Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ot życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ot życie. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 maja 2024

Zarinek rulez!

Kot Zarinek wymiata, jak to napisała Agniecha.

Kot Zarinek stał się u nas zupełnie innym kotem. Wyluzował chłopak, zaczął się bawić jak mały kociak wędką i myszami z kocimiętką oraz szeleszczakami. Rozgadał się, wyrozkoszniał, ocierać się zaczął i miziać i wywalać na plecki, a przede wszystkim wypiękniał!



czwartek, 25 kwietnia 2024

A takie tam

 O Zarinku oczywiście będzie w najbliższym czasie, bo chłopak zrobił olbrzymie postępy!

Ale dzisiaj garść różnych takich innych.

Na początek, jak to mi jeden Student dzień zrobił i humor poprawił. A nastrój podły miałam, bo akurat wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło nie tak i ogólnie pod górkę było, a w dodatku jakieś bydle niemiłe rozjechało kota Serduszka vel Serdla tuż przy mojej bramce. No i się poryczałam. No.

A potem moi studenci pisali ostatnie kolokwium z połączenia przemian metabolicznych i pan Leon oddał mi kartkę z dobrą odpowiedzią na jedno z czterech pytań i takim oto wyznaniem:


wtorek, 17 maja 2022

Druga niespodzianka miła - miła, bo kocia


 

Ha! 

Dawno mnie tu z kotami nie było! Musowo trzeba to nadrobić! Bo jak zawsze w kocim świecie dzieje się wiele.

A więc było tak:

Na tydzień przed Wielkanocą zadzwoniła do mnie nasza PaniWet z nieśmiałym pytaniem, czy nie wzięłabym na chwilkę, choć na święta kici, której nie ma gdzie umieścić. Znaczy się wziąć kitku na tymczas. No to się zgodziłam.

piątek, 31 grudnia 2021

Nowy rok bieży, w jasełkach leży...

 


Powyżej podsufitowe dekoracje poza zasięgiem ciekawskich nosów, paszcz i pazurów. Turkusowe i pierzaste autorstwa Tabazy - serdecznie dziękujemy!

Czas nieuchronnie biegnie i nowy rok przed nami. Chyba wyjątkowo nikt się na niego specjalnie nie cieszy. Globalnie i ojczyźnianie raczej nie zaskoczy niczym dobrym, może łaskawie nie przywali za bardzo po nerach niczym złym.
Dlatego życzę Wam Kochani i sobie, żeby dobrze było w skali mikro. Żeby zdrowie się nas mocno trzymało, i żeby małe radości umilały nam codzienną szarzyznę, i żeby na chlebek z masłem było i miskę dla futer.
I starczy! Nie bądźmy pazerni, a co nadto to niech podwójnie raduje!

poniedziałek, 15 listopada 2021

wtorek, 14 września 2021

Adopcyjne zaskoczenia czyli guzik wiem o kotach! oraz Kotusia-Dusia

 No i tak, że tak.

Poszły na swoje dzieciaki kochane. A to było tak:

    Jako pierwszy wystartował Borsuk. Przyjechali mili państwo z synem Tytusem, bo wymarzyła im się Kruszonka. Wyjątkowo Kruszonka nie zdążyła zaszyć się za kanapą, więc nawet zostały podjęte próby przywitania się z małą futrzastą galaretą. 


wtorek, 24 sierpnia 2021

Bolesławiec '21, Łakocie i Borsuk

Oczywiście, że byłam. 

A ci, co być mieli i nie byli, niech żałują! (foch!)

    Bolesławiec był i nas zmył.

    Dosłownie. Miałyśmy za sobą ledwo jedną pierzeję rynku, gdy lunęło jak z cebra i poniekąd spełniły się moje nadzieje, że ludzi mało i przy stoiskach tłoku nie będzie. W pewnym momencie uznałyśmy z moją Siostrą, że przedział wiekowy, przewidziany dla miss mokrego podkoszulka, minęłyśmy już dzikim pędem, więc mokrymi kubrakami przejmować się nie będziemy. Niech przejmują się ci, co na to patrzą - bo odzobaczyć się nie da he, he ;) Ruszyłyśmy zatem w strugach deszczu dokończyć oględziny i zakupy, a suszyłyśmy się w samochodzie w drodze powrotnej. 

