemnicza sprawa. Wlezie jedna z drugą na drzwi lub kredens i boją się zeskoczyć, choć do podłogi góra 2 metry. Wylezie taka na balkon, zobaczy ptaka lub muchę i już łapy do lotu z 10. piętra rozkłada!
Nawet Jojo uskutecznia plażowanie na balkonie.
Z początku nie bardzo, bo wiadomo, że dom to dom, a zewnętrze to chłód, głód i jeszcze nie wpuszczą na zad do środka.
Ale przyjrzała się smarkulom, że tak sobie cyrkulują, to i Jojcik się odważył. I wcale nie zraził ją jedyny przypadek, gdy przez nieuwagę została na tym balkonie zamknięta. Wcześniej na balkonie kiblowała Mamba i dała wyraz swemu niezadowoleniu demonstrując ciężki wkurw i jawną obrazę w równych proporcjach.
Balkon został osiatkowany, to i młodzież może się bezpiecznie po balkonie bujać.
Ale nie od razu Kraków zbudowano - tfu! - balkon osiatkowano.
To znaczy nam się wydawało, że osiatkowany jest skutecznie. Na szczęście odwiedziła nas moja koleżanka, bardziej w tym temacie biegła i palcem pokazała nam wszystkie miejsca, gdzie jednak kot mógłby, gdyby chciał. Pod samiutkim dachem. Drobna niedoskonałość, jakieś 7 cm siatki, przylegające ciasno, ale nie przyczepione niczym do daszku, bo nie ma jak. Na tej wysokości, już trochę poza balkonem, dojście megatrudne. Z drabiny nie sięgniesz, trzeba by z dachu, na uprzęży i linie...
A jak się okazało kot chciał i to bardzo chciał!

