Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2020

Uwaga! Umowa adocyjna!

Długo mnie tu nie było.
Bywa.
Bywa w życiu większości blogerów, a może każdego blogera, że musi sobie zrobić przerwę.
Musi, bo się udusi.
To nie to, że brakuje tematów, tylko człowiekowi okresowo zmieniają się potrzeby i przesuwają życiowe punkty ciężkości.
Dlatego temat musi być naprawdę szczególny i bardzo ważny, skoro uważam za swój obowiązek go poruszyć na blogu. A nawet szczerze w tym momencie żałuję, że mój blog jest niszowy i o niewielkim zasięgu.
Otóż.

Otóż 31. marca odeszła od nas Kreska. Chcę wierzyć, że do swojego ukochanego pana, który za młodu pasł ją czipsami i poił piwem - co uwielbiała, dla którego była całą rodziną, a on był tylko dla niej. U nas jedynaczką nie była, z którego to powodu była mocno nieszczęśliwa.

czwartek, 14 listopada 2019

Wieści, wieści!

Wieści są same dobre, choć na początku dobrze nie wyglądało.
Najpierw Kresia dostała kolejnego ataku w niedzielę 3 listopada. Bardzo źle to nie wyglądało, przewracała się trochę przy chodzeniu i łapki jej się rozjeżdżały. Niestety bardzo bardzo jej się pogorszyło we wtorek, apogeum było w środę - ze wszystkimi atrakcjami czyli zawroty głowy, wymioty, niemożność jedzenia i picia. Żal było na psicę patrzeć, a zarejestrowane byłyśmy na czwartek. Naprawdę myślałam, że już natychmiast przyjdzie mi podejmować najtrudniejszą decyzję :(


Cały czas trzymałam kciuki, żeby jej przeszło, bo atak zwykle przechodzi samoistnie po 72 godzinach, ale zostawia w mózgu spustoszenie. We czwartek było już dużo lepiej, choć NNNŚ Wet nie poznawał naszej Kresi, tak się posunęła babuleńka od ostatniej wizyty - na wiosnę. Dostała leki różne, różniste i jakoś stanęła na łapki. Jest siwiuteńka niemal cała, prawie ślepa, ledwo drepcze i nie zawsze pyszczkiem trafia w jedzenie - ma problem, kiedy coś jest poza miską, bo z miski ogarnia - jest chudziutka i zasuszona, a kręgosłup się wygiął w pałąk i wystaje, choć teraz apetyt ma.
Postarzała nam się psica, oj postarzała!
Ale 15. urodziny Kresi, które wypadają 11. listopada świętowaliśmy wołowiną z rosołu i wiejskim kogutem :)
Co prawda Wet twierdzi, że to raczej jeszcze kwestia tygodni, a nie miesięcy, ale przecież może ten jeden raz w życiu się mylić, co nie?

niedziela, 3 lutego 2019

No i stuknęła nam dycha...

Ostatnio bywam tu rzadko. Bo tak. Bo takie okoliczności przyrody, że tak to ujmę i proszę mi wybaczyć.
Mam nadzieję, że przyjdą lepsze dni i znajdę w sobie na nowo siłę i chęci. Do pisania, do działania, do wszystkiego. A teraz zajmuję się głównie porządkami. W sensie, że w sobie, bo strasznie mi się nabałaganiło. No.
Jednak możecie szturchać mnie czasami słowem jakim. Czemu nie. Działa motywująco takie szturchanie. I jest miłe.
Również ładne, czyste, śnieżne widoczki, które powodują, że jest jaśniej na dworze, podnoszą mnie na duchu.
O, proszsz. Takie coś z okna sypialni poprawia humor:



Ale w sumie ja nie o tym, tylko o tej dyszce, co nam stuknęła.
Nie chodzi tu o okrągłą rocznicę pożycia, ani nawet o dyszkę dużych baniek wygranych w totka.
No z tym ostatnim, to trochę szkoda.
Myślę, że w ciągu godziny udałoby mi się przepuścić większość wygranej, choćby na siepomaga.pl.
Do przepuszczania aktywów nie trzeba dużej wygranej. Zwykła dycha polskich złotych też wystarczy, żeby pomóc Michałowi, o tu:
https://www.siepomaga.pl/walkamichala
(od razu, zanim przeczytacie resztę, otwórzcie sobie link w nowej karcie, żebyście potem nie zapomnieli)
Nie znam chłopaka. AgaMaga mi podesłała link. Pewnie sama też skądś dostała. Ale Michał jest dokładnie w wieku mojego Tofika. Guzik wiem, co czuje teraz ten chłopak, ale doskonale potrafię wejść w skórę jego Mamy. No i za cholerę nie chcę w tę skórę wchodzić. Taka prawda.

Toficzek - słoneczko mamusine, co to mamuni daje po oczkach nie raz blaskiem swoich pomysłów na życie i decyzji, jak i zarówno swoją wielowątkowością  - za 4 dni kończy dwie dychy i życzę mu wszystkiego najlepszego!
Każdy wie, co znaczy mamine najlepszego - to znaczy naprawdę NAJLEPSZEGO!
Takiego NAJLEPSZEGO, że lepszego już nie ma!

No i Mama Michała też swojemu dziecku życzy NAJLEPSZEGO! Dlatego należy pomóc, żeby te życzenia miały choć cień szansy się urzeczywistnić.

To teraz wracamy do dychy właściwej.
Czyli dychy kotów.
Tak! Równiuteńką dziesiątkę kotów mam w domu.

sobota, 5 maja 2018

Tuśko-bazarek - podsumowanie i wieści

W pierwszych słowach chciałam bardzo, bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w tuśko-bazarku i tym samym udzielili OLBRZYMIEGO wsparcia finansowego naszemu stadu.
Jestem bardzo wzruszona takim wspaniałym odzewem, ciepłem, życzliwością! Te dobre emocje, jakie towarzyszyły licytacji były mi równie potrzebne jak finanse, a kto wie czy nie bardziej!
Fanty zostały rozesłane, mam nadzieję, że już dotarły do Adresatów i zakupy nikogo nie rozczarowały.
(Nie wszyscy jeszcze się po swoje fanty zgłosili, także jak komuś się alzheimer cofnie, to zapraszam - a jeśli z jakichś powodów ktoś nie może lub nie chce - Kochani, jest ok, przymusu nie ma)
Jak zwykle przy takich okazjach dzieje się magia i tym razem było tak samo.
Specjalnie na okoliczność bazarku na googlu zalogowała się Aga Maga z Wro i się spotkałyśmy w celu przekazania fantów. Spotkałyśmy się kolejny raz w życiu... ostatnio widziałyśmy się na szkolnych korytarzach naszej podstawówki :) Fajnie, nie?
Myślę, że nie był to ostatni soczek, który razem wysączyłyśmy :D

Dzisiaj byliśmy u NNNŚ Weta i melduję, co następuje:
Tusięty jest zdrowy jak ryba i nie ma konieczności inwestować w drogie testy alergologiczne. Owszem, coś go uczuliło i zareagował, ale teraz jest ok, a czynników, które mogły wywołać taką odpowiedź jest w czorta i ciut i nie ma gwarancji, że testy je wykryją.
Testy na razie możemy odpuścić.
Trzeba natomiast w trybie dość pilnym usunąć dwa dolne połamane kły, bo są tkliwe, zepsute i przeszkadzają kotu w normalnym jedzeniu.