    To suszenie wyszło nam wyśmienicie. Wyschłyśmy niemal na pieprz, gdyż jadąc polską dwupasmową miedzą, szumnie zwaną autostradą, odcinek 100 km pokonałyśmy w raptem 4 (słownie: CZTERY) godziny, zaliczając dwa objazdy i wszystkie korki, zatory i spowolnienia. Zarówno samochód, jak i ja - kierująca pojazdem - przeżyliśmy to doświadczenie z trudem. Kurwuniu, 100 km jazdy na drugim biegu!

Trochę zdjęć jest, to daję jak leci:

(jeśli zdjęcia są obrócone, to dalibóg nie wiem dlaczego, ale przepraszam; no nie mogę się z tym nowym blogobydlęciem dogadać w kwestii zdjęć!)

czwartek, 19 sierpnia 2021

Chleb powszedni czyli świąteczne ciasta

 To było tak...

    Nasza mama jest wiejską kotką, której nie wiodło się najlepiej, a oryginalna uroda (która jest obecnie jej niewątpliwym atutem) w połączeniu z niedożywieniem i chorobami była dla ludzi po prostu szpetotą. Dlatego, kiedy mama zaszła z nami w ciążę, przepędzana kryła się w wiejskich zakamarkach na podwórzach i w krzakach. Z trudem zdobywała jedzenie, najczęściej podbierając je innym zwierzętom. W końcu urodziła nas w stercie różnych rzeczy na pewnym podwórzu. Podwórze należy do takiej jednej Rudej, która chyba jest trochę czarownica, bo ma wielkiego czarnego kocurrro. Kocurro jest złoty chłopak, choć czarny i pozwalał mamie jeść ze swojej miski.



środa, 4 września 2019

Zgubne skutki picia wódki, czyli rzecz o czarnych kotach

Ale zanim przejdę do zabawnej i skądinąd pouczającej dykteryjki, słów parę celem sprawozdania.
Prezentowane w poprzednim poście rudzielce mają wspólny dom! Uff!
Takoż Kasztanek, który obecnie czeka na odbiór przez swój nowy personel. Na dobry początek Kasztanek otrzymał nowe imię - Mrutek, a do nowego domu odbędzie podróż rychtyk odwrotną niż kot, na którym Witia wierzchem do domu przyjechał.
Kulinaria mają się świetnie, ale Personel gorzej, gdyż rozpoczęła się wojna na kocioszczocha i nie wiadomo, o co im kaman. Może już się dojrzewanie zaczyna, bo Bigos to była chodząca zapowiedź testosteronowego kocura.
Łatek szaleje i demoluje i robi to jak zwykle siejąc wokół siebie szelmowski urok, więc personel jest zachwycony: "Dzień dobry! :) naprawdę jest super! Zdrowotnie - już niemal nie kuleje, oczka nie łzawią, nabrał masy (1,6kg), je i robi ładne kupki. Wczoraj byliśmy na szczepieniu - żadnego osłabienia nie ma, ale oczywiście obserwujemy. Dwoje wetów go pooglądało, zajrzało w oczka - wszystko ok póki co. Zdaniem wetów (i moim po obserwacji jego zachowania) widzi już całkiem normalnie. Był też bardzo grzeczny :) Z rezydentem kocurem różnie bywa - od wesołych gonitw i zapasów (bez pazurów) po syczenie i obrażanie się ;) ale śpią nawet na jednym łóżku wiec tolerancja jest :) Łatek kocha biegać z myszą w pyszczku, spać mi na głowie, dawać buziaki, wygrzebywać ziemie z kwiatków i atakować miotłę :) jest łobuzem i demoluje chatę od rana do wieczora ale to cudowne dziecko :):):)
Łobuz straszny!!! Udaje tylko grzecznego ;) trudno mu zrobić zdjęcie gdy nie śpi, bo ciągle ma jakieś sprawy do załatwienia i w kółko biega ;)"




sobota, 16 marca 2019

Doczekałam się!

Post będzie w zasadzie o niczym konkretnym, ale takie są najlepsze.

O tym, że się doczekałam po latach muszę, po prostu MUSZĘ napisać.

