Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręcznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręcznie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 sierpnia 2024

Ryba w jajku

 

To już za chwileczkę, za momencik i wyjeżdżamy!

Uwierzyć nie mogę, że wreszcie zobaczę morze i się nad nim pobyczę, choć nie wiem, czy wysiedzę tyle dni w słodkim nieróbstwie. Obawiam się, że ja nie umiem tak na dłuższą metę. Na razie się miotam zabezpieczając dom, zwierzaki i wziętych z łapanki i pod włos ochotników do opieki nad stadem i gospodarstwem. Kurnik sprzątnięty, kurejry zaopatrzone, zapasy karmy dla psów/kotów zrobione, instrukcje obsługi zaraz będą spisywane, kogo czym się karmi i w jakiej kolejności. Lodówka, zamrażarka załadowane, żeby nam kadra z głodu na tym zaogoniu nie wymarła, łóżka pościelone. Kadra nawet się cieszy z agroturystyki, więc niech radość kadry trwa póki zderzenie z rzeczywistością nie ostudzi entuzjazmu :)

poniedziałek, 14 listopada 2022

Święta Gertruda z Nijvel (Nivelles), Celtowie i kociąt klęska urodzaju

 

    To dzisiaj! Dzisiaj usiadłam i już muszę z siebie wydobyć nowy wpis na światło dzienne! Jestem to winna kochanym, cierpliwym PT Blogoczytaczom oraz sobie samej.

    Czy Wy też tak macie, że ktoś Wam czas podbiera? A może on sam ucieka/wycieka przez jakieś dziury w osnowie rzeczywistości?

    Dodatkowo tonę w kisielu codzienności, który spowalnia mi ruchy i więzi w wirze prac pracowych, domowych, kuchennych a nawet ogrodowych. Czasem również kociętami w oczy sypnie. Jednym słowem dziadzieję na maksa!

I nie podoba mi się to! Bardzo mi się nie podoba!

Dobra. Chlipnęłam sobie na wstępie, a teraz trzeba nos rękawem utrzeć i brać się do pisania ;)

Otóż.

wtorek, 8 lutego 2022

Pocieszki czasów zarazy czyli chwalipięctwo wyczynowe

Kiedyś już obiecałam ten post. Post jest z założenia mało ambitny, rozrywkowy, pocieszkowy w związku ciekawymi czasami, w jakich przyszło nam żyć i w założeniu ma być głównie wizualny. 

Czyli PT Czytacze mają się rozerwać wzrokowo bez nadmiernego obciążania zwojów analizą tekstu.

Nic szczególnego. Będzie chwalipięctwo wyczynowe. Czyli o zakupach na poprawę humoru (i nie tylko zakupach), które uprawiałam w czasie plandemii.

Siedziała baba dwa lata na czterech literach przeważnie w domu, z dostępem do neta i firm kurierskich wszelkiej maści, no to się działo :)

Oczywiście bolesławieckich łupów, które tutaj prezentowałam w stosownym czasie, przypominać nie będę. Ale oprócz łupów bolesławieckich przybyło mi różnych innych dóbr. Czy ja już wspominałam, że raczej staram się rzeczy pozbywać i idę w minimalizm? No bo taki mam plan. Patrząc jednak na zdjęcia poniżej staję w zadziwieniu, co do rozmiarów mojego minimalizmu ;)

Na początek dowód, że anioły spadają z nieba. Anioł do mnie przyleciał na otarcie łez, pokazać, że troszczy się o moje zwierzaki, które już są po drugiej stronie tęczowego mostu. Jest tam i Fox, i Bazyl, Pixel, Mamba i Łazanka, a Tusia anioł trzyma na kolanach. Reszta towarzystwa, czyli Kreska, Jupi, Rzępol i Jojo pewnie schowały się pod jego skrzydłami, to ich nie widać. Anioł jest prawdziwy, bo przyleciał spod samej Jasnej Góry, o!


środa, 6 marca 2019

Prezenty - niezwykłe torebki

Zarówno torebka, jak i zdjęcie autorstwa pana Jana Lewartowskiego 


Co roku przed Bożym Narodzeniem stajemy przed dylematem, a w sytuacji tej nie jesteśmy odosobnieni, co podarować w prezencie najbliższym bliższym i dalszym, którzy tak naprawdę już WSZYSTKO mają.
Różnie zostało to rozwiązane w innych rodzinach. Niektórzy w ogóle rezygnują z prezentów, obdarowując tylko najmłodszych członków rodziny. Inni się biedzą, szukając koncepcji lub kupują coś banalnego i neutralnego, co zwykle po świętach ląduje jako zwrot w sklepie, na Allegro lub po prostu w koszu na śmieci. Oszczędniejsi nieudany prezent puszczają dalej, zawalidroga staje się prezentem przechodnim i bywa, że trafia jako zemsta po latach do pierwotnego darczyńcy. Na tego typu prezenty doskonale nadają się poliestrowe komplety pościeli, okazyjnie nabyte kołdry czy kupiony lekkomyślnie w telemarkecie sprzęt AGD.

Z książkami bywa ten problem, że molom książkowym już brakuje na nie miejsca i korzystają z czytników, a darować komuś ebooka jest jakoś nie teges. Poza tym trudno, mimo mnogości tytułów na rynku, trafić w gusta literackie obdarowywanego, a jak się już trafi w sam ich środek, to zwykle obdarowany ten tytuł ma. Notoryczny problem w mojej rodzinie czytaczy.
Pewnym rozwiązaniem są "listy do Mikołaja".

Jakiś czas temu poszliśmy w produkty spożywcze, bo to nie zalega latami. Dżemy, pierniczki, przyprawy, kawy i herbaty. I to się nawet sprawdzało.
W tym roku poszliśmy dalej i poczyniliśmy kolejne założenia w kwestii nabywania prezentów.
Pierwszym było, że NIC made in China. Ze względów światopoglądowych, z szeroko rozumianym światopoglądem. Wbrew pozorom nie było to takie trudne.
Najchętniej produkty rodzime o praktycznym zastosowaniu. Całkiem nieźle wypadły kolorowe męskie skarpetki marki Wola i jakoś nikt nie marudził, bo wzorki zwierzęce były dobrane indywidualnie.
Idąc dalej w założeniach, miały to być produkty rodzimego rękodzieła, które są dla swoich twórców źródłem utrzymania lub produkty spożywcze lub rękodzielnicze, z których dochód idzie na zbożny cel ludzki lub zwierzęcy.
Ponieważ problem obdarowywania nie dotyczy tylko Świąt Bożego Narodzenia, prezentowe założenia przyjęliśmy za swoiste wytyczne, prezentowy regulamin czy kodeks i stosujemy z powodzeniem.

niedziela, 21 stycznia 2018

Chaotyczny, zaczapkowany post z krokodylem

Nie dalej jak wczoraj Leciwa szturchnęła mnię komentarzem pod poprzednim postem, informując, że Bóg już się narodził jakiś czas temu i życie toczy się dalej. No i to dalej właśnie się PT Blogoczytaczom należy jak psu zupa.
W sumie racja, bo się opuszczam w pisaniu.

(Leży mi taki jeden temacik na wątrobie ale boję się, że jak nie bacząc na konwenanse puszczę wodze emocjom, które mnie gryzą, to rozwalę klawiaturę, bloga, stosunki towarzyskie, a żółć ze mnie wyciekać będzie rzeką. przy której Amazonka to lichy ściek. A cała impreza skończy się wizytą smutnych panów z nakazem prokuratorskim - ale zapewne ten post niedługo nastąpi. Dojrzewam)

Dzisiaj będzie post zastępczy oględnie odpowiadający na pytanie, co u nas.
Zaczapkowałam się drutowo, bo ciągle jeszcze maszyna do szycia wraz z akcesoriami nie trafiła na swoje miejsce, ale za tobędzie stała w doborowym towarzystwie. Nabyłam Overlocka! W okolicach wakacji zamierzam się zamknąć z moim sprzętem i wreszcie dać upust szyciowym pomysłom.

Druty też są ok. Na początku sezonu zimowego, czyli tej chłodniejszej części pory deszczowej, znowu doszłam do wniosku, że brakuje mi czapki. Tym razem w kolorze zielonym. Ale z akcentem brązowym, żeby była bardziej uniwersalna.
No i o, proszsz, orzeszek taki wyszedł niczym kapelutek żołędzia. Antenkę też ma:


środa, 3 maja 2017

Jarmark bożonarodzeniowy w Leśnicy, czyli jak poznałam Ewę :)

Taaaaa... To jest właśnie jeden z baaaaardzo zaległych postów, które się tłoczą, cisną i popychają, żeby wreszcie się wydostać na światło dzienne blogaska.

A przed Ewą to mi wstyd, że dopiero teraz.

Do rzeczy.

Rozczarowana jarmarkiem bożonarodzeniowym na wrocławskim rynku, który został zmonopolizowany przez kilku wystawców, po 4-5 stoisk każdy, przestałam nań bywać.
Co oczywiście zrodziło w mych trzewiach jarmarczny głód bożonarodzeniowych świecidełek.
Jakże się więc ucieszyłam, że w Zamku w Leśnicy będzie taki mini jarmark.

Zamek w Leśnicy lubię odwiedzać i bez imprezowych okazji, bo jest PRZEŚLICZNY!



środa, 22 lutego 2017

Komplecik i źwierzontka

Otóż zakończyłam i nawet naszam :)
Czapkę Dwarf's Wife Hat przedstawiałam o >>>TU<<<.
Przeanalizowałam i wzięłam sobie do serca wszystkie rady, jakie dałyście mi w komentarzach.
No może nie wszystkie, bo czerwona czapcia sugerowana przez Frajdę jest dopiero w planach.
Komin do czapki to wypisz wymaluj rekomendowany przez Bubę golfik.
Natomiast sama czapka została podszyta polarem tak, jak doradzała Diabeł.
I to nie byle jakim polarkiem!
Podreptałam do lumpeksiku, celem wyszukania szaliczka w jakimś zbliżonym kolorku. Szaliczka, z którego dałoby się wykroić wkładkę do czapki, choćby w postaci szerokiej opaski.
A natrafiłam na gotową czapkę! GOTOWĄ! I beżową :)
(Oczywiście nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że zapomniałam ją sfocić przed przeróbką?
Uważam, że i tak osiągnęłam wyżyny swoich możliwości, gdyż udaje mi się pamiętać o sfoceniu jedzenia na talerzu przed łapczywym pożarciem - choć przyznaję, nie zawsze - i czasem musiałam coś dwukrotnie pichcić, żeby fotnąć)
Fakt, że musiałam odpruć rant i wykorzystałam tylko górę czapki. Ale ten otok, to kawał szerokiego polaru, który był dwukrotnie złożony, więc mam jeszcze szeroką opaskę na ewentualną kolejną czapkę.
Także wiesz Diable, dzięki!

No to komplecik wygląda tak:








wtorek, 13 grudnia 2016

Czapusia DWARF’S WIFE HAT :)




Zobaczyłam ją u Ewy Kuacji i się zakochałam bez opamiętania. A dokładnie zobaczyłam ją >>>TU<<<.
Potem polazłam do Asji, a następnie TU - po wzór, który można pobrać za darmo.
Następnie zaczęłam przetrząsać zasoby w celu znalezienia odpowiedniej włóczki i wygrzebałam ostatnie kłębki zgrzebnej, polskiej wełny (zachomikowanej przez przodków jeszcze w latach 80/90!), które mi zostały po wydzierganiu tuniki - nietoperza.
Niezbyt wdzięcznie się z niej robi, bo jest szorstka, a w splocie jeszcze są okruchy siana i słomy :D
Nierówna nitka nie pozwala uzyskać ścisłego splotu.
Niemniej narzuciłam na druty i dziarsko wzięłam się do dziergania.

piątek, 30 września 2016

Sweter :)




Zobaczyłam go w lumpeksiku i wiedziałam, że musi być mój!

Był fatalnie zrobiony. Zbyt ściśle. Fason nieodpowiedni zupełnie do tak ciężkiej włóczki. W efekcie sweter po nałożeniu dopasowywał się w biodrach, a niemiłosiernie rozciągał w ramionach, tak że spokojnie zmieściłby się w nim Pudzianowski.
Rękawy wisiały smętnie i ktoś jakimiś głupimi zaszewkami i szczypankami próbował go jednak przystosować do noszenia.