środa, 2 marca 2016
Dobre Ciocie, koty trzy - na balkonie śpisz dziś Ty!
Znacie te wszystkie ostrzeżenia, np. ze stron www banków, żeby nie podawać swoich danych, adresu, telefonu, numeru buta, adresu, haseł, numeru rejestracyjnego, adresu, numeru dowodu osobistego, czy wspominałam już, że adresu?
Zrobiłam to!
Zostałam sprytnie wzięta pod włos i zrobiłam TO!
Ach, niewinna i bezbronna jak pijane dziecko we mgle (to, że sobie golnęłam ciut wina się nie liczy - aż taka pijana nie byłam!) i zrobiłam TO!
W efekcie zawisła nade mną groźba eksmisji...
Zrobiłam to!
Zostałam sprytnie wzięta pod włos i zrobiłam TO!
Ach, niewinna i bezbronna jak pijane dziecko we mgle (to, że sobie golnęłam ciut wina się nie liczy - aż taka pijana nie byłam!) i zrobiłam TO!
W efekcie zawisła nade mną groźba eksmisji...
piątek, 19 lutego 2016
Dzień kota był, dzień psa będzie :)
Ponieważ większość PT Czytelników blogujących rozpływała się nad Dniem Kota, przypominam, że Dzień Psa dopiero przed nami - będzie 1. lipca.
A u mnie na okrągło dnie psów i kotów :)
Dzień Kota był ostatnim dniem mojej uroczej, niemal pięciodniowej migreny, więc nie tylko nie miałam siły nic skrobnąć, ale moje pulsująco odbijające się od szkła okularów prawe oko nawet nie pozwalało mi za bardzo czytać. A to już tortura. Bo od kiedy nauczyłam się tej niełatwej sztuki, korzystam z niej radośnie i bez końca.
Pewnie jesteście Kochani ciekawi, co słychać w mym prywatnym Zoo.
Otóż:
A u mnie na okrągło dnie psów i kotów :)
Dzień Kota był ostatnim dniem mojej uroczej, niemal pięciodniowej migreny, więc nie tylko nie miałam siły nic skrobnąć, ale moje pulsująco odbijające się od szkła okularów prawe oko nawet nie pozwalało mi za bardzo czytać. A to już tortura. Bo od kiedy nauczyłam się tej niełatwej sztuki, korzystam z niej radośnie i bez końca.
Pewnie jesteście Kochani ciekawi, co słychać w mym prywatnym Zoo.
Otóż:
piątek, 5 lutego 2016
Załamanie nerwowe, mózg się lasuje - czyli czytacie na własną odpowiedzialność!
Dzisiaj będzie mój zawodowy striptiz.
Ponieważ od rana turlam się ze śmiechu, choć jest to śmiech histeryczny, pokrywający bezsilność, głęboką frustrację i załamanie nerwowe. Ale śmiechem postanowiłam się podzielić. A co!
Otóż dzisiaj sprawdzałam prace zaliczeniowe moich studentów. Termin drugi - poprawkowy.
Ponieważ nikt przy zdrowych zmysłach by w to nie uwierzył, zrobiłam dokumentację fotograficzną.
No a jak macie jakieś znajomości w NASA, możecie im dać cynk, bo tu się Noble i nowe technologie kryją. Wybrałam dla Was najlepsze, bo - wierzcie mi - wszystkich byście nie szczymali!
Gotowi?
No to lecimy.
1. Douczcie się, co to jest peptyd - wyjątkowa okazja!
Ponieważ od rana turlam się ze śmiechu, choć jest to śmiech histeryczny, pokrywający bezsilność, głęboką frustrację i załamanie nerwowe. Ale śmiechem postanowiłam się podzielić. A co!
Otóż dzisiaj sprawdzałam prace zaliczeniowe moich studentów. Termin drugi - poprawkowy.
Ponieważ nikt przy zdrowych zmysłach by w to nie uwierzył, zrobiłam dokumentację fotograficzną.
No a jak macie jakieś znajomości w NASA, możecie im dać cynk, bo tu się Noble i nowe technologie kryją. Wybrałam dla Was najlepsze, bo - wierzcie mi - wszystkich byście nie szczymali!
Gotowi?
No to lecimy.
1. Douczcie się, co to jest peptyd - wyjątkowa okazja!
![]() |
| I co? Teraz już wszystko jasne! Obżeracie się tłustościami i mięśnie (czyste białko!) na dupsku rośnie! |
czwartek, 4 lutego 2016
Jojcik i spółka
Jojcik ma się nieźle i chyba jeszcze będą z niej koty.
Boi się coraz mniejszej ilości rzeczy i dźwięków.
Nie integruje się wylewnie, ale też nie boi się, nie syczy i nie unika.
W sumie to nas olewa. Głaskać ją może każdy, kto ma na to ochotę.
Gdy drapie się ją za uszami to nawet łaskawie mruczy.
Wylazła spod fotela oraz spod stołu i przeniosła się na parapety.
Na parapet wychodziła początkowo tylko w nocy i gapiła się na "telewizję" do rana. Potem Mężczyzna zrobił dla niej specjalne półeczki w ulubionych miejscach i tak zyskaliśmy kolejną biało-czarną ozdobną poduszkę w kształcie kota ;) Jojo nawet nie rusza się za bardzo do miseczki, bo wie, że i tak przysmaki zostaną jej podsunięte pod nos!
No jak nie, jak tak. Codziennie w śmietanie dostaje laktulozę - niestety nie mogę jej odstawić, ani ograniczyć, bo wtedy jest problem z kupą. Codziennie też dostaje jeszcze antybiotyk w pysznym mięsku. No to pańcia kiciusia i podtyka temu kotku.
Jak to trafnie określił Tofik, Jojo uznała, że nadaję się na jej służącą. Mam właściwe kwalifikacje poparte długoletnim doświadczeniem :)
Boi się coraz mniejszej ilości rzeczy i dźwięków.
Nie integruje się wylewnie, ale też nie boi się, nie syczy i nie unika.
W sumie to nas olewa. Głaskać ją może każdy, kto ma na to ochotę.
Gdy drapie się ją za uszami to nawet łaskawie mruczy.
Wylazła spod fotela oraz spod stołu i przeniosła się na parapety.
Na parapet wychodziła początkowo tylko w nocy i gapiła się na "telewizję" do rana. Potem Mężczyzna zrobił dla niej specjalne półeczki w ulubionych miejscach i tak zyskaliśmy kolejną biało-czarną ozdobną poduszkę w kształcie kota ;) Jojo nawet nie rusza się za bardzo do miseczki, bo wie, że i tak przysmaki zostaną jej podsunięte pod nos!
No jak nie, jak tak. Codziennie w śmietanie dostaje laktulozę - niestety nie mogę jej odstawić, ani ograniczyć, bo wtedy jest problem z kupą. Codziennie też dostaje jeszcze antybiotyk w pysznym mięsku. No to pańcia kiciusia i podtyka temu kotku.
Jak to trafnie określił Tofik, Jojo uznała, że nadaję się na jej służącą. Mam właściwe kwalifikacje poparte długoletnim doświadczeniem :)
niedziela, 24 stycznia 2016
Jojcząca Jojo
Jojo dalej jojczy.
Z wypróżnianiem lepiej, ale nie na tyle żeby całkiem przestać beczeć.
Poza tym Jojek cierpi również na zapalenie pęcherza. Późno się zorientowaliśmy. Biedna zaczęła podsikiwać krwią.
Jesteśmy, na zmianę z Mężczyzną, u NNNŚ Weta z Jojo niemal codziennie.
Ostatnio Wet spytał Jojo z troską w głosie - Kotku, no powiedz, co ci dolega?
- Miauuuu! - odpowiedziała Jojo bez wahania i zalała mu fartuch strugą ciepłego moczu, niestety podbarwionego krwią.
Na szczęście Jojcik bardzo dobrze reaguje na leczenie. Szybko się dziewucha oswaja. Ładnie wciąga syropki w śmietanie i tabletki w kurczaku. Przestała się bać nas wszystkich panicznie i nawet czasem pozwala się brać na kolana. Coraz głośniej mruczy drapana za uszkami. Lubi głaskanie po całym ciałku. A w nocy nawet bez obaw wskakuje na łóżko, chodzi obok psów, przychodzi na pieszczoty, wskakuje na biurko, gdzie ma chrupki i ogląda świat przez okno.
Tylko dlaczego na litość Boską to wszystko w nocy i przy akompaniamencie głośnych śpiewów?
Za dnia za to, zaszywa się pod stołem lub pod fotelem i nie ma integracji.
Do zdjęć trzeba ją było niemal wywlekać. Wczoraj wieczorem dała się ułożyć na tapczanie i z lubością drzemała zawinięta w kocyk ze słonikami. Ale dzisiaj o leżeniu na tapczanie mowy nie ma!
A teraz obiecane fotki. Niezbyt doskonałe, bo modelka kapryśna i pozować nie chce.