Ano doczekałam się, że mężczyźni się o mnie biją!
Teraz! Gdy mam lat... (pomińmy tę przykrą kwestię), no po prostu mam więcej lat niż miałam ich 20 kilogramów temu.
Wtedy się o mnie nie bili, choć kilogramów miałam zdecydowanie mniej, poza tym miałam wąską kibić i nogi od bioder do samiutenieńkiej ziemi. (Nieoceniona Kasia twierdzi, że wtedy nie było się o co bić, a teraz jest mnie więcej, to jakbym zyskała)
I nie, żeby w grę wchodził jakiś bliżej nieokreślony afekt, czy inny romantyczny poryw serca, nie!
Sypialnianie jestem pożądana i sypialnianie się o mnie piorą, lejąc się na odlew po pyskach.
Pisząc, że biją się o mnie sypialnianie, mam dosłownie na myśli, że akcja dzieje się w sypialni mej, a nawet, że dzieje się wprost w mym łóżku.
Mało tego!
W tymże łóżku jestem obecna w czasie tych miłosnych sparingów, a nawet zdarza mi się czynnie brać w nich udział - choć raczej wbrew mej woli.

niedziela, 3 lutego 2019

No i stuknęła nam dycha...

Ostatnio bywam tu rzadko. Bo tak. Bo takie okoliczności przyrody, że tak to ujmę i proszę mi wybaczyć.
Mam nadzieję, że przyjdą lepsze dni i znajdę w sobie na nowo siłę i chęci. Do pisania, do działania, do wszystkiego. A teraz zajmuję się głównie porządkami. W sensie, że w sobie, bo strasznie mi się nabałaganiło. No.
Jednak możecie szturchać mnie czasami słowem jakim. Czemu nie. Działa motywująco takie szturchanie. I jest miłe.
Również ładne, czyste, śnieżne widoczki, które powodują, że jest jaśniej na dworze, podnoszą mnie na duchu.
O, proszsz. Takie coś z okna sypialni poprawia humor:



Ale w sumie ja nie o tym, tylko o tej dyszce, co nam stuknęła.
Nie chodzi tu o okrągłą rocznicę pożycia, ani nawet o dyszkę dużych baniek wygranych w totka.
No z tym ostatnim, to trochę szkoda.
Myślę, że w ciągu godziny udałoby mi się przepuścić większość wygranej, choćby na siepomaga.pl.
Do przepuszczania aktywów nie trzeba dużej wygranej. Zwykła dycha polskich złotych też wystarczy, żeby pomóc Michałowi, o tu:
https://www.siepomaga.pl/walkamichala
(od razu, zanim przeczytacie resztę, otwórzcie sobie link w nowej karcie, żebyście potem nie zapomnieli)
Nie znam chłopaka. AgaMaga mi podesłała link. Pewnie sama też skądś dostała. Ale Michał jest dokładnie w wieku mojego Tofika. Guzik wiem, co czuje teraz ten chłopak, ale doskonale potrafię wejść w skórę jego Mamy. No i za cholerę nie chcę w tę skórę wchodzić. Taka prawda.

Toficzek - słoneczko mamusine, co to mamuni daje po oczkach nie raz blaskiem swoich pomysłów na życie i decyzji, jak i zarówno swoją wielowątkowością  - za 4 dni kończy dwie dychy i życzę mu wszystkiego najlepszego!
Każdy wie, co znaczy mamine najlepszego - to znaczy naprawdę NAJLEPSZEGO!
Takiego NAJLEPSZEGO, że lepszego już nie ma!

No i Mama Michała też swojemu dziecku życzy NAJLEPSZEGO! Dlatego należy pomóc, żeby te życzenia miały choć cień szansy się urzeczywistnić.

To teraz wracamy do dychy właściwej.
Czyli dychy kotów.
Tak! Równiuteńką dziesiątkę kotów mam w domu.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Nie myśl! Jeśli myślisz, to nie mów.

Jeśli mówisz, to nie pisz.
Jeśli piszesz, to nie podpisuj.
A jak myślisz, mówisz, piszesz i podpisujesz - to się nie dziw!

