Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekstraordynaryjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekstraordynaryjne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2025

Kto uratuje Kropka?

Pomimo koszmaru, jakim jest semestr letni, znowu sprowadza mnie na blog arcyważna sprawa.

Oczywiście kocia sprawa. Sprawa o imieniu Kropek.


poniedziałek, 16 września 2024

Dla Dory, dla nas wszystkich

 


To jest zdjęcie z Kłodzka, opublikowane wczoraj na FB (Źródło: @D_Daszkowski)

Tytuł zdjęcia: światełko nadziei.

poniedziałek, 14 listopada 2022

Święta Gertruda z Nijvel (Nivelles), Celtowie i kociąt klęska urodzaju

 

    To dzisiaj! Dzisiaj usiadłam i już muszę z siebie wydobyć nowy wpis na światło dzienne! Jestem to winna kochanym, cierpliwym PT Blogoczytaczom oraz sobie samej.

    Czy Wy też tak macie, że ktoś Wam czas podbiera? A może on sam ucieka/wycieka przez jakieś dziury w osnowie rzeczywistości?

    Dodatkowo tonę w kisielu codzienności, który spowalnia mi ruchy i więzi w wirze prac pracowych, domowych, kuchennych a nawet ogrodowych. Czasem również kociętami w oczy sypnie. Jednym słowem dziadzieję na maksa!

I nie podoba mi się to! Bardzo mi się nie podoba!

Dobra. Chlipnęłam sobie na wstępie, a teraz trzeba nos rękawem utrzeć i brać się do pisania ;)

Otóż.

piątek, 23 września 2022

28. Bolesławieckie Święto Ceramiki


 Już miesiąc minął od ceramicznego szału w Bolesławcu i wiem, że wielu P.T. Blogoczytaczy cierpliwie czeka na zdjęcia i relację, a ja w ciągłym niedoczasie.

Nie wiem, gdzie ten mój czas się podziewa. Z pracami w domu i zagrodzie też wiecznie do tyłu jestem, choć język sobie przydeptuję. No ale ja nie o tym...

Szaro, buro i zimno się zrobiło. Dlatego miłe letnie wspomnienia dla poprawy nastroju jak najbardziej wskazane. 

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Uff! Mam urlop! Ducha wyzionę, a odpocznę!!!

     


    Tak, mam już urlop! Już trzy tygodnie zleciało. Najpierw rzuciłam się sprzątnąć cały dom, bo kiedy, jak nie na urlopie? W ramach relaksu pomiędzy myciem kolejnych okien, rzuciłam się w rycie ogrodowe jak świnia na trufle. Ponieważ urlop jest urlop, należy odpocząć sobie głaszcząc koty - no to głaszczę w nadgodzinach, bo w kocim pokoju pełno od początku czerwca. Lokatorzy się zmieniają, bo kolejni zakotowani jadą na urlopy, porzucając u mnie futra za drobną opłatą - a ja odpoczywam i za ową drobną opłatę robię zapasy psich i kocich chrupek. Kręgosłup mi skrzypi po tych wycieczkach do paczkomatu, ale w końcu odpoczywać trzeba czynnie, no nie?. Odpoczywam biegając po schodach pińćset razy dziennie, a nawet w nocy jeśli trzeba, sprzątając kuwety, sprzątając apartament po każdym lokatorze, piorąc koce i kocyki, odpoczywam machając wędkami, rzucając piłeczki, włączając zabawki na bateryjki i rozstawiając szeleszczące tunele. 

    I powiem Wam, że odpoczynek to może człowieka wykończyć. Dlatego od kilku dni czuję się tak, jakby ktoś mi wtyczkę z prądu wyciągnął. A poważnie - dopiero od kilku dni w miarę spokojnie sypiam i jakoś tak ze mnie całoroczne (i urlopowe) napięcie schodzi. 

    Ja wiem, paskudna jestem. Nie czytam, nie piszę, nie komentuję i w ogóle. Ale uwierzcie, miałam taki komputerowstręt, że zmuszałam się do zrobienia płatności i zakupów i koniec! Laptopik też pokazuje dąsy i się czasem sam z siebie wyłącza, bo coś mu już karta graficzna siada... 