Z wypróżnianiem lepiej, ale nie na tyle żeby całkiem przestać beczeć.
Poza tym Jojek cierpi również na zapalenie pęcherza. Późno się zorientowaliśmy. Biedna zaczęła podsikiwać krwią.
Jesteśmy, na zmianę z Mężczyzną, u NNNŚ Weta z Jojo niemal codziennie.
Ostatnio Wet spytał Jojo z troską w głosie - Kotku, no powiedz, co ci dolega?
- Miauuuu! - odpowiedziała Jojo bez wahania i zalała mu fartuch strugą ciepłego moczu, niestety podbarwionego krwią.
Na szczęście Jojcik bardzo dobrze reaguje na leczenie. Szybko się dziewucha oswaja. Ładnie wciąga syropki w śmietanie i tabletki w kurczaku. Przestała się bać nas wszystkich panicznie i nawet czasem pozwala się brać na kolana. Coraz głośniej mruczy drapana za uszkami. Lubi głaskanie po całym ciałku. A w nocy nawet bez obaw wskakuje na łóżko, chodzi obok psów, przychodzi na pieszczoty, wskakuje na biurko, gdzie ma chrupki i ogląda świat przez okno.
Tylko dlaczego na litość Boską to wszystko w nocy i przy akompaniamencie głośnych śpiewów?
Za dnia za to, zaszywa się pod stołem lub pod fotelem i nie ma integracji.
Do zdjęć trzeba ją było niemal wywlekać. Wczoraj wieczorem dała się ułożyć na tapczanie i z lubością drzemała zawinięta w kocyk ze słonikami. Ale dzisiaj o leżeniu na tapczanie mowy nie ma!
A teraz obiecane fotki. Niezbyt doskonałe, bo modelka kapryśna i pozować nie chce.

piątek, 8 stycznia 2016
Królik i coś na dokładkę :)
Dzisiaj szybki post o pewnym królisiu.
Nie, niestety nie tym, co Państwo wiecie, a ja rozumiem. Trójłapy kot podszywający się pod królika nadal kica na wolności. Ale mam nadzieję, że już niedługo. W poniedziałek jesteśmy umówieni z panem z PKP Energetyka i zostanie na terenie kota umieszczona klatka-łapka.
Mam nadzieję, że kot będzie tak uprzejmy...
Ale dzisiaj ja nie o tym.
Tuż przed Świętami, w trybie pilnym szyłam Królisia, a w zasadzie Królisię, dla półrocznej Panienki.
No i wyszło tak:

Nie, niestety nie tym, co Państwo wiecie, a ja rozumiem. Trójłapy kot podszywający się pod królika nadal kica na wolności. Ale mam nadzieję, że już niedługo. W poniedziałek jesteśmy umówieni z panem z PKP Energetyka i zostanie na terenie kota umieszczona klatka-łapka.
Mam nadzieję, że kot będzie tak uprzejmy...
Ale dzisiaj ja nie o tym.
Tuż przed Świętami, w trybie pilnym szyłam Królisia, a w zasadzie Królisię, dla półrocznej Panienki.
No i wyszło tak:

środa, 30 grudnia 2015
czwartek, 17 grudnia 2015
Głodem morzone koty! Drastyczne sceny :)
Około 5.48 czuję na swoim policzku dotyk zimnej, delikatnej łapki i słyszę przymilne acz naglące Miaaauuu, wymiauczane prosto do ucha. Jeszcze nie mogę się wygrzebać z sennych oparów, więc lekkie ugryzienie w nos na zachętę dołącza do szturchańców łapką i Miaaauuuu. Jednocześnie, na osłodę i w formie przeprosin dwa dieselki mruczą mi do ucha.
Budzę się. Chcę, czy nie chcę - raczej nie chcę - ale się budzę. Jeszcze kilka łapek i gryzków w nos i karnie maszeruję brajlem do kuchni wydać pierwsze śniadanie moim zagłodzonym koteckom.
Najedzone koty odstawiają szaleństwa, by potem zalec na ciepłej kołdrze.
Godzinkę później osłabłe z głodu kociska zaczynają plądrować kuchnię, w poszukiwaniu jedzenia. Wszak puste brzuszki nie były napełniane już od tygodni, o czym świadczy wyrzut w oczach kota, wylizującego ozdobne nadruki z kocich miseczek, wstawionych do zlewu.


Budzę się. Chcę, czy nie chcę - raczej nie chcę - ale się budzę. Jeszcze kilka łapek i gryzków w nos i karnie maszeruję brajlem do kuchni wydać pierwsze śniadanie moim zagłodzonym koteckom.
Najedzone koty odstawiają szaleństwa, by potem zalec na ciepłej kołdrze.
Godzinkę później osłabłe z głodu kociska zaczynają plądrować kuchnię, w poszukiwaniu jedzenia. Wszak puste brzuszki nie były napełniane już od tygodni, o czym świadczy wyrzut w oczach kota, wylizującego ozdobne nadruki z kocich miseczek, wstawionych do zlewu.


czwartek, 3 grudnia 2015
Kreska - strażniczka szuflady :)
Mam łóżko, na którym czasem i dla mnie znajdzie się miejsce do spania (vide poprzedni post). Pod łóżkiem znajdują się dwie szuflady, a w nich swetrowa materia - no wiecie na co.
Te szuflady koty sobie upodobały szczególnie i przesypiają w nich całe dnie, zagrzebane pomiędzy worki ze swetrami.
To, że kot "znika" w szufladzie strasznie Kreskę irytuje.
Po pierwszych, bezowocnych próbach wepchnięcia się pod łóżko za kotem, frustracja psicy osiągnęła niebezpieczne poziomy. Krechulec całymi dniami siedzi i hipnotyzuje wzrokiem szuflady, usiłując koty wywabić skomleniem.
Co wygląda tak:

Te szuflady koty sobie upodobały szczególnie i przesypiają w nich całe dnie, zagrzebane pomiędzy worki ze swetrami.
To, że kot "znika" w szufladzie strasznie Kreskę irytuje.
Po pierwszych, bezowocnych próbach wepchnięcia się pod łóżko za kotem, frustracja psicy osiągnęła niebezpieczne poziomy. Krechulec całymi dniami siedzi i hipnotyzuje wzrokiem szuflady, usiłując koty wywabić skomleniem.
Co wygląda tak:

poniedziałek, 23 listopada 2015
Kompromitujące tajemnice alkowy :)
Chyba wszyscy kiedyś na swoich pierwszych telefonach komórkowych grali w Tetris'a. Ja robiłam to namiętnie :)
Wersją alternatywną jest Petris:
Wersją alternatywną jest Petris:
![]() |
| źródło |
wtorek, 17 listopada 2015
Taki kot to może człowieka wykończyć!
Ano może.
Przylezie takie małe kocie dziecko w zimną noc październikową za Tofikiem, wtarabani się po schodach na 10. piętro, chwyci całą rodzinę pazurami za serce, uwiedzie spojrzeniem złotych ślepi, rozkocha w sobie zmysłowym Mrauuu i co?!
I weźmie i się rozchoruje, i dostanie gorączki 41 stopni z kreskami, i straci apetyt, i będzie się przewracać, bo łapki sztywne, i będzie miało biegunkę, i będzie leżało bezwładnie i się przez ręce przelewało! Bo jak to? Rano wszystko dobrze i kot rzuca się na żarełko i się bawi, i biega, i skacze, i demoluje, a wieczorem nawet łebka nie ma siły podnieść?
Przylezie takie małe kocie dziecko w zimną noc październikową za Tofikiem, wtarabani się po schodach na 10. piętro, chwyci całą rodzinę pazurami za serce, uwiedzie spojrzeniem złotych ślepi, rozkocha w sobie zmysłowym Mrauuu i co?!
I weźmie i się rozchoruje, i dostanie gorączki 41 stopni z kreskami, i straci apetyt, i będzie się przewracać, bo łapki sztywne, i będzie miało biegunkę, i będzie leżało bezwładnie i się przez ręce przelewało! Bo jak to? Rano wszystko dobrze i kot rzuca się na żarełko i się bawi, i biega, i skacze, i demoluje, a wieczorem nawet łebka nie ma siły podnieść?
Subskrybuj:
Posty (Atom)