Znacie to, prawda? Bo to stare jak świat.
Otóż nigdy nie doszłam w swych działaniach do samiutkiego końca.
Wystarczyło mi pomyśleć - fakt, głośno tym razem pomyślałam - żeby od razu dostać od życia z liścia w potylicę na otrzeźwienie.
Otóż ci z PT Blogoczytaczy, którzy mnie trochę znają w realu, wiedzą, że choć oto nie zabiegam, choć unikam jak mogę i nie wyrażam zgody, choć nie jest to zgodne z moją naturą to mój żywot marny wygląda niczym jazda z figurami po torze bobslejowym.
Szanowni Państwo sobie zrobią herbaty i kanapek, zasiędą wygodnie i oddadzą się przydługiej lekturze. A na koniec może ten i ów łzę uroni nad ciężkim mym losem (a nie, że będzie mi tu jeden z drugim wył ze śmiechu!).

sobota, 8 września 2018

Kleks czyli Klops czyli Mamba - reaktywacja

Taaa, gdzie to ja skończyłam...?

A, już wiem.

Ale zanim, to co to ja chciałam...?

No tak. Zastój jest psze Państwa. Okrutny zastój.
To znaczy w kotach ruch jak na dworcu, ale w psiej sprawie zastój.
Uprasza się o wzmożenie wysiłków w sprawie Tobiego! Ogłoszenie na olx przyciąga tylko jednostki niepożądane, czyli pseudohodowle i kandydatów na pseudohodowle.
- Czy piesek za darmo?
- Bo ja mam suczkę do niego.
- Nie, nie sterylizowana.
- A piesek kastrowany?
- A JAKI TO ADRES?
Rozumiecie, co czuję odbierając takie telefony. Uprzejmie proszę się postarać!

No to 16. sierpnia byliśmy w Bolesławcu, taaaaa...
A 18. sierpnia o 9.00 rano otrzymałam od Magdy esemesa takiej treści:
"Ktoś wczoraj wyrzucił kotka. Chyba 4 miesiące ma. Cały czarny jak twoja Mamba. Jest u mnie ale to domowy kotek. Dałam go na dwór ale tam kocica moja go goni. Czysty zadbany. Może ktoś by go chciał? On musi być jeszcze w domu bo mały."

czwartek, 30 sierpnia 2018

Kocia misja Mamby i kolejna przepowiednia NNNŚ Weta





Mamba. Rozmruczana, rozgadana, przytulna, ciekawska powsinoga. Jeśli powiem, że już mi się oczy nie pocą na to wspomnienie, to nie wiem, czy ktoś uwierzy.
Mambiszon była dla nas kotem szczególnym. Oprócz cudownej osobowości i wdzięku miała w sobie to coś, co sprawia, że między źwierzem a człowiekiem iskrzy.
Krótko mówiąc był to kot idealnie wybrany przez kocią boginię, żeby dwoje zdeklarowanych psiarzy nawrócić na koty. Mamba swoimi przemowami poszerzyła nasze horyzonty, a nawet wybiła dziurę w naszych sercach, by przez nią - już krokiem marszowym - wlazły z dumnie  podniesionymi ogonami całe kocie zastępy.


Pozostałe nasze kocice takiej sztuki by zapewne nie dokonały. Kiedyś  Gosianka pisała o niejakiej Isi, że ma krótki lont. Obejrzałam filmiki instruktażowe i stwierdziłam, phi! Jeśli Isia ma krótki lont, to nasze panny mają lonty krótsze niż ogony, a Jupi z Burą (czyli Turbo-kotem) mają lonty krótsze niż wąsy! I takim właśnie kocicom Mamba dała u nas dom.
Ale na tym misja Mambulca się nie skończyła! O nie! To dopiero początek ;)

czwartek, 5 lipca 2018

Pierwszy kot - za płot!