    Poza tym u wielu z Was Kochane Wy Moje Przyjaciółki po Piórze dzieje się kiepsko, a ja to jak głupia przeżywam i noszę w sobie, choć moje martwienie się jeszcze nikomu w niczym nie pomogło. Dlatego w tym roku musiałam się odciąć od własnych, rodzinnych problemów, zwykle tworzonych ad hoc przez takich, co to lubią być dopieszczani (nieustający koncert życzeń rodzinnej geriatrii), od problemów innych ludzi i udać się na wewnętrzną emigrację. Emigracja polega głównie na nadrabianiu zaległości czytelniczych i zakupie nowych zapasów książek. Odparowuję.

Zacznę od spraw obowiązkowych, czyli drzwi u Beni!

Ta dam! Stało się! Zamontowali! Tym samym mamy już wszystko i na wory karmy i żwirki jeszcze starczyło.

wtorek, 17 maja 2022

Sprawozdanie ze zrzutki i wydatków

 Zaraz będzie o drugiej z planowanych niespodzianek, choć chyba już nieaktualnej ;)

Ale zanim o tym, to krótkie sprawozdanie ze zrzutki:

Kochani PT Blogoczytacze, którzy w większości wspomogliście naszą zrzutkę nad wyraz hojnie brzęczącą monetą, nie osiągnęłyśmy jeszcze pełnej kwoty, ale zaraz będę się brała do zamykania zrzutki, żeby darczyńców nie naciągać. Bowiem wszystko wskazuje, że zmieścimy się z potrzebami w niższej kwocie. 

Oczywiście przed darczyńcami będziemy w stanie się rozliczyć fakturami i paragonami, ale pozwolicie, że nie będę ich skanów tutaj zamieszczać - bo ja w obróbce grafiki biegła nie jestem, a licho nie śpi. Także i tutaj i na zrzutce będę podawała kwoty, bez skanów dokumentów (te zawsze na życzenie, bo ja się niesamowicie stresuję odpowiedzialnością za gospodarowanie powierzonymi pieniędzmi).

No więc:

Dotychczasowe wpłaty dały sumę 7905 PLN (DZIĘKUJEMY PIĘKNIE I SERDECZNIE ZA WASZĄ HOJNOŚĆ!)

Część tej kwoty już podjęłam, uwzględniając 3% dobrowolnej kwoty dla portalu zrzutka.pl (reszta dalej na zrzutkowym koncie, żeby nie na moim).

Zostały wybrane i zamówione drzwi. Niestety nie są to ani erkado, ani porta ponieważ drzwi obu tych firm są po prostu za duże do wąskiego korytarza i nie byłoby jak nawet framugi wsadzić. Po wyburzeniu fragmentu ściany można wcisnąć przyzwoite drzwi gerdy.

Przyszedł miły pan i wszystko pomierzył, a Kasia z Benią wybrały model i fason drzwi, grosza nie żałując - mają być porządne! 

czwartek, 28 kwietnia 2022

Okropna, zupełnie niespodziewana niespodzianka!

 Miały być niespodzianki. Już jedna była, a dwie kolejne mam w zanadrzu. A tu całkiem nieoczekiwanie wyskoczyła trzecia!

Okropna, paskudna i jakiej nigdy nikomu nikt by nie życzył!

Nasza koleżanka została napadnięta! We własnym domu!

wtorek, 19 kwietnia 2022

UWAGA! DUSZNA PREMIERA!

 No to pierwsza z trzech zapowiadanych niespodzianek!

Otóż proszę Państwa szanownego to właśnie dzisiaj jest PREMIERA!

Premiera książki naszej blogowej koleżanki Ani Jurczyńskiej, autorki bloga Frajda Przyrodnika (i kilku innych).

Ma dziewczyna zacięcie również do pisania książek edukacyjnych dla młodszej i starszej młodzieży i tak oto właśnie powstał:

NIE WSZYSTKO O STRASZENIU

Przewodnik dla młodych tropicieli duchów w Polsce



który serdecznie polecam. Polecać mogę z czystym sumieniem, bo dzięki uprzejmości wydawnictwa Bezdroża (Grupa HELION S.A.) miałam okazję cieszyć się książką z wyprzedzeniem!

wtorek, 14 września 2021

Adopcyjne zaskoczenia czyli guzik wiem o kotach! oraz Kotusia-Dusia

 No i tak, że tak.

Poszły na swoje dzieciaki kochane. A to było tak:

    Jako pierwszy wystartował Borsuk. Przyjechali mili państwo z synem Tytusem, bo wymarzyła im się Kruszonka. Wyjątkowo Kruszonka nie zdążyła zaszyć się za kanapą, więc nawet zostały podjęte próby przywitania się z małą futrzastą galaretą. 


wtorek, 24 sierpnia 2021

Bolesławiec '21, Łakocie i Borsuk

Oczywiście, że byłam. 

A ci, co być mieli i nie byli, niech żałują! (foch!)

    Bolesławiec był i nas zmył.

    Dosłownie. Miałyśmy za sobą ledwo jedną pierzeję rynku, gdy lunęło jak z cebra i poniekąd spełniły się moje nadzieje, że ludzi mało i przy stoiskach tłoku nie będzie. W pewnym momencie uznałyśmy z moją Siostrą, że przedział wiekowy, przewidziany dla miss mokrego podkoszulka, minęłyśmy już dzikim pędem, więc mokrymi kubrakami przejmować się nie będziemy. Niech przejmują się ci, co na to patrzą - bo odzobaczyć się nie da he, he ;) Ruszyłyśmy zatem w strugach deszczu dokończyć oględziny i zakupy, a suszyłyśmy się w samochodzie w drodze powrotnej. 

    To suszenie wyszło nam wyśmienicie. Wyschłyśmy niemal na pieprz, gdyż jadąc polską dwupasmową miedzą, szumnie zwaną autostradą, odcinek 100 km pokonałyśmy w raptem 4 (słownie: CZTERY) godziny, zaliczając dwa objazdy i wszystkie korki, zatory i spowolnienia. Zarówno samochód, jak i ja - kierująca pojazdem - przeżyliśmy to doświadczenie z trudem. Kurwuniu, 100 km jazdy na drugim biegu!

Trochę zdjęć jest, to daję jak leci:

(jeśli zdjęcia są obrócone, to dalibóg nie wiem dlaczego, ale przepraszam; no nie mogę się z tym nowym blogobydlęciem dogadać w kwestii zdjęć!)

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Ostatnia zębuszkowa wieczorynka


1.       Roztrzepanie tej kobiety jest doprawdy irytujące. Jagnięcina z marchewką na śniadanie dwa dni z rzędu! A co to? My już innych puszek nie mamy? Fakt, że ciocia jest dobrze wyszkolona. Ktoś odwalił kawał solidnej wychowawczej roboty. Wystarczy odpowiednio usiąść przed miską, dwa, trzy razy niuchnąć pasztecik i spojrzeć na ciocię z wyrzutem, żeby otworzyła puszeczkę z pasztecikiem o innym smaku. No nie powiem, stara się, stara. Doszło nam kilka nowych smaków. Ciocia mówi, że jestem nieco podobna z urody do Kota Jaśniepana, ale w celebryckich zachowaniach jestem po prostu jego klonem. Brzmi to zacnie. Stać ciocię na komplementy. Zaczęłam myśleć nad rozwinięciem mojego imienia o jakiś arystokratyczny przydomek. Zębuszka Wspaniała, Boska, Piękna i Wyrafinowana, a może Zębuszka Szczyt Doskonałości? Muszę się zastanowić, bo wszystko pasuje. Nie myślcie sobie, że ja się cioci nie umiem odwdzięczyć, za wszystkie należne mi hołdy. Ależ oczywiście, że potrafię. Wywalam się czasem na grzbiet i wtedy ciocia może mnie pogłaskać po brzuszku. No niech tam czasami kobieta ma chwilę radości. 