Tusiek wygląda obecnie jak pączek w maśle, waży ok 7 kg (raczej więcej niż mniej) i jest żywym dowodem na to, że naturalnym środowiskiem występowania kota jest fotel ;)
Po przejażdżce do Weta, gdzie w sumie był tylko do towarzystwa, przylazł do kuchni i głośnymi rykami - czego nauczył się od kocic - zażądał wypłaty zadośćuczynienia za straty moralne w kocich kabanosach!


niedziela, 25 marca 2018

Tusiek - koTusiek

Semestr letni jego mać!
I znowu nie mogę zdążyć z niczym, z życiem, spaniem, codziennością a czasem oddychaniem :(
Ogród (potencjalnie) piękny mój leży odłogiem i przyzywa.
A mnie się wydaje, że już za chwilę to ja z tego wszystkiego legnę na marach z cyklem Krebsa na ustach :(

Ale o Tuśku napisać muszę, bo mu się to należy.
Tusiek to nikt inny jak Biały ;) Tylko głupio tak kota wołać barwą futerka, no nie?
Ostatni raz widzieli się Szanowni Państwo Blogoczytacze z Białym, gdy kiblował w mojej łazience na pięterku i walczyliśmy o ograniczenie jego życia wewnętrznego.
Wysiadywałam tam z kocurem godzinami, czule świergoląc kotuś, kotusiek i tak mu zostało: koTusiek ;)


niedziela, 22 października 2017

Źwierzontka na nowych włościach - Piesy

Od czego by tu zacząć.
Bo dużo się w temacie źwierzontek wydarzyło i dzieje.
Psi temat jest krótszy i ogarnę go szybciej, więc zacznę od psic.
Przyjechały, rozejrzały się i wzięły w posiadanie.
Tzn. Kreska jest nieszczęśliwa. Ma żal i traumę.
Kresiulec jest miejską paniusią i jak nie czuje trotuaru pod łapami jest po prostu nieszczęśliwa.
Nie wiem, czy kiedyś nam wybaczy degradację społeczną z miejskiej psicy do wiejskiego burka.
Na razie ostentacyjnie siusia na ubitej ziemi koło wiaty na drewno, a pamiątki zostawia na bruku przed garażem.
Za chińskiego boga nie wlezie na trawę wyższą niż 5cm, a jeśli jeszcze jest mokra to w ogóle możemy zapomnieć.
W tak zwanym międzyczasie wyszło, że coraz gorsze samopoczucie i wygląd Kreski oraz jej stetryczenie są spowodowane niedoczynnością tarczycy.
No to obie sobie teraz na dzień dobry łykamy małe białe tableteczki i Kresia ma się wyraźnie lepiej.

Pyzuś za to jest w swoim żywiole. Dziurę wykopie, do sąsiadów się przedrze pod płotem, pożywi się na kompoście, obszczeka listonoszkę/kuriera/boksera i/lub wilczura sąsiadów/sąsiadów/ciągniki/rowery i ptactwo domowe!
Czasami jej jednak dokucza nuda, bo Pyzia lubi ganiać w berka, a Kreska się do tego nie nadaje.
I Pyzia gania czasem z kotami. Koty nam spsiały, więc Mamba i Jupi doskonale się do zabawy nadają.

Zdjęcia jakieś tam są - robione telefonem - bo w ferworze prac remontowo-budowlanych to do zdjęć głowy nie miałam.
Ale że fani zwierzyńca dopominają się o zdjęcia, to niech będą jakie są.