Tiaaaaa...
Fraczysko panoszyło nam się coraz bezczelniej, terroryzując całe towarzystwo łącznie z Tuśkiem. Co prawda już odjajczony, ale przecież wciąż testosteronowy samiec (jedyny w tym towarzystwie) zachowywał się jak dyktator. Kocice ostrożnie wchodziły do domu, a Groszka wcale, bo Fraczek pogryzł ją w piwnicy przy kociej klapce.
Ot, zderzyli się nos w nos, wystraszyli i w myśl zasady, że najlepszą formą obrony jest atak, pobili się. Tylko Fraczek jest tak jakby w tym sporcie sprawniejszy i teraz Groszek ma dziurę na środku brzucha - ale goi się ładnie.





poniedziałek, 7 maja 2018

Mężczyźni w życiu kobiety

Ale zanim do meritum, to tutaj >>>LINK<<< do ważnego i ciekawego posta na blogu Krzyśka Koniecznego, który to wpis część PT Blogoczytaczy mogła przegapić - a szkoda by było.

Poniższe wywody publikuję z pewną taką nieśmiałością, bo to wchodzenie w obszary, po których chyba najlepiej porusza się Czarny(w)Pieprz i kudy mi tam do Pieprza. Ale temat gradacji negatywnych emocji, jakie mężczyzna jest w stanie zafundować kobiecie, zaczął mnie bardzo nurtować, od kiedy zdałam sobie sprawę, co jestem w stanie odpuścić, a za co byłabym skłonna zabić ;)
Podkreślam: odpuścić, a nie wybaczyć i zapomnieć - bo ani ja Chrystus, ani nie mam Alzheimera.
Krewkość mam po przodkach zapisaną w genach, a wiadomo genów kijem nie wybijesz.

Kiedyś trafiłam na taką złotą myśl, że w życiu kobiety musi być trzech mężczyzn, których może ona obdarzyć bezwarunkowym zaufaniem: dentysta (mam - anioł nie człowiek), ginekolog (trwają poszukiwania kandydata) i mechanik samochodowy (też mam - panie Piotrusiu, pozdrawiam!).
I tak sobie myślę w kontekście mojego zwierzyńca, że jeszcze musi być weterynarz. Ba! Nawet przede wszystkim musi być weterynarz!

Taaa... każdego innego łatwo wymienić w sumie.
No bo załóżmy, że nas taki ślubny/nieślubny kantem puścił - proste - nie był idiota wart tego szczęścia, a niechże idzie i szerokiej drogi. Tego kwiatu jest pół światu i jakiś czasoumilacz zawsze się znajdzie.
Zyskujemy przestrzeń życiową i miejsce w szafie.
Jeśli mamy do tego konto bankowe na nasze nazwisko, na którym umieściłyśmy przezornie satysfakcjonującą nas część oszczędności jego życia, to tym bardziej otwieramy mu drzwi na oścież i broń Boże nie zatrzymujemy niewdzięcznika, przemilczając tę drobną kwestię reparacji wojennych.
Jeśli puścił nas kantem z naszą osobistą "przyjaciółką" - a niechże idą oboje w czorty!
Wiadomo, że ta flądra przypali mu nawet wodę na herbatę, jej drożdżowym można gwoździe wbijać, a po bigosie wszyscy lądują na oddziale zatruć - i dobrze mu tak!
Można nawet pokusić się o oddanie naszego przechodzonego i wyjątkowo męczącego egzemplarza w tzw. dobre ręce jakiejś znajomej, namolnej zołzie. Potem zrobić scenę i już! Obydwoje mamy z głowy!
Oczywiście zawsze należy zadbać wcześniej i o byt, i te kilka poręcznych zwitków biletów Narodowego Banku Polskiego w słusznych nominałach na otarcie łez.
(No i co z tego, że łzy raczej nieszczere? Szczere, szczere Taka jest wersja oficjalna i kurczowo się jej trzymamy.)
Gorzej jeśli egzemplarz oddali się nie tylko z "przyjaciółką" latawicą, ale ze srebrnymi łyżeczkami Frageta po babci - wzór irysy - i oszczędnościami NASZEGO życia, choćby i czynionymi z jego pensji.
O, kanalia!
Ale wiadomo, kradzionym się nie utuczy! Nie upasie się na naszej krzywdzie!
Niech ma i niech się udławi!
Zapewne ta wydra wszytko wyda na stroje i kosmetyki!
A najlepiej niech kupi sobie szybki, sportowy samochód i niech się nim zawiną wokół najbliższego drzewa!
(Pomyślny sobie to tak serdecznie, mściwie z głębi trzewi i od razu zrobi nam się lepiej. Wszak nie można tłumić negatywnych emocji. Dalej się sprawą nie katujmy, bo nie warto niszczyć sobie zdrowia dla tych padalców)
To, że ślubny/nieślubny może się okazać być szują, to nic nadzwyczajnego.
Ot statystyczna hipoteza, a nawet aksjomat, rzekłabym nawet.
Najważniejsze to być przygotowanym na taką ewentualność.
Nie duchowo, czy uczuciowo - MATERIALNIE przygotowaną.
Po czym poprawiamy liliowy kapelusz, fryz i mejkap i ruszamy na bal życia, o!
Oczywiście statystycznie jest też możliwe, że akurat nasz egzemplarz jest miłym, domowym, na wskroś porządnym chłopem, zaradnym, troskliwym, przewidującym, zrównoważonym i ...................................... (w miejsce kropek wstaw brakujące wyrazy), a nawet przystojnym i w dodatku trafia brudnymi skarpetami do kosza na pranie.
(No dobra, która trafiła szóstkę w totka? Jakoś nie widać... ale oto jest kilka pomniejszych nagród. Nie jest źle)
Temat związków i rozwiązków tu można uznać za zamknięty.
Wszystko w sumie da radę wpisać w schemat więc nie rozpaczamy, nie żałujemy, nie zatrzymujemy tylko zapobiegawczo lub w odwecie skubiemy, a następnie żyjemy długo i szczęśliwie. The end.