środa, 6 stycznia 2021

Wieczorynki

     Paskudny rok nam się skończył, a nowy jakoś mnie nie napawa optymizmem. Mimo wszystko, życzę Wam Wszystkiego Najlepszego na ten Nowy Rok kochani. Teraz chyba bardziej niż kiedykolwiek przedtem, jeśli chcemy, żeby Nowy Rok przyniósł nam coś dobrego, musimy się sami o to zatroszczyć.

Tak mi się porobiło w tym wszystkim, że upodabniam się do niejakiego Piżmowca z Doliny Muminków - leżałabym tylko pod kocem i czytała traktaty "O niepotrzebności wszystkiego". Ale się nie da, niestety.

No to postanowiłam zebrać się w sobie i wrócić.

Nie wiem na jak długo. Zapewne na trochę, bo mam PLAN. Plan zwłaszcza dla tych wszystkich kochanych Blogoczytaczy, którzy o mnie nie zapomnieli i nie usunęli mojego blogaska z listy czytelniczej.


    Ech, na początek przywalę hiobową wieścią, że nie ma już z nami Jojo. Podjęłam tę najokropniejszą dla mnie decyzję 12. października i do dzisiaj nie mogę się otrzepać. Uprzedzając pytania, których mam nadzieję mi oszczędzicie, Jojo mogłaby pewnie żyć do dnia dzisiejszego, ale wymagałoby to uwięzienia jej w domu na stałe. Oznaczałoby to zamknięcie jej w kocim pokoju, bo mój dom jest specjalnie dla kotów rozszczelniony i stado sobie cyrkuluje dowolnie. Utrzymywanie Jojo przy życiu wymagałoby również ciągłego podawania leków przeciwbólowych i uspokajających psychotropów. W mojej ocenie takich rzeczy nie robi się ukochanemu kotu i muszę udźwignąć ciężar tej decyzji.

No i tak, że tak.

Oczywiście luki w naszym stadzie zawsze wypełniają się samoistnie i o tym też trochę będzie, a na razie przechodzę do realizacji mojego sprytnego planu.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Bolesławiec 2020

No to się przyznam.
W Bolesławcu byłam w tym roku już dwukrotnie.
Pierwszy raz tak na rozgrzewkę, z rodzoną Cioteczką Aneczką pojechałyśmy w maju na bobrowanie po sklepach firmowych. Sklepy są w jednym ciągu przy ulicy Kościuszki 24B (polecam sprawdzić na Google Maps). Dokładnie sześć sklepów (siódmy był zamknięty) naprzeciw fabryki Ceramiki Artystycznej Spółdzielni Rękodzieła Artystycznego. Sześć dziupli, w których spędziłyśmy bite cztery godziny!

Ręce miałam zajęte, więc zdjęć mało. Pierwsze dwa zdjęcia dokumentują moją wielką miłość - czyli dyniowe lampiony; kolejne moje zakupy.


poniedziałek, 11 maja 2020

Uwaga! Umowa adocyjna!

Długo mnie tu nie było.
Bywa.
Bywa w życiu większości blogerów, a może każdego blogera, że musi sobie zrobić przerwę.
Musi, bo się udusi.
To nie to, że brakuje tematów, tylko człowiekowi okresowo zmieniają się potrzeby i przesuwają życiowe punkty ciężkości.
Dlatego temat musi być naprawdę szczególny i bardzo ważny, skoro uważam za swój obowiązek go poruszyć na blogu. A nawet szczerze w tym momencie żałuję, że mój blog jest niszowy i o niewielkim zasięgu.
Otóż.

