niedziela, 25 marca 2018

Tusiek - koTusiek

Semestr letni jego mać!
I znowu nie mogę zdążyć z niczym, z życiem, spaniem, codziennością a czasem oddychaniem :(
Ogród (potencjalnie) piękny mój leży odłogiem i przyzywa.
A mnie się wydaje, że już za chwilę to ja z tego wszystkiego legnę na marach z cyklem Krebsa na ustach :(

Ale o Tuśku napisać muszę, bo mu się to należy.
Tusiek to nikt inny jak Biały ;) Tylko głupio tak kota wołać barwą futerka, no nie?
Ostatni raz widzieli się Szanowni Państwo Blogoczytacze z Białym, gdy kiblował w mojej łazience na pięterku i walczyliśmy o ograniczenie jego życia wewnętrznego.
Wysiadywałam tam z kocurem godzinami, czule świergoląc kotuś, kotusiek i tak mu zostało: koTusiek ;)


poniedziałek, 5 marca 2018

Prawdziwy wyścig z czasem!

Kochani!
Miało być coś miłego i słodkiego o tym, jak się Biały, zwany obecnie Tuśkiem, zadomowił, jakie to ja prezenty od mojego kociego wielbiciela dostaję i w ogóle, ale nie przepadnie, jeszcze będzie.
A teraz wyszła pilniejsza sprawa - DUŻO PILNIEJSZA!

Oto jakiego dzisiaj dostałam rozpaczliwego maila od Ewy, mojej koleżanki z ławki z ogólniaka:

Witam Wszystkich
Dziś piszę z konkretną i ważną sprawą-Kasi (mojej córki) koleżanki z klasy braciszek Tymek ma siatkówczaka. Zbierane są pieniądze  na operację w USA, ale czas jest tylko do 19 marca, czyli 2 tygodnie. Dołączcie się bardzo proszę , każda kwota się przyda. Podajcie dalej, bo nie mam adresów do wszystkich z naszej Klasy, oraz do wszystkich ( zwłaszcza bogatych) krewnych-i-znajomych królika. Podaję link do strony fundacji, w której jest Tymek:
 
Przy okazji-dziękuję wszystkim głosującym na Śmieciaka, fajna zabawa, ale jak zawsze są ważniejsze sprawy, niestety
 
Pozdrawiam serdecznie ,
Ewa Boniecka-Dąbrowska



No to nic dodać nic ująć. Wiecie jak jest, bo wszyscy tu zaglądający są rodzicami, ciociami i wujkami lub dziadkami i potraficie się kochani wczuć. Przerażające dla mnie jest to, że w obliczu takiej tragedii Rodzice tego Malucha muszą się mierzyć jeszcze z problemem finansów.
Zmówmy szybki paciorek dziękując, że nasze dzieci zdrowe i sięgnijmy proszę do kieszeni nawet po kilka złociszy - bo złotówka do złotówki... no wiecie jak to działa. Fejsbukowych i tłiterowych proszę dodatkowo o udostępnianie
No to jak PT Towarzysze Blogoczytacze, pomożecie?


sobota, 24 lutego 2018

Dlaczego warto pomagać

Pamiętacie Magdusię (KLIK, KLIK), o której Wam rokrocznie przypominam w związku z rozliczaniem PITów?








Magda jest prawdziwym wojownikiem :D






   No to jak co roku podpowiadam, że Magdusi można przekazać 1% podatku albo wpłacić jakiś niewielki nawis inflacyjny, jeśli takowy się zalęgł w Waszym budżecie :)
Bo pomoc się mnoży, gdy się ją dzieli - to wie każde dziecko, a jednak czasem miło mieć dowody na to zjawisko. Oto i one:

sobota, 10 lutego 2018

Babka śmietankowa i wiosenne spacery

Dawno nie było nic w kulinarnym temacie i czas to nadrobić.
To dzisiaj babka śmietankowa.

Babka śmietankowa to ta jasna kromeczka, pod spodem ostatni kawałek pysznego ciasta Jareckiej, które u nas robi za piernik
- i nie znam łatwiejszego i pyszniejszego. A przepis jest TU, w kuchni Deszczowego Domu


A to babka w pełnej krasie:


sobota, 3 lutego 2018

Historyczna data 2. lutego

Data jest historyczna z dwóch powodów. I nie chodzi tu o święto Matki Boskiej Gromnicznej, do którego mam wielki sentyment.

Primo po pierwsze w piątek 2. lutego odbyła się PIERWSZA rozprawa w sprawie odszkodowania po wypadku Mężczyzny.
Okropny wypadek, który wywrócił nasze życie do góry nogami, miał miejsce dokładnie dwa lata i siedem miesięcy temu 2. lipca 2015 roku. No i właśnie się doczekaliśmy!
Pierwsza rozprawa, przesłuchanie Mężczyzny na okoliczność.
Nie będę się wgryzać w temat pracy naszych sądów, dość powiedzieć, że reforma gruntowna, dogłębna i jaka tylko jest im potrzebna jak tlen (uprzejmie proszę o nie rozwijanie tematu reform w komentarzach z szacunku dla mych zszarganych nerwów; ja odszkodowanie za swój wypadek - stłuczkę - uzyskałam po trzech latach)

Przeprowadzka bardzo nam pomogła uporać się z traumą, a teraz znowu wszystko wraca i maglujemy temat od nowa :(
No nic. Nie takie rzeczy ludzie przeżyli.
Jednocześnie wracając myślami do tych strasznych dni chciałam SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ wszystkim PT Blogoczytaczom miłym, którzy w tamtych strasznych dniach otoczyli nas modlitwą, serdecznym wsparciem, ciepłymi słowami. Strumienie DOBRA płynęły od Was kochani z każdej strony i podtrzymywały Tofika i mnie na duchu, a Mężczyznę przy życiu.
Nie zapomniałam o tym. Pamiętam i jestem Wam niewysłowienie wdzięczna!

Primo po drugie nie jest już takie jednoznacznie osadzone w dacie, ale chyba 2 lutego będzie najlepszy do odtrąbienia przełomu w moim związku z Białym.

niedziela, 21 stycznia 2018

Chaotyczny, zaczapkowany post z krokodylem

Nie dalej jak wczoraj Leciwa szturchnęła mnię komentarzem pod poprzednim postem, informując, że Bóg już się narodził jakiś czas temu i życie toczy się dalej. No i to dalej właśnie się PT Blogoczytaczom należy jak psu zupa.
W sumie racja, bo się opuszczam w pisaniu.

(Leży mi taki jeden temacik na wątrobie ale boję się, że jak nie bacząc na konwenanse puszczę wodze emocjom, które mnie gryzą, to rozwalę klawiaturę, bloga, stosunki towarzyskie, a żółć ze mnie wyciekać będzie rzeką. przy której Amazonka to lichy ściek. A cała impreza skończy się wizytą smutnych panów z nakazem prokuratorskim - ale zapewne ten post niedługo nastąpi. Dojrzewam)

Dzisiaj będzie post zastępczy oględnie odpowiadający na pytanie, co u nas.
Zaczapkowałam się drutowo, bo ciągle jeszcze maszyna do szycia wraz z akcesoriami nie trafiła na swoje miejsce, ale za tobędzie stała w doborowym towarzystwie. Nabyłam Overlocka! W okolicach wakacji zamierzam się zamknąć z moim sprzętem i wreszcie dać upust szyciowym pomysłom.

Druty też są ok. Na początku sezonu zimowego, czyli tej chłodniejszej części pory deszczowej, znowu doszłam do wniosku, że brakuje mi czapki. Tym razem w kolorze zielonym. Ale z akcentem brązowym, żeby była bardziej uniwersalna.
No i o, proszsz, orzeszek taki wyszedł niczym kapelutek żołędzia. Antenkę też ma:


niedziela, 24 grudnia 2017

Bóg się rodzi!


W tym roku dekoracyjnie znowu poszliśmy w minimalizm.
Nawet nie ma na naszej ścianie choinki 2D, o pełnowymiarowej nie wspominając!
Cieszymy się świerczkami i jałowcami zewnętrznymi i to nam w zupełności wystarcza.


Kolędy rozbrzmiewają, Bóg się rodzi - oczywiście w asyście kota.
No bo niech mi kto powie, że w stajence nie było kota!
Oczywiście, że był!