Z ginekologiem czy dentystą sprawa też nie przedstawia się tak tragicznie.
Jeśli podpadnie nam rzecz jasna.
Łatwo toto wymienić na inne, a nawet w takiej wsi na 500 tys. mieszkańców nie jest trudno szepnąć słówko tu i tam, zrobić kilka MERYTORYCZNIE ugruntowanych wpisów na forach internetowych z opiniami o lekarzach i wieść idzie pocztą pantoflową jak lotem błyskawicy obniżając takiemu przychód i dochód. I w ogóle nie jest trudno sprowadzić na delikwenta tzw. pecha. Każda umiarkowanie pomysłowa za to bardzo wkurzona kobieta to potrafi.

Mechanicy samochodowi często posiadają bardzo zazdrosne żony. Jak tak się czasem przyglądam tej grupie zawodowej, to tej żoninej zazdrości nijak nie jestem w stanie pojąć, ale z drugiej strony nie znam stanu wspólnego ich konta i w ogóle nie to ładne, co ładne...
Jednak niech nam taki coś grubo, grubo podpadnie. Głowicę źle splanuje lub zepsuje komputer podpinając pod niewłaściwy program diagnostyczny, przestawi w dieslu ząbki na pompie przy wymianie rozrządu, bo nie użył właściwych blokad, ALBO POPLAMI SMAREM NOWE DYWANIKI, no to chłopak będzie miał ciepło!
Zawsze znamy kogoś, kto zna kogoś, kto zna panią Jadzię z mięsnego, która zna panią Stasię z kiosku, która zna kucharkę ze stołówki w zakładzie pracy najlepszej przyjaciółki żony mechanika. I właśnie ta przyjaciółka, zupełnie przez przypadek, dowie się przy bufecie, że oto mąż jej najlepszej przyjaciółki siedzi w warsztacie po godzinach, bo konserwuje podwozie klientkom.
Po czym z satysfakcją czytamy w lokalnej prasie codziennej o przemocy domowej na ulicy Bławatkowej i poranna kawa od razu lepiej smakuje :)

I dochodzę do wniosku, że najgorzej ma się sprawa z weterynarzem.
No bo jeśli na ten przykład idziemy zatroskane z naszym kotkiem do weterynarza: z naszym ślicznym, puchatym, smukłym koteczkiem, któren właśnie od jakiegoś czasu nie ma apetytu, nos odwraca od polędwicy wołowej i wątróbki z kurcząt ekologicznie hodowanych, z sił opada, przez ręce leci i z osłabienia nawet główki z fotela nie podnosi. Jeśli idziemy po pomoc, ufne jak dzieci, z ukochanym zwierzątkiem, któremu grozi śmierć głodowa na naszych oczach, a słyszymy diagnozę wypowiedzianą pod pozorem troski, że NASZ KOT JEST ZA GRUBY, BO PRZEKARMIONY PO PROSTU, A DO TEGO LENIWY I ROZPASKUDZONY, to przecież się facet tylko o śmierć prosi i językiem sobie grób kopie!!! Nie no! Takiego łajdaka nie można przy życiu pozostawić!
I tu rodzi się prawdziwy problem...