Otóż 31. marca odeszła od nas Kreska. Chcę wierzyć, że do swojego ukochanego pana, który za młodu pasł ją czipsami i poił piwem - co uwielbiała, dla którego była całą rodziną, a on był tylko dla niej. U nas jedynaczką nie była, z którego to powodu była mocno nieszczęśliwa.

czwartek, 5 grudnia 2019

Nadal robię w kotach

Od kiedy Gucio poszedł na swoje, obiecywałam sobie, że już dość, że chociaż do Świąt nie i w ogóle nigdy więcej.
Gucio jak był dzikiem, tak dzikiem pozostał. Tzn. do personelu, bo z Titą szaleją po domu i uskuteczniają sparingi do upadłego, a Zoja patrzy na nich jak na wariatów.
Jest dobrze. Jak ogarnę przesłane filmiki, to może uda mi się je tutaj wstawić.

Zadzwoniła do mnie pani doktor Olga, że potrzebna jest pomoc. Cóż, ludziom którzy nam nie odmawiali i my odmawiać nie będziemy.
Faktycznie, sytuacja była dość skomplikowana, głównie przez liczebność kotów.
Trzy młode trikolorki znalazły szybko domy via schronisko, a do mnie trafiły dzikie, nieadopcyjne kocice.
Śliczne! I tak sobie u mnie koczują do sterylizacji i trochę po.
Oto psze Państwa trzy Gracje:
Marchewa. Uszy na mistrza Yodę i Aj-kill-ju. Śliczna, najrudziejsza ze wszystkich.


sobota, 2 listopada 2019

Gucio prześliczny!




Gucio jest pięknym, półrocznym kocurkiem, który trafił do mnie „na oswojenie” z piwnic jednego z wrocławskich osiedli. Miejsce to dla kotów nie jest bezpieczne, bo akurat tam brakuje wolontariuszy, którzy ogarnęliby sterylizację, koty się mnożą, a to przeszkadza mieszkańcom. A stąd już blisko, by jakiś samozwańczy miłośnik porządku w piwnicy wziął się za sprawę kocią po swojemu, po głupiemu, po ludzku okrutnie.
Gucio jednak, choć dostał milutkie imię na zachętę, ani myślał się oswajać. Siedział z uszami położonymi na bok, miną „aj-kill-ju!” i syczał. A próby dotknięcia ucinał waląc pazurami.


(Zdjęcia kiepskie, bo robione zoomem w telefonie. Nos sobie Gucio rozwalił o klatkę, w której siedział po odłowieniu zanim trafił do mnie. Teraz nosek jest już piękny i gładki!)






Zapadła decyzja, że wobec niechęci Gucia do oswajania, po kastracji i zaszczepieniu Gucio zostanie u mnie jako kot zewnętrzny, opcjonalnie wchodzący. Martwiła mnie tylko pora roku i fakt, że Gucio terenu zupełnie nie zna, a poznawanie nowej okolicy i innych dzikich kotów odbędzie się w warunkach jesienno-zimowych.  Ale do czasu kastracji i szczepień Gucio został umieszczony w kocim pokoju i mogłam sobie Gucia poobserwować, pobyć z nim i pogadać.

wtorek, 21 maja 2019

Europa podchodzi pod mój próg

     Ano siedzę ja sobie w moim wytartym fotelu, o który muszę konkurować na zmianę z Kreską i Tuśkiem, w rozdeptanych kapciach i za dużym puchatym szlafroku (tak, to ten sam, w którym skakałam po oblodzonych schodach i metalowej drabince; lubię go, choć mankiety rękawów muszę zawijać aż do łokcia, żeby dłonie zeń wysunąć), siedzę ja sobie psze Państwa Szanownego w mojej wsi malutkiej, w moim europejskim zaścianku, a tu sama Europa w swej światowej europejskości podlazła mi pod próg, zęby szczerzy i warczy na mnie, jakby normalnie u siebie była!

Groźna, wstrętna Europa!
Otóż poruszyła mnie sprawa Vincenta Lambert, Francuza, skazanego na śmierć przez francuskie sądy, rząd i EUROPEJSKI Trybunał Praw (?) Człowieka w Strasburgu. Vincent Lambert miał zostać poddany śmierci głodowej (macie jakieś skojarzenia, Kochani?) ale "humanitarnie", bo w znieczuleniu. A za co ten wyrok? Ano za to, że facet miał wypadek na motocyklu w 2008 roku i w wyniku obrażeń od tego czasu pozostaje w stanie "minimalnej świadomości".



czwartek, 28 lutego 2019

Magdusia i Bari

Kochani, jak co roku zwracam się do Was o przekazanie 1% podatku na rehabilitację Magdy.
Dla przypomnienia o Magdusi, jej cudownych zwierzakach i zwierzolubnej rodzinie było: TUTU i TU

Monika z Magdusią

I jak co roku oddaję na chwilę głos Mamie Magdy, Monice:

Dzień dobry Państwu,
Proszę o pomoc w dalszym leczeniu i rehabilitacji naszej 7-letniej już
córki Magdaleny i przekazanie 1% odpisu podatkowego na konto
Dolnośląskiej Fundacji
Rozwoju Ochrony Zdrowia.

Wszystkie zebrane środki w pełni zostaną przekazane na Jej
wielokierunkową terapię, wizyty u specjalistów, zakup ewentualnego
sprzętu itp.

Magda urodziła się jako skrajny wcześniak w 25 tygodniu ciąży i walczy
o uzyskanie jak najlepszej sprawności. Do osiągnięcia tego celu czeka
Ją długa droga i ciężka praca pod okiem specjalistów oraz w domu.

Jednocześnie OGROMNIE dziękujemy dotychczasowym darczyńcom za wsparcie
finansowe!

Dolnośląska Fundacja Rozwoju Ochrony Zdrowia

KRS: 0000050135

cel szczegółowy: LIDKA

(LIDKA to hasło Magdaleny w fundacji i Jej drugie imię :))

Serdecznie pozdrawiam!
Monika Nadolska-Karpińska

I to by w zasadzie wystarczyło, ale na psio-kocim blogu nie może zabraknąć historii zwierzaków.
A rodzina znowu się powiększyła ;)

Może niektórzy PT Blogoczytacze pamiętają, że >>>>TUTAJ<<<< pisałam, jak to w domu Magdy pojawiły się kolejno dwa koty, Figa i Hugo. No to jak myślicie, na kogo teraz przyszła pora?
Oczywiście, że tak! Macie rację! Pora przyszła już wielka, żeby na scenę wkroczył pies!

piątek, 27 lipca 2018

Tobi szuka nowego domu

Tobiego poznałam dzięki pani Teresie (czule przez nas nazywanej Tereską, która jest godną następczynią Heni - sąsiadki z naszego poprzedniego lokum).
Tereska jest naszą sąsiadką, z tych zaangażowanych (czyli monitoring i kronika w jednym).
To ona znalazła kocie szczątki, którym wyprawiliśmy honorowy pogrzeb, choć do końca pewności nie ma, czy są to doczesne szczątki Mamby, (tak 70/30) eh...
Niemniej jednak Tereska widząc moją rozpacz po stracie Mamby, wpadła na genialny w swej prostocie pomysł osłodzenia mi żałoby.
Otóż na otarcie łez po czarnej, niespełna 4- kilogramowej kotce, zaproponowała mi przygarnięcie czarnego chyba ponad 40- kilogramowego labradora. Co w prostym przeliczeniu miało zrekompensować mi stratę dziesięciokrotnie :)

Liczy się gest!

No i tak poznałam Tobiego

piątek, 20 lipca 2018

Mambusia, Mambeńka, Mambiś, Mambini

To imiona naszej ukochanej, czarnej, puchatej, rozmruczanej, rozgadanej, radosnej koteczki.
Wyjątkowej dla nas. Pierwszej.
Weszła w nasze życie pewnym krokiem, nawróciła nas na koty, dała nam wiele radości i odeszła... niestety już na zawsze.
Miała gen wędrownika - inaczej by do nas nie przyszła, małe kocię na 10. piętro po schodach.
Była wolna, czerpała radość kociego życia pełnymi łapkami.
Polowała - to był jej żywioł, wspinała się na drzewa i wędrowała daleko po polach i lasach.
Nie, nie żałuję, że nie trzymałam jej w zamknięciu.

Jej nieobecność tak bardzo boli...