Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Groszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Groszek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2024

Pielmieni na sposób lany Marzyni Mamci

 


Ano tak. Kusiło mnię wypróbować insze farsze niż ruski i skusiło. Zrobiwszy klasyczny farsz do pielmieni w wersji ze świni i ukręciwszy nieco gęściejsze ciasto na naleśniki, przystąpiłam do smażenia.


Jakby kto przepisu potrzebował dokładniejszego to po farsz należy zajrzeć do AniaGotuje.pl, a po całą resztę wykonu do Marzyni Mamci.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Uff! Mam urlop! Ducha wyzionę, a odpocznę!!!

     


    Tak, mam już urlop! Już trzy tygodnie zleciało. Najpierw rzuciłam się sprzątnąć cały dom, bo kiedy, jak nie na urlopie? W ramach relaksu pomiędzy myciem kolejnych okien, rzuciłam się w rycie ogrodowe jak świnia na trufle. Ponieważ urlop jest urlop, należy odpocząć sobie głaszcząc koty - no to głaszczę w nadgodzinach, bo w kocim pokoju pełno od początku czerwca. Lokatorzy się zmieniają, bo kolejni zakotowani jadą na urlopy, porzucając u mnie futra za drobną opłatą - a ja odpoczywam i za ową drobną opłatę robię zapasy psich i kocich chrupek. Kręgosłup mi skrzypi po tych wycieczkach do paczkomatu, ale w końcu odpoczywać trzeba czynnie, no nie?. Odpoczywam biegając po schodach pińćset razy dziennie, a nawet w nocy jeśli trzeba, sprzątając kuwety, sprzątając apartament po każdym lokatorze, piorąc koce i kocyki, odpoczywam machając wędkami, rzucając piłeczki, włączając zabawki na bateryjki i rozstawiając szeleszczące tunele. 

    I powiem Wam, że odpoczynek to może człowieka wykończyć. Dlatego od kilku dni czuję się tak, jakby ktoś mi wtyczkę z prądu wyciągnął. A poważnie - dopiero od kilku dni w miarę spokojnie sypiam i jakoś tak ze mnie całoroczne (i urlopowe) napięcie schodzi. 

    Ja wiem, paskudna jestem. Nie czytam, nie piszę, nie komentuję i w ogóle. Ale uwierzcie, miałam taki komputerowstręt, że zmuszałam się do zrobienia płatności i zakupów i koniec! Laptopik też pokazuje dąsy i się czasem sam z siebie wyłącza, bo coś mu już karta graficzna siada... 

    Poza tym u wielu z Was Kochane Wy Moje Przyjaciółki po Piórze dzieje się kiepsko, a ja to jak głupia przeżywam i noszę w sobie, choć moje martwienie się jeszcze nikomu w niczym nie pomogło. Dlatego w tym roku musiałam się odciąć od własnych, rodzinnych problemów, zwykle tworzonych ad hoc przez takich, co to lubią być dopieszczani (nieustający koncert życzeń rodzinnej geriatrii), od problemów innych ludzi i udać się na wewnętrzną emigrację. Emigracja polega głównie na nadrabianiu zaległości czytelniczych i zakupie nowych zapasów książek. Odparowuję.

Zacznę od spraw obowiązkowych, czyli drzwi u Beni!

Ta dam! Stało się! Zamontowali! Tym samym mamy już wszystko i na wory karmy i żwirki jeszcze starczyło.

czwartek, 5 grudnia 2019

Nadal robię w kotach

Od kiedy Gucio poszedł na swoje, obiecywałam sobie, że już dość, że chociaż do Świąt nie i w ogóle nigdy więcej.
Gucio jak był dzikiem, tak dzikiem pozostał. Tzn. do personelu, bo z Titą szaleją po domu i uskuteczniają sparingi do upadłego, a Zoja patrzy na nich jak na wariatów.
Jest dobrze. Jak ogarnę przesłane filmiki, to może uda mi się je tutaj wstawić.

Zadzwoniła do mnie pani doktor Olga, że potrzebna jest pomoc. Cóż, ludziom którzy nam nie odmawiali i my odmawiać nie będziemy.
Faktycznie, sytuacja była dość skomplikowana, głównie przez liczebność kotów.
Trzy młode trikolorki znalazły szybko domy via schronisko, a do mnie trafiły dzikie, nieadopcyjne kocice.
Śliczne! I tak sobie u mnie koczują do sterylizacji i trochę po.
Oto psze Państwa trzy Gracje:
Marchewa. Uszy na mistrza Yodę i Aj-kill-ju. Śliczna, najrudziejsza ze wszystkich.


poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Kocie sprawy dzieją się :)

Tru-tu-ru-tu i hura!
Ogłaszam wszem i wobec, że Kulinaria czyli Krokieta z Bigosem wczoraj pojechały do własnego domu, gdzie będą dzielić, rzomdzić i panować niepodzielnie!




Zaraz przejdę do meritum, czyli wczorajszego radosnego dnia, ale najsampierw słów kilka o tym, że różowo nie było i z Gosianką drżałyśmy jak te osiki, czy wspaniała rodzina, która zgłosiła się po kotki nie stchórzy.
Otóż będzie dwa tygodnie temu Krokietka dostała wysokiej gorączki. Bardzo wysokiej!
Z radosnego żywego srebra zrobiła się słabiutka, leżąca i mrucząca nieszczęśliwa szmatka. Wyglądało poważnie i zaraźliwie.



sobota, 16 marca 2019

Doczekałam się!

Post będzie w zasadzie o niczym konkretnym, ale takie są najlepsze.

O tym, że się doczekałam po latach muszę, po prostu MUSZĘ napisać.

Ano doczekałam się, że mężczyźni się o mnie biją!
Teraz! Gdy mam lat... (pomińmy tę przykrą kwestię), no po prostu mam więcej lat niż miałam ich 20 kilogramów temu.
Wtedy się o mnie nie bili, choć kilogramów miałam zdecydowanie mniej, poza tym miałam wąską kibić i nogi od bioder do samiutenieńkiej ziemi. (Nieoceniona Kasia twierdzi, że wtedy nie było się o co bić, a teraz jest mnie więcej, to jakbym zyskała)
I nie, żeby w grę wchodził jakiś bliżej nieokreślony afekt, czy inny romantyczny poryw serca, nie!
Sypialnianie jestem pożądana i sypialnianie się o mnie piorą, lejąc się na odlew po pyskach.
Pisząc, że biją się o mnie sypialnianie, mam dosłownie na myśli, że akcja dzieje się w sypialni mej, a nawet, że dzieje się wprost w mym łóżku.
Mało tego!
W tymże łóżku jestem obecna w czasie tych miłosnych sparingów, a nawet zdarza mi się czynnie brać w nich udział - choć raczej wbrew mej woli.

niedziela, 3 lutego 2019

No i stuknęła nam dycha...

Ostatnio bywam tu rzadko. Bo tak. Bo takie okoliczności przyrody, że tak to ujmę i proszę mi wybaczyć.
Mam nadzieję, że przyjdą lepsze dni i znajdę w sobie na nowo siłę i chęci. Do pisania, do działania, do wszystkiego. A teraz zajmuję się głównie porządkami. W sensie, że w sobie, bo strasznie mi się nabałaganiło. No.
Jednak możecie szturchać mnie czasami słowem jakim. Czemu nie. Działa motywująco takie szturchanie. I jest miłe.
Również ładne, czyste, śnieżne widoczki, które powodują, że jest jaśniej na dworze, podnoszą mnie na duchu.
O, proszsz. Takie coś z okna sypialni poprawia humor:



Ale w sumie ja nie o tym, tylko o tej dyszce, co nam stuknęła.
Nie chodzi tu o okrągłą rocznicę pożycia, ani nawet o dyszkę dużych baniek wygranych w totka.
No z tym ostatnim, to trochę szkoda.
Myślę, że w ciągu godziny udałoby mi się przepuścić większość wygranej, choćby na siepomaga.pl.
Do przepuszczania aktywów nie trzeba dużej wygranej. Zwykła dycha polskich złotych też wystarczy, żeby pomóc Michałowi, o tu:
https://www.siepomaga.pl/walkamichala
(od razu, zanim przeczytacie resztę, otwórzcie sobie link w nowej karcie, żebyście potem nie zapomnieli)
Nie znam chłopaka. AgaMaga mi podesłała link. Pewnie sama też skądś dostała. Ale Michał jest dokładnie w wieku mojego Tofika. Guzik wiem, co czuje teraz ten chłopak, ale doskonale potrafię wejść w skórę jego Mamy. No i za cholerę nie chcę w tę skórę wchodzić. Taka prawda.

Toficzek - słoneczko mamusine, co to mamuni daje po oczkach nie raz blaskiem swoich pomysłów na życie i decyzji, jak i zarówno swoją wielowątkowością  - za 4 dni kończy dwie dychy i życzę mu wszystkiego najlepszego!
Każdy wie, co znaczy mamine najlepszego - to znaczy naprawdę NAJLEPSZEGO!
Takiego NAJLEPSZEGO, że lepszego już nie ma!

No i Mama Michała też swojemu dziecku życzy NAJLEPSZEGO! Dlatego należy pomóc, żeby te życzenia miały choć cień szansy się urzeczywistnić.

To teraz wracamy do dychy właściwej.
Czyli dychy kotów.
Tak! Równiuteńką dziesiątkę kotów mam w domu.

niedziela, 25 marca 2018

Tusiek - koTusiek

Semestr letni jego mać!
I znowu nie mogę zdążyć z niczym, z życiem, spaniem, codziennością a czasem oddychaniem :(
Ogród (potencjalnie) piękny mój leży odłogiem i przyzywa.
A mnie się wydaje, że już za chwilę to ja z tego wszystkiego legnę na marach z cyklem Krebsa na ustach :(

Ale o Tuśku napisać muszę, bo mu się to należy.
Tusiek to nikt inny jak Biały ;) Tylko głupio tak kota wołać barwą futerka, no nie?
Ostatni raz widzieli się Szanowni Państwo Blogoczytacze z Białym, gdy kiblował w mojej łazience na pięterku i walczyliśmy o ograniczenie jego życia wewnętrznego.
Wysiadywałam tam z kocurem godzinami, czule świergoląc kotuś, kotusiek i tak mu zostało: koTusiek ;)


czwartek, 2 listopada 2017

Źwierzontka na nowych włościach - Koty część II

Dziś część dalsza kocich historii.
Nie jest to jednak część ostatnia, żeby PT Blogoczytaczy przytrzymać w napięciu :)

Ku mojemu zaskoczeniu koty w sposób znaczący zmieniły swój behawior.

Najpierw było tak:
Lezę sobie ja techniką brajla świtem bladym do kuchni i cóż ja widzę? Ano jakieś ciemne ślady na panelach w rogu pokoju. Dokładnie pod stołem. Na panelach, co je szorowałam na kolanach dnia poprzedniego, ha!
Bez okularów będąc, co mocno ogranicza percepcję wzrokową, uznałam, że są to jakieś smugi, zapewne pozostawione przez coś z czarnej gumy. Ktoś coś ciągnął lub przesuwał i stąd te ślady.
Oczywiście, bo ja raptus jestem, rzut oka starczył mi za śledztwo, osąd został przeprowadzony i wyrok wydany!
Mężczyzna, bo któż by inny! Praprzyczyna remontowego rozpirzu. Ten rozwalacz ścian, wykuwacz dziur, farbochlap!
Ale trochę się zmitygowałam, bo jednak to tak brzydko zaocznie ferować wyroki...
Padłam na kolana, wsunęłam przednią swą część pod stół i podpełzłam do rzeczonych smug i oto, co się ukazało mym oczom:


poniedziałek, 23 października 2017

Źwierzontka na nowych włościach - Koty część I

Taaaa.... Pannom kotom należy się dużo więcej miejsca niż prostolinijnym i nieskomplikowanym psicom.

To był sądny dzień i jak sobie przypomnę to mi się słabo robi.
Taka kropka nad i naszej przeprowadzki.
Po miesiącu pakowania, przenoszenia, ganiania, załatwiania i ogarniania pracy na końcówce semestru padałam na pysk. Mężczyzna jakoś tak lepiej trzymał pion ale tylko z wierzchu.
Potem dopiero natrafiłam w czeluściach internetów na koszulkę z napisem "Armagedon był wczoraj, dzisiaj mamy prawdziwy problem!". Jakże na miejscu byłaby ta koszulka tegoż dnia.

Zaczęło się już od rana.
Tylko udało mi się zapakować towarzystwo w pięć kontenerków - trzy własne, dwa pożyczone - a koci chór ryknął z głębi płuc. Kto nie wie, co znaczy kocia muzyka, powinien odbyć taką podróż.
Już zaniesienie tego miauczącego bagażu z mieszkania do samochodu nie obyło się bez wzbudzania sensacji na osiedlowym parkingu. Potem napięcie stopniowo rosło.
Miałam do przejechania calutkie 16 km. Gorąco, okna otwarte a tu takie wrzaski i lamenty. Modliłam się tylko, żeby mnie jakiś patrol nie zgarnął, zwłaszcza gdy do kociego jazgotu dołączyły skomlenia podenerwowanych psów.
Na każdziuteńkich światłach byłam lustrowana przez kierowców stojących obok.
Była to jedna z najdłuższych podróży w moim życiu! Uf!

środa, 22 lutego 2017

Komplecik i źwierzontka

Otóż zakończyłam i nawet naszam :)
Czapkę Dwarf's Wife Hat przedstawiałam o >>>TU<<<.
Przeanalizowałam i wzięłam sobie do serca wszystkie rady, jakie dałyście mi w komentarzach.
No może nie wszystkie, bo czerwona czapcia sugerowana przez Frajdę jest dopiero w planach.
Komin do czapki to wypisz wymaluj rekomendowany przez Bubę golfik.
Natomiast sama czapka została podszyta polarem tak, jak doradzała Diabeł.
I to nie byle jakim polarkiem!
Podreptałam do lumpeksiku, celem wyszukania szaliczka w jakimś zbliżonym kolorku. Szaliczka, z którego dałoby się wykroić wkładkę do czapki, choćby w postaci szerokiej opaski.
A natrafiłam na gotową czapkę! GOTOWĄ! I beżową :)
(Oczywiście nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że zapomniałam ją sfocić przed przeróbką?
Uważam, że i tak osiągnęłam wyżyny swoich możliwości, gdyż udaje mi się pamiętać o sfoceniu jedzenia na talerzu przed łapczywym pożarciem - choć przyznaję, nie zawsze - i czasem musiałam coś dwukrotnie pichcić, żeby fotnąć)
Fakt, że musiałam odpruć rant i wykorzystałam tylko górę czapki. Ale ten otok, to kawał szerokiego polaru, który był dwukrotnie złożony, więc mam jeszcze szeroką opaskę na ewentualną kolejną czapkę.
Także wiesz Diable, dzięki!

No to komplecik wygląda tak:








wtorek, 20 grudnia 2016

Mikołaj przyszedł do Futer :)

Tak jak zapowiadałam, dzisiejszy post poświęcony jest mikołajowym prezentom dla moich zwierzaków.

Mikołaj przyszedł do całej czeredy! I to taki prawdziwy, a nie że pańcia w roli grubasa w czerwonym najpierw coś skitrała po szafach ;)
A było tak:
Najpierw był bardzo sympatyczny email od pani Marty, czy można. Email był ujmujący, ciepły, przyjazny i bardzo indywidualny, a nie szablon, jak to mają różne firmy w zwyczaju.
Ano można, a będzie nam bardzo miło!

I oto dnia pewnego pan listonosz stanął na progu z paczką i listem:




poniedziałek, 19 września 2016

Groszek-Troszek i Jupi

Groszek, Groszkowska, Grosik, Grosio, Grosiczek.




Siostrzyczka Jupi.
Na zawsze utkwił mi w pamięci widok dwóch maluchów, które po raz pierwszy zobaczyłam w zapchlonej piwnicy. Siedziało toto na rurach pod sufitem. Nieco większy i bardziej dziarski Burasek wylizywał kaprawe oczka i brudne uszka biało-burej Maliźnie, popatrując na mnie koso.
Potem udało się odłowić to słabsze kocię, a to bure zniknęło nam z oczu na długie tygodnie...

Jest śliczna, słodka i pomału nabiera kształtów kota.

piątek, 26 sierpnia 2016

Jupi i Groszek

Jupi jest kotem niezwykle zabawowym i towarzyskim, dlatego szukamy dla niej domu z innymi zwierzakami, również towarzyskimi :) 
>>> TU <<< ogłoszenie na FB, które dla Jupi zrobiła Ola (Pies we Wrocławiu). Uprzejmie proszę o udostępnianie i rozsyłanie.

Przez ponad miesiąc pobytu u nas Jupilon poczyniła olbrzymie postępy w relacjach kocio-ludzkich. Jedyne czego Jupi nie zaakceptuje, to branie na ręce. Ale na drapanko i do zabawy sama zgłasza się na ochotnika.
Jest słodko bezczelna, bez krępacji pcha się do misek, zaczepia zwierzaki i zaprasza do zabawy, ładuje się w nocy państwu do łóżka i barankami domaga się uwagi. Przychodzi na wołanie!
Fajna jest ta Jupi.
To teraz trochę scen z życia Jupi:

Notorycznie pakuje się do koszyka Burej