środa, 22 lutego 2017

Komplecik i źwierzontka

Otóż zakończyłam i nawet naszam :)
Czapkę Dwarf's Wife Hat przedstawiałam o >>>TU<<<.
Przeanalizowałam i wzięłam sobie do serca wszystkie rady, jakie dałyście mi w komentarzach.
No może nie wszystkie, bo czerwona czapcia sugerowana przez Frajdę jest dopiero w planach.
Komin do czapki to wypisz wymaluj rekomendowany przez Bubę golfik.
Natomiast sama czapka została podszyta polarem tak, jak doradzała Diabeł.
I to nie byle jakim polarkiem!
Podreptałam do lumpeksiku, celem wyszukania szaliczka w jakimś zbliżonym kolorku. Szaliczka, z którego dałoby się wykroić wkładkę do czapki, choćby w postaci szerokiej opaski.
A natrafiłam na gotową czapkę! GOTOWĄ! I beżową :)
(Oczywiście nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że zapomniałam ją sfocić przed przeróbką?
Uważam, że i tak osiągnęłam wyżyny swoich możliwości, gdyż udaje mi się pamiętać o sfoceniu jedzenia na talerzu przed łapczywym pożarciem - choć przyznaję, nie zawsze - i czasem musiałam coś dwukrotnie pichcić, żeby fotnąć)
Fakt, że musiałam odpruć rant i wykorzystałam tylko górę czapki. Ale ten otok, to kawał szerokiego polaru, który był dwukrotnie złożony, więc mam jeszcze szeroką opaskę na ewentualną kolejną czapkę.
Także wiesz Diable, dzięki!

No to komplecik wygląda tak:








wtorek, 20 grudnia 2016

Mikołaj przyszedł do Futer :)

Tak jak zapowiadałam, dzisiejszy post poświęcony jest mikołajowym prezentom dla moich zwierzaków.

Mikołaj przyszedł do całej czeredy! I to taki prawdziwy, a nie że pańcia w roli grubasa w czerwonym najpierw coś skitrała po szafach ;)
A było tak:
Najpierw był bardzo sympatyczny email od pani Marty, czy można. Email był ujmujący, ciepły, przyjazny i bardzo indywidualny, a nie szablon, jak to mają różne firmy w zwyczaju.
Ano można, a będzie nam bardzo miło!

I oto dnia pewnego pan listonosz stanął na progu z paczką i listem:




piątek, 1 lipca 2016

X Muza i akcja w trzeciej minucie

Dzisiaj będzie filmowo.

Pamiętacie, jak pisałam, że moje psie panny w holwódy poszły? O >>>TU<<< pisałam.
No to już można sobie obejrzeć Kreskę i Pyzę w akcji :) Dosłownie.
Należy sobie wejść >>>Tu, o tutaj<<<; kliknąć 64. odcinek "Detektywów w akcji" i przy końcu pierwszej historii (każdy odcinek, to dwie opowiastki) można podziwiać urodę, czar i talent suczy dwóch!
Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale do każdej roli w tym serialu jest casting - nie tylko do psich...

A po drugie - kocice dostały Super Roller.
A dokładnie Catit Design Senses Super Roller, szyna do zabawy, oczywiście z Zooplusa, oczywiście kupowany przez >>>BANER U GOSIANKI<<<
Jak dla nich absolutny hit!
Zmontowałam i miałam smarkule cały dzień z bańki.
Gorzej, że Mężczyzna miał caluteńką noc z bańki ;)
Panny tak uwielbiają zabawkę, że mogą walić łapami w kulki caluteńkie noce, jak Tofik w klawiaturę. Zabawka im się nie nudzi i kilka razy dziennie do niej wracają, choć już mają ją ze trzy tygodnie.
Ale najlepsza jest w tym wszystkim Jojo.
Zwykle zachowuje się jak stara, zacna ciotka, światowa matrona, co to niejedno w życiu widziała (no bo widziała). Leży z miną Sfinksa i obserwuje. Łeb obraca powoli i z namaszczeniem. Powoli zamyka i otwiera żółto zielone ślepia, wzdycha z wyższością i jest ponadto.
Ale i ją kusi zabawa ;)
Zawsze zadziwia mnie jej refleks i zachowania, świadczące o tym, że była kotem dzikim i polującym.
Tak powolna i dostojna na co dzień, zwłaszcza w porównaniu z rozbrykanymi smarkulami, gdy zaczyna się bawić myszą z kocimiętką, lub taką piszczącą, puchatą, białe łapy śmigają tak szybko, że widać tylko smugę, a smarkule wychodzą przy niej na gapowate niezdary.