sobota, 5 maja 2018

Tuśko-bazarek - podsumowanie i wieści

W pierwszych słowach chciałam bardzo, bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w tuśko-bazarku i tym samym udzielili OLBRZYMIEGO wsparcia finansowego naszemu stadu.
Jestem bardzo wzruszona takim wspaniałym odzewem, ciepłem, życzliwością! Te dobre emocje, jakie towarzyszyły licytacji były mi równie potrzebne jak finanse, a kto wie czy nie bardziej!
Fanty zostały rozesłane, mam nadzieję, że już dotarły do Adresatów i zakupy nikogo nie rozczarowały.
(Nie wszyscy jeszcze się po swoje fanty zgłosili, także jak komuś się alzheimer cofnie, to zapraszam - a jeśli z jakichś powodów ktoś nie może lub nie chce - Kochani, jest ok, przymusu nie ma)
Jak zwykle przy takich okazjach dzieje się magia i tym razem było tak samo.
Specjalnie na okoliczność bazarku na googlu zalogowała się Aga Maga z Wro i się spotkałyśmy w celu przekazania fantów. Spotkałyśmy się kolejny raz w życiu... ostatnio widziałyśmy się na szkolnych korytarzach naszej podstawówki :) Fajnie, nie?
Myślę, że nie był to ostatni soczek, który razem wysączyłyśmy :D

Dzisiaj byliśmy u NNNŚ Weta i melduję, co następuje:
Tusięty jest zdrowy jak ryba i nie ma konieczności inwestować w drogie testy alergologiczne. Owszem, coś go uczuliło i zareagował, ale teraz jest ok, a czynników, które mogły wywołać taką odpowiedź jest w czorta i ciut i nie ma gwarancji, że testy je wykryją.
Testy na razie możemy odpuścić.
Trzeba natomiast w trybie dość pilnym usunąć dwa dolne połamane kły, bo są tkliwe, zepsute i przeszkadzają kotu w normalnym jedzeniu.

Tusiek wygląda obecnie jak pączek w maśle, waży ok 7 kg (raczej więcej niż mniej) i jest żywym dowodem na to, że naturalnym środowiskiem występowania kota jest fotel ;)
Po przejażdżce do Weta, gdzie w sumie był tylko do towarzystwa, przylazł do kuchni i głośnymi rykami - czego nauczył się od kocic - zażądał wypłaty zadośćuczynienia za straty moralne w kocich kabanosach!


niedziela, 25 marca 2018

Tusiek - koTusiek

Semestr letni jego mać!
I znowu nie mogę zdążyć z niczym, z życiem, spaniem, codziennością a czasem oddychaniem :(
Ogród (potencjalnie) piękny mój leży odłogiem i przyzywa.
A mnie się wydaje, że już za chwilę to ja z tego wszystkiego legnę na marach z cyklem Krebsa na ustach :(

Ale o Tuśku napisać muszę, bo mu się to należy.
Tusiek to nikt inny jak Biały ;) Tylko głupio tak kota wołać barwą futerka, no nie?
Ostatni raz widzieli się Szanowni Państwo Blogoczytacze z Białym, gdy kiblował w mojej łazience na pięterku i walczyliśmy o ograniczenie jego życia wewnętrznego.
Wysiadywałam tam z kocurem godzinami, czule świergoląc kotuś, kotusiek i tak mu zostało: koTusiek ;)


sobota, 10 lutego 2018

Babka śmietankowa i wiosenne spacery

Dawno nie było nic w kulinarnym temacie i czas to nadrobić.
To dzisiaj babka śmietankowa.

Babka śmietankowa to ta jasna kromeczka, pod spodem ostatni kawałek pysznego ciasta Jareckiej, które u nas robi za piernik
- i nie znam łatwiejszego i pyszniejszego. A przepis jest TU, w kuchni Deszczowego Domu


A to babka w pełnej krasie: