Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 sierpnia 2024

Ryba w jajku

 

To już za chwileczkę, za momencik i wyjeżdżamy!

Uwierzyć nie mogę, że wreszcie zobaczę morze i się nad nim pobyczę, choć nie wiem, czy wysiedzę tyle dni w słodkim nieróbstwie. Obawiam się, że ja nie umiem tak na dłuższą metę. Na razie się miotam zabezpieczając dom, zwierzaki i wziętych z łapanki i pod włos ochotników do opieki nad stadem i gospodarstwem. Kurnik sprzątnięty, kurejry zaopatrzone, zapasy karmy dla psów/kotów zrobione, instrukcje obsługi zaraz będą spisywane, kogo czym się karmi i w jakiej kolejności. Lodówka, zamrażarka załadowane, żeby nam kadra z głodu na tym zaogoniu nie wymarła, łóżka pościelone. Kadra nawet się cieszy z agroturystyki, więc niech radość kadry trwa póki zderzenie z rzeczywistością nie ostudzi entuzjazmu :)

środa, 5 czerwca 2024

Labneh czyli Almette domowej roboty i pożegnanie z Bamboszem

 Pozostajemy w tematach kulinarnych i oczywiście kocich.

Ponieważ żyrta jestem, ale przy garach stać nie lubię, bardzo cenię sobie szybkie i proste w wykonaniu a smaczne potrawy. Lubię też wszelkiego rodzaju sery i twarogi, więc nic dziwnego, że jak natknęłam się na przepis na twarożek z jogurtu greckiego, to od razu rzuciłam się wypróbować.


piątek, 17 maja 2024

Pielmieni na sposób lany Marzyni Mamci

 


Ano tak. Kusiło mnię wypróbować insze farsze niż ruski i skusiło. Zrobiwszy klasyczny farsz do pielmieni w wersji ze świni i ukręciwszy nieco gęściejsze ciasto na naleśniki, przystąpiłam do smażenia.


Jakby kto przepisu potrzebował dokładniejszego to po farsz należy zajrzeć do AniaGotuje.pl, a po całą resztę wykonu do Marzyni Mamci.

środa, 8 maja 2024

Zarinek rulez!

Kot Zarinek wymiata, jak to napisała Agniecha.

Kot Zarinek stał się u nas zupełnie innym kotem. Wyluzował chłopak, zaczął się bawić jak mały kociak wędką i myszami z kocimiętką oraz szeleszczakami. Rozgadał się, wyrozkoszniał, ocierać się zaczął i miziać i wywalać na plecki, a przede wszystkim wypiękniał!



sobota, 10 lutego 2018

Babka śmietankowa i wiosenne spacery

Dawno nie było nic w kulinarnym temacie i czas to nadrobić.
To dzisiaj babka śmietankowa.

Babka śmietankowa to ta jasna kromeczka, pod spodem ostatni kawałek pysznego ciasta Jareckiej, które u nas robi za piernik
- i nie znam łatwiejszego i pyszniejszego. A przepis jest TU, w kuchni Deszczowego Domu


A to babka w pełnej krasie:


niedziela, 21 stycznia 2018

Chaotyczny, zaczapkowany post z krokodylem

Nie dalej jak wczoraj Leciwa szturchnęła mnię komentarzem pod poprzednim postem, informując, że Bóg już się narodził jakiś czas temu i życie toczy się dalej. No i to dalej właśnie się PT Blogoczytaczom należy jak psu zupa.
W sumie racja, bo się opuszczam w pisaniu.

(Leży mi taki jeden temacik na wątrobie ale boję się, że jak nie bacząc na konwenanse puszczę wodze emocjom, które mnie gryzą, to rozwalę klawiaturę, bloga, stosunki towarzyskie, a żółć ze mnie wyciekać będzie rzeką. przy której Amazonka to lichy ściek. A cała impreza skończy się wizytą smutnych panów z nakazem prokuratorskim - ale zapewne ten post niedługo nastąpi. Dojrzewam)

Dzisiaj będzie post zastępczy oględnie odpowiadający na pytanie, co u nas.
Zaczapkowałam się drutowo, bo ciągle jeszcze maszyna do szycia wraz z akcesoriami nie trafiła na swoje miejsce, ale za tobędzie stała w doborowym towarzystwie. Nabyłam Overlocka! W okolicach wakacji zamierzam się zamknąć z moim sprzętem i wreszcie dać upust szyciowym pomysłom.

Druty też są ok. Na początku sezonu zimowego, czyli tej chłodniejszej części pory deszczowej, znowu doszłam do wniosku, że brakuje mi czapki. Tym razem w kolorze zielonym. Ale z akcentem brązowym, żeby była bardziej uniwersalna.
No i o, proszsz, orzeszek taki wyszedł niczym kapelutek żołędzia. Antenkę też ma:


niedziela, 16 października 2016

Super proste i wspaniałe ciasto maślankowe Prezes Kury :)




Pod moim poprzednim postem kulinarnym o szybkim cieście z owocami, Hana z Pastelowego Kurnika, znana jako Prezes Kura, zamieściła przepis na jeszcze szybsze ciasto z maślanką.
Ciasto jest cudowne i zawsze się udaje i można z nim dowolnie eksperymentować, a w dodatku jest BŁYSKAWICZNE!!!
Genialne w swojej prostocie i genialnie wykorzystuje proste reakcje chemiczne. Otóż kwas mlekowy z maślanki + wodorowęglan sodowy, znany powszechnie jako proszek do pieczenia, bez pudła wejdą w reakcję, co skutkuje pięknym wzrostem ciasta.

No to podaję jak to szło w oryginale:

środa, 14 września 2016

Fałszywy móżdżek z drożdży


Obiecany fałszywy móżdżek czyli z drożdży.
Jadałam w swoim życiu oryginał i przyznam, że podróbka smakuje mi zdecydowanie lepiej :)

Przepis oczywiście wspaniałej Ireny Gumowskiej, której wszyscy medialni kucharze celebryci powinni nisko czapkować, a i nabożnie do grobu pielgrzymować przynajmniej raz w roku. Albowiem to nie sztuka tworzyć przepisy, gdy w sklepach jest WSZYSTKO. Sztuka to było gotować smacznie i żywić rodzinę, gdy na półkach w sklepach był ocet i musztarda. 
Pod tym względem Irena Gumowska była absolutnie N I E Z A S T Ą P I O N A!!!

środa, 10 sierpnia 2016

a'la szparagi

Szparagi.
Są tacy, którzy je uwielbiają i tacy, którzy je mogą jeść w poprzek.
Osobiście nie uważam ich za przysmak i mogę bez nich egzystować całkiem spokojnie.
Ot mam po prostu niewyrobione plebejskie podniebienie i dobrze mi z tym.

Jednak, o czym już kilkakrotnie wspominałam, bardzo lubię przepisy kulinarne z najbardziej siermiężnych okresów naszej historii. Może dlatego, że sama wychowana byłam na erzacach.
Homar z dorsza, kawior z marchewki, marcepan z ziemniaków, móżdżek z drożdży lub z kalafiora (obie wersje superpyszne!), flaczki z boczniaków, piernik z marchwi i... szparagi z kalarepki :)

Niektóre z tych zamienników wypadały lepiej niż oryginały i na homara z dorsza nabierały się nawet osoby światowe, którym homary zdarzało się jadać. Nieodmiennie osoby te popadały w zadziwienie, skąd u moich rodziców homar na stole, choć w sklepach tylko ocet, musztarda i śledzie marynowane?

Na homara i móżdżek jeszcze przyjdzie czas, a dzisiaj na warsztat idą szparagi, bo sezon na kalarepkę trwa :D




poniedziałek, 22 lutego 2016

Słoneczna zupa z marchwi, bo na dworze zimno i mokro




Zimno.
I mokro.

Czuję się jakbym zamieszkała w krainie Deszczowców.
Pod oknem nam przeciekało, ale szczęśliwie już nie przecieka.
Za to bębni.
O parapet i o blaszany daszek.
I za nic nie jestem w stanie podzielić radości z Kraftówną.


sobota, 13 lutego 2016

Serniczek na smutki

Specjalnie dla Was, wychodząc na przeciw oczekiwaniom Joanny Z., przepis na serniczek.
Przepis spisany przez Mężczyznę, więc z aptekarską dokładnością (tak, że każdy inny samiec da sobie radę z materią serniczą ;)

Sernik

Składniki potrzebne do wypieku:
- 1,5 kg sera białego
- 2 jajka
- 4 żółtka jajek
- 0,5 szklanki oleju
- 1 szklanka cukru (ja dałem 0,5 szklanki)
- budyń waniliowy lub śmietankowy
- trzy lub cztery kropelki smaku waniliowego do ciast
- bakalie (nie miałem bakalii, więc nie dodawałem)
- herbatniki lub biszkopty (na spód wypieku)

Ceremonia przygotowania:
Poniżej potrzebne składniki do wypieku:



czwartek, 10 grudnia 2015

Festiwal ziemniaka czyli temat zastępczy

O ziemniakach, pyrach, kartoflach, grulach i tak napisać miałam, ale...
No właśnie. Chodzi o to, żeby PT Czytelnicy nie myśleli, że ja tylko przy garach stoję, a jak już nie stoję, to się przewracam - na miętkie. Czyli, że trup mój ścieli się gęsto w pościeli, do życia przywracany przez psie i kocie kataplazmy.

Nie, Państwo szanowne uwierzyć musi na słowo, że tak nie jest. Maszyna do szycia jest w ciągłym i intensywnym użyciu i aż mnie w dołku ciśnie, żeby móc się pochwalić efektami pracy mej maszyny. Ale nie mogę.

sobota, 21 listopada 2015

Pyszna szarlotka - łatwiejszej nie wymyślono :)

Dzisiaj pyszniasta szarlotka, której nie da się sknocić i nie wymaga wiele pracy - ot utarcie jabłek.
Pewnie wiele z Was ją zna jako szarlotkę sypaną, ale może ktoś jeszcze nie, a warto.
U mnie absolutny, szarlotkowy must have!

Aaaa... w internetach są jej bardzo ładne zdjęcia, ale uprzedzam, że owa szarlotka rzadko wychodzi fotogeniczna. Lecz w sumie to nie wyglądu się od szarlotki oczekuje ;)

sobota, 31 października 2015

Zupa z dyni i zwierzęca magia :)

   Wszystko przez Frajdę Przyrodnika i jej dyniowy bal.
Kilka dni temu Frajda podłożyła mi dyniową świnię - zrobiła to perfidnie, bo na wieczór, kiedy miałam już nic nie żreć i w dodatku cały post okrasiła fotografiami.
Będziesz mi Frajda za takie numery gumki w spodnie wszywać.
I jak ja się tej dyni tak napatrzyłam...
tak napatrzyłam....
obśliniłam się niemiłosiernie.
Nie pozostało nic innego jak pokłusować do garów i sobie taką zupę machnąć z dyni właśnie.
Jest to zmodyfikowany przepis ponoć Anety Kręglickiej, jakby kto chciał oryginału sobie szukać. Modyfikacja polega na dodaniu przeze mnie marchwi, przesunięciu czosnku z początku przepisu na koniec i podwojeniu proporcji, bo tą homeopatyczną dawką z oryginalnego przepisu można się tylko wkurzyć.

niedziela, 18 października 2015

Masz (leniwa) babo placek... drożdżowy :) a chleb przy okazji

   Dziś znowu post kulinarny z plackiem w głównej roli (obiecanym kiedyś tam), bo pora roku wypiekom sprzyja.

 Tu placek jeszcze w wielkanocnej odsłonie:

   Dla tych, którzy jeszcze nie do końca w to wierzą, powtórzę: jestem niezwykle leniwa, umiejętność pichcenia mam opanowaną w stopniu dostatecznym, w obżarstwie osiągnęłam poziom mistrzowski. Z tego wszystkiego rodzą się kompromisy, w których kluczową rolę odgrywa smak, wsparty łatwością i krótkim czasem przygotowania smakowitości.

  No to lecimy - ciasto drożdżowe.

czwartek, 1 października 2015

Tagliatelle z boczniakami

   Nie wiem jak Państwo szanowne, ale ja uwielbiam wszelkie makarony z dodatkami, w których jak wiadomo specjalizuje się kuchnia włoska.
Dlatego dzisiaj przepyszny i sprawdzony przepis rodowitej Włoszki, Tessy Capponi - Borawskiej, z książki "Moja kuchnia pachnąca bazylią". Pozwolę sobie zamieścić zarówno oryginał przepisu, jak i moje autorskie sugestie - do wyboru dla ewentualnych naśladowców.



środa, 9 września 2015

Sałatki poniekąd farncuskie

    Na jednej z półek kuchennych, obok dzieł cennych i wiekopomnych, siedzi rozparty opasły zeszyt. Zeszyt oprawny w prawdziwą historyczną skajkę-niepękajkę, która odeszła do lamusa wraz z tekturowymi walizkami, oranżadą w woreczkach, bibovitem i napojami z saturatora. Kajet dostałam jako souvenir z byłego Związku Zdradzieckiego. Solidny papier, twarda oprawa, na froncie i grzbiecie wytłoczony i wyzłocony napis głosi, że jest to Kniga dla zapisi kulinarnow rieceptow. Lata całe zeszyt się zapełniał i puchł od dołączanych doń kartek. Czasami odkrywam w nim na nowo różne przepisy i wraz ze smakami wracają wspomnienia różne, miłe :)
   W owym radzieckim kajecie - pardon - tietradzie, znajdują się dwa przepisy o wdzięcznym tytule Sałatka francuska - światowe takie. Jeden dostałam od koleżanki jeszcze na studiach (czyli dawno), drugi był "od zawsze" w naszym rodzinnym domu i chyba ma coś wspólnego z Irenką Gumowską :)
Nie wiem, która z sałatek jest bardziej francuska, o ile którakolwiek ma z Francją cokolwiek wspólnego, ale ponieważ obie są pyszne i na czasie, no to przepisy wrzucam.

wtorek, 8 września 2015

Ciociowe ogórki :)

    Zaległości mam blogowe ostatnimi czasy i wyrzuty sumienia w sferze kulinarnej względem PT Czytelników. Zgromadziłam już niezły zapasik fajnych, prostych i sprawdzonych przepisów na pyszności różne. Przepisami owymi planowałam się już dawno podzielić i zawsze coś mi było wbrew, czyli się nie składało.
   Kajam się zatem i nadrabiam zaległości, zmobilizowana dwoma postami Buby z przepisami sałatek >>> TU <<< i >>> TU <<<. Bo niby Buba nie umie i nie lubi gotować, a jak już zamieści przepis to dobry. To znaczy na dania takie, jak lubię ja i moje lenistwo - proste, błyskawiczne i smaczne. A ja wybitnie nie lubię się męczyć (wspominałam już, że jestem koncertowym leniem?).
    Dlatego cenię sobie NIESKOMPLIKOWANE przepisy. Tak proste, że gorący kubek wydaje się przy nich kulinarnym misterium.

środa, 8 kwietnia 2015

Za co ja uwielbiam ideę second hand'u (2)

 Za książki, rzecz jasna!
W niektórych lumpeksach są, oprócz ciuchów i innych dóbr, także książki. Tą drogą zdobyłam m.in. trzy tomy opowieści o Misiu Paddingtonie i rozliczne bajeczki po angielsku, które służyły i mi, i Tofikowi w poznawaniu języka.

Jedna z naszych ulubionych jest o Elmerze, słoniu którego z opresji uratował motyl :)


     Czasami trafiają się w życiu rzeczy niezwykłe. 
Raz obładowana siatami wracałam z zakupów na targowisku bocznymi uliczkami i natknęłam się na nowo otwarty ciucholand.