Zobaczcie sami, co było z Super rollerem. Zwróćcie uwagę, w jaki sposób Jojo będzie próbowała pochwycić piłeczkę - zupełnie inaczej się do tego zabiera niż domowe smarkule.
No i najlepsze - akcja w trzeciej minucie ;)
Zrywaliśmy boki!



czwartek, 23 czerwca 2016

Balkon

Nie wiem kto i kiedy wymyślił balkon, ale to bardzo praktyczne zjawisko jest.
I nie mam tu na myśli "balkonów" -  jak rodowici wiochmeni z Krainy Kwitnącego Ziemniaka określają mieszczuchów sprowadzających się na wieś, czemu zwykle towarzyszy postawienie chawiry z dowolnie dużą liczbą balkonów.
Nie. Balkon jako zjawisko społeczne jest niezwykle ciekawym.
Niby jeszcze część mieszkania, przestrzeń prywatna, jeśli z sypialni to wręcz intymna, a jednak wystawiona na widok publiczny. A nawet publiczniejszy, bo wysoko nad ziemią.

Przeważa jednak kontekst prywatny.
I nikogo nie dziwi, że sąsiadka po balkonie pląsa w bieliźnie i wałkach, a sąsiad bywa, że bez bielizny (choć wiek chearleederek i chippendalesów bezpowrotnie przeminął w ubiegłym stuleciu), wystawiając swe ciała na widok, choć w życiu by się tak po ulicach nie lansowali.
A im cieplej, tym balkonowego ciała więcej.

Nie tyko ludzkiego. Kociego również.
Od kiedy pocieplało kocie dzieci przesiadują na balkonie calutkie dnie i noce. Zwłaszcza gdy pada! Kochają deszcz i wodę jako taką.
I tu znowu tajemnicza sprawa. Wlezie jedna z drugą na drzwi lub kredens i boją się zeskoczyć, choć do podłogi góra 2 metry. Wylezie taka na balkon, zobaczy ptaka lub muchę i już łapy do lotu z 10. piętra rozkłada!
Nawet Jojo uskutecznia plażowanie na balkonie.
Z początku nie bardzo, bo wiadomo, że dom to dom, a zewnętrze to chłód, głód i jeszcze nie wpuszczą na zad do środka.
Ale przyjrzała się smarkulom, że tak sobie cyrkulują, to i Jojcik się odważył. I wcale nie zraził ją jedyny przypadek, gdy przez nieuwagę została na tym balkonie zamknięta. Wcześniej na balkonie kiblowała Mamba i dała wyraz swemu niezadowoleniu demonstrując ciężki wkurw i jawną obrazę w równych proporcjach.
Balkon został osiatkowany, to i młodzież może się bezpiecznie po balkonie bujać.
Ale nie od razu Kraków zbudowano - tfu! - balkon osiatkowano.

To znaczy nam się wydawało, że osiatkowany jest skutecznie. Na szczęście odwiedziła nas moja koleżanka, bardziej w tym temacie biegła i palcem pokazała nam wszystkie miejsca, gdzie jednak kot mógłby, gdyby chciał. Pod samiutkim dachem. Drobna niedoskonałość, jakieś 7 cm siatki, przylegające ciasno, ale nie przyczepione niczym do daszku, bo nie ma jak. Na tej wysokości, już trochę poza balkonem, dojście megatrudne. Z drabiny nie sięgniesz, trzeba by z dachu, na uprzęży i linie...
 A jak się okazało kot chciał i to bardzo chciał!




piątek, 19 lutego 2016

Dzień kota był, dzień psa będzie :)

Ponieważ większość PT Czytelników blogujących rozpływała się nad Dniem Kota, przypominam, że Dzień Psa dopiero przed nami - będzie 1. lipca.

A u mnie na okrągło dnie psów i kotów :)

Dzień Kota był ostatnim dniem mojej uroczej, niemal pięciodniowej migreny, więc nie tylko nie miałam siły nic skrobnąć, ale moje pulsująco odbijające się od szkła okularów prawe oko nawet nie pozwalało mi za bardzo czytać. A to już tortura. Bo od kiedy nauczyłam się tej niełatwej sztuki, korzystam z niej radośnie i bez końca.

Pewnie jesteście Kochani ciekawi, co słychać w mym prywatnym Zoo.
Otóż:

czwartek, 11 lutego 2016

Gwiazdy na miarę Oskara :)

To się musiało tak skończyć!

Wrodzony talent, nieodparty urok, czar i absolutna fotogeniczność!

Pyza i Kreska

Kreska i Pyza

Przy tym niezaprzeczalne warunki...

czwartek, 3 grudnia 2015

Kreska - strażniczka szuflady :)

Mam łóżko, na którym czasem i dla mnie znajdzie się miejsce do spania (vide poprzedni post). Pod łóżkiem znajdują się dwie szuflady, a w nich swetrowa materia - no wiecie na co.
Te szuflady koty sobie upodobały szczególnie i przesypiają w nich całe dnie, zagrzebane pomiędzy worki ze swetrami.
To, że kot "znika" w szufladzie strasznie Kreskę irytuje.
Po pierwszych, bezowocnych próbach wepchnięcia się pod łóżko za kotem, frustracja psicy osiągnęła niebezpieczne poziomy. Krechulec całymi dniami siedzi i hipnotyzuje wzrokiem szuflady, usiłując koty wywabić skomleniem.
Co wygląda tak:



poniedziałek, 23 listopada 2015

Kompromitujące tajemnice alkowy :)

Chyba wszyscy kiedyś na swoich pierwszych telefonach komórkowych grali w Tetris'a. Ja robiłam to namiętnie :)
Wersją alternatywną jest Petris:



źródło

wtorek, 17 listopada 2015

Taki kot to może człowieka wykończyć!

Ano może.
Przylezie takie małe kocie dziecko w zimną noc październikową za Tofikiem, wtarabani się po schodach na 10. piętro, chwyci całą rodzinę pazurami za serce, uwiedzie spojrzeniem złotych ślepi, rozkocha w sobie zmysłowym Mrauuu i co?!

I weźmie i się rozchoruje, i dostanie gorączki 41 stopni z kreskami, i straci apetyt, i będzie się przewracać, bo łapki sztywne, i będzie miało biegunkę, i będzie leżało bezwładnie i się przez ręce przelewało! Bo jak to? Rano wszystko dobrze i kot rzuca się na żarełko i się bawi, i biega, i skacze, i demoluje, a wieczorem nawet łebka nie ma siły podnieść?

czwartek, 5 listopada 2015

Bura i spółka z o.o.

Nieustannie zadziwia mnie raptowna zmiana, jak nastąpiła w naszym życiu w związku z pojawieniem się kotów.

Zwierzaki baaaardzo szybko się aklimatyzują i układają sobie wzajemne relacje. Może właśnie dlatego, że stado jest tak liczne.
Jak to napisała w którymś felietonie Dorota Sumińska, najtrudniej połączyć dwa psy lub dwa koty. Powyżej piątego osobnika stado powiększa się niejako samo "wchłaniając" nowego domownika. Coś w tym jest już na poziomie czwartego zwierzaka.

Bura

poniedziałek, 2 listopada 2015

W czasie deszczu dzieci się nudzą...

Czyli kocie dziecko na bis

  O tym, że Mamba z lubością turla piszczące myszy o trzeciej nad ranem, a zaraz potem za nimi turla się Pyza, już pisałam.
Mamba się w ogóle świetnie z Pyzą bawi i nie tylko z Pyzą, a jak się nudzi wieczorami i nocami, to demoluje.
Postanowiliśmy więc wyjść losowi na przeciw, wziąć się z nim za bary i natrzaskać po pysku, zanim los ześle na nas tę przepowiedzianą plagę "mrówek faraonek" (tu już możecie zacząć turlać się ze śmiechu). Jednym słowem postanowiliśmy naszemu kociemu dziecku zorganizować grupę rówieśniczą - czyli drugie kocie dziecko.

Burą.

Tym bardziej, że NNNŚ Wet powiedział, że jeśli nie chcemy, żeby za rok nasza Mamba była tylko ozdobą na kominek i żeby pozostała socjalna, to musi się socjalizować z innym kotem. Z opinią autorytetów się nie dyskutuje.
Zamieszkała z nami w sobotę wieczorem.
Miała być Dymka ale w sumie los musiał swoje trzy grosze wtrącić (nie chichocz tak Cholero jedna!) i zamiast Dymki przyjechała z nami Bura.

wtorek, 27 października 2015

Jak psy z kotem

To był mój pierwszy problem i największa obawa - jak psy przyjmą kota.
A właściwie w jaki sposób psy zeżrą kota.

Jak kota się wprowadziła, zajęła toficzą norę, zamknęło się za nią drzwi i grało.
Psy były zamknięte i po wypuszczeniu na pokoje nawet nie zwęszyły obecności nowego lokatora.
Tak, wiem, jak to świadczy o fenomenalnym węchu moich psów.

W drugim dniu pobytu koty postanowiliśmy psy uświadomić. Uświadamianie odbywało się na smyczach i w kagańcach. W myśl zasady, że zaufanie dobre - kontrola lepsza :)

Sucze nie posiadały się ze szczęścia. Co prawda nie za bardzo ogarniały czemu ich wolność została ograniczona, ale najważniejszy był fakt, że MIĘSO przyszło! Samo przyszło!
Młoda, kruchutka, soczysta kocina :))) I jeszcze przed konsumpcją zapewni program artystyczny z choreografią! Czy uczciwy pies może marzyć o czymś więcej?
Ucieszony kociak radośnie bawił się dzwoniącą myszką tuż pod zaślinionymi psimi pyskami w kagańcach. Duże kudłate ciocie, bardzo mu przypadły do gustu.
A psy stały sztywne, w najwyższym podnieceniu gotowe do polowania.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Za co ja uwielbiam ideę second hand'u (4) oraz Zetek

   Dzisiaj post, który za mną już długo chodził i dojrzewał - aż dojrzał.
Znowu o dobrach dostępnych z drugiej ręki. A dobra te są niebagatelne. Będzie bowiem o miłości z drugiej ręki, dostępnej każdemu chętnemu.
  Jak wiecie, życie me psami jest usiane. Każdy pies to całe tomy historii wszelakich i anegdot. Ale przede wszystkim to wielka, bezgraniczna psia miłość, której nie da się podrobić.
  Prawdziwy psiarz, kupuje psa tylko raz albo wcale. Chyba, że chce mieć psa rasowego, o określonych cechach charakteru i wyglądu - wtedy też nie kupuje od przypadkowego hodowcy tylko hodowlę wybiera bardzo rozważnie - ale to zupełnie inna historia.
  Rasowy psiarz po prostu daje się psu wybrać. Dzieje się to na różne sposoby: w naturze lub internetach, ale zawsze jest jak w piosence Ordonówny:



  Jedno spojrzenie psich oczu i w psie oczy - iskrzy - i - pierwszy znak, gdy serce drgnie, ledwo drgnie, a już się wie, że to właśnie ten, TYLKO TEN! Nie wolno wtedy swojego psa odtrącić, bo się potem żałuje do końca życia. Mężczyzna był raz ze mną w schronisku i zaiskrzyło mu z Lalą - śliczną czarnulką - ale zwyciężył tzw. "zdrowy rozsądek i względy praktyczne" i w związku z tym do dziś nie może przeboleć i tęskni za Lalą (a ja mówiłam, że tak będzie! o!).